Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob paź 06, 2018 9:13 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor wszedł i z miejsca postanowił zacząć się skradać i podsłuchać nieco. Lecz po kilku chwilach odpędził te myśli, nie chciał by tamci pomyśleli coś nie tak biorąc pod uwagę zgromadzony arsenał, a chciał broni dla jednej osoby a nie dla oddziału. Widać jednak ich dobroduszność czy raczej nadgorliwość nie jest daleko dalej posunięta niż sądził. Ostatecznie zawołał – Mam jedzenie, karczmarzu daj że no kilka chlebów jeszcze i wódki na mój koszt. Skoczę tylko do pokoju odstawię część zapasów. I użycz nam no ognia to upieczemy ryby. I wy chłopaki chodźcie mam zupę. I widzę naprawdę spory stosik broni. Jestem z was naprawdę dumny. – Odstawił 4 rybki do pokoju ciskając je maluchom pod łóżko i każąc mentalnie zjeść je po cichu podczas gdy on z resztą ruszył do stołu. I postawił nań zupę. Teraz tylko dokupić u karczmarza resztę jedzenia jak chleb czy jakieś podpłomyki. Cokolwiek da się strawić i życie jak marzenie. W sumie jest ich czwórka to i z karczmarzem się mogą rybą podzielić.
  Dzisiaj jednak nie pije za dużo ostrożnie dobierając kieliszki, czeka do praca a musi wyselekcjonować broń. Patrzy się więc na to co mu przynieśli i analizuje w poszukiwaniu najlepszych wideł czy kos. Warzył każą broń w rękach i mierzył pchnięcia w stronę ściany. Sprawdził też siekierkę. Ta zawsze może się przydać. Czy to do walki czy do ścięcia drzew by zrobić kładkę. Sprawdził w powietrzy wymierzając zamach w szyję wyimaginowanego przeciwnika. No i zaczął warzyć oszczepy, trzeba będzie je zatruć ale to była priorytetowa broń. W zasadzie to chyba wszystko prócz siekiery zatruje. Przyjrzał się grotom oszczepów. Takie ząbkowane były by najlepsze robią najgorsze rany. Przeglądał narzędzie robią wśród nich istny spis.
  Z każdą chwilą był bliżej kolejnej wyprawy i miał więcej sprzętu. Teraz już bardzo bardzo dużo. Więcej niż potrzebował, resztę było można oddać. Ale tym zajmie się potem.
Ilość słów: 356

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

pn paź 15, 2018 6:52 pm  

Narrator

  Trochę z przyzwyczajenia, a trochę z powodu rosnącej paranoi chimera z początku zamierzał skradać się i po cichu wejść do wnętrza karczmy tak, aby niezauważonym zdołać wychwycić zarówno obraz zgromadzonej przez wieśniaków broni, jak i podsłuchać ewentualne rozmowy. Zrezygnował jednak z tego i raźnym krokiem wszedł do środka, z miejsca oznajmiając swoje przybycie. Oderwał tym samym swych alkoholowych znajomych od rozmowy z karczmarzem. Otyły przedsiębiorca był rozdarty między zadowoleniem z tego, że ktokolwiek zagląda do jego gospody a irytacją, że goście większość wiktuałów wnoszą ze sobą, nie zamawiając zbyt wiele. Mężczyzna, chociaż ni w ząb nie rozumiał sztuki piekarskiej, przygotował podpłomyki – okrągłe, płaskie kawałki ciasta pachnące miodem i dymem, oprószone szczodrze popiołem. Widać technika wypiekania pieczywa tak, aby nie uwalać je popiołem była mu równie obca, co i cokolwiek innego związanego z gotowaniem, ale nikt nie kwapił się do narzekania. Chociaż Kociebor zebrał sporo jadła, to nie ono było najważniejsze w tym spotkaniu – dla Cieszybora i jego bliskich znajomych liczył się jedynie alkohol, który też został rozlany do kielichów, gdy młodzian udał się do swego pokoju. Jedno było pewne – jeśli najmłodszy z całego towarzystwa zamierza nie przesadzać z piciem, będzie musiał się bardzo postarać, gdyż pozostali mieli zgoła inne plany.
  Chimerciątka okazały się spragnione oznak rodzicielskiej miłości, zwłaszcza Paoia, który zamiast brać przykład z rodzeństwa i skupić się przede wszystkim na spałaszowaniu surowych, nieco zmrożonych przez niską temperaturę ryb, usiłował zatrzymać przy sobie swego ojca i matkę w jednej osobie. Maluch uznał, że najlepszą metodą będzie skorzystanie z paszczy obu głów i zaciśnięcie kozich i wężowych zębów na spodniach chłopaka. Kiedy w końcu Kocieborowi udało się pozbyć owego żywego balastu u nogi, jego najmłodsza pociecha omal się nie obraziła i tylko siła rodzicielskiego nakazu utrzymała malucha na miejscu. Widać jednak było, że Paoia zrezygnowałby nawet z posiłku, jeśli tylko mógłby liczyć na więcej pieszczot.
  W końcu blondyn ponownie zeszedł do sali jadalnej. Jego kompani zajęli już miejsca, ale mieli na tyle rozsądku, by pozwolić najemnikowi na przejrzenie broni przed pierwszym pociągnięciem z kielicha. Brązowooki wnet zauważył, że chociaż cały arsenał na pierwszy rzut oka zdawał się przeogromny, po bliższej inspekcji nie sprawiał aż tak piorunującego wrażenia. Wszystkie narzędzia były solidne, jednak wieśniacy starali się zrobić zadość pragnieniu chimery, by nie obdzierać podbagnian z całego ich dobytku. Przez to właśnie każda broń – poza oszczepami – występowała w zawrotnej ilości sztuk trzech. Trzy siekiery, trzy kosy, trzy młoty a nawet trzy szpadle. Oszczepów było nieznacznie więcej, jednak wciąż nie za wiele – ot, pięć sztuk oszczepów o długości przeszło ponad metra, z których część miało gładki brzeg ostrza, a część – pożądane przez chimerę ząbkowanie. To właśnie te drugie nosiły też ślady może nie tyle zużycia, to częstego użytkowania, o czym świadczyły zbrązowiałe plamy krwi, które dosłownie wżarły się w drzewiec. To jednak nie koniec – wieśniacy przynieśli też wyjątkowo długo oszczep, który przy chwycie miał pętlę, zapewne ku lepszemu chwytowi broni. Ten właśnie okaz miał na ostrzu wygrawerowane ozdobne w zawijasy, ale też nieco koślawe „B”, być może więc ta broń należała do Bygosta.
  – No i jak zadowolonyś? – zapytał w końcu Cieszybor, nieomal siłą wciskając w rękę chłopaka kielich.– W takim razie wznieśmy toast. Jako nasz obrońca zaproponuj coś, nie pamiętam, byś kiedykolwiek mówił, za co pijemy! – Tak oto Kociebor stanął przed największym wyzwaniem w swoim życiu. Musiał wznieść toast, a potem jeszcze uczestniczyć w popijawie, lecz się nie upić. Wszak nie wypada, by dzieci widziały swego rodziciela, jak pijany gwałci półkę. A mebel ten wciąż był tak samo ponętny, co pamiętnego, pierwszego wieczoru najemnika w wiosce.
Ilość słów: 735

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr paź 17, 2018 6:13 pm  

Narrator

  Kociebor przełamawszy się z dawnych nawyków znalazł się w środku i został skonfrontowany z wydawało by się bezmiernym apetytem alkocholowym swoich wiernych kompanów. Cóż nie mógł się upić aczkolwiek nie zamierzał też ich zostawić widząc jednak nastroje zrozumiał jak ciężkiego zadania się podjął. A gdyby tak.... Wypić a potem jakoś pozbyć się alkocholu. Jeszcze nie był pewien ale na sam początek uznał że trzeba uradować jakoś karczmarza za jego dobre chęci i ... lokal. Tak więc podziękował bardzo za chleb a raczej podpłomyki i poprosił o więcej jedzenia by tamten poczuł się bardziej potrzebny. Chimera uznał że im więcej je tym mniej się upije. No i pomogło by to zamaskować ciche pozbywanie się alkocholu. Tak sądził ale zobaczymy jak wyjdzie.
  CO się zaś tyczy maluchów, zajął się nimi szybko ale widząc zachowanie Paoi posmutniał. Mentalnie obiecał mu więcej miziania po powrocie. Musiał tutaj koniecznie coś załatwić. Niech na razie je by mieć siły na figle później.
  Tymczasem po powrocie broń prezentowała się imponująco. Było tego z pewnością dość i zamierzał powybierać lepsze okazy siekier. Moty i szpadle tak go nie interesowały choć teraz postanowił jeden z nich zabrać ot na zapas jak by musiał coś kopać. I na pewno potrzebował wszystkich oszczepów. Ten od Rybaka wzbudził jego nie małe zainteresowanie. Był inny i wydawał mu się najskuteczniejszym okazem. Przeznaczenia pętli nie znał choć domyślał się że pomaga w chwycie lub przyśpiesz nieco pocisk. Musiał potem wywarzyć go w dłoniach i sprawdzić ale nie było na to na razie czasu podczas popijawy. No i teraz postawiono mu niemiłosiernie trudne pytanie o cel toastu. No i go na chwilę zatkało po czym odparł – Za dusze mojego ojca i wszystkich ojców i dziadów. Niech Przodkowie w zaświatach wychylą z nami. – po czym ulał nieco alkoholu na ziemię – Niech im ziemia lekką będzie – po czym już weselej dodał – Za wszystkie dziewki i ich walory. Za uroczenie tego świata sobą! – po czym wypił nieco alkocholu. Następnie wprowadził w życie swój plan. Dużo jadł, pił po czym jeśli się dało wychodził się otrzeźwić. Jadł wszystko co tłuste skupiając się na zupie i piłmałymi łyczkami. Często też wylewał część alkolcholu nie dopitą dyskretnie pod jedno z modowanie nagolennika. Tak by wsiąkło w spodnie pod nagolennikiem. Patrzał na zachowanie towarzyszy nie chcąc ich urazić. Wolał jednak tym razem aż tak się nie schlać. Im szybciej wypełni żołądek przy okazji jedzeniem tym lepiej toteż zamawiał u karczmarza bardzo dużo jedzenia. A że musiał sporo wyleczyć powinno to mu pomóc.
Ilość słów: 468

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

czw paź 18, 2018 5:12 pm  

Narrator

  Kociebor, ta cicha, wyszkolona do walki i bezwzględnego mordowania Drugich bestia, stanął teraz przed lada wyzwaniem. Pamiętając – czy może właśnie: nie pamiętając, w miejscu wspomnień miał przecież lukę – o swoich ekscesach po pijaku, nie zamierzał pozwolić sobie znowu utracić kontroli. Byłoby to nie tylko niebezpieczne, zwłaszcza że poprzednio omal się nie obnażył, ale też kompromitujące dla jego dzieci, by widziały go pijanego, a także zwyczajnie i po ludzku nieodpowiedzialne, jeśli chłopak wciąż zamierzał nazajutrz wybrać się na rekonesans po jeziorze. Dlatego też w głowie chimery pojawił się plan, który zaczął sukcesywnie, krok po kroku realizować. Pozycja pierwsza: pozyskać względy karczmarza. Wykonanie: pochwała podpłomyków o wątpliwej wartości smakowej i prośba o więcej jadła. Efekt: otyły mężczyzna od razu posłał Kocieborowi pełne wzruszenia spojrzenie i poszedł na tyle szybko, na ile pozwalała mu jego tusza, do kuchni, skąd dochodziły wywołujące grozę odgłosy towarzyszące dalszemu pichceniu kolejnych koszmarków. Punkt drugi: ostrożne popijanie, zagryzane ogromną ilością jadła, zwłaszcza tłustego. Młodzik dobrze wiedział, że im treściwsze jadło, tym lepiej wpływa. Człek ma więcej siły, a i alkohol nie ima się go tak bardzo, co będącego o pustym żołądku biedaka.
  Nim jednak doszło do wykonania owego planu, chimera przyjrzał się broni i będąc pod ogromnym wrażeniem oszczepów – co do których wierzył, że każdy z osobna wielce mu się przyda – zastanowił się, do czego nadadzą się mu młoty i szpadle. Ostatecznie i dla łopaty znalazł zastosowanie, jednak wciąż większą estymą darzył broń uzyskaną od rybaków, zwłaszcza potężny oszczep, który zapewne należał do Bygosta. Co prawda Kociebor nie bardzo wiedział, czemu zastosowano tajemniczą pętlę, ale to nie przeszkadzało mu ją podziwiać.
  Niestety chłopak nie mógł jednak oddać się zachwytom, brakowało też czasu na sprawdzenie, jak leży mu owa broń. Wieśniacy domagali się bowiem rozpoczęcia popijawy, a przy okazji toastu, który też młodzian dostarczył im po chwili domysłu. Mężczyźni zdawali się zadowoleni za oddanie czci zmarłym przodkom i powabnym dziewkom w jednym zawołaniu, gdyż od razu wychylili do dna swe kielichy i napełnili je ponownie, pospieszając Kociebora, by nie opóźniał kolejki. Dopiero po czwartej rundce przestali pilnować zawartości kieliszka swego kompana, wtedy też blondyn, czując już przyjemne ciepło, mógł wcielać swój plan w życie. Spodnie robiły się coraz wilgotniejsze i wilgotniejsze od kolejnych porcji alkoholu wylewanych na nie ukradkiem, aż w końcu materiał zaczął się przyklejać do skóry.
Ilość słów: 474

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt paź 19, 2018 12:24 am  

Narrator

  Jak to się stało że maszyna do zabijania urządzała teraz sobie popijawę sam zainteresowany nie wiedział. Cóż było to jedno z największych wyzwań, większe niż przecież tak potężni Drudzy czy Egzarchowie. Tym razem musiał w końcu walczyć z samym sobą i starać się nie stracić swojej przykrywki. Ale ku jego zadowoleniu plan poszedł świetnie. Karczmarz zadowolony, jadło pochłaniane w ogromnych ilościach i oczywiście zlewany a spodnie alkohol. Kontrola tego wszystkiego szła mu nieźle. Został zmuszony najpierw do kilku kolejek na początku ale potem już mógł uciekać się do podstępu. Mimo to jego nogawka była już przemoczona. Musiał to jakoś odparować... Pierwsze o czym pomyślał było ogrzanie nad ogniem ale opamiętał się od razu orientując się że to uczyniło by nań żywą pochodnię. Ostatecznie więc postanowił przejść się na zewnątrz. Liczył że fragment skórzanej zbroi dobrze osłoni ślady niecnego czynu marnotrawstwa dobra ogólnego jakim był alkohol.
  Na polu starał się jak najbardziej wytrzeźwieć i doprowadzić się do stanu względnie czystego myślenia i... Zaplanować gdzie teraz wylewać alkohol. Oczywistym kandydatem była tutaj druga noga. W sumie był ciekaw też jak szybko alkohol paruje. Myślał też czy w ramach przerwy nie testować jakiejś broni ale zdał sobie sprawę że jest lekko nietrzeźwy i mogą wyniknąć z tego kłopoty. Interesowało go też jak zareagowali na to jego towarzysze.
Ilość słów: 251

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

sob paź 20, 2018 6:38 pm  

Narrator

  Zaniepokojony coraz bardziej wyczuwalną wilgocią, Kociebor zdecydował się na krótkie przewietrzenie się na zewnątrz. Wstał – nieco chwiejniej, niż się tego spodziewał – i ruszył ku drzwiom. Oczywiście wywołało to radość w jego kompanach. Wieśniacy już teraz mieli problem z wymówieniem słów tak, aby brzmiały jak ludzka mowa, a nie bełkot, mimo to chimera zrozumiał, że tamci śmieją się, że młodzik tak wcześnie przerywa popijawę. Żaden z nich jednak go nie zatrzymywał, licząc na to, że blondyn wróci niebawem, gdy już tylko odetchnie rześkim, mroźnym powietrzem.
  Nieco podchmielony już chłopak stanął na oblodzonych stopniach prowadzących do karczmy i obserwując ośnieżony bezkres otaczających Podbagno pól, zastanawiał się nad ewentualnym testem zgromadzonej przez uczynnych chłopów broni. Odrzucił jednak owe rozważania i w chwili, gdy uznał, że korzystanie z oręża w stanie nietrzeźwym jest jak proszenie się o kłopoty, dostrzegł jakiś kształt, który wyraźnie odcinał się na tle białego śniegu. Kociebor w pierwszej chwili myślał, że widzi oto jakąś kobiecinę okutaną w ciemne szmaty, aby było jej cieplej. Dobrze pamiętał, że poczciwa Bocianicha ubierała się właśnie w ten sposób. Akuszerka zawsze miała na sobie kilka warstw odzienia, a zbierając je do kupy wydawała się tęższa i szersza, niż była w istocie. Chłopak jednak musiał odrzucić ów pomysł – żaden człek, zwłaszcza ciężko ubrany, nie byłby w stanie przedzierać się przez zaspy tak szybko, jak ów ciemny kształt. Również rozmiar stwora bliższy był wołu niż człekowi. Żeby zaś uwieńczyć ów szereg dowodów, trzeba wspomnieć, że ciemny kształt zbliżał się do wioski od strony wody, przechodząc przez pola na przełaj. Gdy Kociebor zebrał to sobie do kupy, zrozumiał, że oto patrzy na kolejnego z jeziornych potworów.
Ilość słów: 331

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob paź 20, 2018 8:13 pm  

  Pierwszą myślą Kociebora po wyjściu z karczmy i ujrzeniu ślady pomyślał o akuszerce, wzbudziło w nim to pewne pokłady miłych wspomnień, niemniej dalsza obserwacja wskazała coś innego, stwora na tle śniegu. Pierwszą myślą było – O kurwa! – po czym zdał sobie sprawę w jak beznadziejnej jest sytuacji. Beznadziejnej ale jednak o niebo lepszej niż jego kamraci. Powinien już dość do siebie a jego paliwo do ognistych splunięć powinno się już zregenerować tak samo jak jad. No i miał tym razem broń. Przez chwilę zastanowił się tylko czy dobrze widzi po czym... Wycofał się szybko do środka po czym porwał oszczep Bydgosta i jakiś inny i kosę. Miał jeszcze swój miecz ale bał się go używać. Nie miał czasu ich zatruwać toteż poderwał się znowu szybko na zewnątrz. Rzucił tylko do wnętrza – Kurwa mać ten stwór jest na zewnątrz. – po czym licząc sie z tym że wybuchną śmiechem uznając to za fantazję po pijaku. On o tym już nie myślał. Miast tego pędził na zewnątrz na spotkanie z monstrum.
  W całym swoim rynsztunku i z oszczepami pruł na spotkanie z bestią na polu przed wioską. Nie zamierzał uciekać. Nie zamierzał dać się opanować stworowi. Miał tylko nadzieję że wciąż tam będzie...
Ilość słów: 221

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

śr paź 24, 2018 8:14 pm  

Narrator

  Początkowo zalewające zamroczony wódą umysł Kociebora przyjemne wspominki o Bocianisze – a Oni wiedzą, jaka wspaniała była to niewiasta – musiały ustąpić następnym. Najpierw, jak to w Jaksarze, wypadało wspomnieć nazwę najstarszej profesji świata na przyszłe powodzenie podejmowanych działań. Później przyszedł czas na strach, panikę i w końcu – rozważenie własnych sił. Chimera nie mógł przy tym pominąć faktu, że potrafił się regenerować, w przeciwieństwie do jego kamratów, którzy teraz podśpiewywali sobie głośno piosnkę o rosnącej w ciemnym borze stokrotce, którą pożarł kot, przez co ten się zatruł. Utwór ten, chociaż bezdennie głupi i śpiewany przez fałszujące trio, pięknie nawiązywał do kolejnej przewagi młodzika – jadu. Jasnowłosy jednak, zamiast stać na mrozie i zastanawiając się nad tym faktem, obserwować zbliżające się monstrum, wbiegł do karczmy jak po ogień. Akurat przerwał wyjątkowo przedłużającą się wokalizę Cieszybora, więc nagłą ciszę mógł wypełnić gorączkowym powiadomieniem o niebezpieczeństwie. Wieśniacy jednak byli zbyt osłupieli, by zareagować, toteż nikt nie ruszył się z miejsca, gdy Kociebor chwycił za oszczep Bygosta, kolejny z ząbkowanym ostrzem i kosę. Tak uzbrojony, chłopak wybiegł na zewnątrz.
  Gdy tylko młody wojownik wyszedł na schodki – szczęśliwie unikając poślizgnięcia się na oblodzonych stopniach – chłopak mógł zauważyć, że jego obawy o zniknięcie potwora nie miały pokrycia w rzeczywistości. Monstrum wciąż zmierzało w kierunku karczmy, a z każdym jego krokiem chimera dostrzegał coraz więcej szczegółów. Poczynając od tego, że potwór przypominał tego spotkanego w wieży, chociaż zdawał się teraz nieznacznie mniejszy, przez fakt, że jego ciemną skórę zdobiły polipy i glony, na zaskakująco ludzkim obliczu kończąc. Teraz stwór znajdował się nie dalej niż wiorstę od karczmy, a widząc Kociebora jeszcze przyspieszył.

Spoiler:
Gdy zdecydujesz się na atak oszczepem, postaraj się opisać to opisać dostatecznie dokładnie. Zwróć tylko uwagę na możliwy zasięg przy twoich możliwościach.
Ilość słów: 366

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw paź 25, 2018 9:05 am  

  Kociebor uśmiechnął się widząc monstrum przed sobą. W końcu mógł zmierzyć się z potworem. I to w starciu na jego warunkach. Z drugiej strony miejsce uniemożliwiało mu użycie ognia wprost. "Wbił" w śnieg kosę tak by móc potem ją szybko poderwać. Choć właściwie tylko osadził tę metalową część w śniegu głęboko tak by stylisko mieć po lewej stronie. Przed sobą po prawej dodatkowo wbił w śnieg oszczep Bydgosta. U psa zaś miał miecz. I czekał... Dając się ponieść swojemu instynktowi i zamieniając się w dzikiego drapieżnika. Czekał tylko aż monstrum będzie dalej nacierać. Spodobało mu się że przyśpieszyło. – Więc zajmie to tylko chwilę. – pomyślał i wyważył w dłoni oszczep tak jak potrafił w tym stanie.
  Był pijany więc długo dystansowy rzut odpadał. Wolał poczekać aż monstrum będzie na jakiś 30 metrach i dopiero wykonać rzut ząbkowanym oszczepem z całej siły. Nie mógł spudłować.... Cofnął się trochę do tyłu od przygotowanej pozycji. Zmierzył odległość mierząc masę oszczepu po czym gdy monstrum było już dość blisko i ruszył na nie wykonując krótki 5 metrowy rozbieg do przygotowanej pozycji. oszczep trzymał nad prawym barkiem z grotem pochylonym ku dołowi. Pod koniec rozbiegu przesuwa oszczep ku tyłowi tak by grot mieć na wysokości oka po czym stara się nacelować w monstrum grotem. Gdy dobiegnie do stanowiska ( a potwór powinien być na miej niż 20 metrach) wypuszcza z całej siły oszczep. Jego opadająca ręka chwyta od razu za kosę i wzmocniona po chwili drugą ręką uwalnia broń gotową do kolejnego ataku z śniegu. Naprężona broń i mięśnie powinny być teraz w stanie wykonać ciosu= od lewej do prawej. A przeciwnik był tuż przed nim.
Spoiler:
Zakładam że kosa nie ma ostrza na sztorc tylko prostopadle do styliska.
Ilość słów: 330

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

pn paź 29, 2018 3:58 pm  

Narrator

  Chimera, jak na wytrawnrgo łowcę przystało, nie drżał ze strachu jak osika na wietrze, a zamiast tego czuł satysfakcję i podniecenie z powodu zbliżającej się walki. Oto przyszła okazja, aby mógł się przekonać, jak wypadnie w starciu z potworem prawie dwa razy większym od niego. Kociebor wyczekiwał ze zniecierpliwieniem, kiedy w końcu będzie się mógł wykazać. Czuł przy tym, że będzie mógł wykorzystać szereg swych możliwości – niestety, wykluczając plucie ogniem – nawet pomimo lekkiego zamroczenia alkoholem. Zresztą gdy chłopak zorientował się w sytuacji, wódka wywietrzała mu z głowy, umysł się przejaśnił, a kolejne myśli płynęły szybko, tak jakby w jednej chwili wytrzeźwiał w pełni.
  Młodzik przygotował się do ataku, broń miał w pogotowiu, a prosty plan natychmiast pojawił się w jego głowie. Świadomy swych ograniczeń, postanowił czekać na atak aż potwór zbliży się na tyle blisko, by nietrafienie go nie wchodziło w grę. Kociebor czekał więc, co biorąc pod uwagę prędkość biegu bestii, zajęło niewiele ponad kilka minut. Gdy chimera uznał, że monstrum jest dostatecznie blisko, chłopak wykonał rzut oszczepem. Młodzik, przystępując do akcji, obmyślił wszystko... ale nie trajektrorię lotu broni. Tak bardzo skupił się na prawidłowym stylu rzucania, że ostatecznie sam rzut wykonał zbyt późno, a przez niedostateczne wycelowanie, oszczep poleciał zbyt nisko, trafiając w łapę potwora.
  Później młodzik nieomal mechanicznie wykonał atak kosą, którą wcześniej przezornie umieścił tak, by móc od razu ją chwycić. Miast jednak wykonać atak z góry lub ciąć od lewej do prawej, uprzednio oparłszy kosę o bark, by potem wyprowadzić cios, przybrał inną technikę. Stracił przy tym sporo siły i zbyt wolno – znowu – zaatakował. Ranny potwór zawył, gdyż i tym razem udało się go trafić, jednak zbyt płytko, by monstrum zrezygnowało z walki. Stworzenie prawą muskularną łapą wyposażoną w pazury – tą łapą, której nie tknął oszczep, co zdążył zauważyć Kociebor – pacnęło chłopaka, pozbawiając go równowagi i zadając płytkie rany na twarzy. Rozrzedzona alkoholem krew lała się istnym potokiem, sprawiając, że chimera miał przed oczami czerwoną mgłę, która utrudniała mu widzenie. Zdążył jednak dostrzec, że potwór znów zamierza go zaatakować. Czarny stwór uniósł łapę wysoko, tak jak kotowate, gdy chcą siłą ciosu całkiem wyeliminować przeciwnika, i upuścił ją szybko, by poprawić cios wymierzony w twarz blondyna.
Ilość słów: 437

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt paź 30, 2018 10:57 pm  

  Kociebor był przerażony tym co się stało ale nie zamierzał się poddać. Widząc nadchodzący od góry cios w twarz postanowił działać inaczej i to szybko. Musiał uratować swoją twarz przed ostateczną anichilacją z ręki stwora i to dosłownie. Jako że ściskał rękami kosę chwycił oburącz kosę i obrócił tak by ostrze oparło się o zimie zaraz obok jego twarzy na drzewcu który stabilizował rękami tak by szpikulec stał pionowo po prawej stroni jego twarzy. Zapewne nie ma tyle siły co monstrum ale z pewnością podparcie ziemi sprawi że bestia sama nadzieję się na wystające ostrze zatapiając w nim swoją łapę z całą swoją siłą. Gdyby próbował ciąć łapę w drodze do uderzenia siła stwora sprawiła by że oberwał by w twarz własną bronią, przeturlanie z kosą nie wchodziło w grę a po kosie upuszczonej było by równe samookaleczeniu.
  Gdy już ostrze wejdzie w łapę bestii zapewne w sam środek chimera przesuwa się w lewo, przesuwaj ą kosę w stronę prawego ramienia dalej aż będzie mógł się uwolnić. (w ten sposób kosa cały czas jest w jednym miejscu na ziemi mimo że ja zmieniam pozycję). Zapewne monstrum będzie napierać ale drzewiec podparty na ziemi powinien zadziałać jak dźwignia lekko ułatwiając mu choćby lekkie odsunięcie się od nadciągającej zapewne mimo obrażeń łapy ( choćby siłą rozpędu), kluczowa tutaj jest szybkość wykonania tego manewru zaraz gdy tylko ostrze zacznie zatapiać się w kończynie bestii by mieć szansę się ulotnić. Gdy uda mu się zabrać tylko głowę spod ostrza i łapy puszcza kosę która teraz by tylko zawadzała i wstaje dobywając miecza.
Ilość słów: 302

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości