"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

śr sie 22, 2018 7:30 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Gdyby nie Amelie, martwa już od dawna, Sechmann mógłby przypuszczać, że Oni patrzą na niego życzliwszym okiem. Chociaż przeprawa przez las zdawała się trwać wieczność, a wszystkie siły, jakie wciąż jeszcze napędzały ciało Egzarchę do ruchu zdawały się już wyczerpać doszczętnie, mężczyzna był tuż-tuż domostwa. Niestety, zamiast pijanego w sztok Holgera, którego czerwona, opuchnięta twarz mogłaby dla Krtani zdawać się najwyższym pięknem, przybysz spotkał piękna, ale sztywną jak na nieboszczkę przystało dziewczynę. W dodatku widać było wyraźnie, że została tu zawleczona i zdeptana przez wilki. Vitav dzięki wcześniejszym wypadkom w domu Juny wiedział już, że te zwierzęta nie zwiastowały niczego dobrego. Skoro pojawiły się basiory, to i ktoś musiał zostać wpędzony w trans, a wtedy już bezwolna ofiara była na łasce i niełasce morderczyni. Egzarcha przyspieszył więc kroku, bojąc się, że mężczyzna, od którego wciąż spodziewał się kilku odpowiedzi, może być już martwy. Zamiast jednak ciała drwala, Sechmann natknął się na zwłoki swego towarzysza. Los Antymaga był o tyleż tragiczny, co i komiczny przez swoją groteskowość. Cesarski zniknął w lesie – czego teraz Krtań mógł się domyślić – z powodu transu. Pobiegł za wilkami i już nikt go nie widział… aż do teraz. Chociaż Waldgrosseńczyk poświęcił chwilę na pożałowanie martwego, nie była to zbyt przejmująca żałoba. Nie miał kiedy związać się emocjonalnie z mężczyzną, a teraz już i tak tyle napatrzył się na wisielców, że nie mógł się przejmować każdym kolejnym truposzem. Teraz jedyne, co martwiło znękanego Egzarchę, to przejmujący ból.
  Sechmann zasiadł na krześle, które prawdopodobnie odbyło lot po kuchni, sądząc po stanie oparcia i nóg. Mimo że siedzisko zakołysało się pod jego ciężarem, jednak się nie rozpadło, więc mężczyzna z błogością pozwolił swym nogom odpocząć. Tkwił w bezruchu przez pół godziny, pozwalając swemu ciału odzyskać choć część sił. Mężczyzna mógł w tym czasie patrzeć na to, jak kołyszące się ciało Antymaga wybijało konsekwentnie równy takt, jak ostatnie krople śliwowicy skapywały ze stłuczonych butelek i wsiąkały w podłogę, wreszcie – jak z każdą upływającą minutą plama krwi ciemniała coraz bardziej, tracąc czerwoną barwę na rzecz brązu. Vitav mógł przy tym zauważyć, że smuga układała się w taki sposób, jakby posoka od tak spłynęła z punktu na wysokości blatu, ale przy tym ani kropla nie odbiła się od jego powierzchni. Potem jednak krew została rozsmarowana, w dodatku plama ciągnęła się równomiernie przez akurat ten kawałek podłogi, który nie był pokryty odłamkami. Jedynie w progu magicznie znikała, dokładnie w miejscu, gdzie zawisł Cesarski.
  W końcu Sechmann wstał i podszedł do martwego towarzysza. Gdy w końcu przyjrzał się ciału, zrozumiał, że to nie jego krew zdobi podłogę kuchni Holgera. Antymag nie żył już od dłuższego czasu, w dodatku jego zwłoki nie mogły przebywać na zimnie, bo rozkład tknął je zdecydowanie bardziej, niż Amelie. Skóra była teraz niczym pergamin i obkurczyła się, sprawiając, że dłonie mężczyzny zdawały się być zaopatrzone w zwierzęce szpony, a nie ludzkie paznokcie. W dodatku na skroni i wewnątrz rany pojawiła się pleśń. W klatce piersiowej właściwie już tętniło życie – dziesiątki białych pędraków drążyło korytarze w ścianie płuc i skórze, mimo że przecież żadne owady nie miałyby szans na złożenie jaj podczas tak mroźnej zimy. Larwy jednak zdawały się tym nie przejmować i z radością pożerały cielesną powłokę, jaka została po Antymagu. Niestety, teraz czekała je śmierć – z chwilą, gdy Sechmann wypchnął ciało z domu, robale zostały skazane na zagładę. Zjadły już zbyt dużo tkanki, by mogła ona stanowić dla nich osłonę przed zimnem, tak więc pozostało już im tylko zdechnąć.
  Vitav jednak był na tyle bezduszny, że nie przejął się losem larw, które właśnie pośrednio zamordował. Poszedł do pokoju, który dzieliłby razem z Cesarczykiem, gdyby ten nie zginął i po prostu legł na posłanie. Nie przeszkadzało mu to, że ktoś w pośpiechu wytrząsnął siennik i byle jak położył go z powrotem. Nie przeszkadzało też, że poduszki i pierzyny zostały rozdarte, a pióra rozsypane dookoła. Z chwilą, gdy zamknął oczy, zasnął snem twardym, pozbawionym majaków. Jego umysł był zbyt wycieńczony, by roić mu jakieś marzenia czy koszmary. Obudził się dopiero wtedy, gdy słońce już od dwóch godzin co najmniej widniało nad widnokręgiem.

Spoiler:
Masz teraz 17 PW, wydawaj je rozważnie.
Ilość słów: 862

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr sie 22, 2018 8:31 pm  

  Ani zwykłe sny, ani koszmary nie dręczyły tej nocy Vitava. Tuż po tym, jak rzucił się na łoże i zamknął oczy, zapadł w sen. Nie musiał nawet starać się tłumić myśli, po prostu zasnął. I tak nieruchomo jak kamień leżał, aż do późnego poranka, kiedy słońce górowało nad horyzontem już od dłuższego czasu. Wraz z momentem, w którym otworzył oczy, do jego głowy napływać zaczęły wspomnienia z całej tej nocy. Najpierw walka z wilkami w domu Kristy, potem wędrówka przez las, spotkanie z morderczynią, a na końcu rozpaczliwe wleczenie się do tego miejsca. Antymag wiszący w ramie drzwi, którego ciało zaczęło pożytkować już robactwo. Chwila odpoczynku i czas na przyjrzenie się smudze krwi. Wstał z łóżka i poszedł do kuchni, obejrzeć ją raz jeszcze. Tym razem bez żadnych świadków, nawet w postaci Cesarskiego o pustym, martwym wzroku.
  Nadal był tu taki bałagan, jak w nocy. Nikt nie wrócił, nikt nie posprzątał. Po Holgerze nadal ani śladu – bądź wręcz przeciwnie. Krtań nie mógł wykluczyć, że rozsmarowana na całej długości – od stołu, aż do progu – plama krwi nie była tym, co wypłynęło ze zranionego Riedla. Przykucnął nad nią i prześledził.
  Zaczyna się jakby ktoś po prostu wylał krew z naczynia, ale w taki sposób, żeby pojedyncze krople nie odpryskiwały na wszystkie strony. Wysokość... Powiedzmy jak ten blat. Brzmi jak rozcięty bruch. Dalej mamy coś co wygląda jak pociągnięcie pędzlem. Żywym pędzlem. Ktoś ciągnął ofiarę przewróconą na brzuch, aż do drzwi, zbierając przy okazji odłamki szkła. A na zewnątrz brak jakichkolwiek śladów. Gdyby nie to, powiedziałbym, że to równie dobrze może być krew wilka, którego Holger zarżnął w locie, a potem wytargał na zewnątrz. A tak mamy tu jeszcze aurę Pierwszego. Zakładając, że tamta kobieta nie była na tyle silna, żeby wytargać na zewnątrz tak rosłego chłopa jak Holger, to drwal jest już martwy. Zginął wraz z dotykiem Pierwszego. Wolałbym, żeby to była krew Antymaga, ale on nie ma na sobie żadnych śladów. Gnije już od dłuższego czasu. Cholera. Może znajdę tu coś jeszcze.
  Wstał i rozprostował się. Naciągnął wszystkie kości, aż zaczęły strzelać. Dopiero wtedy uświadomił sobie, jaki bajzel zastał w sypialni. Porozdzierane kołdry, poduszki. Wszędzie pierze. Kogoś stąd wydarto siłą, a raczej wypędzono. Zniszczona pierzyna wskazuje na to, że napastnik musiał chybić. Kilka razy. Dziwne o tyle, że Holger tu przecież nie sypiał. Ktoś był tu oprócz niego? — zapytał w myślach samego siebie, raz jeszcze przyglądając się temu pobojowisku. I w tym momencie poczuł, że zgłodniał. Wrócił do kuchni i sprawdził, czy drwal przypadkiem nie zostawił w pośpiechu czegoś do jedzenia. I nawet jeśli tak było, to pierw wolał przeszukać – dla własnego spokoju – resztę budynku. Szczególnie rozglądał się za siekierą, która wcześniej zamieniła się w coś całkiem innego, choć prawdopodobnie również z bardziej morderczymi funkcjami, niż ścinanie drzew.
Ilość słów: 557

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

śr sie 22, 2018 10:13 pm  

Narrator

  Po nocy bez snów Sechmann w końcu mógł jeszcze raz przeanalizować rzeczy, które go spotkały. Wspomnienia, zestawione ze sobą, tworzyły wyjątkowo dziwną opowieść, która zmierzała do punktu kulminacyjnego – odkrycia braku Holgera. Teraz Egzarcha musiał dalej ciągnąć swój wątek, mimo że nie było przy nim szorstkiego w obyciu drwala. Początek nie był zbyt zachęcający – co prawda Vitav nie został zaatakowany podczas snu, nikt nie wykorzystał chwili jego największej słabości, gdy był bezbronny i bez opętania zaklęciami, ale za to czuł silne ssanie w żołądku, a plecy i szyja bolały go od spania na zwałkowanym sienniku. Zamiast jednak rozmasować sztywne mięśnie lub poszukać czegokolwiek jadalnego, Kinkenkardczyk powrócił do plamy krwi. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej martwił się, że należy ona do Riedla. Krtań pochylił się nad miejscem, w którym zdawało się, że owa smuga się zaczyna i debatował chwilę, oceniając kąt i rozległość plamy. Zwracał uwagi na wszelkie szczegóły, a te dostarczały mu informacji niezbędnych do tego, by popaść w jeszcze większe przygnębienie. Mężczyzna wykoncypował sobie, że ranę zadano w brzuch – cios o tyle zaskakujący, że Egzarcha na własne oczy widział, iż morderczyni preferuje celować w serce – a potem ofiarę przeciągnięto aż do progu. Vitav uważał, że brak śladów na zewnątrz wskazuje jednoznacznie, że ofiarą nie może być wilk. A jeśli nie wilk, to zostawał tylko Riedl. Antymag był już w takim stanie rozkładu, że niemożliwe było zadanie mu rany w taki sposób, aby krew kaskadą spłynęła na klepisko. Sechmann, myśląc o tym, zrozumiał jeszcze jedno – drwal nie żyje, prawdopodobnie zabity przez Pierwszego, gdy ten tylko zaczął go ciągnąć po podłodze. Egzarcha wykluczył udział w tym Nerdyjki, w końcu kobieta, nawet bardzo wysoka, mogła mieć problem z uniesieniem tak potężnego chłopa, jakim był Holger.
  Mężczyzna zakończył owe rozważania i dopiero teraz uświadomił sobie, jak wielkich zniszczeń dokonano w sypialni. Co było o tyle zaskakujące, że nie należała ona do drwala i nie było to zbyt trudne do zrozumienia. Holger wszak miał własny kąt, zresztą i do niego dostał się morderca – drzwi zostały wyważone, a sprzęty poturbowane tak samo jak w kuchni. Ta klitka została właściwie niemal zrównana z ziemią – wyważono nawet deski podłogowe, tak bardzo komuś zależało na zniszczeniu każdego skrawka pomieszczenia, które należały do teraz – prawdopodobnie – zmarłego. A tyle Vitav zdołał dojrzeć już z pobieżnego rzucenia okiem w kierunku pokoju, nie musiał nawet wchodzić do środka.
  Więcej wysiłku wymagało za to znalezienie czegokolwiek zdatnego do jedzenia. Chleb, zupa i kasza leżały teraz na podłodze, tak jak i wiele innych rzeczy, w tym naczynia i sztućce. Ostał się tylko jeden samotny garnek, który stał nietknięty na palenisku, które zagasło nie wiadomo kiedy. Sechmann nie pamiętał, czy paliło się, gdy wszedł do domu, biorąc jednak pod uwagę, że nie zamarzł w nocy, prawdopodobnie ogień długo jeszcze trawił drwa, które Holger zdołał ściąć przed śmiercią. On albo Timm, którym lubił się wysługiwać. Nie czas jednak było nad tym myśleć, gdy żołądek Vitava domagał się napełnienia. Mężczyzna uniósł pokrywę garnka i dostrzegł tam potrawę, jaką zapewne Riedl ugotował na kolację. Z myślą, że zje ją jeszcze potem na śniadanie i kolację dnia następnego. Była to potrawa z fasoli i kaszy, na zimno niezbyt apetyczna, ale z pewnością pożywna i sycąca.
  Egzarcha odstawił jednak garnek i wrócił do poszukiwań. Gdy wiedział już, że nie zdechnie z głodu, mógł oddać się próbom znalezienia tego, co teraz byłoby niezmiernie przydatne. Tajemniczej siekiery będącej w istocie toporem, który to z kolei jest przedmiotem wykonanym jedynie ze ścieżek. Sechmann nie wiedział, ile zaklęć i jakiego kalibru zapisano na tym artefakcie, czuł jednak, że musiało tam być chociaż jedno, które nadałoby się w starciu z morderczynią. Gdziekolwiek jednak nie patrzyłby mężczyzna, siekiery nie było. Były natomiast liczne odłamki, pierze, skorupy i inne rzeczy, które zbierając do kupy tworzyły jeden wielki burdel. A przecież Amelie pozostała na dworze.
Ilość słów: 773

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw sie 23, 2018 3:55 pm  

  Niemożność odnalezienia jakichkolwiek sensownych śladów wskazujących na to, co dokładnie wydarzyło się w tym domu, Vitav uznawał za personalną porażkę, której sprawcą nie był, a jednak poczuwał się za nią odpowiedzialny. A wszystko przez to, iż nie miał pewności, gdzie mordercy zjawili się najpierw – w domu Kirsty, czy może u Riedla? Z drugiej strony równie dobrze oboje mogli się rozdzielić i to by wiele tłumaczyło. Tylko w takim wypadku skąd tutaj aura Nerdyjki? Musiała wpaść tutaj przynajmniej na moment. Jednak czy zabili by Holgera w tak nudny i standardowy sposób? Chyba tylko wtedy gdyby zaciekle się bronił i nie mieliby wyboru. To byłoby kolejną sprawą tłumaczącą pozostawiony tu burdel. Drwal był twardy i na pewno nie poddał się bez walki, a jeśli był rzeczywiście tak silny, na jakiego wyglądał, mordercy nawet w dwójkę mogli mieć z nim problem. Czy dlatego pojawili się tu oboje, zamiast w pojedynkę, tak jak to miało miejsce u Juny? Brak tej jego zaklętej siekiery wskazuje na to, że musiał jej użyć do walki. I albo nadal ma ją przy sobie, albo upuścił dopiero gdzieś na zewnątrz. Nadal brak mi pewności czyja to krew, ale lepiej przyjąć najgorszy scenariusz. Chociaż cieszyłby mnie uszkodzony przeciwnik — zastanawiał się nad tą całą sytuację nakładając sobie do drewnianej misy trochę fasoli wymieszanej z kaszą. Nie było to co prawda danie najwyższych lotów, a swoim zapachem bardziej odpychało, niż zachęcało, ale miało jedną znaczącą zaletę – syciło. A brzuch Krtani domagał się czegoś sycącego. Kubki smakowe mężczyzny mogły ucierpieć, byle tylko był w stanie dalej zajmować się całym tym zamieszaniem.
  Szybko spałaszował całą miskę, po czym stwierdził, że nadal odczuwa pewien mały głód. Wyjadł jeszcze kilka łyżek prosto z garnka i był gotowy do dalszej pracy. Odział grube rękawice, poprawił zbroję, zapiął guziki płaszcza. Na głowę zarzucił kaptur, a na twarz włożył maskę, której nie miał na sobie od dawna. Karnawałowe, drewniane dzieło prosto z Cesarstwa Czterech Wysp znów zakryło lico rosłego Egzarchy. Pchnął do przodu skrzypiące drzwi i postawił pierwsze tego dnia kroki w śniegu. Wysokie buty ponownie zagłębiły się w zaspach. Zanim odwiedzę kobiety, sprawdzę jeszcze tę szopę — jak pomyślał tak zrobił. Skierował się w stronę szopy, w której Riedl trzymał narzędzia. Wcześniej znalazł tam zaklętą siekierę, więc kto wie, co znajdzie tym razem? Może nic, a może wiszącego Holgera? Przynajmniej wyjaśniłaby się – choć w sposób iście tragiczny – jedna z zagadek, które doszły tamtej nocy do tego całego repertuaru, którym dysponowała Vrlika i jej zmory.
  Muszę zacząć działać ostrożniej i szybciej. Nerdyjka wspominała coś o ostatnim akcie. Prawie jak w sztuce teatralnej. Teraz jednak wiedzą kim jestem, wiedzą co potrafię, wiedzą, że łatwo mnie wpędzić w ten cholerny trans. Albo będę szybki, albo martwy. Koniec z półśrodkami, trzeba zacząć być bardziej bezpośrednim. Wcześniej nie naciskałem na wieśniaków i ledwo ciągnąłem ich za języki, ale teraz brak na to czasu. Muszę skupić się na samych wynikach, a nie na drodze do nich — z tymi myślami w głowie otworzył drzwi szopy, spodziewając się niezbyt przyjemnego dla oka widoku. Tak czy inaczej – należało ją przeszukać.
Ilość słów: 601

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

czw sie 23, 2018 5:04 pm  

Narrator

  Sechmann zaczął nakładać sobie porcję fasolowego dania, jednocześnie analizując – po raz kolejny tego dnia, a przecież niedawno wstał – zastaną sytuację. Nurtowało go to, do czego Vrlika powinna już go przyzwyczaić już swoją samą atmosferą i dynamiką relacji między mieszkańcami, mianowicie to, że przybysz zdobył garstkę kolejnych informacji, jednak nie rozstrzygały one jego wcześniejszych wątpliwości, a jedynie rodziły kolejne pytania. Mężczyzna mógł napełnić swój domagający się rozpaczliwie strawy żołądek, nie mógł jednak nasycić się wiedzą. Musiał zadowolić się gdybaniem, a ono – jak zwykle zresztą – poprowadziło go w dość mroczne rejony. Podejrzewał, że Holger zginął, podejrzewał też, że wola walki drwala mogła tłumaczyć chociaż częściowo panujący w chacie bałagan. Jak jednak doszło do zadania ciosu, którego świadectwo zdobiło podłogę czerwonobrązową smugą, ilu morderców pofatygowało się na wyspę i który ostatecznie zamordował Nerdyjczyka, tego Krtań jednak nie wiedział. Tworzył w głowie różne scenariusze, ale nie potrafił zdecydować się na jeden. Nie był wszechwiedzący i teraz boleśnie odczuwał efekty własnej, ludzkiej ułomności – wyrzucał sobie, że śmierć Riedla była jego porażką, mimo że przecież nie mógł wcześniej przewidzieć, że oto dojdzie tutaj do tragedii. Gdyby chociaż mógł stwierdzić, czy do mordu zaszło, gdy tylko Timm opuścił domostwo, czy może podczas walki z wilkami lub wtedy, gdy Vitav tkwił w transie… Egzarcha jednak nie wiedział i to jeszcze wzmagało jego wyrzuty sumienia, które gryzły go, gdy zjadał zimną fasolę, na powierzchni której pojawiła się warstewka tłuszczu.
  Jakkolwiek potrawa ugotowana przez Holgera była nieco obrzydliwa, gdy spożywało się na zimno, nasyciła Sechmanna. Kinkenkardczyk zjadł jeszcze kilka łyżek potrawy, nie martwiąc się tym, że jego kubki smakowe miały okazję do kosztowania dań o wiele bardziej wykwintnych, po czym przygotował się do wyjścia. W pełnym rynsztunku ruszył wprost do… szopy. W środku zastał siwka, który spokojnie zjadał resztki paszy, jakie zostały na dnie koryta, a także drewno. Dużo drewna. Gdy ostatnim razem mężczyzna zaglądał do środka, wydawało mu się, że pieńków było o wiele mniej, jednak teraz, gdy ktoś zburzył pieczołowicie ułożoną konstrukcję, chcąc dostać się do przeciwległej ściany, drewno sprawiało przytłaczające wrażenie. Narzędzia, a właściwie wszystkie siekiery, zostały zdjęte z haków i leżały teraz w różnych losowych miejscach, jakby odbywał się tutaj turniej w rzucie siekierą. Vitav szybko odkrył, że wśród nich brakowało tej dziwnej zaklętej broni, jaką dysponował Holger. Brakowało też samego drwala – wbrew obawom Egzarchy, ciało Nerdyjczyka nie kołysało się teraz miarowo na linie zawieszonej na belce podtrzymującej stromy strop. Jeśli Sechmann za ostatni akt tragedii zatytułowanej „Zemsta tajemniczej Nerdyjki” brał powieszenie Riedla, to na szczęście się mylił. Lub niestety, bo kto wie, co kobieta zechce zrobić z ciałem tego zniszczonego przez nałóg, ale wciąż posiadającego imponującą posturę mężczyzny. Amelie co prawda została po prostu pochowana, ale takie działanie wydawało się zbyt… nudne i przyziemne, jak na dotychczas podejmowane środki. Egzarchini lubowała się w wyrywaniu serc i zostawianiu swych ofiar w różnych miejscach, oddalonych od siebie o chociaż paręset metrów. Przypadkowa ofiara w postaci córki poborcy podatkowego mogła być wyjątkiem, w końcu niewiele znaczyła, ale Vitav czuł przez skórę, że Holger ma do odegrania ważniejszą rolę. A właściwie – jego śmierć i miejsce pozostawienia ciała.
Ilość słów: 633

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw sie 23, 2018 10:41 pm  

  Szopa jak to szopa – stała dalej cała. Wnętrze za to, jak już przywykł, zastał w całkowitym nieładzie. Siwek spokojnie wyjadał to co jeszcze ostało się w korycie. Na podłożu ktoś porozrzucał wszystkie siekiery – niestety pośród nich nie było tego, czego Egzarcha tak bardzo poszukiwał. Zwrócił za to uwagę na przewróconą stertę drwa. Zupełnie, jakby ktoś był ciekawy, czy przypadkiem za nią nie mieści się jakieś sekretne pomieszczenie – i to właściwie zainteresowało też Sechmanna. Pierw jednak rozejrzał się jeszcze za czymś, co mógłby dać do jedzenia konikowi. Kto wie, kiedy wierzchowiec mógłby się jeszcze przydać? Co prawda jego właściciel już gryzł piach – a raczej śnieg – ale sam zwierz nadal nadawał się do użytku. Tak więc Krtań, z myślą, że to właśnie na tym koniu opuści Vrlikę, napełnił koryto pierwszą lepszą końską karmą, którą znalazł.
  Dopiero potem zabrał się za przeszukanie całej reszty szopy. Przetrząsnął każdy kąt całkiem wszechstronnego pomieszczenia, rozglądając się głównie za śladami szarpaniny, plamami krwi, czymś czego wcześniej być tu nie powinno. Bałagan wskazywał na to, że ktoś – prawdopodobnie Riedl – w pośpiechu szukał swojej magicznej siekierki. A jeśli teoria z tajemną komnatą miałaby okazać się prawdziwa, zaraz po odnalezieniu jej rozsypałby stertę, aby tylko dostać się do bezpiecznego miejsca. Problemem nadal była jednak krew rozsmarowana po pokaźnym kawałku podłogi kuchni. Może Holger pierw był tutaj, bo czegoś się spodziewał, a następnie zaszył się w domu? W takim wypadku co ze ścianą?
  Niewiele myśląc podszedł do podejrzanej ściany i kopnął w nią podeszwą buta. Jeśli to nic nie dało, zwyczajnie zaczął się jej przyglądać, szukać jakichś zagłębień, może nierównych rowków wskazujących na tajemne drzwi. Teraz cholernie potrzebował jakiegoś nowego tropu, na który mogłyby go naprowadzić rzeczy ukryte w ewentualnym pokoju.
Ilość słów: 345

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

sob sie 25, 2018 3:01 pm  

Narrator

  Sechmann opzejrzał się po szopie i gdy tylko dostrzegł siwka i stertę drewna, został postawiony przed ciężkim wyborem – nakarmić zwierzę, które Holger najwyraźniej pasł jak prosię, przyzwyczajając do ciągłych posiłków czy też sprawdzić, czy po drugiej stronie pomieszczenia znajdowały się jakieś ukryte drzwi. Zdecydował, że ważniejsze jest napełnienie żołądka konia, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. No i skoro Riedl tak dbał o zwierzę, to warto by uszanować wolę byłego właściciela i kontynuować jego dzieło. Wszak kto jak kto, ale drwal zasługiwał na jakąś formę oddania mu czci. Zwłaszcza że worek z owsem stał przy drzwiach szopy, już w połowie pusty. Czego jednak brakowało, to woda do picia – cebrzyk stał pusty, a siwek demonstracyjnie włożył pysk do wiadra, aby uświadomić Vitavowi, że jest spragniony. Mężczyźnie nie pozostało nic innego, jak opuścić pomieszczenie. Całe szczęście, że nie musiał kłopotać się z obsługą studni, gdyż Nerdyjczyk – ta przemyślna, zapijaczona menda – postawił swój dom na wyspie, ba, sam sprawił, że powstała owa wyspa.
  Gdy żarłoczny koń został już zaopatrzony i w pożywienie, i w zimną wodę ze strumyka, Sechmann ostrożnie przedarł się przez stertę drzewa. Musiał bardzo uważać, bo pieńki ruszały się niebezpiecznie pod stopami, grożąc zawaleniem się. Vitav co prawda co najwyżej wylądowałby na tyłku przed koniem, ale nie zamierzał ryzykować ośmieszenia się przed bezrozumnym owsożercą. Stąpał więc powoli, jakby wspinał się po stromym zboczu i nim dostrzegł to, czego szukał, upłynęło trochę czasu, można jednak powiedzieć, że było warto. Kopnięcie w ścianę nie wykazało żadnych anomalii – ot, zwykła ściana z desek. Gdy jednak rozejrzał się raz jeszcze, dostrzegł to, czego szukał. Z drugiej strony szopy nie było co prawda drzwi, była jednak klapa w podłodze, podobna do takich, które zwykle prowadzą do piwnicy. Oczywiście trudno było oczekiwać, by Holger był na tyle szalony, aby wydrążyć piwnicę na wyspie, Egzarcha jednak wiedział, że rozsądek niekoniecznie idzie w parze z drwalem, przez większą część życia zamroczonym alkoholem.
  Vitav, nauczony doświadczeniem, ostrożnie przyklęknął i pociągnął za klapę. Gdy tylko ją chwycił, poczuł, że jej brzegi pokryte są czymś lepkim. Była to krew i gdy tylko Egzarcha rozejrzał się raz jeszcze zauważył, że pod niektórymi pieńkami widać czerwone ślady, które wyglądały tak, jakby ktoś próbował je ukryć pod drewnem. Jeśli zaś chodzi o to, do czego prowadziła klapa w podłodze – jak się okazało pełniła ona rolę wieka zabezpieczającego wydrążony w ziemi schowek. Który teraz był pusty. Było to o tyle zaskakujące, że gdyby Vitav zechciał, mógłby się tam zmieścić – musiałby się skulić, owszem, ale gdyby miał życzenie leżeć na ziemi, miałby idealne miejsce do takiego hobby.
Ilość słów: 521

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob sie 25, 2018 4:14 pm  

  Jak się okazało – nawet dokarmienie zwierzęcia było nie tak proste, jak wydawało się na początku. Owszem, samą karmę odnalzał bez problemu, natomiast po wodą – o którą konik się zaczął dopominać – trzeba już było wybrać się do strumyka. Plus był jednak taki, że cwany drwal pierw wysepkę stworzył, a potem na niej zamieszkał, toteż Sechmann daleko nie miał. Nabrał wody do wiadra i podstawił je pod koński pysk.
  Teraz, kiedy sprawa siwka została ostatecznie rozwiązana, nadszedł czas na przeszukanie. Powoli i bezpiecznie przedostał się przez porozrzucane po całym podłożu bale drewna. Ku jego braku zdziwienia – kopniak w ścianę nic nie dał. Stała tak jak wcześniej i nie zapowiadało się, żeby w najbliższym czasie uległo to zmianie. A skoro ten plan nie wypalił, to pozostało dokładniejsze porozglądanie się po okolicy. Ręce Sechmanna tykały się tu wszystkiego, czego tylko się dało – desek na ścianie, desek na podłodze, desek pod balami. Aż w końcu natrafił na to, czego – tak mu się przynajmniej zdawało – szukał. Klapa w podłożu umorusana krwią. Ostrożnie pociągnął ją do góry, a wewnątrz ujrzał... pustkę. Cokolwiek tu było, krwawiąca osoba – bądź czyjąś krwią ubrudzona – zabrała to tej nocy. O takim miejscu wiedziałby tylko drwal, czyli jakimś cudem musiał przeżyć to cięcie i dotrzeć aż tutaj. Pytanie tylko, co potem? Żadnych innych śladów, tylko pojedyncze plamy krwi. Jakby całą resztę ktoś posprzątał. Tylko po cholerę? — sprawdził jeszcze czy czegoś wewnątrz nie przeoczył i zamknął klapę.
  Poklepał konia po karku i cierpliwie poczekał, aż zwierze zapełni swój żołądek. W międzyczasie porozglądał się za siodłem – w końcu wątpliwym było, by drwal jeździł na oklep... Chociaż po tym starym wariacie spodziewać można było się wszystkiego. Jednak jak tylko siwek napoił się i najadł, Sechmann wyprowadził go na zewnątrz. Skoro miał okazję zaprzestać pieszych podróży przez te cholerne śniegi – chciał ją wykorzystać. Wskoczył nań i skierował się w stronę Kristy. Plan był prosty – upewnić się, że faktycznie jeszcze żyją, natrętnie wypytać o wszystko, o co tylko się da, a potem raz jeszcze złożyć wizytę Annie. Choć nieco mniej przyjemną, niż ostatnio.
Ilość słów: 395

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

ndz sie 26, 2018 6:51 pm  

Narrator

  Sechmann rozejrzał się dokładnie po szopie, niczym drapieżnik szukający ofiary… chociaż w tym układzie to on był ofiarą, chociaż jak na razie – nie należącą do tych śmiertelnych ofiar nocnych spotkań z Nerdyjką. Nie myślał jednak o tym, gdy rozglądał się dookoła głodnym wzrokiem, niczym Holger pragnący kolejnej flaszki i wiedzący, że gdzieś tu musi być. Wkrótce Egzarcha znalazł skrytkę, która mogła pełnić dowolną funkcję: skrytki na zaklęty przedmiot, schronienia dla zatrwożonego człeka czy też piwniczki na alkohol. Mogła, gdyż teraz była pusta. Twarda od zimna ziemia już dawno zastygła w jednym swym zarysie, nie widać więc było żadnego odcisku, który wskazywałby na kształt tego czegoś lub kogoś, co przechowywana pod klapą w podłodze szopy. Mimo to jednak Vitav znalazł w tym jakąś wskazówkę. Prosto rozumując, że o tym miejscu mógł wiedzieć tylko drwal lub Timm, doszedł do wniosku, że ów bałagan musiał dokonać Holger, być może w pośpiechu szukający czegoś lub chcący się schronić. Wskazywały na to też ślady krwi, która mogła być tożsama z posoką zdobiącą deski w kuchni. Co jednak dalej? Egzarcha nie wiedział, czemu ktoś zadał sobie trud ukrycia krwi i ogołocenia podziemnej skrytki. Nie wiedział też, kto to zrobił – drwal, kobieta, a może ten parszywy Pierwszy, którego aura pojawia się w najmniej odpowiednich miejscach i pomijając vrlikańską genezę, nie łączyła się z niczym.
  Mężczyzna, wiedząc, że od samego gdybania nie zrobi się mądrzejszy, podszedł do konia. Zwierzę niestety również nie było w stanie mu odpowiedzieć, a przynajmniej nie słowami. Siwek, zadowolony z nakarmienia i napojenia, stał spokojnie, w kompletnej ciszy. Dopiero gdy Krtań zaczął go siodłać – jak się okazało, uzda i siodło leżały bezładnie pod ścianą, na której zawieszono narzędzia – wydał z siebie pełne niepokoju rżenie. Wtedy też Egzarcha dostrzegł, że i one były ubrudzone krwią. Lepka, czerwonobrunatna substancja była ledwie widoczna na tle ciemno barwionej skóry, jednak Vitav nie mógłby jej pomylić z niczym innym. Wszak sporo jej widział już w kuchni, a nawet wcześniej, gdy morderczyni wyrywała serce z piersi prześlicznej rudowłosej dziewki. Być może i siwek trochę się jej naoglądał, bo zrobił się wyjątkowo nerwowy i dopóki mężczyzna nie starł krwi z siodła i uzdy, kręcił łbem i wiercił się niespokojnie, na szczęście nie robiąc pożytku z nóg, którymi mógłby kopnąć siodłającego go mężczyznę. Sechmann spodziewał się śmierci za każdym zakrętem, ale na pewno nie w szopie z powodu potężnego ciosu tak silnego zwierzęcia, jakim jest koń.
  W końcu Vitav usiadł na siwku i widząc, że kudłaty konik jest już uspokojony, ruszył ku wioski. Miał w głowie prosty plan – korzystając ze swego środka transportu, przyjechać do Vrliki i po upewnieniu się, że Krista i jej córka są bezpieczne, przystąpić do nieco bardziej zdecydowanego przesłuchiwania Anny. Ostatnio był zbyt pobłażliwy wobec przywódczyni starszyzny, ale na tym koniec. Dość już czasu stracił użerając się z zamkniętymi w sobie, ksebofobicznymi wieśniakami, teraz już nie zamierzał więc błagać i pytać, a pewnym siebie tonem, umotywowanym autorytetem, domagać się odpowiedzi.
  Wkrótce Egzarcha znalazł się pod sklepem z suknem. Chociaż nie był to dzień świąteczny, nie został on otwarty dla kupujących, zresztą nikt raczej nie zamierzał kupować beli materiału na suknie czy inne odzienie. Mężczyzna ledwo co przedarł się przez tłum płaczek w różnym wieku, które zbiły się w chlipiącą i zawodzącą kupkę pod domem, w którym mieszkała ofiara dzisiejszej nocy. Przejeżdżając obok, słyszał jednak docinki równie często, co oznaki żałoby:
  – Nie martwcie się, kumo, dopóki nie znaleziono jej ciała, może żyć. Młodym różne rzeczy w głowie, może poszła na schadzkę?
  – Co też pani?! To była porządna dziewczyna, nie jak tamta kurwa, co przyszła z tą pijawką poborcą.
  – Ano, przecież nawet głupie młódki nie wyjdą w noc w samej koszulinie. Pewno ją z łóżka porwano, zgwałcono i wrzucono do rzeki. Ten drwal łypał na nią okiem, jak jeszcze do karczmy chodził, mówiłam, że dziewczynie z porządnego domu nie godzi się pracować w takim miejscu…
  – Iii, głupoty gadacie. Pewno po dobroci poszła, przecież wcale taka święta nie była.
  Takie i inne wynurzenia wysłuchiwał Sechmann, aż do momentu, gdy siwek nagle się nie zatrzymał. Jedna z zakapturzonych postaci podała koniowi kostkę cukru i żarłoczne zwierzę za nic w świecie nie zamierzało ruszać, nim nie zje przysmaku. Odziana w płaszcz kobieta o dość obfitych kształtach spojrzała w górę i wtedy Egzarcha rozpoznał w niej tę samą ciekawską niewiastę, która onegdaj podsłuchiwała jego rozmowę z Anną. Znienawidzona przez niego nieznajoma skinęła głową na znak, że również rozpoznaje mężczyzną i wskazała ręką na sklep z suknem, dodając:
  – Proszę, niech pan zapyta Kristy, co jej dziadek… Jak nas uratował i sprowadził na nas tę zarazę.
  Po tych słowach cofnęła rękę – siwek zjadł już cukier – i wmieszała się w tłum, dla niepoznaki zawodząc i mówiąc, że pewnie jakiś kawaler bez honoru wywabił dziewczę i zatłukł, gdy się opierała jego romansom. Była to już kolejna teoria tłumacząca zniknięcie rudowłosej z domu, tak samo niezgodna z prawdą, jak wszystkie pozostałe.
Ilość słów: 988

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt sie 28, 2018 6:20 pm  

  Dziwne zniknięcie drwala, długa noc i obecna wszędzie, podejrzana aura weszła Sechmannowi tak głęboko w umysł, że przez całą drogę nie potrafił myśleć o niczym innym. Może po części była to też sprawka zimowej aury, który zewsząd otaczała mężczyznę, będącego świadom, iż nawet jeśli w najbliższym czasie opuści Vrlikę – od śniegu się nie uwolni. Nie będzie cudownej linii, która wyraźnie oddzieliłaby pobyt w lesie od powrotu na bardziej cywilizowane ścieżki. Zima na kontynencie była silna, czym dodatkowo wspierała i tak wiecznie skuty lodem Biały Las. Próbował jakoś sensownie połączyć to co widział do teraz – i choć niektóre z jego teorii mogły brzmieć sensownie, tak zdawały się kompletnie nie pasować do sytuacji. Kim mogła być tajemnicza Nerdyjka, która pierw pomachała do Timma, potem – w domniemaniu – napuściła na dom Kristy wilki, a na sam koniec przy pomocy magii wezwała Krtań do siebie. A czy zabicie rudowłosej dzierlatki było częścią przedstawienia odgrywającego się na oczach Vitava? Tego Egzarcha nie wiedział – morderczyni równie dobrze mogła dopiero wtedy pojawić się na miejscu, i gdyby tylko Sechmann miał więcej sił oraz był szybszy, być może mógłby jej pomóc? Tym się jednak zadręczać nie chciał, na takie rozterki mógłby sobie pozwolić dopiero po opuszczeniu tej zapomnianej przez Onych dziury. Siedząc w ciepłym fotelu, pijąc grzane, ciemne piwo i wpatrując się w płomienie kominka – jak za czasów, gdy Roderyk jeszcze żył, a młody-stary Sechmann miał posiadłość w Kinkengardzie. Wciąż jednak mógł głowić się nad tożsamością tajemniczej czarnowłosej, która tak ochoczo sięgała po serca innych ludzi – i to wcale nie po to, by je złamać. Czy rzeczywiście ma jakieś powiązania z Timmem? Czy jednak machała do niego przez swoją dziwną naturę, bawiąc się w ten sposób z chłopakiem? Przez moment przez głowę Krtani przebiegła nawet myśl, że wtedy już rozprawiła się z drwalem, a ten drobny gest był zwyczajną złośliwością. Niektóre z tych wątpliwości mogłaby rozwiać rozmowa z Timmem, na którą mężczyzna miał nadzieję. Ostatecznie morderczyni przywędrowała tu aż z Nerdii, istniał więc cień szansy, iż w jakiś sposób była powiązana z Holgerem i jego wychowankiem. Zresztą wskazywały na to pozostawiane przez nią na oknach krwawe wiadomości. Początkowo nawet poetyckie – choć niewysokich lotów – teraz będące już jedynie ewidentnymi groźbami adresowanymi do osoby, która ich treść zrozumie w oka mgnieniu. I taki był plan – pierw zamienić parę słów z młodym Nerdyjczykiem, wypędzić go z domu pod jakimkolwiek pretekstem, a potem odbyć szczerą rozmowę z Kristą. Takowa myśl towarzyszyła Egzarsze przez końcówkę podróży.
  Truchtający powoli przez zaspy koń, był stworzeniem wyjątkowo przydatnym. Brak bezpośredniego kontaktu z zaspami oszczędził Vitavowi zapewne kilka bliższych spotkań jego twarzy z białym puchem, oraz nieco czasu. Przystosowany do takich warunków zwierz sprawował się zdecydowanie lepiej, niż Egzarcha, który po raz pierwszy od dłuższego czasu miał okazję rozprostować kości na dobre. Nawet się nie obejrzał, a już był w pobliżu sklepu z suknem, niedaleko którego zebrała się niemała grupka kobiet. Jedne starsze, drugie młodsze, jednak łączyły je dwie rzeczy – prawie-żałoba i plotki. Gdyby nie rzeczywiście tragiczne wydarzenie, Krtań zapewne uśmiechnąłby się pod nosem, będąc zupełnie świadom, że żadna z plotkar nie ma racji. Nie zamierzał ich jednak wyprowadzać z błędu, bowiem gdyby to zrobił, szalone Vrlikanki mogłyby nawet oskarżyć jego samego o dopuszczenie się morderstwa na rudowłosej. Poza tym, był pewny, że wkrótce ktoś odnajdzie ciało biednej dziewczyny. Tym kimś najpewniej będzie Janik, tak bardzo lubujący się w nocnych eskapadach i mający tak wiele szczęścia.
  Niezbyt głębokie zamyślenie zostało przerwane w momencie, gdy przedzierał się przez mały tłumek. Kobiecina w kapturze podsunęła łakomemu siwkowi kostkę cukru prosto pod nos – a najwidoczniej wiecznie głodny zwierz stanął w miejscu i zaczął ją pałaszować. Dopiero, gdy postać spojrzała do góry, Sechmann rozpoznał w niej tę samą osobę, która wcześniej podsłuchiwała rozmowę jego i Anny, a potem jeszcze rozpuszczała plotki na temat Vitava.
  Uratował i sprowadził zarazę... — burknął pod nosem. — Z drogi, kobieto — pociągnął lejce i pogonił siwka. Jakoś nie ufał komuś, kto wcześniej wmawiał pozostałym wieśniakom, jakoby to Krtań miał być niezwykle wulgarny oraz werbalnie brutalny wobec Anny. Co jednak nie zmieniało faktu, że trzeba było to sprawdzić. Krista i tak została przez Sechmanna wybrana na osobę, która teraz – czy tego chce czy nie – nieco rozjaśni mroki całej tej sprawy. Wszystko wskazywało na tę rodzinę. Czyżby to rzeczywiście oni sprowadzili nad Vrlikę czarne chmury w postaci Pierwszego i opętanej żądzą zemsty Nerdyjki? Nie, ci skretyniali wieśniacy już u zarania dziejów tej dziury narobili sobie kłopotów, biorąc Pierwszego za Onego — odpowiedział sam sobie, schodząc z konia.
  Siwka niestety nie dało się nijak wprowadzić do środka, a nawet jeśli – to zapewne nikt z domowników nie życzyłby sobie konia na środku sklepu z suknami. Krtań poprowadził więc wierzchowca za lejce, aż na tył podwórka, tam gdzie wcześniej trenował z Timmem. Podwiązał go do pierwszej lepszej rzeczy, która się do tego nadawała, poklepał po karku i odwrócił się na pięcie. Na progu otrzepał buty ze śniegu, po czym mocno zapukał w drzwi. Nie czekał na odpowiedź – po prostu wszedł, rozglądając się wokół i oceniając szkody wyrządzone przez wilki. Prócz tego, że obrony Juny omal nie przepłacił życiem, nie pamiętał wiele z samej końcówki. Obudził się dopiero w kałuży krwi, pośród wilczych wnętrzności i nieopodal szlochającej dziewczyny wtulającej się w Nerdyjczyka. Swój żywot zawdzięczał najwidoczniej – jak teraz sobie przypomniał – Kriście, która w ostatniej chwili musiała rąbnąć wilka siekierą prosto w łeb. Tylko jakim, kurwa, cudem, była w stanie tym go powstrzymać? Coraz więcej pytań, a odpowiedzi tyle samo – prawie zero — przejechał palcami po blacie lady, szukając wzrokiem znajomych twarzy.
  Timm! — krzyknął. — Chodźże tutaj, na Onych! — miał nadzieję, że po tak wyczerpującej nocy, domownicy nie posnęli, co niestety było dość prawdopodobne. Wystukując na blacie rytm jednej ze starych waldgrosseńskich piosenek, oczekiwał aż ktoś w końcu raczy do niego przyjść. Póki co nie zdejmował maski, ani rękawic. Był świadom, że być może będzie musiał stąd szybko wyjść i ruszyć dalej – do Anny. Raz jeszcze, jednak z nieco mniej przyjaznym nastawieniem.
Ilość słów: 1203

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

sob wrz 01, 2018 12:19 pm  

Narrator

  Gdy siwek Holgera – niech Oni świecą nad jego aurą – powolnym stępem przemierzał malowniczy Biały Las, siedzący na otartym z krwi siodle jeździec pogrążył się w rozmyślaniach. Pobyt we Vrlice pogłębił refleksyjną naturę mężczyzny i teraz – jak zwykle, co jest najzupełniej zrozumiałe – oddał się ponurym rozmyślaniom. Wiedział, że nic już nie będzie takie samo; zbyt wiele tu zobaczył, zbyt wiele nerwów kosztowało go przebywanie wśród wieśniaków i usilne szukanie odpowiedzi, za które otrzymywał nagrodę w postaci kolejnych sprzecznych tropów i trupów. W dodatku Oni tylko wiedzieli, czy gdyby Vitav w którymś momencie nie podjął innej decyzji lub też sam los nie pospieszyłby biegu wypadków, nie uratowałby jednego albo nawet dwóch ludzkich istnień. Egzarcha próbował się jednak na razie nie zadręczać, przecież nie był wszechmocny, co tylko dzisiejsza noc potwierdziła. Zrobił to, co swego czasu uznał za najsłuszniejsze, wiedząc, że nie ma pełnego obrazu sytuacji. Nie chciał jednak teraz myśleć o swych porażkach i niedociągnięciach. Chłód, jaki napierał na niego, gdy mroźny wiatr kołysał gałęziami drzew, zmuszając je do ustawicznego machania do jeźdźca, sprawiał, że Waldgrosseńczyk zamarzył o cieple i bezpieczeństwie. Gdy zasiądzie przy palenisku będzie mógł zrobić sobie rachunek sumienia, może nawet w końcu oddać się rozpaczy, ale na razie musiał pozostać silny. Przemierzał właśnie dobrze znaną mu drogę, przy akompaniamencie skrzeczących kruków – niestety, żaden z nich nie był jego chowańcem wysłanym z listem do Initium – mając wspaniałą okazję do podziwiania okrutnej, ale pięknej przyrody. Jednak nie zachwytom nad tym, jak wspaniale załamywało się blade światło dnia w miriadach płatków śniegu oddał się Krtań. O nie, mężczyzna jak zwykle snuł kolejne plany i domysły. Myślał o tym, czy przyjacielskie machanie, po którym nastąpił atak wilków, nie było wyrazem złośliwej satysfakcji, jaką Nerdyjce dało zabicie drwala. Myślał o tym, czy mógłby założyć, że kobieta znała Riedla bądź Timma lub jakiegoś im bliskiego człeka. Myślał o tym, że krwawe wiadomości, które w końcu zaczęły tracić pozory silenia się na sztukę i zdradziły swą złowieszczą naturę, mogły świadczyć o powiązaniach morderczyni z drwalem. Myślał też o tym, co on sam musi zrobić. Uczepił się swoich planów i nie zwrócił uwagę na senność wioski – dziwną, wszak dzień rozpoczął się już dawno temu – i w końcu omal nie wjechał w tłum zawodzących płaczek.
  Egzarcha nawet nie zauważył, jak przejechał całą drogę do wioski, ba, aż do sklepu Kristy. Nim jednak mógł zrealizować swoje plany co do wywabienia Timma ze środka celem stanowczej rozmowy, przeszkodziła mu czereda płaczek. Kobiety niby to oddały się rozpaczy nad śmiercią rudowłosej, a tak naprawdę snuły rozważania nad rozpustną naturą dziewczyny, nadając jej takie cechy, jak martwej Amelie. Tak naprawdę jednak obie niewiasty łączyły dwie rzeczy – to, że nie żyły z powodu wyrwania im serc przez Nerdyjkę, a także to, że ciała obu nie zostały odnalezione przez wieśniaków. Sechmann podejrzewał, że ktoś – może Janik, zważywszy na jego spacery w świetle księżyca po lesie – natknie się w końcu na śliczną młódkę i nikt już nie będzie spekulować na temat tego, czy dziewczyna uciekła z kochankiem, czy zakończyła swój żywot.
  Krtań nie zamierzał ani przysłuchiwać się paplaninie, ani wyprowadzać kobiety z błędu. Właśnie podjął się ciężkiego zadania lawirowania między odzianymi na czarno niewiastami, gdy ktoś zatrzymał go, podsuwając łakomemu koniowi cukier. Siwek oddał się pałaszowaniu, nie spiesząc się z degustacją, a Vitav odkrył że osobą, która go zatrzymała, była wścibska jasnowłosa. Jej widok nie był mu zbyt przyjemny. Pomijając wątpliwe względy estetyczne, wszak twarz kobiety była nalana, a kształty rozlazłe przez zgromadzony pod bladą skórą tłuszcz, nie darzył ją sympatią po tym, jak najpierw podsłuchiwała jego rozmowę, a potem jeszcze rozpuściła paskudne plotki. Teraz jednak kobieta zwróciła się wprost do niego, przekazując tajemniczą wieść. Egzarcha dość już się takich nasłuchał i naczytał, mógł więc tylko burknąć pod nosem i powrócić do swych spraw. Wszak i tak zamierzał wydusić z Kristy wszystko, co wiedziała. Grubaska jednak była niezbyt zadowolona z oschłej odpowiedzi – niechybny znak, że nie minie godzina, a już całą Vrlikę obiegnie kolejna bajka o przybyszu.
  Krtań, jak na wychowanego w kulturalnym domu człeka przystało, wziął pod uwagę uczucia kobiet i nie wprowadził konia do sklepu, a zostawił go na podwórzu za budynkiem. Siwek był na tyle melancholijnym zwierzęciem, że ze spokojem ducha przyjął to do wiadomości i stał sobie spokojnie, prawdopodobnie pogrążywszy się w marzeniach o kostkach cukru. Mężczyzna mógł więc wejść do środka i ku swemu zaskoczeniu nie dostrzegł żadnych śladów świadczących o tym, że jeszcze tej nocy stoczono tu walkę na śmierć i życie. Krew została wytarta, za to na podłodze porozkładano więcej dywanów, byle tylko ukryć ślady w drewnie, jakie zostały po ostrzach mieczy i topora. Jedynie powietrze pachniało dziwnie, octem i alkoholem, zapewne z powodu konieczności wyżarcia plam posoki z drewnianych desek. Sechmann rozejrzał się dokładnie po pustym pomieszczeniu i po chwili zjawił się Timm. Chłopak był blady, ale wyraźnie szczęśliwy.
  – Panie, myślałem, że już pomarliście… Juna omal nie wybiegła z domu za wami, ale razem z Kristą ją trzymaliśmy, aż jej rana się na powrót rozerwała. Teraz leży w łóżku i odpoczywa. A jej matka siedzi w piwnicy. Nie wiem, co tam robi, żadna ze mną nie rozmawia, nie rozumiem… – chłopak urwał i spojrzał ze zbolałą miną na Vitava.– Przepraszam, ale gdy stałeś z tą miną nad nami z mieczem w ręku… Zastygłem ze strachu. Nie wiedziałem, co robić.
Ilość słów: 1068

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość