Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz wrz 23, 2018 3:20 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor analizował w głowie słowa Stojana. Dowiedział się wszystkiego czego chciał ale niepokoiło go to co wydarzy się z kobietami. Dodatkowe wyjaśnienia chłopaka wprawiły go w osłupienie. Nie okazał tego że zaczął lekko pogardzać głupotą ludu. Wieczorna historia z ogniem wydawała mu się czystym idiotyzmem. Przecież te kobiety przed tym ich ostrzegały właśnie. Jak można było mieć o to pretensje. Czy ludzie tu byli aż tak głupi. Jedno to nie rozumieć słowa anatomia, co innego to tak dziecinne zachowanie jak gniewanie się o brak pochwały. Kociebor miął co prawda pomysł jak im ulżyć ale nie zamierzał tego robić z uwagi na zachowanie dwójki mężczyzn. Mała dawka jego jadu mogła zadziałać jak znieczulenie i pozbawić je czucia. Mógł też przynieść od Bocianichy lepsze leki ale i to najwyraźniej nie było konieczne. Zostawało mu tylko liczyć że kobiety wyzdrowieją. Chimera pożegnał się więc najlepiej jak umiał i podziękował jeszcze raz za informacje. Wszak Stojan potwierdził wszystkie jego przypuszczenia. Poza tym współczuł też im nie tylko kobietą w końcu wszyscy cierpieli głód. Mimo to z matkami łączyła go większa sympatia. Chłopak był wylewny ale nie chciał już ich więcej niepokoić i wyszedł dość szybko. Tym bardziej z uwagi na reakcję rozmówcy na jego słownictwo.
  Po drodze zaczął zbierać do kupy znane mu fakty. Wiedział już że nie zostało mu dużo czasu. Kaletnik słusznie zaczął podejrzliwie zachowywać się przy porównaniu z ludźmi. Wszak nie mógł ich kroić a ton pytania Kociebora sugerował że on bardzo dobrze wiedział jak ciąć ludzi. Co było w istocie prawdą. Chimera był w końcu mordercą. Na wszelki wypadek umyślał sobie by na wszelkie związane z tym pytania mówić wprost że jest najemnikiem i nie jedną osobę już zabił. Właściwie przecież to samo powiedział Cieszyborowi. To samo mówił jego ekwipunek. Był jednak bardzo młody i nie wyglądał jak typowy rembajło przez co z pewnością tak go traktowano. Miał na głowie wszak podsumowanie i nim się zajął. Jak by nie patrzeć w tych chorobach też mu coś nie pasowało. To mogło być przedwiośnie zimno i głód. Ale... stanął przed domem służki i czarne zasłony powiedziały mu że dziadziuś zmarł, wiedział to już wcześniej ale to nie to samo. Zrobiło mu się smutno. Jakaś część uroku tego miejsca przeminęła. Wszyscy wszak odchodzą... ale co dziwne u Kaletnika było to samo. Aż nie mógł oprzeć się by nie zapytać Bocianichy ile osób choruje w tej wiosce. Co gorsza na razie umierały osoby w domach które odwiedzał. Czyży jakieś zarazki roznosił czy ki czort. Ale no była to najgorsza pora roku a nie każdy był mutantem jak on zdolnym zregenerować prawie każde uszkodzenia.
  Spowity w refleksję nad przemijaniem postanowił mimo wszystko zapukać. Jego palce uderzyły w kruche drzwi delikatnie. – To ja Kociebor! – powiedział pukając. Zważając na sytuację przyda im się z pewnością pomoc a i pochówek trza zrobić lub trza było zrobić, drobny zarobek na boku to zawsze pomoc. Pomyśleć że ledwo chwilę wcześniej z nimi rozmawiał... Co będzie kiedy i on umrze. Gdy drzwi się otworzyły powiedział od razu – Moje najszczersze kondolencje. – i skłonił się nisko w znaku żałoby.
Ilość słów: 597

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz wrz 23, 2018 5:26 pm  

Narrator

  Chociaż ciemnowłosy nie wydawał się zbyt przejęty losem matki i starszej siostry – być może przywykł już i znieczulił się na ich cierpienie, a może nigdy nie odczuwał wobec nich litości – to Kociebor przeraził się tym, że obie chore kobiety krzyczały o ogniu. Dla chimery stanowiło to znak, że niewiasty również zostały w jakiś sposób zniewolone przez potwory. Było to o tyle dziwne, że nie były mężczyznami, a to właśnie ich do tej pory poczwary wybierały sobie na ofiary, z drugiej jednak strony – wojownik dobrze pamiętał, że miały długie, jasne włosy. Być może właśnie kolor koafiury przesądzał o atrakcyjności człowieka w oczach władających telekinezą maszkar. Mając to na uwadze, Kociebor postanowił pomóc obu kobietom, jednak nie zdecydował się na ten krok, gdy obok znajdowało się dwóch nieczułych na ich ból członków rodziny. Chimera postanowił bowiem zatruć je jadem, nie chciał jednak w ten sposób przyczynić się do ich odejścia z tego łez padołu, a po prostu pozbawić je czucia. Na razie jednak młodzieniec zdecydował się zrobić nic, licząc na to, że niewiasty w końcu wyzdrowieją same. Pożegnał się więc, nie czekając na powrót kaletnika, ominąwszy tym sposobem wątpliwą przyjemność słuchania, jak mężczyzna łagodzi okrzyki bólu przy pomocy sękatego kija.
  Nim jasnowłosy stanął przed dobrze znaną sobie chatynką, w której mieszkała służka z dziadkami – bądź tylko babcią, chociaż Oni wiedzą, że Kociebor nie chciał potwierdzenia śmierci dziadka dziewczyny – raz jeszcze przemyślał wszystko, co usłyszał. Gdy szedł samotnie przez wioskę widząc nieliczne krzątające się osoby, które popatrywały na niego chyłkiem, jakby wszystkie wiedziały o jego sekretnym pochodzeniu, zanalizował też zachowanie swego rozmówcy. Chimera uważał, że ton głosu i dobór słów kłusownika a także zachowanie jego ojca wskazywały na to, że ci zaczynają coś podejrzewać. W małych wioskach krojenie ludzi przywoływało na myśl raczej skojarzenie z mordami lub bezczeszczeniem ich ciał, nie tak, jak na uniwersytetach lub wśród ludzi uczonych. Gdyby rozmawiał z medykiem, a nie prostym chłopcem, prawdopodobnie ten myślałby o operacjach, tak jednak Kociebor mógł sprowadzić na siebie kolejne podejrzenia. Młodzik nie mógł sobie na nie pozwolić, toteż raz jeszcze postanowił, że na pytania o profesję będzie mówił li i jedynie tyle, że jest najemnikiem. W ten sposób każdy mógłby się domyślić, że swą wiedzę o ludzkiej anatomii – lub „anatonii”, jak powiedziałby to Stojan – czerpał wprost ze swych doświadczeń. Chimera liczył, że tym sposobem nie wzbudzi dodatkowych podejrzeń o niemoralną działalność. Najemnicy czasem muszą mordować, ale nie jest to równoznaczne z bandytyzmem lub profanacją ludzkich zwłok, co w Podbagnie uznane było za niewybaczalne zbrodnie.
  Gdy Kociebor doszedł w swych rozmyślaniach do kwestii chorób, jakie nękają niektórych mieszkańców, doszedł w końcu do domu służki. Już pierwszy rzut oka na chatę dał mu znać, że staruszek umarł, co napełniło chłopaka smutkiem. Dziadek był pracowitym, dobrym człowiekiem i widać było, że troszczył się o swoją wnuczkę. Jego śmierć była nie tylko smutna, ale też łączyła się z wydatkami. Szczęście w nieszczęściu, że chimera zamierza zapłacić za prowiant, o którego przygotowanie chciał poprosić dziewczynę, a i możliwe, że kaletnik podzieli się z młodziutką kuchareczką, o ile ta w odpowiedni sposób przyrządzi z niego zjadliwe jadło. Mimo tej iskierki pociechy młodzik zauważył, że w Podbagnie zdaje się, że każdy zna kogoś, kto choruje. A co gorsza – śmierć nachodziła rodziny, które Kociebor osobiście odwiedził, jakby to ona zawlekł tu chorobę. Zdrowi jak na razie byli tylko Druga i jej siostrzeńcy, karczmarz, Bocianicha oraz trzej wieśniacy będący kompanami do kieliszka młodzika.
  W końcu chłopak zapukał do drzwi. Po chwili usłyszał dźwięk odsuwanego krzesła, ciężkie kroki i stanął oko w oko ze służką. Twarz miała ziemistą, oczy czerwone i opuchnięte od płaczu, a jasne włosy przykleiły się do głowy. Mimo to skinęła głową na powitanie i wpuściła Kociebora do środka, podziękowawszy za kondolencje.
  – Dziękuję. Dziadek już od lat niedomagał, ale i tak nie spodziewałam się, że teraz... Mimo że był już tak chory... – wyszeptała, zapraszając chłopaka do stołu. Stołu, przy którym siedziała pogrążona w modlitwie Godzimira. To właśnie na tym stole został ułożony nieboszczyk, wykąpany i ubrany w najlepsze odzienie, które – z racji tego, że owa rodzina była biedna – było i tak dość liche.
Ilość słów: 849

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn wrz 24, 2018 11:06 pm  

  Kociebor widząc spojrzenia mieszkańców popadł z lekka w panikę. Teraz bał się o swoją tożsamość jak nigdy. Zdemaskowanie czy też zdespodnienie go było kwestią czasu. Musiał zakończyć tę sprawę tak szybko jak się da. Zakończyć to i ruszyć w świat dalej... tylko gdzie... Nie miał pojęcia ale może Druga go przygarnie. Teraz nie było to istotne. Miał całą potrzebną wiedzę do walki z tym czymś. W drodze przyszło mu do głowy poszukać jeszcze smolarzy. Zawsze będzie mógł jak coś zwiększyć efekt swojego splunięcia albo puścić z dymem większy obszar. Lepszy plan dodatkowy w takiej formie niż jego brak. Z powodu spojrzeń jednak przyśpieszył by jak najszybciej dotrzeć do służki. Poza tym czas do popijawy leciał.
  Gdy otworzył drzwi i zobaczył zapłakaną dziewczynę posmutniał jeszcze bardziej. Jeszcze raz złożył biedaczce kondolencje. Wiedział wszak jak się czuła, sam niedawno stracił ojca. Choć... czy w istocie wiedział. Jeszcze kilka tygodni temu zasypiał przy nim w laboratorium przy książkach albo w swoim pokoju. Myślał że tak będzie zawsze... a teraz. Teraz już go nie było... Lecz dziwnym trafem nie rozpaczał tak bardzo. Silny instynkt kazał u walczyć o dalsze przetrwanie. Zdawało się mu iż jakaś dziwna pierwotna siła pcha go na przód nie pozwalając myśleć o przeszłości ale teraz gdy się na tym skupił ogarnął go smutek. Tęsknota za minionym dniem. Za chwilami które nie wrócą. Uścisnął jej dłonie –Tak mi przykro. – jego wzrok wyrażał szczere współczucie. Dał się zaprowadzić do stołu gdzie leżał nieboszczyk. Zobaczył modlącą się wdowę i postanowił do niej dołączyć. Mimo iż nie znał modlitw uznał że powinien skopiować jej postawę. Pochylił głowę i zaczął skupiać się w myślach mówiąc jakieś błagania o dobry los duszy staruszka. Nie wiedział co prawda jaki to miało sens. Sam nie wiedział co uważać o Onych. Nie miął dowodów że istnieją ale też że nie istnieją. Nie miał zdania ale chyba nie zaszkodzi się pomodlić. Próbował przypomnieć sobie jakąś modlitwę ale nigdy żadnej nie słyszał. Słyszał za to że ludzie mają do nich wielki szacunek. On sam co prawda często wyzwał ich imienia ale było to dla niego raczej wyrażenie. Na pewno lepiej przyjmowane społecznie niż przekleństwa. Przyjrzał się odzieniu i spróbował siebie przypomnieć co wydarzyło się tu ostatnim razem. Przypomniało mu się dobre jadło i to jak wspomógł ich groszem. Dodatkowy zarobek zawsze pomógłby je wspomóc podczas tego trudnego okresu. Nie zamierzał wszak jednak im bardzo przeszkadzać. Zastanawiał się czy nie zapytać wprost czy nie potrzebują pieniędzy ale oddalił tę myśl jako zbyt natarczywą i niegrzeczną. Nie mógł zrazić do siebie jedynych mieszkańców wioski którzy nie patrzyli na niego tak dziwnie jak reszta. Posiedział więc chwilę nad nieboszczykiem i zapytał czy może jakoś pomóc. Podobnie zapytanie o żywność zdawało się na razie zbyt natarczywe. Może one same wejdą na ten temat ale jeśli nie nic się nie stanie. Na pewno wolały te dni poświęcić na pożegnanie się ze zmarłym. Miał w końcu plan awaryjny czyli Bydgosta. Jeśli jednak ktoś napomni coś o jedzeniu zadowoli się choćby i zdobyciem byle czego byle na zagrychę starczyło. W ostateczności jeśli i Bygdost nie będzie nic mieć kupi u karczmarza chleb i będą zagryzać chlebem i tym co tamten upichci. Nie za bardzo było wyjście.
Ilość słów: 626

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr wrz 26, 2018 9:47 am  

Narrator

  Chimera do dawna nie miał do czynienia ze zwykłymi ludźmi, wśród których musi nauczyć się żyć, a nie tworzyć na nich zasadzki i ich mordować na zlecenie swego ojca. Nic więc dziwnego, że młodzik po prostu gubił się w tej małej, ksenofobicznej społeczności, jaką byli mieszkańcy Podbagna. Ich zachowanie – które być może ktoś inny odczytałby w zupełnie inny sposób, zrzucając je na karb nieufności wobec obcych, gdy mordowane są dzieci w wiosce – wywoływało w nim istny popłoch. Kociebor spodziewał się, że lada chwila zostanie odkryta jego tajemnica, choćby i przez bezceremonialne, publiczne zdjęcie spodni. Ludzie zwykle boją się takiego upokorzenia, jednak obawy chłopaka nie miały nic wspólnego ze skromnością. Przyspieszył więc kroku i nie zadawał nieprzyjaznym nieznajomym żadnych pytań, idąc bezpośrednio do służki.
  Kociebor zamierzał poprosić jasnowłosą o przygotowanie posiłku, gdy jednak zorientował się, że dziadek dziewczyny nie żyje, zaniechał tak prozaicznych próśb, a miast tego pogrążył się w rozmyślaniach. Dał się nie tylko ponieść smutkowi, ale i rozważał swoje własne podejście do śmierci ojca-kreatora. Im dłużej nad tym drugim myślał, tym bardziej sobie uświadamiał, że po tym tragicznym wydarzeniu jakaś siła, wewnętrzny instynkt, pchnęła go do działania. Nie odbył przez to żałoby i dopiero teraz, gdy w chwilach przestoju w Podbagnie mógł wreszcie rozważać własne uczucia, orientował się, jak ważnym wydarzeniem dla niego była śmierć Drugiego, który kiedyś postanowił poprzez szereg eksperymentów powołać do życia istotę będącą chimerą różnych stworzeń.
  Chłopak, pogrążony we własnym smutku, nie omieszkał jednak wyrazić kondolencji. Godzimira zbyt była zaabsorbowana modlitwą, by zauważyć cokolwiek – przez całą wizytę brązowookiego w chatce siedziała ze schyloną głową. Poruszała bezgłośnie ustami, jakby mało było odmawiania słów w myślach, a może wcale się nie modliła, tylko toczyła wewnętrzną rozmowę ze zmarłym, Onymi albo też samą sobą? Dość powiedzieć, że starsza kobieta zamknęła się całkowicie na wszelkie zewnętrzne impulsy, co musiało smucić jej wnuczkę równie mocno, co śmierć dziadka. Dziewczyna pokiwała głową i podziękowała za słowa Kociebora, po czym i ona schyliła głowę. Na jej twarzy widać było jednak skupienie i determinację, zupełnie jakby właśnie dokonała jakiejś decyzji, a nie się modliła. Po chwili służka odezwała się, szczęśliwie dla Kociebora sama zagajając rozmowę na temat, który w ogóle skłonił chłopaka do odwiedzenia obu kobiet.
  – Dziadek nie chciałby, aby jego pochówek pogrążył nas w rozpaczy i bierności. Zawsze był takim pogodnym, pracowitym człowiekiem. – Niebieskooka uśmiechnęła się, sięgnąwszy dłonią do serwety, która leżała przed nią na stole. Staruszek swego czasu powiedział chimerze, że aby jego dni nie były wypełnione bezczynnością, dzierga takie oto misterne pajęczynki, które teraz pokrywały każdą zdatną do tego powierzchnię w ciasnej chatce, przydając jej więcej przytulności i rodzinnego charakteru.– Dlatego dopóki przebywasz w wiosce i chcesz kupować ode mnie strawę, dopóty zamierzam ją przygotowywać. Część pieniędzy otrzymanych od ciebie wydałam na sprowadzenie kapłana i powiadomienie go o tym, że chcemy sprawić dziadkowi ostatnie pożegnanie. Z reszty przygotowałam zupę, którą możesz kupić za kilka pensów chociaż, nie powinnam kazać ci płacić, bo składniki kupiłam za pieniądze od ciebie, ale potrzebuję... potrzebujemy pieniędzy. Jeśli chcesz nam pomóc, to jeśli dasz mi jeszcze dwie korony, przygotuję bogatszą strawę na jutro. Nie chcę żebrać, a skoro umiem gotować, to właśnie w ten sposób zarobię pieniądze na pogrzeb.
  Tym oto sposobem służka wprost przekazała Kocieborowi nie tylko odrobinę jedzenia – gdyż dwie kwarty gęstej, pożywnej zupy dla dorosłego, silnego mężczyzny, jego trzech kompanów od kieliszka i jeszcze czterech chimerąciek okazywały się jedynie odrobiną zdolną zaspokoić głód, nic więcej – ale i wprost informację o tym, że dziewczyna nadal zamierza przygotowywać mu posiłki. Było to dość pocieszające, jednak chłopak i tak ruszył do domi Bygosta. Znów musiał przejść wioskę, mierząc się z zarówno ciekawskimi, jak i nieprzyjaznymi spojrzeniami. Kociebor dostrzegł nawet Lepichę, gdy ta szybkim krokiem zmierzała do swego lokum, jednak kobieta albo go nie rozpoznała, albo nie chciała się z nim witać. To pierwsze było o tyle prawdopodobne, że szła szybko, niosąc przed sobą naręcze gałęzi, które skutecznie zasłaniały jej widok.
  W końcu dwudziestolatek znalazł się przed drzwiami, które zgodnie z opisem powinny prowadzić do domu Bygosta. Była to, podobna do pozostałych dwóch domów, drewniana chata o pomalowana na jaskrawy żółty kolor. Ponieważ stała ona z dala od jeziora, nie widać było typowych dla rybackich domostw elementów – pomostu, przy którym można cumować łódź, który zwykle jest zadaszony i traktowany jak integralna część budowli, tak jak balkony przy apartamentach bogatych mieszczan. Jedyne, co wskazywałoby na zawód, którym parają się mieszkańcy, to sieci starannie rozwieszone na kołkach. Wietrzyły się na mrozie, przez co fragmenty tkanek i krew, która osiadła na oczkach, skruszały i teraz można by je jednym ruchem oderwać od nici tworzącej sieć.
Ilość słów: 963

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr wrz 26, 2018 7:58 pm  

  Chimera nie naciskał, nie mówił ale stało się tak ja sądził i potrzebowali pieniędzy. Patrząc na serwetkę przypomniała mu się postać staruszka. To było tak blisko. Opanował jednak smutek gdy szansa obiadu zamotała mu się przed nosem. Popatrzył na dziewczynę spokojnym wzrokiem szczerze współczując jej w żałobie. Pomyślał chwilę i odparł – Umieram z głodu chętnie kupię i zupę i jutrzejszy posiłek i na pojutrze. – poszukał w sakiewce i dał jej należność. Po czym dodał – Dziękuję ci z całego serca ratujesz mi życie. – potem spędził jeszcze chwilkę na kontemplacji nad staruszkiem po czym pożegnał się najgrzeczniej jak umiał. Nie mógł wprost wyrazić swojej wdzięczności dla dziewczyny.
  Gdy znalazł się już na zewnątrz ruszył do Bygosta. Miał do niego kilka spraw ale musiał się spieszyć zanim zupa ostygnie. Reszta już pewnie wróciła albo dalej dyskutowała. Może spotka ich u rybaka. Wszak mimo że podstawowe potrzeby żywnościowe zostały zaspokojone sądził że jakiś zapas dla chimerek się przyda. Jego dzieci muszą rosnąć. Kilka surowych ryb dobrze im zrobi. Poza tym skoro łudź nie wchodziła w grę musiał załatwić choćby i tratwę i to chciał z Bygostem omówić.
  Patrzył na sieci i doszedł do wniosku że to tutaj. Przez chwilę jednak zastanowił się czy to dobra decyzja. I uznał że może lepiej pogada z nim później. Dotarło do niego że skoro byli tutaj pewnie wcześniej chłopacy i zabrali mu siłą oszczepy zadowolony na pewno nie będzie a bójka mogła oznaczać utratę zupy. Nie mógł na to pozwolić ale gdy zdał sobie z tego sprawę był już pod drzwiami. Zapukał więc zdeterminowany by w razie problemu wynagrodzić rybakowi jego straty.
  Zwą mnie Kociebor chciałem kupić jakieś ryby. – powiedział głośno pewny że ktoś go obserwuje ze środka. Powinien to załatwić szybko... Jak najszybciej... Zupa na Onych stygnie.
Ilość słów: 339

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

wt paź 02, 2018 6:24 pm  

Narrator

  Chociaż Kocieborowi brakło obycia wśród ludzi, dobrze rozumiał emocje służki i jej pogrążonej w żałobie babci. Obu niewiastom postanowił przede wszystkim nie przysparzać więcej zmartwień i nie rozdrapywać świeżej rany wspomnieniami o dziarskim staruszku, który z zapamiętaniem wyszywał te wszystkie serwetki, które piętrzyły się w ciasnej chatynce. Zamiast tego trochę posiedział w milczeniu, trochę podumał, przekazał sumę sugerowaną przez jasnowłosą i wyruszył na spotkanie z rybakiem, mając butelkę zupy pod pachą. Spieszył się bardzo, bo nie chciał, by strawa ostygła, nim zajdzie do karczmy, gdzie mógłby ją zjeść. Niestety, jego pragnieniu nie sprzyjała otaczająca go aura – Pobagno zasypał śnieg, mroźny wiatr szarpał za poły ubrań tych, którzy wyszli na zewnątrz, a temperatura była bardzo niska, co tylko sprzyjało utracie ciepła tego, co służka przygotowała pomimo znacznie uszczuplonego budżetu po wydatkach związanych z pogrzebem dziadka.
  Kociebor brnął przez zaspy, nie zwracając uwagi na ludzi – i dobrze, bo tylko by się ta jego wcześniejsza paranoja pogłębiła. Wieśniacy klęli na czym świat stoi, zirytowani pogodą i tym, że ich własne zapasy są na wykończeniu, a przecież trzeba czymś wykarmić i schorowanych, niezdolnych do pracy rodziców i czeredę dzieciaków. Zewsząd dało się słyszeć pomruki niezadowolenia oraz różne docinki pod adresem przebywających w karczmie przejezdnych, zwłaszcza Drugiej. Dojrzała kobieta, która obnosiła się ze swym bogactwem, była szczególnie niemiła oczom żyjących w nędzy chłopów, chociaż i chimerze coś się dostało. Wielu doszukiwało się rychłych kłopotów w tym, że jakiś najemnik włóczy się po wiosce.
  Na szczęście Kociebor dotarł do Bygosta w błogiej nieświadomości, zastanawiając się nad tym, jakie korzyści może odnieść z rozmowy z rybakiem, a nie panikując z powodu niechęci i nieufności wieśniaków. Wbrew swym przewidywaniom, nie minął się po drodze z kompanami od kieliszka, nie zastanawiał się nad tym – ot, mężczyźni mogli odbywać wciąż pertraktacje o oszczepy w chacie rybaka, albo dawno zdążyć wrócić do karczmy i czekać na młodzieńca. Gdy jednak chłopak popatrywał na sieć, zaczął wątpić w sens swojej wyprawy. Wszak Cieszybor i jego nieodłączni przyboczni i tak zamierzali się rozmówić z Bygostem, orientując go co nieco w powadze zagrożenia. Służka obiecała przygotować kolejne, bardziej obfite posiłki. Pozostawała jeszcze kwestia tego, czy wieśniacy siłą nie wydarli oszczepów, co mogło wrogo nastawić mężczyznę na Kociebora, osoby, dla której właśnie miało się odbyć zbrojenie. Mimo to jednak, chimera nie mógł się wycofać. Chociaż żałował, że wybrał się tutaj, zapukał do drzwi i po chwili otworzyła mu około trzydziestoletnia kobieta. Trzeba jednak przyznać, że była to niewiasta niezwykłej urody – długie do ramion, falowane włosy o barwie pszenicy, wielkie orzechowe oczy ocienione gęstymi, czarnymi rzęsami, jaki to efekt Druga mogła osiągnąć jedynie przy pomocy czernidła, a także delikatne rysy twarzy. Niepozbawiona kobiecych krągłości figura kryjąca się pod szarą suknią o prostym kroju. Wszystko to sprawiało, że niewiasta zdawała się zjawiskowo piękna, jedynie ślady po przebytym kiedyś wągliku i czerwone znamię na szyi wielkości i kształtu kasztana pozbawionego łupiny psuły efektu wizualny. Nieznajoma, słysząc pytanie o ryby, westchnęła i na migi zaprosiła Kociebora do środka. Wnętrze chaty było urządzone skromnie, ale dzięki panującemu porządkowi nie czuło się biedy. W powietrzu unosił się zapach ryby, który stawał się tym intensywniejszy, im bliżej pomieszczenia służącego za kuchnię znajdował się chłopak. Tam też chimera zobaczył niskiego mężczyznę w średnim wieku, jak naprawiał uszkodzenia w sieci. Widząc młodzika, odłożył robotę i uśmiechnął się szeroko, prezentując żółtawe zęby. Rudzielec miał bardzo długie i ostre kły, zupełnie jak u drapieżnika, a nie człowieka, co razem z jego posturą – rybak był szerszy w barach i nieco tęższy niż brązowooki – sprawiało, że nie wyglądał na kogoś, komu chciałoby się nadepnąć na odcisk.
  – Teraz chcesz kupić ryby, a wcześniej Cieszybor i jego przydupsa chciały mi zabrać wszystkie oszczepy? – zapytał Bygost, cmokając z dezaprobatą. Dla efektu pokręcił jeszcze rudym łbem. – Te głupce przestraszyły moją Witomirę. No ale skoro to ty widziałeś te utopce, to proszę, opowiedz, co niby nam grozi, że nie można wypływać.
  Bygost uważnie wpatrywał się w twarz Kociebora, który pewny był teraz jednego – zupa, o ile wciąż jest nieco cieplejsza niż otoczenie, zdąży ostygnąć całkiem nim dotrze do karczmy. W chacie rybaka może nie było zimnicy, jednak i nie ogrzewano mocno, zamiast tego każdy ubierał się w ciepłe odzienie. Jasnowłosa miała szarą suknię, która została wykonana z grubego materiału, a rudowłosy w koszulę i spodnie z podobnego sukna, do tego w kamizelkę futrzaną. Niestety, butla z zupą nie była odziana w nic, toteż ona mogła jedynie przekazywać swe ciepło przez szklane ścianki.
Ilość słów: 916

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt paź 02, 2018 7:36 pm  

  Zgodnie z jego przewidywaniami jego zespół już tutaj był i tak jak sądził pokusił się o wymuszenia. Słyszał jednak że przekazali co mieli przekazać na temat stworów. Wcześniej oniemiała go uroda żony Bydgosta a teraz z zaciekawieniem przyglądał się i jemu. Ta para mało do siebie pasowała aczkolwiek patrząc na jego budowę ciała istotnie nie zamierzał mu nadepnąć na odcisk tyle tylko że już to zrobił.
  Zaczął więc powoli, czół że lepiej będzie jeśli powie mu więcej i uzupełni to o informacje od myśliwego. Zaczął więc – Znaczy nie żeby nie wypływać tylko bardziej uważać, choćby we dwóch. Skoro syn kaletnika wie to i ty pewnie wiesz o stworach. Chodzi wszak o to że tym razem silniej oddziałują na umysły i są coraz zuchwalsze. Pewnie domyślasz się skąd pochodzą. Czyli że z wierzy. Wyczuwam w tym magię i jestem prawie pewny że to one stoją za atakami na dzieci. Znalazłem ofiarę, tego Drugiego co się tutaj wcześniej kręcił, został zabity przez te stwory a poza tym miał inne objawy jak dzieciaki, czyli wyssaną krew i zmielone na pył kości. Ta ich zdolność z umysłem jest niepokojąca i tłumaczy czemu atakowały dzieci akurat. Znaczy też jednak że podchodzą pod wioskę. A byłem świadkiem jak przejęły kontrolę nad jednym z pomocników tej Drugiej. Cokolwiek jest w ich gnieździe śmierdzi potężną magią z resztą to co tam widziałem zgadza się z tym co wyczuła Druga. Temu też potrzeba jej do wyplenienia tego zła. Normalny człek w takiej odległości zostanie już przejęty przez te bydlaki, ona może osłonić kilka osób. Dobra wiadomość to taka że to Nie Pierwsi, zła że to może być ich twór. Co do stworów, są raczej mizerno odporne na ostrzał więc wasze oszczepy je wykończą ale jeśli tą swoją magią namieszają wam w umysłach a ktoś będzie sam zostanie przez nie kolokwialnie mówiąc zgwałcony i wyssany nim sięgnie po swój oszczep. Stąd pomysł by chodzić po dwóch. No i są kurewsko silne wręcz ale to wystarczy się w taka walkę nie mieszać. Ten Drugi był sam i jak skończył dlatego że właśnie był sam. – po chwili dodał – Z tymi rybami to w zasadzie nie naciskam ale dobrze że sam to wyjaśniłem, bałem się też że Cieszybora i resztę poniesie. A wracając do żywności to myślę że to zima sprawiła że stworom kończy się jedzenie i wypełzły. Pewnie wcześniej polowały w wodzie... Macie jakieś zmiany w połowie? Mógłbym wyłapać kiedy się tu pojawiły. – zakończył tą całkiem sporą wypowiedź.
Ilość słów: 493

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr paź 03, 2018 5:33 pm  

Narrator

  Kociebor, oczarowany urodą małżonki Bygosta, mógł przyznać rację Mysławowi, który jako argument przeciwko rybakowi wysunął właśnie to, że ma piękną żonę. Chociaż chimera nie wiedział, w jaki sposób fakt ten sprawia, że rudzielec jest złą osobą, mógł jednak zauważyć, że małżeństwo wyglądało na wyjątkowo niedopasowane pod względem fizjonomii. Oczywiście można było sobie przypomnieć przykład Cieszybora i Lepichy, jednak w odróżnieniu od sympatycznego kompana od kieliszka ziołowej wódki, rybak sprawiał wrażenie groźnego. Młodzieniec wiedział, że ludzi o takiej posturze szczególnie nie wypada denerwować, a jednak to zrobił – w dobrej wierze, ale kto wie, co z tego wyniknie? Mleko zostało jednak wylane, a piwo nawarzone i Kociebor musiał odczuć konsekwencje swych działań. W tej chwili taką konsekwencją było to, że należało wyjaśnić Bygostowi sytuację. Wojownik nie bawił się tu w półśrodki; chłopak wyjawił wszystko, zasypując starszego mężczyznę lawiną słów, który ten słuchał w milczeniu, od czasu do czasu marszcząc szerokie czoło i krzaczaste, lekko pożółkłe brwi. W końcu, gdy chimera zakończył swój wywód, wieśniak wyprostował się i przemówił.
  – Masz rację, widziałem te stwory nie raz i nie dwa. Ba, widziałem nawet, jak kolejne były coraz większe, silniejsze i bardziej do nas... podobne. Dlatego też nie pływamy po jeziorze, w którym stoi wieżyca. W końcu człeka ciarki przechodzą, gdy para takich ślepi patrzy na niego z wody, zupełnie jak dziecko patrzące na rodzica, jak ma jeszcze nieprzejrzyste oczyska. – Tym oto sposobem Kociebor dowiedział się o kolejnej osobie, która widziała potwory, ale nic z tym nie zrobiła, akceptując ich istnienie i co najwyżej starając się im nie wchodzić w drogę. – Nie wiedziałem jednak, że zaczęły wychodzić z wody, ostatnie, które widziałem, miały tylko ludzkie twarze i łapy... Coś takiego nie mogłoby wysswać krwi i zmielić kości na pył, ale skoro nawet pachołek Drugiej dał się omotać potworowi, to czemu dziwić się dzieciom? I skoro ten mały kłusownik, co jak mówisz, też je widział, wciąż chodzi po tym świecie, to czemu uważasz, że to one mordują? Toż to jeszcze dzieciak jest, chyba że jest za głupi i temu nie dał się zaczarować, bo potwory nie chcą władać takim pustym umysłem... – Bygost zdawał się nie uważać by fakt, że i jego ominął los stania się ofiarą wodnych poczwar, sugerował, jakoby i on miał znaczne niedostatki umysłu. – Ano może być tak, że te stwory są głodne i temu czynią takie bezeceństwa. Przecież kiedyś, jak mój dziadek był mały, a głód zaglądał w oczy, nie takie rzeczy ludzie wyczyniali, to czego się spodziewać po potworach? – Rudzielec w zamyśleniu potarł brodę. Przypomniał sobie jednak, że oto znajduje się w trakcie rozmowy i pozostała jeszcze jedna kwestia, toteż nie może oddać się rozmyślaniom nad bezmiarem możliwego okrucieństwa ze strony wygłodniałych maszkar. – Ale ryb jest tu wiele, nawet więcej niż przed tym, jak zauważyłem po raz pierwszy te białe potwory. Jak trzeba, Witomira zaraz zapakuje tyle, na ile tylko was stać. Gdyby jeszcze ludzie mieli pieniądze, by płacić, mógłbym się wzbogacić dzięki tym maszkarom.
Ilość słów: 592

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob paź 06, 2018 8:00 am  

Narrator

  Słowa Bydgosta nieco go zaskoczyły, szczególnie wzmianka o tak szybkim przystosowywaniu się stworów i stawaniu bardziej ludzkimi. Nie tego się spodziewał. Dopiero nagle dopadło go olśnienie, może wysysając ta ludzi te bestię pochłaniają ich cechy w jakiś sposób. Zaskoczyło go to ale to mogło też znaczyć że ich moce magiczne mają źródło w jakimś martwym Drugim. A jako że miały je przed zgonem tego Drugiego co dzisiaj go chowali to jako pierwszy umrzeć musiał pewnie mąż Drugiej z którą współpracował. Choć czy da się wyssać magię... Musiał nad tym pomyśleć tymczasem dalej słuchał. Podobnie zastanawiało go faktycznie czym się różnią ale rybak mógł mieć rację... Stojan mógł mieć dosłownie takim ignorantem że magia umysłu była co najmniej trudna. Trudno było ocenić tego rodzaju podatność. Choć I Bydgost miał rację takimi łapami było by ciężko. Może więc to co wyglądało na gwałt to jakiś rodzaj wysysającego narządu rozrodczego. Wzdrygnął się aż... Aczkolwiek jak rybak wspomniał dalej o aluzji do żywności która mogła nawiązywać do kanibalizmu postanowił dalej nie pytać co jedzono w czasach jego dziadka.
  Chłopak postanowił więc kupić po prostu ryby, nie był pewien ale powinno być go strać na jakieś 10 sztuk. Część wyda maluchom a część się upiecze nad ogniem i zje. Miał tylko nadzieję że nie wyniesie go to bardzo drogo. Z drugiej strony zdziwił go wzrost liczby ryb. W każdym razie Kociebor dodał – Skoro jednak nie łowicie tam gdzie wieża to jesteście bezpieczni, z resztą zamierzam zakończyć inwazję tych stworów tak szybko jak to możliwe. Jeszcze raz naprawdę dziękuję.
  Pożegnał się z rybakiem i jego żoną i ruszył do karczmy, pewnie czekają już na niego a zupka stygnie. Ale mają ryby i zupkę, szykuje się niezła impreza. Z tym że 4 rybki schował do torby osobno dla maluchów. Potem je odłoży "przy okazji" do pokoju. Niech się najedzą maluszki.
Ilość słów: 358

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob paź 06, 2018 6:48 pm  

Narrator

  Chociaż rybak nie sprecyzował, kiedy właściwie po raz pierwszy dostrzegł protoplastów późniejszych potworów o ludzkopodobnych twarzach, Kociebor i tak był w szoku tempem ich rozwoju. Chłopak nie rozumiał, w jaki sposób możliwe jest tak szybkie przeorganizowanie gatunku, domyślał się w tym wszystkim działania magii, a konkretniej – wpływu tego, że te stworzenia musiały w jakiś sposób pobrać magię od jakiegoś martwego Drugiego, kto wie, może i męża tajemniczej czarnowłosej? Chimera, mimo że został zrodzony przy udziale zaklęć, nie wiedział zbyt wiele o naturze energii, która go stworzyła, swe rozważania toczył więc w ciemno. Nim jednak pogrążył się w rozmyślaniach zbyt mocno, wyrwała go z owego stanu uwaga Bygosta. Chociaż młodzik nie był przywiązany do ludzkich zwyczajów, a swe dzieci tworzył, zjadłszy wcześniej truchło jakiegoś zwierzęcia, sugestia kanibalizmu podziałała na niego porażająco. Bał się zapytać, w jaki sposób rodzice dziadka rudzielca poradzili sobie z niedoborem pożywienia, a zamiast tego zakupić po prostu ryby, aby samemu nie mierzyć się z takim problemem. Wszak rodzicielska miłość Kociebora do jego chimerąciek była zbyt wielka, aby mógł znieść wizję pożarcia któregoś z maluchów.
  Zgodnie z deklaracją Bygista o dobrym zarybieniu jeziora, znalezienie dziesięciu nieprzekraczających łokcia długości leszczów i linów nie przysparzało większych kłopotów. Rudzielec zapakował je w grubą szorstką tkaninę, zagadując przy tym do żony, by nie zapomniała zakupić więcej sukna będąc w mieście, po czym wręczył paczkę Kocieborowi i zażyczył sobie całe dwanaście pensów, jasno dając do zrozumienia, że nie zamierza się targować. Chimerze nie pozostało już nic innego niż zakupić ryby za proponowaną kwotę lub zmniejszyć zamówienie ku irytacji starszego mężczyzny.
  – Bezpieczni czy nie, nie możemy przecież zrezygnować z połowów, ale do tego cholerstwa nikt zbliżać się nie chce. – Powiedział na do widzenia Bygost, odprowadzając swego niespodziewanego gościa do drzwi. – Jeśli pozbędziesz się tego cholerstwa, to dam ci tyle ryb, ile uniesiesz. Za darmo. Ale obawiam się, chłopcze, że tych cudaków pływa tu za dużo, by dało się je tak łatwo ubić. – Tym oto pozytywnym akcentem zakończyła się wizyta Kociebora u szanowanego wśród rybaków, a nienawidzonego przez chimerowych kompanów od kieliszka mężczyzny. Rudzielec nie wierzył w skuteczność działań młodzika, ale przynajmniej zaopatrzył go w ryby, które to w połączeniu z zupą od błękitnookiej służki tworzyły kompletny, sycący posiłek. Podniesiony na duchu tą wizją chimera ruszył do karczmy. Tam już młodzik dostrzegł, że jego znajomkowie zdążyli dotrzeć do środka, wnosząc po ułożonych na siedziskach wokół jednego ze stołów wideł, oszczepów i innych narzędzi. Znalazło się nawet miejsce na siekierę, chociaż ciężko oczekiwać, by ktokolwiek zdołał użyć jej z powodzeniem jako broń dalekosiężną, choćby ze względu na jej rozmiary sugerujące, że należała do jakiegoś olbrzyma. Samych mężczyzn jednak nie było widać, za to dało się słyszeć ich rozmowę z karczmarzem, która dobiegała z kuchni.
Ilość słów: 571

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob paź 06, 2018 9:13 pm  

  Kociebor wszedł i z miejsca postanowił zacząć się skradać i podsłuchać nieco. Lecz po kilku chwilach odpędził te myśli, nie chciał by tamci pomyśleli coś nie tak biorąc pod uwagę zgromadzony arsenał, a chciał broni dla jednej osoby a nie dla oddziału. Widać jednak ich dobroduszność czy raczej nadgorliwość nie jest daleko dalej posunięta niż sądził. Ostatecznie zawołał – Mam jedzenie, karczmarzu daj że no kilka chlebów jeszcze i wódki na mój koszt. Skoczę tylko do pokoju odstawię część zapasów. I użycz nam no ognia to upieczemy ryby. I wy chłopaki chodźcie mam zupę. I widzę naprawdę spory stosik broni. Jestem z was naprawdę dumny. – Odstawił 4 rybki do pokoju ciskając je maluchom pod łóżko i każąc mentalnie zjeść je po cichu podczas gdy on z resztą ruszył do stołu. I postawił nań zupę. Teraz tylko dokupić u karczmarza resztę jedzenia jak chleb czy jakieś podpłomyki. Cokolwiek da się strawić i życie jak marzenie. W sumie jest ich czwórka to i z karczmarzem się mogą rybą podzielić.
  Dzisiaj jednak nie pije za dużo ostrożnie dobierając kieliszki, czeka do praca a musi wyselekcjonować broń. Patrzy się więc na to co mu przynieśli i analizuje w poszukiwaniu najlepszych wideł czy kos. Warzył każą broń w rękach i mierzył pchnięcia w stronę ściany. Sprawdził też siekierkę. Ta zawsze może się przydać. Czy to do walki czy do ścięcia drzew by zrobić kładkę. Sprawdził w powietrzy wymierzając zamach w szyję wyimaginowanego przeciwnika. No i zaczął warzyć oszczepy, trzeba będzie je zatruć ale to była priorytetowa broń. W zasadzie to chyba wszystko prócz siekiery zatruje. Przyjrzał się grotom oszczepów. Takie ząbkowane były by najlepsze robią najgorsze rany. Przeglądał narzędzie robią wśród nich istny spis.
  Z każdą chwilą był bliżej kolejnej wyprawy i miał więcej sprzętu. Teraz już bardzo bardzo dużo. Więcej niż potrzebował, resztę było można oddać. Ale tym zajmie się potem.
Ilość słów: 356

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości