Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

czw paź 18, 2018 3:14 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Gdy tylko Vitav przyjrzał się misternie zdobionemu wisiorkowi, w jego głowie zaświtała nowa myśl. Tym razem rodzina Kristy nie była już tak heroiczna, jak to się wcześniej mężczyźnie wydawało. Biżuteria wyglądająca jak ostry szpikulec, a zwłaszcza jej dziwna, powtarzająca się obecność w powiązanych z morderstwami miejscach nasunęła Krtani dość szczególną teorię. Łańcuszki miały być teraz rodzajem znacznika wskazującego oprawcy ofiarę, co tłumaczyło śmierć Amelie. Wszak nawet jej rozpustny sposób życia nie mógł rozwścieczyć świętoszkowego Pierwszego, za jej zgonem musiało się kryć coś innego. Czemu więc nie miało chodzić o to, że matrona, przekupując dziewczynę świecidełkami, nie wskazała jej świadomie bądź nieświadomie mordercy? Oczywiście Sechmann nie podzielił się swymi wynurzeniami z kobietą, zaufał jednak jej inteligencji i założył, że ta domyśli się jego podejrzeń, o ile tylko użyje odpowiedniego tonu. Sądząc po reakcji brązowowłosej, miał rację. Niewiasta schyliła głowę, zupełnie jak osoba, która czuje się winna. Jednak jako dama nie czuła potrzeby się tłumaczyć, temu też milczała jak zaklęta.
  Wkrótce dwoje pogrążonych w przemyśleniach osób – Egzarcha dumający już nad swoją świeżo kiełkującą teoryjką i starsza kobieta, która wciąż nie rozstawała się z toporem – rozdzieliło się. Mężczyzna wszedł do pokoju, w którym poprzedniej nocy nie dane mu było się wyspać. Sięgnął po przygotowane karty i czując w powietrzu woń atramentu i rumianku, zabrał się za przekładanie spisanych w starej odmianie sanctinu słów. Była to niezmiernie żmudna praca, głównie z powodu archaizmów i nieprawidłowo użytych słów, wkrótce jednak udało się rozszyfrować umowę zawartą pomiędzy dziadkiem Kristy a prowadzącym własny warsztat Drugim, Detlevem Krierem. Co ciekawe, zapłata żądana za wykonanie toporów była równa kwocie, jaką Juna razem z nielicznymi chętnymi do pomocy vrlikanami zebrała na nagrodę dla śmiałków pragnących zakończyć ciągnące się zabójstwa. W istocie wydawało się, że Drugi był w owej transakcji stroną, która zyskała najwięcej – chociaż wykonano dwadzieścia toporów, po jednym dla każdego liczącego się w osadzie mężczyzny, to jednak nie zostały one zrobione z tak kosztownego materiału, aby nie dało się ich sprzedać taniej. Umowa dość niejasno wspomniała o dwóch jedynie zaklęciach, którymi należało obłożyć ostrza, ale było to zupełnie zrozumiałe – wieśniak nie znał się na magii, toteż jedynie informacja, że jedno ma chronić, a drugie rozpraszać jakiś rodzaj energii związanej z magią, musiała wydawać się mu dostateczna. Dalej oczywiście Drugi zaznaczył, że topory służyć mają w rękach ludzi, nie Egzarchów, co miało zapewne oznaczać, że zostały one tak naprawdę obłożone dwoma rytuałami, a nie zaklęte. Dokument ten nie miał już w sobie zbyt wiele informacji, toteż Sechmann zabrał się za kopiowanie rysunków i schematów wisiorków. Nim jednak zdołał rozszyfrować zapiski im towarzyszące, mężczyzna przerwał swą pracę i poszedł do Timma, który wydeptywał ścieżki w dywanie.
  Młody Nerdyjczyk był pogrążony w rozmyślaniach, a przy tym miał tak nieszczęśliwą minę, że wyglądał jak psiak czekający, aż wróci w łaski pani. Vitav jednak nie chciał, aby to czekanie się przedłużało – chłopak nie tylko rozpraszał go, chodząc z uporem maniaka w tę i we w tę, istniało też jeszcze pewne zagrożenie. Timm w końcu może uznać, że w domu kobiet nie jest zbyt mile widziany i udać się do domu. Sechmann mógł wymienić wiele powodów, dla których owa wyprawa byłaby opłakana w skutkach, zamiast jednak to robić, postanowił upewnić się, że chłopak zostanie u Kristy tak długo, jak to tylko możliwe. Odwołał się więc do miłości wychowanka Riedla do młódki. Timm, jak to się można było spodziewać, skrzywił się na te słowa i wzruszył ramionami.
  – Kocham ją, ale czemu ona chciałaby mnie widzieć? Jestem słaby. Stchórzyłem i spanikowałem. Juna nie skomentowała tego, jednak widziałem pogardę w jej oczach. A skoro jestem słaby, jak mam jej pomóc? – zapytał dramatycznie, niczym bohater typowej chały, czyli drugorzędnego dramatu wystawianego w miasteczku podczas jarmarku. Sechmann jednak nieco już owego młodzika znał i szybko dostrzegł, że młodzieniec ma jeszcze jeden powód, który powstrzymuje go przed wejściem do sypialni ukochanej. Gdy wypowiadał jej imię, nie robił tego z uwielbieniem – które to zwykle mu towarzyszyło – ale tak, jakby mówił o kimś, kogo może i zna, ale niezbyt lubi, na przykład o Janiku.
Ilość słów: 853

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 249
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob paź 20, 2018 3:30 pm  

  Słysząc odpowiedź Timma, Sechmann głęboko westchnął i pokręcił głową. Powody były dwa. Po pierwsze, młody Nerdyjczyk nie usłuchał go od razu, tak jak już do tego Waldgrosseńczyk przywykł. Natomiast druga zła w tym wszystkim sprawa była taka, iż dzieciak mógł w końcu na dobre zrezygnować z przebywania w domu kobiet i udać się do chaty Holgera. A tam znalazłby to, czego lepiej by – póki co – nie znajdywał.
  Posłuchaj rady starego człowieka, bo więcej ich nie dostaniesz. Tchórzysz już w tym momencie, bojąc się odrzucenia. Każdy popełnia błędy, a ja jestem pewny, że Juna zrozumie twoje przerażenie. Zresztą dużo pomogłeś ostatniej nocy, sam bym sobie nie poradził z taką liczbą wilków. Jeśli jakiś moment można uznać za dobry, by z nią porozmawiać, to jest to ta chwila — Krtań był niemal pewny, że taka motywacja wystarczy. Jak do tej pory widział, dzieciak działał głównie pod wpływem impulsu. Był nadzwyczaj emocjonalny, a teraz dostał od Sechmanna cały pakiet emocji motywacyjnych.
  Po tym Egzarcha znów zanurkował pośród papierów, tym razem jednak po to, aby je uporządkować, sensownie posegregować, zabezpieczyć i na końcu schować w torbie. Kilka razy upewnił się, że żadna z kartek nie ma prawa wypaść i zagubić się pośród śniegów Białego Lasu, po czym wstał od biurka i wyszedł na korytarz. Wodził wzrokiem po ścianach, raz jeszcze przypatrując się wszystkim obrazom. Powoli kierował się w stronę pomieszczenia, w którym mógłby znaleźć Kristę. Chciał zamienić z kobietą jeszcze kilka słów, nim opuściłby domostwo kobiet. Właściwie nie miał jeszcze większego planu, co mógłby zrobić dalej, choć wszystkie fragmenty układanki zaczynały powoli łączyć się w całość. Mógł ruszyć prosto do Anny, by wydusić z niej jakieś informacje, ale teraz pewnie wiedział tyle samo co i ona, jeśli nawet nie więcej. Pewny był jednego – dopóki nie pozna zaklęć zapisanych w toporku, zdecydowanie lepiej byłoby nie naruszać przestrzeni osobistej jego użytkowników. Przywódczyni osady, która co rusz na niego spoglądała, musiała doskonale wiedzieć jak użytkować ten przedmiot, który był jednym z wielu kluczy do tej sprawy. Teraz jednak interesowała go matka małej, bohaterskiej Juny. Kiedy tylko ją odnalazł, bez ogródek zapytał się o coś, czego nie miał okazji dokończyć w domu Riedla.
  Mogę obejrzeć ten toporek? Twój dziadek był co prawda nie w ciemię bity, bo potrafił się ugadać z Drugim i załatwić coś, czym wieśniacy się jako tako bronić mogą. Ale z drugiej strony widać, że nie miał zbyt wiele pojęcia o samej magii. W każdym razie, chciałbym bliżej przyjrzeć się tej broni i dowiedzieć się jakie dokładnie zaklęcia się w niej zapisane — szczerze powiedział co zamierza, będąc przekonanym, że Krista woli raczej kiedy ktoś mówi prosto z mostu o co mu chodzi.
Ilość słów: 524

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

ndz paź 21, 2018 8:26 pm  

Narrator

  Ostatnimi czasy naiwny, ale obdarzony dobrym sercem Timm co chwila w ten czy inny sposób rozczarowywał Sechamnna. Zaczęło się to wszystko od momentu, w którym chłopak dał się opanować panice i strachowi, nie ruszywszy ni palcem, gdy Vitav został wpędzony w trans. Była to chwila o tyle ważna, że młodzik uważał ją za jeden z powodów uniemożliwiających mu pogodzenie się z bohaterską Juną. Później zaś było tylko gorzej – Nerdyjczyk w swoim zwyczaju dał się ponieść emocjom i teraz chodził w te i we w tę, wydeptując ścieżki w dywanie. Tym oto sposobem nie tylko nie robił nic pożytecznego, ale też po prostu zawadzał i przeszkadzał starszemu mężczyźnie w żmudnym procesie tłumaczenia zapisków dziadka Kristy. Teraz z kolei należało wspomnieć o ostatnim rozczarowaniu, którego źródłem był Timm – chłopak nie usłuchał niczym posłuszny piesek rozkazu Vitava, toteż Egzarcha musiał się zebrać w sobie i wygłosić poruszającą mowę motywacyjną o strachu przed odrzuceniem i tym, że każdy popełnia błędy. Przemowa ta musiała coś poruszyć w głębi duszy młodzika, co można było poznać po jego nabożnej minie, kiwnięciu głowy i wreszcie – ruszeniu w stronę pokoju, który musiał należeć do Juny. Kinkengardczyk mógł więc odetchnąć z ulgą, bo oto udało mu się odwlec moment, w którym wychowanek Holgera przekroczy progi chaty i odkryje, że nie ma drwala, a jego miejsce zajął ogólny bałagan i plama krwi.
  Gdy konflikt został już zażegnany, Vitav powrócił do tłumaczenia pozostałych zapisków, później zaś posegregował papierzyska i przezornie pakując je tak, aby uniknęły niefortunnego losu, mógł zastanowić się nad ich treścią. A było się nad czym zastanawiać, bo okazało się, że zakończone ostrymi szpikulcami wisiorki miały mieć zupełnie inną funkcję, niż to podejrzewał Egzarcha. Mężczyzna myślał, że biżuteria może służyć za swego rodzaju znacznik przyszłej ofiary, na co wskazywałaby śmierć nieszczęsnej Amelie. Tymczasem dziadkowi Kristy przeświecały o wiele lepsze intencje. Mąż ten wykoncypował sobie, że jeśli mężczyźni dostali topory, to i kobiety należy wyposażyć w jakąś formę ochrony przed czerwonooką istotą. A co można by podarować bezbronnym kobietom, jak nie świecidełka? Pomysł był zaiste genialny, gorzej jednak z wykonaniem – z jakiegoś powodu przodek bystrej Juny uznał, że kobieca ochrona nie wymaga udziału kogoś posługującego się magią i wykonanie naszyjników zlecił jubilerowi z Kinkengardu. Co ciekawe, nazwisko owego człeka brzmiało Sechmannowi znajomo. Egzarcha nie znał co prawda samego Armina Tilgnera, jednak jego rodowe miano przywodziło mu na myśl niegdysiejszych sąsiadów, których rezydencja stała drzwi w drzwi z domem rodzinnym Krtani.
  Mając w głowie wszystkie te informacje, a dowody na nich schowane zręcznie w połach płaszcza, Vitav ruszył wprost do pokoju, w którym spodziewał się spotkać Kristę. Kobieta siedziała tam, gdzie pierwszy raz miał okazję zamienić z nią kilka słów – w pomieszczeniu, które pełniło funkcje zarówno przędzalni, jak i biblioteki. Zajmowała się właśnie kolejną robótką, kończąc właśnie wyszywanie jakiegoś misternego wzoru. Topór leżał bezpiecznie na stoliku obok, akurat na wyciągnięcie ręki w razie niebezpieczeństwa. Gdy jednak niewiasta zorientowała się, kim jest jej gość, cofnęła dłoń i kiwnęła mu głową na powitanie. Wysłuchawszy prośbę mężczyzny, podała mu broń i cierpliwie czekała na jakąkolwiek jego reakcję na obłożony rytuałem przedmiot.
Ilość słów: 643

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 249
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn paź 22, 2018 5:44 pm  

  Słowa Sechmanna były jak widać wystarczającym impulsem dla młodego Nerdyjczyka. Być może zadziałał tu sam autorytet starszego człowieka, który w swoim życiu wiele już widział, a w dodatku reprezentował instytucję cieszącą się wielkim poważaniem nawet pośród władców państw, wykluczając jedynie Zjednoczony Sułtanat Nerdii. A to przecież z niego się Timm wywodził. Być może więc chodziło o samą magię, którą w pewnym stopniu Krtań władał? Czy po prostu silną aurę, którą Waldgrosseńczyk starał się emanować? Cóż, cokolwiek to było – zadziałało. Wychowanek Riedla ruszył do pokoju Juny, a Sechmann do swojego. Zasiadł przed biurkiem raz jeszcze, by dokończyć to, na co wcześniej nie pozwalał mu notoryczny stukot butów dzieciaka. Pochwycił ostatnią karteluchę, która – jak się okazało – zawierała opis przeznaczenia srebrnych naszyjników. Kiedy już dokładnie przetłuaczył zapiski, złapał się za głowę z niedowierzania.
  Jak ktoś mający w głowie oleju na tyle, żeby nie dać się terroryzować Pierwszemu, pójść dobić interesu z Drugimi, mógł wpaść na tak absurdalny pomysł. Kurwa. Wisiorki chroniące przed magią, które same w sobie nie są w żaden sposób magiczne. Gdzie sens? Gdzie logika? Chyba głęboko pod śniegami Białego Lasu. Zimna i martwa — przecierał oczy raz po raz, nadal spoglądając na literki, które w zmęczonych oczach zaczynały same zmieniać swoje położenie. Aż nagle coś w nim drgnęło, dokładniej w momencie, gdy dojrzał znajome naziwsko. Hmhp. Jaki ten świat mały — skomentował jedynie, wbijając wzrok w zlepek znaków, układający się w słowo "Tilgner".
  Dobrze jednak wiedział, że nie może pozostawać w tej pozie w nieskończoność, a czas stale pędzi do przodu. Na samo tłumaczenie zeszło przecież kilka wyjątkowo cennych godzin. Całe szczęście, że Egzarcha wrócił o poranku, inaczej pewnie już jakąś chwilę temu zaczynałoby się ściemniać. Sumiennie posegregował zapiski, porządnie schował w torbie, a następnie udał się do Kristy.
  Chwytając za toporek nie wiedział czego tak naprawdę się spodziewać. Kiedy przebywał u Holgera, w momencie przelania w broń własnej energii, ta zmieniła swój kształt. Pytanie brzmiało – czy to rzeczywiście taki sam twór? Czy może Riedl posługiwał się czymś całkowicie innym, czymś co przytargał z Sułtanatu? I po prostu ukrył pod postacią prostej siekiery? Niewykluczone. Przysiadł więc na krześle, oparł się wygodnie i umocnił chwyt. Przyjrzał się przedmiotowi z bliska, nim zaczął robić z nim cokolwiek więcej. Gdzieś musiały zostać wyżłobione linie.
  Twój ojciec nie wspominał, co dokładnie potrafi ta broń? W zapiskach nie ma na ten temat nic poza tym, że są w niej jedynie dwa zaklęcia — pytał z drobną nadzieją tlącą się gdzieś w jego głosie. Skoro kobieta wcześniej tak kurczowo trzymała toporek przy sobie, toteż musiała znać jego właściwości. W tym samym czasie delikatnie przelewał weń po trochę energii, starając się zrozumieć w jaki sposób broń działa, jak jest aktywowana. Jeśli zaczynała działać dopiero wtedy, kiedy w pobliżu znajdował się Pierwszy, sprawa mogłaby się skomplikować. Ale jeśli używali jej zwykli ludzie, musiał istnieć sposób, by aktywować zaklęcia w niej zapisane, bez używania własnej energii.
Ilość słów: 590

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

śr paź 24, 2018 8:18 pm  

Narrator

  Gdy Timm w końcu wkroczył do jaskini lwa – czyli sypialni swej ukochanej – Egzarcha mógł wreszcie dokończyć pracę, nie niepokojony przez żadne rozpraszające uwagę rzeczy czy osoby. Wtedy też poznał powody stworzenia naszyjników o raz rozumowanie, jakie się za nimi kryło, czy jak wolał Vitav – brak owego. Nie dało się ukryć, że dziadek Kristy wykazał się wyjątkowym brakiem pomyślunki. Z jakiegoś powodu mężczyzna uznał, że ochrona kobiet to cel, na którym można przyoszczędzić zarówno w złocie, jak i w środkach ostrożności. Skutkiem było wykonanie biżuterii, która była warta tyle tylko, ile materiał, z którego ją zrobionio. Przy okazji Sechmann zauważył, że do całej akcji został zaangażowany człek o znanym mu nazwisku. Miast jednak poddać się wspomnieniom, Krtań zebrał się w sobie i pozbierał wszystkie zgromadzone kartki. Biorąc pod uwagę, że zamierzał wziąć zarówno oryginały, jak i przetłumaczone kopie dla siebie i przedstawicieli Initium, powstał dość pokaźny stosik. Mężczyzna jednak nie przejmował się tym, jak wiele kart przyszło mu zbierać, gdyż już w głowie miał kolejne kroki.
  Sechmann ruszył więc na spotkanie z Kristą, która w końcu rozumiała, że należy współpracować z tą jedną jedyną kompetentną osobą chętną do rozwiązania sprawy nękającego wioskę zabójcy. Kobieta podała więc Egzarsze tajemniczy topór, nie okazawszy w żaden sposób niechęci do tego czynu, co byłoby bardziej po vrlikańsku. Jak się okazało, broń w ręce mężczyzny zachowywała się jak.. broń. Ostrze zdobiły ścieżki, które jednak nie układały się w jakiś znany mu wzór, w żaden sposób nie nawiązując do znanych mu zaklęć ochronnych. Z drugiej strony, jeśli topory zostały objęte rytuałem – co objawia się nieco inaczej niż zaklęcie przedmiotu – to nic dziwnego, że Vitav nic nie jest w stanie rozpoznać, póki nie przeleje cząstki swej energii. A przecież przelanie energii nie mogło być standardową metodą aktywowania oręża zdobytego przez dziadka Kristy, skoro był on przeznaczony dla prostych wieśniaków. Tym oto sposobem Sechmann odkrył kolejną wskazówkę, która na razie dawała mu więcej pytań, niż odpowiedzi. Jednak możliwe, że wkrótce owe odpowiedzi zostaną odkryte. Pomny ewentualnego ryzyka, Krtań odwlekał trochę moment bezpośredniego badania przedmiotu, zamiast tego zapytał Kristę o sposób jego użytkowania.
  – Za czasów mojego ojca ta broń nie była już używana, a starszyzna – co mój dziadek opisał z bólem w swoich pamiętnikach – postarała się, by pamięć o nich nie była pielęgnowana. Więc ci, którzy byli zbyt mali, aby móc z niej korzystać w czasach młodości ojca, nie mogli jej pamiętać, a kolejne pokolenie nie dowiedziało się o nich. Gdybyś chciał się czegoś dowiedzieć od kogoś, kto mógł z nich korzystać... Chyba nie żyje nikt taki w wiosce. Poza Anną. Ona trzyma pieczę nad sekretami, jak każdy przywódca starszyzny od początku. – Kobieta mówiła cierpliwie, nie okazując zniecierpliwienia. Cierpliwość musiał z siebie wydobyć również Egzarcha, gdyż niewiasta na razie nie wyjaśniła, jakież to zaklęcie są zapisane w toporku. – Jeśli zaś chodzi o to, jak to działa... Nie wiem. Jest przeciwko magii innej niż ta, którą go stworzono. Zabija wilki nawet wtedy, gdy nigdy nie uczyłeś się, jak rzucać toporem do... czegokolwiek. Panie Sechmannie, czy nie potrzebujesz odpoczynku?
  Ostatnie pytanie kobieta zadała wielce przejętym tonem. Wstała z krzesła i podeszła do Egzarchy, próbując skłonić go do tego, aby usiadł. W tym momencie z jego dłoni wysunął się topór i mężczyzna bezwolnie opadł na siedzisko.
  Owo zachowanie Kristy było w pełni uzasadnione stanem Vitava. W chwili, gdy ten zaczął przesyłać swoją energię do ostrza, te najpierw absorbowało ją niczym gąbka – wysuszone morskie stworzenie, które można było kupić na targach od handlarzy przybywających znad morza. Później jednak z każdą wchłoniętą porcją ostrze coraz więcej i więcej wysysało, niczym spragniony komar. Działo się tak do momentu, aż Egzarcha, zorientowawszy się z natury owego procesu, ale niezdolny do jego przerwania, począł słabnąć. Wtedy też starsza niewiasta przerwała swą wypowiedź i pozbawiając mężczyznę kontaktu z bronią, uwolniła go od bólu i dalszej utraty sił i energii.
Ilość słów: 781

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 249
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn paź 29, 2018 10:47 am  

  Słowa Kristy nie zdały się na wiele, bowiem ostatecznie okazało się, iż kobieta sama do końca nie wiedziała, jak działa broń, którą zdołała zabić wilka. Nie to jednak było największym problemem, a fakt, że z każdą sekundą Sechmann stawał się coraz słabszy. Czuł jak z jego ciała energia jest zachłannie wysysana, sprawiając przy tym niemały ból. Najgorsze jednak było to, że nie mógł z tym nic zrobić. Coś sparaliżowało go na tyle, iż nie był w stanie sam z siebie rozkurczyć uścisku. Dopiero kiedy matka Juny, nieco przestraszona nagłym pogorszeniem się stanu Krtani, zareagowała, mężczyzna wydostał się ze szponów niebezpiecznej magii.
  Chyba właśnie to zrozumiałem — zaczął. — To dość proste, ale zarazem genialne. Ten topór, kiedy tylko wejdzie w kontakt z czymkolwiek magicznym, zaczyna pochłaniać energię jak oszalały. To by wyjaśniało w jaki sposób tak łatwo poszło ci z tym wilkiem. Zakładając, że był zaklęty, że nałożono na niego jakiś rytuał, ta broń po prostu go pożarła. Pozbawiając energii, pozbawiła i życia — choć dojścia do takich wniosków Krtań o mało nie przepłacić życiem, był nad wyraz z tego zadowolony. Teraz wiedział, że wieśniacy tak naprawdę mieli asa w rękawie, mimo faktu, iż większość z nich nie była nawet tego świadoma. Biorąc pod uwagę strukturę Pierwszych, wystarczyłoby wbić takie cudo gdzieś w cielsko bestii, a topór resztę zrobiłby sam. Szybko i prosto.
  Gdzie jeszcze we Vrlice znajdę te topory? Oprócz ciebie i Anny, nie widziałem chyba nikogo innego, kto by takowy posiadał. To co posiadał Riedl, była całkiem inne od tego. Chyba równie potężne, ale inne — zapytał. Wiedząc, że Krista oraz Juna nadal pozostawały na celowniku zabójczyni, nie chciał pozbawiać ich jedynej efektywnej broni. Doskonale zdawał sobie sprawę, że będzie potrzebował tego topora. Ale jeśli już musi go komuś zabrać, niech będzie to ktoś, kogo nie będzie żałował.
Ilość słów: 368

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

pn paź 29, 2018 5:43 pm  

Narrator

  Sechmann wkrótce miał się dowiedzieć, że wbrew jego przewidywaniom, starsza kobieta sama nie rozumiała, w jaki sposób udało jej się zabić wilka. To oczywiście nie przeszkadzało Kriście nosić ze sobą wszędzie śmiercionośnej broni, której zasady nie znała. Z toporkiem u boku czuła się bezpieczna i tylko to dla niej się liczyło. Zresztą mężczyzna już i tak sam przekonał się, w jaki sposób funkcjonował rytuał, którym obłożono broń. Niestety, boleśnie na własnej skórze. Co gorsza, Krtań mógł wspomnieć stan transu, w którym nie był w stanie się ruszyć – tym razem również był całkowicie bezradny wobec działania przedmiotu, gdy ten wchłaniał jego energię. Na szczęście dla mężczyzny, Egzarcha zdecydował się na swoje badania nad naturą topora przy świadku, inaczej Oni raczą wiedzieć, jak by się to skończyło. Krista szybko zaregaowała, wyzwalając Sechmanna, a ten, gdy już pierwszy szok minął, poczuł – co może niektórych dziwić – zadowolenie. Oto odkrył jedną z wielu zagadek, jaka go trapiła. Jak się okazało, zaklęcie było w swej istocie nierzmiernie proste, a przy tym genialne. Przezorny Drugi doskonale odgadł, jakiego typu broń może przydać się nieobytym z magią wieśniaków – wystarczy stworzyć oręż, który wysysa energię, działając niczym Priori, ale właśnie wobec członków tej grupy, nie zwykłych śmiertelników. Nic dziwnego, że Sechmann był pod wrażeniem przemyślności owego człeka i postanowił się tym podzielić z Kristą. Niestety, prosta niewiasta – mimo że zachowywała pozory wykwintnej damy – nie doceniła owego pomysłu. Popatrzyła na mężczyznę jak na wariata i nie omieszkała nie rzucić kąśliwą uwagą.
  – Zaiste, wspaniały zamysł. Czy jednak warto samego sobie krzywdzić, by to odkryć? –zapytała, oceniając dokładnie stan Egzarchy. Kinkenkardczyk zdołał się już nieco otrząsnąć, chociaż po własnych dłoniach widział, że wciąż wydaje się zbyt blady. – Wierzę, że Riedl miał inny topór, w końcu od kogo miałby odkupić taki? Nikt nie ufał mu na tyle, by pokazywać rodowe pamiątki, a co dopiero sprzedać broń? Matka pierwszej ofiary, pamiętam to dobrze, chciała wymusić, aby Riedl swe siekiery składował w wiosce i codziennie je odbierał pod czyimś nadzorem. Potem, gdy jej dziecko zginęło, ludzie o tym gadali... – Jak zwykle, Krista nie omieszkała się wspomnieć źle o drwalu, chociaż tym razem w jej głosie nie widać było, by popierała kuriozalny pomysł trzymania narzędzi pracy z dala od jedynego chętnego na posadę.– Ale do rzeczy. W zapiskach dziadka nie ma pełnej listy nazwisk, pamiętam jednak dobrze, że jeśli każda ważna rodzina dostała po jednym toporze, to powinien się on znaleźć zarówno u znachora, jak i kapłana. Pewnie wiele osób wśród starszyzny również je otrzymała, ale nie pomnę teraz, czy widziałam u kogokolwiek z nich topór na tak widocznym miejscu, jak u medyka. Jestem też pewna, że i Anna go ma. Nie jest to kobieta, która pozbyłaby się lekkomyślnie broni.
  W ten oto zawoalowany sposób Krista wyraziła swą opinię o tej twardej, zaskakująco męskiej niewieście. A Sechmann dowiedział się już, jakie domy – poza domostwem przywódczyni starszyzny – warto odwiedzić. Jak przez mgłę pamiętał, że obaj panowie byli dłużnikami drwala, toteż Antymag udał się do nich w sprawie spłaty należności. Niestety, Cesarski uciekł z wilkami nim miał okazję podzielić się z Vitavem jakimikolwiek przydatnymi wskazówkami co do owych osobistości.
Ilość słów: 628

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 249
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn paź 29, 2018 9:26 pm  

  Najwyraźniej Kriście niezbyt zaimponowało poświęcenie Krtani, jednak tego przecież mężczyzna nie mógł spodziewać się po tej – jakże sceptycznej – starszej kobiecie. Nie przejmował się tym zbytnio, w końcu jej nieco negatywne nastawienie w żaden sposób nie wpływało na całą sprawę, która powoli zaczynała klarować się jak dobre wino. Równie szkarłatna, dręczyła głowę Vitava od przeszło kilku dni, a skoro zaszedł już tak daleko, oddanie wygranej mordercom nie wchodziło przecież w grę.
  Jeśli czegoś nie zrobi się samemu, to nie ma najmniejszego sensu liczyć na innych. Jak do tej pory nie do końca rozumiałem autora tego powiedzenia, tak po wizycie w waszej osadzie doskonale zdałem sobie sprawę, co musiało nim kierować — odparł. Jednak nie kąśliwie, jak mogłyby na to wskazywać słowa. Bardziej z delikatnym rozbawieniem pobrzmiewającym w jego zachrypłym głosie. Spoglądał to na toporek, to na kobietę – i był wyraźnie zadowolony. Świadomość tego, jak działa rytuał, którym pokryto te bronie, sprawiła że Vitava przeszyła niezdrowa dawka optymizmu. Teraz pozostawało jedynie zdobyć taką samą, a potem... Potem liczyć na łaskę Onych i własne umiejętności. — Rzeczywiście głupota, ale już nawet niezbyt zaskakująca. Tyle się o nieszczęsnym Riedlu już przez te trzy dni nasłuchałem, że i chęć zebrania się pod jego chatą z widłami oraz pochodniami by mnie nie zdziwiła. Ale teraz to już nieistotne... W każdym razie – dziękuję. Odwiedzę jeszcze kapłana, a potem zobaczymy. Myślę, że na wszelki wypadek dzisiaj w nocy zostanę jeszcze z wami. Chyba że wszystko się do tej pory rozstrzygnie. Do zobaczenia, Pani Kristo — choć nadal nieco osłabiony, wstał z fotela i poprawił wszelkie zapięcia w swym odzieniu. Wyglądało na to, że choć poprzez kontakt z toporkiem energię tracił szybko, równie szybko ją odzyskiwał. Rytuał był zaiste interesujący jako broń przeciw Pierwszym, ale na dłuższą metę raczej nie do końca wart zbadania przez kogoś z Initium. Choć pomysł genialny, nadal prosty.
  Spoglądając na dotychczasowe wierzenia wieśniaków, wątpię żeby nasz wielebny należał do rozsądnych. Być może uda wykorzystać mi się fakt, że wisiał Holgerowi niemałą sumkę. Zamiast monet wezmę topór. Mam tylko nadzieję, że zakrwawiony Rield nie doczołgał się do centrum wioski i nie skonał na głównym placu.
  Nieco pogrążony w swych rozmyślaniach, pchnął otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Ponownie wziął głęboki oddech, a wypuszczając powietrze z ust, jedynie przyglądał się jak to zamienia się w szybko zanikającą mgiełkę. Raz jeszcze nałożył na twarz maskę, powoli drepcząc w kierunku Siwka. Wskoczył na konia i wyprowadził, powoli popędzając go przed siebie. Gdzieś z tyłu głowy Krtani rozbrzmiały słowa Holgera opowiadającego o tym, gdzie znajdują się konkretne domostwa konkretnych person. Pokierował końskie kopyta w stronę tej "bogatej" ulicy, wypatrując budynku zamieszkałego przez wielebnego. Gdy już go odnalazł, zsiadł z konia i mocniej zapukał w drzwi.
Ilość słów: 538

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

sob lis 03, 2018 1:55 pm  

Narrator

  Mężczyzna wprowadzony w euforyczny stan przez dokonane odkrycie nie pozwolił, by cokolwiek wybiło go z jego dobrego humoru. Teraz Sechmann wiedział, w jaki sposób topory były przydatne wieśniakom przed latami – a tym samym: jak mogą przydać się jemu, gdy przyjdzie pora zmierzyć się z morderczynią i tym cudacznym Priori-widmo – i uważał, że nawet otarcie się o śmierć było tego warte. Krista nie musiała podzielać tego uczucia, ba, Egzarsze w żadnym stopniu nie zależało na aprobacie innych. Może i czuł wdzięczność, że przestrach kobiety i jej wynikająca z owego strachu reakcja uwolniła go od zaczarowanego przedmiotu, ale na tym jej rola się skończyła. Mężczyzna wiedział, że teraz już wszystko zależy od niego, bo miał w rękach większość elementów tej skomplikowanej układanki, jaką była Vrlika. Wystarczyło już tylko zaopatrzyć się w topór i można ruszać na wroga. Mając takie właśnie myśli w głowie, Sechmann najpierw niezamierzenie odgryzł się kobiecie, rzucając uwagę, która przy innej intonacji mogłaby zostać wzięta za przytyk. Krista jednak z bladym uśmiechem pokiwała głową na te słowa i szepnęła, że jak widać tylko silnie zmotywowani są cokolwiek zrobić w wiosce wbrew starszyźnie, zapewne mając w głowie historię własnego przodka. Kolejne już zdania będące odpowiedzią na deklarację Vitava, że zamierza odwiedzić kapłana a potem znów chronić kobiety w ciągu nocy, starsza niewiasta powiedziała już normalnym, pełnym głosem.
  – Miejmy nadzieję, że kapłan ma własny rozum i ta wizyta okaże się... owocna. – Coś w głosie Kristy sugerowało, że zna tak szanowanego członka społeczności od strony, która nie wzbudza zbyt miłych skojarzeń. Było to o tyle dziwne, że podobno Kristę od czasu do czasu odwiedzał duchowny, a przynajmniej od strasznej i makabrycznej śmierci jej męża. Gdzie więc był ten człek teraz, gdy niewiasta potrzebowała zaklętego topora, aby mieć poczucie bezpieczeństwa i była gotowa użyć go w razie potrzeby, byleby chronić swoją rodzinę? Jeśli zaś chodzi o ochronę jej rodziny, to brązowowłosa raz jeszcze podziękowała za chęci Vitava co do tej kwestii i obiecała, że jego pokój będzie gotowy na powrót. Krista powiedziała to tak, jakby owo pomieszczenie stało się osobistą sypialnią pełnoprawnego członka rodziny, ale dla Krtani to i lepiej – wszak chata Holgera wciąż nosiła ślady śmierci czy może jedynie porwania drwala. Wszystko więc wskazywało na to, że póki Sechmann nie pozbędzie się tej morderczej zarazy toczącej osadę, będzie musiał albo nocować w tym domostwie, albo uporządkować chatę Holgera na tyle, by można w niej było się spać. Poprzedniej nocy Vitavowi nie przeszkadzały ani uszkodzone sienniki, ani ziąb, był jednak zbyt wycieńczony, by przejmować się takimi drobiazgami. Kolejną noc jednak wypadałoby spędzić w wygodnym łożu, o ile Oni – i morderczyni – na to pozwolą.
  Jak zwykle pogrążony w myślach, Sechmann ruszył ku domowi, który – jak wierzył – należał do tutejszego kapłana. Mężczyzna pamiętał wskazówki, jakie onegdaj Holger udzielił Antymagowi po to, by ten ściągnął dług od przynajmniej kilku niechętnych do zapłaty ludzi w wiosce. Fakt, że klecha był co nieco winny drwalowi, Sechmann uznał że okoliczność sprzyjającą, uważając, że w razie czego może odebrać topór w ramach zapłaty. Kapłan powinien na to przystać, w końcu on sam nie powinien należeć do klasy wojującej bronią, a do tej stosującej modlitwy. A także groźby kar w zaświatach i innych tego typu rzeczy, które zapewne utrzymywały w ryzach ksenofobiczne stadko uprzedzonych, ponurych wieśniaków. Vrlikanie nie stanowili zbyt dobrej trzody, rozsądne więc było, że Vitav niewiele dobrego spodziewał się po ich pasterzu.
  Pochłonięty takimi mniej więcej myślami – na przemian z próbami pozbierania do kupy zasłyszanych wcześniej wskazówek w kwestii odnalezienia domu kapłana – Krtań nie zauważył, że od jakiegoś czasu podążał za nim dwuosobowy orszak. Dopiero gdy Sechmann zsiadł z konia dostrzegł dwie znajome postaci. Janik szedł wsparty o ramię swego szkaradnego brata, którego niespodziewany widok zmroziłby serce niejednego człeka. Nie to jednak było niezwykłe a to, że rozmiłowany w wędrówkach artysta-samouk wyglądał tak, jakby to on odbył wczoraj potyczkę z wilkami. Jego twarz była napuchnięta i pokryta licznymi czerwonymi pręgami. Ciężko było znaleźć kawałek skóry, który nie był ani ranny, ani pokryty zaschłą krwią. Do tego Janik niemal uwiesił się ramienia brata, zupełnie jakby ledwie dał radę chodzić. Gdy jednak rozpoznał – najpewniej po sylwetce, zważywszy na maskę noszoną przez Krtań – Egzarchę, uciekł wzrokiem i zrobił gwałtowny w tył zwrot. Jego brat jednak siłą pociągnął go dalej, czyli w tym wypadku do domu stojącego dokładnie naprzeciw domostwa kapłana. Jak Sechmann sobie teraz mgliście przypominał, mieszkał tam miejscowy medyk. Było to zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę stan syna stolarza, że dwaj mężczyźni właśnie się tam udali. Tymczasem odziany w maskę przybysz zapukał w drzwi jednego z miejscowej elity. Nikt jednak mu nie otwierał. Z nieba zaczął prószyć coraz drobniejszy śnieg, co zwiastowało pogorszenie pogody, a tymczasem Egzarcha tkwił na dworze, czekając, aż kapłan łaskawie go wpuścił. Niestety, ów nie czuł potrzeby okazać takiej łaski.
Ilość słów: 970

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 249
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lis 05, 2018 6:06 pm  

  Wskazówki Holgera, choć nie nazbyt precyzyjne, okazały się być wystarczające. Prawdopodobnie ze względu na to, iż tych bogatszych budynków we Vrlice zbyt wiele nie było, a domostwo wielebnego miało swoje charakterystyczne cechy, o których drwal raczył wspomnieć Antymagowi. Mężczyzna miał nadzieję na szybkie rozwiązanie sprawy, brak jakichkolwiek większych oporów ze strony kapłana. Długi księdza rzeczywiście były czymś, co wyjątkowo sprzyjało całej sytuacji. Pytanie tylko – czy Cesarski zdołał już je ściągnąć, czy duchowny jednak miał w skarpecie ukrytych kilka koron i oddał je w ręce łysego Egzarchy.
  Kiedy był już wystarczająco blisko, zszedł z konia i podwiązał go do ogrodzenia. W tym samym momencie zorientował się, iż od pewnego czasu wędrowała za nim dwójka ludzi – Janik i jego niewyjściowy brat. Co dziwniejsze, prawdopodobny kochanek Juny wydawał się być dotkliwie pokiereszowany, a kształt ran wskazywał na wilcze zębiska. Czyżby w końcu opuściło go szczęście, a nocne eskapady ostatecznie okazały się nie być tak dobrym pomysłem? Cóż, początkowo Krtań chciał nawet zapytać, jednak sam dzieciak najwyraźniej nie miał ochoty na pogawędkę. Kiedy tylko poczuł na sobie wzrok Sechmanna, zrobił krok w tył, jakby chciał uniknąć jakiejkolwiek konfrontacji. Szybko został jednak przywrócony do ładu przez braciszka, co to pociągnął go za ramię prosto do domu tutejszego medyka. Ostatecznie ciężko było się temu dziwić – Janik zdecydowanie powinien zostać opatrzony, a nałożenie takiej ilości opatrunków, odkażenie ran i prawdopodobnie nafaszerowanie dzieciaka jakimiś ziółkami pewnie trochę zajmie. Jeśli szczęście pozwoli, to sprawa z duchownym może potoczy się na tyle szybko, by Vitav zdążył złapać jeszcze młodego artystę, gdy ten będzie obtaczany stosowną opieką przez znachora. A i sam medyk mógłby co nieco powiedzieć na temat całej tej sprawy – kto jak kto, ale osoba na co dzień pracująca z ludzkim ciałem raczej wiedziała, że niemożliwe jest najpierw wyrwanie sobie samemu serca, a potem powieszenie się. I że już na pewno dokonać tego nie mogły wilki.
  Odwrócił się więc w stronę drzwi prowadzących do kapłańskich włości i solidnie w nie zapukał. Odpowiedziała mu cisza. Nabożeństwo o tej porze prowadzi czy ki chuj? — zapytał w myślach, jednocześnie łapiąc za klamkę i ciągnąc ją w swoją stronę. Przy odrobinie szczęścia drzwi mogły pozostać otwarte. Jednak jeśli nic z tego nie wyszło, Sechmann skierował swe kroki do medyka.
Ilość słów: 451

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

śr lis 07, 2018 2:15 pm  

Narrator

  Zaskoczony widokiem rysownika-amatora i jego szkaradnego brata, Vitav skupił się na tym, co stanowiło zdecydowanie mniej masakryczny widok, mianowicie na obrażeniach na twarzy Janika. Brodacz wyglądał, jakby wreszcie zemściły się na nim jego romantyczne, rzekomo samotne nocne wędrówki. Sechmann, spodziewający się już wszystkiego, czerwone pręgi wziął za wynika działania zdecydowanie zbyt dobrze znanych Krtani wilczych szczęk. Mężczyzna już już chciał dopytać, co też się stało – raczej z podejrzliwości i przyzwyczajeniu to ciągłego szukania strzępów informacji – ale zrezygnował z tego. Czego by tu nie mówić o tej dziwnej sytuacji, to jedno było pewne: syn stolarza nie chciał rozmawiać z Vitavem, może ze strachu, może ze wstydu, a może z tego powodu, że nagle postanowił zachowywać się jak płochliwa dziewka. Cokolwiek by nim powodowało, Sechmann postanowił nie zatrzymywać owej dwójki ani chwili dłużej. Egzarcha dzięki swemu ogromnemu doświadczeniu wiedział, że tak głębokie i liczne rany musiały niemiłosiernie boleć, a co ważniejsze – wymagają większej uwagi. A to z kolei dało ponuremu mężczyźnie przyjemne, rozgrzewające jego wciąż bijące w piersi serce, przeczucie, że jeszcze będzie miał okazję porozmawiać z rannym i opatrującym go medykiem. Co jak co, ale felczer powinien mieć do powiedzenia coś więcej na temat wyrywania serc ofiarom niż to, że wszystkiemu winne są zwierzęta.
  Przemyślawszy wszystko, Sechmann zapukał i poczekał na jakąkolwiek odpowiedź. Zdziwił go brak reakcji, co było o tyle zaskakujące, że swoje już we Vrlice przeszedł. I właśnie dlatego, że mężczyzna nieco już poznał zwyczaje mieszkańców – oraz że otyła blondynka nie kręciła się w pobliżu – postanowił na próbę otworzyć, bez udziału gospodarza. Drzwi zaskrzypiały, ciężko przesuwając się po drewnianej framudze, niczym ciężkie wrota strzegące jakiejś starożytnej świątyni. Niestety, wnętrze prezentowało się niezbyt okazale. Na ścianach nie widać było żadnych ozdób, obrazów i innych wykwintnych elementów wystroju, które znaleźć można było w domu niewiast sprzedających sukna i inne materiały. Nie było też żadnych rytualnych przedmiotów, czy to związanych z kultem Onych czy to przymierza z Pierwszym zawartym na samym początku istnienia wioski. Ot, zwykłe dostatnie mieszkanie wyposażone w meble i przedmioty codziennego użytku wysokiej jakości, ale nie ociekające złotem i zdobieniami. Na całe szczęście ten dom był przynajmniej ogrzewany, toteż Sechmann odczuł różnicę pomiędzy temperaturą na zewnątrz a tą w środku domu, zupełnie inaczej niż w przypadku Anny. Gdy tylko Vitav mógł to sobie w pełni uświadomić, zrozumiał, że nie jest jedyną osobą przebywającą we włościach kapłana. Po korytarzu niósł się cichy, jednostajny pomruk, któremu towarzyszył szelest i szuranie. Były to odgłosy na granicy słyszalności, ale niosły się wytrwale po wyłożonym dębowymi deskami przedpokoju, toteż w końcu Krtań zdał sobie z nich sprawę. Nie wiedział jednak, skąd one dokładnie dobiegały, mógł się jednak domyślać, że ich źródło znajdowało się za uchylonymi drzwiami, które dzieliło od niego zaledwie kilka metrów.
Ilość słów: 573

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości