Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt paź 30, 2018 10:57 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor był przerażony tym co się stało ale nie zamierzał się poddać. Widząc nadchodzący od góry cios w twarz postanowił działać inaczej i to szybko. Musiał uratować swoją twarz przed ostateczną anichilacją z ręki stwora i to dosłownie. Jako że ściskał rękami kosę chwycił oburącz kosę i obrócił tak by ostrze oparło się o zimie zaraz obok jego twarzy na drzewcu który stabilizował rękami tak by szpikulec stał pionowo po prawej stroni jego twarzy. Zapewne nie ma tyle siły co monstrum ale z pewnością podparcie ziemi sprawi że bestia sama nadzieję się na wystające ostrze zatapiając w nim swoją łapę z całą swoją siłą. Gdyby próbował ciąć łapę w drodze do uderzenia siła stwora sprawiła by że oberwał by w twarz własną bronią, przeturlanie z kosą nie wchodziło w grę a po kosie upuszczonej było by równe samookaleczeniu.
  Gdy już ostrze wejdzie w łapę bestii zapewne w sam środek chimera przesuwa się w lewo, przesuwaj ą kosę w stronę prawego ramienia dalej aż będzie mógł się uwolnić. (w ten sposób kosa cały czas jest w jednym miejscu na ziemi mimo że ja zmieniam pozycję). Zapewne monstrum będzie napierać ale drzewiec podparty na ziemi powinien zadziałać jak dźwignia lekko ułatwiając mu choćby lekkie odsunięcie się od nadciągającej zapewne mimo obrażeń łapy ( choćby siłą rozpędu), kluczowa tutaj jest szybkość wykonania tego manewru zaraz gdy tylko ostrze zacznie zatapiać się w kończynie bestii by mieć szansę się ulotnić. Gdy uda mu się zabrać tylko głowę spod ostrza i łapy puszcza kosę która teraz by tylko zawadzała i wstaje dobywając miecza.
Ilość słów: 302

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

sob lis 03, 2018 1:46 pm  

Narrator

  Chimera nie tracił czasu na rozważania, czemuż wyrzucony przy zastosowaniu odpowiedniej techniki oszczep ugodził jedynie łapę stworzenia oraz czemu atak kosą się nie powiódł tak, jak to sobie młodzik zaplanował w swej głowie. Zamiast tego użył kosy jako zasłony przed uderzeniem potwora. Kosztowało to Kociebora wiele siły, a pozycja, którą przybrał – leżąc na plecach w ubitym śniegu – nie była wygodna, ale któż by zwracał uwagę na wygodę, gdy krew zalewa oczy a nad człekiem bądź chimerą wisi groźba całkowitej masakry twarzy? Młodzik już tego nie dostrzegł, jednak poczuł, jak potwór cuchnący rybami i innymi wodnymi stworzeniami nachyla się nad nim i cały jego ciężar zostaje przejęty przez kosę. Drzewiec zatrzeszczał niebezpiecznie, jednak szczęśliwie się nie złamał, a w chwili, gdy czarnoskóry potwór nadział się na ostrze, kolejna plama krwi oślepiła Kociebora. Szczęście, że tym razem była to jucha tryskająca z przeciętych żył i tętnic jego przeciwnika. Tym oto sposobem obie przednie łapy stwora były ranne, a z drugiej wciąż sterczał nieomal pionowo oszczep, o którego w ferworze walki nietrudne było się nadziać.
  Nader przemyślany plan uwolnienia się spod kosy i nadzianego na nią jak na rożen potwora wszedł tymczasem w życie. Jak się można tego było spodziewać, operacja w jakimś stopniu się udała – chłopak był wolny, ale i potwór zdołał się przy okazji uwolnić, rozorawszy przy tym spory kawał swej łapy – ale kosztowała wiele wysiłku. Napieranie maszkary na kosę nie ułatwiało sprawy, tak jak i fakt, na jakim niestabilnym podłożu znalazł się Kociebor. Koniec końców wykaraskał się, ale zlany potem i zgrzany pomimo zimnego śniegu i porywistego wiatru.
  Chimera stanął prawie że pewnie i wyciągnął miecz. Nim jednak wykonał jakiekolwiek cięcie, potwór, który w głębie sięgał mu do pasa, również stanął na tylnych kończynach, górując nad młodzikiem. Różnica wzrostu i postury była nad wyraz przerażająca, w dodatku ktoś zasiał w głowie młodzika nie jego własną myśl, której przekaz był nad wyraz prosty: „Uciekaj, uciekaj póki jeszcze możesz”. Wyglądało to tak, jakby to sam ciemnoskóry stwór, patrząc bacznie na Kociebora, przekazywał mu to posłanie. Stworzenie mierzyło go wzrokiem w dość niepokojący sposób – chimera wiedział, że w ten sposób nie ocenia się przeciwnika, co najwyżej określa tłustość świniaka na targu albo ponętność dziewki, kiedy jest się spragnionym kobiecego dotyku młodzianem.
Ilość słów: 457

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz lis 04, 2018 1:58 am  

  Niesamowicie męczący manewr udał się. Była to jedyna szansa chimery na wydostanie się spod cielska potwora. Nie mógł już więcej dopuścić do podobnych sytuacji i musiał chronić nieosłoniętą głowię. Dziwnym trafem jednak jucha stwora która tryskał po jego twarzy rozbudziła go. Delikatnie oblizał się językiem chcąc posmakować krwi potwora. Tam gdzie wśród innych rozbrzmiewał strach spowodowany odmiennością i fizyczną przewagą tam on czuł zew polowania. Wyprostował się unosząc w powietrzu swój miecz. Widział że potwór też wstaje...
  I miał spory dylemat... mógł zabić monstrum ogniem i postąpić szybko acz reakcja w wiosce była by z całą pewnością potępiająca. Mógł też walczyć dalej konwencjonalnie acz narażał się tak na dalsze uszkodzenia. A postura potwora odstraszała. Był ogromny i w walce bezpośredniej zostawiał go bez szans. Tylko kogo udać by nie wyszła na jaw jego moc. Uznał że splunięcie będzie można najłatwiej podpiąć pod broń z rytuałem. W końcu i tak cała wioska widziała że współpracuje z drugą. Tylko jak rozegrać ten teatrzyk... Był zbyt zmęczony na to wszystko... Musiał to zakończyć szybko.
  Wtem w jego głowie odezwał się głos potwora. Spodziewał się tego i tej myśli... Wiedział jak działają te bestie acz nie spodziewał się tak głupiej próby manipulacji. Tak uciekaj a ja cię dziabnę w plecy. Jakby on miał zamiar uciekać. Skupił synapsę na nim i z całą swoją nienawiścią wtłoczył w niego jedną tylko myśl – Jedynym który powinien uciekać jesteś ty... Będziesz cierpiał. – Stojąc w pozycji gotowej do obrony i uniku na lekko zgiętych nogach wyciągnął w jego stronę miecz jak gdyby z niego celując nabrał powietrz i nabrał w końcu w usta płonącej śliny. Jego usta wypełnił nieprzyjemny smak płonącej mieszaniny a on spojrzał na potwora stojącego nań wciąż niedaleko. Na tyle blisko że powinien trafić splunięciem a i oni wiedzą jakie efekty da splunięcie po alkocholu. Nie chcą trzymać tego świństwa dłużej w ustach wydmuchując zgromadzone wcześniej powietrze splunął potężnie w stronę przeciwnika jednym dużym splunięciem. Celował prosto w głowę potwora a przy tej odległości nie mógł spudłować. Mimo wszystko wszak celował bliżej podstawy głowy by w razie problemu trafić przynajmniej w korpus. Miał jednak nadzieję że dobrze wymierzone szybkie splunięcie w oczy zadziała i zamieni twarz monstra w jeden wielki piekarnik. A chimera miał wielką ochotę zobaczyć jak to monstrum cierpi. Po splunięciu krzyknął nad wyciągniętym mieczem udając że rzuca zaklęcie poprzez miecz- Zapłon! – z pewnością każdy kto wie cokolwiek o magi egzarchów zauważy w tym coś podejrzanego ale w obecnej sytuacji nie ma czasu na takie zabawy. Zaraz potem przygotował się do ucieczki patrząc gdzie znajduje się drugi oszczep. Ten od Bydgosta był cięższy i dobrze postąpił zostawiając go sobie na sam koniec. Chęć zobaczenia gdzie jest oszczep walczyła jednak z przemożną chęcią zobaczenia jak monstrum cierpi płonąc. No i musiał obserwować potwora by być gotowym do uników czy wycofania się dalej. Mieczem z pewnością za wiele nie obroni. Z resztą obrona przed taką siłą mijała się z celem. Musiał teraz skupić się na uniknięciu trafienia za wszelką cenę. Najprościej było to zrobić wycofując się dalej od potwora gdy ten spróbuje się zamachnąć. Czy to do tyłu czy w bok. To już zależało jak postąpi potwór po splunięciu i na to jak on się zachowa czekał Kociebor. Tylko gdy będzie widział ruch besti będzie mógł podjąć decyzję jaki unik wykonać. Ważnym jednak było by już teraz przygotował nogi do ruchu zginając je.
Ilość słów: 678

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

śr lis 07, 2018 2:45 pm  

Narrator

  Wydostawszy się spod cielska potwora, Kociebor poczuł nie tylko ulgę, ale i jeszcze większą wolę walki. Ciepła krew przeciwnika, która zalała mu twarz, zadziałała lepiej niż niejeden bazowany na Hypogeum narkotyk. Chimera był teraz pobudzony, jego własna krew szybciej krążyła mu w żyłach, zmysły się wyostrzyły, a ciało było gotowe do walki. Niestety, również i czarne monstrum pozbierało się po ataku. Stanęło w pełnej okazałości, by jasnowłosy mógł dobrze zrozumieć, z kim przyszło mu się mierzyć. Postura maszkary była przerażająca, co gorsze, skryte pod skórą nabrzmiałe mięśnie sugerowały ogromną siłę. Jedyne pocieszenie leżało w tym, że obie przednie łapy – tudzież ręce, zważywszy na ich budowę – były ranne. Zresztą chimera nie zamierzał walczyć wręcz, wiedząc, że nie może dopuścić do kolejnego zwarcia. Tym razem mu się udało, ale jak może się skończyć kolejne przyszpilenie do ziemi? Nie można było wszak zapominać, że w modus operandi stworzeń zamieszkujących wieżę należy gwałcenie jasnowłosych mężczyzn, bądź też próby porwania ich w niewiadomym celu do zatopionej budowli. Co jednak Kociebor mógł uczynić? Chimera czuł, że najlepszym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z ognistego splunięcia, bał się jednak reakcji wioskowych. Karczma nie była zbyt daleko, podobnie jak liche chaty chłopów. Kto wie, może widok pożaru o magicznym podłożu zaniepokoiłby wieśniaków tak bardzo, że nie zważaliby nawet na fakt, że najemnik pozbył się potworów? A nawet jeśli ci nie byliby wściekli bądź przerażeni, zawsze pozostawała obawa, że wieści się rozniosą i dotrą do nieodpowiednich uszu.
  Tymczasem bestia postanowiła skorzystać ze swych telepatycznych mocy, mieszając Kocieborowi w głowie. Ten jednak spodziewał się owego kroku na tyle mocno, że jedynie zdziwił się, jak bardzo prymitywną formą manipulacji było nawoływanie do ucieczki. Chimera nie mógł jednak tego zostawić bez odpowiedzi. Niestety, potwór nie okazał strachu. Ba, w głowie chłopaka rozległ się teraz szyderczy śmiech: „Sam w to nie wierzysz”. Rozmowa mogłaby toczyć się dalej, składając się z kolejnych nienawistnych tekstów o wątpliwej oryginalności, jednak nadszedł czas na działanie.
  Osłaniając się mieczem, Kociebor przygotował się na splunięcie. Gdy w ustach czuł obrzydliwy smak i czekał, aż będzie mógł wykonać swój atak, stwór chyba zdał sobie sprawę z czyhającego na niego niebezpieczeństwa i zbliżył się do chłopaka. W tym momencie chimera nie mógł już dłużej utrzymać w swych ustach mieszaniny i splunął, a potwór wykonał rozpaczliwy atak, wytrącając z ręki blondyna miecz. Jednocześnie ognista mieszanka wylądowała na skórze stwora, dokładniej na prawej ręce, już kompletnie ją raniąc. Ogień strawił szybko rozoraną wcześniej tkankę, zwęglając mięśnie i skórę. Rozległ się przerażający ryk, a chwilę potem najemnik zdał sobie sprawę, że oto nadciąga pomoc. Niestety, ową pomoc nieść mieli podchmieleni wieśniacy. Przerażeni, wybiegli z karczmy i teraz zmierzali w tę stronę. Stwór jednak chwilowo tkwił nieruchomo, zbyt porażony swym cierpieniem, by zaatakować.
Ilość słów: 573

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw lis 08, 2018 8:02 pm  

  Kociebor zdał sobie sprawę że wygrana jest już blisko ruszył po oszczep Budgosta przygotowany zawczasu do walki. Teraz nadeszła pora na ostateczne rozprawienie się z bestią. Ruszył biegiem wiedząc że nie ma wiele czasu i korzystając z chwilowego otumanienia bestii musiał sięgnąć po oszczep.Ten powinien być blisko. W końcu miał go naszykowanego tam gdzie kosę.
  Dopadł go szybko i nie czekając na nic chwycił mocno... Już miał nim rzucić ale zdając sobie sprawę z tego jak stwór jest blisko... Chwycił go dwoma rękami i naparł na monstrum w desperackiej szarzy dźgając monstrum w sam środek klatki piersiowej. Nie wiedział czy oszczep to wytrzyma ale nie miał wyboru. Zostały mu tylko sztylety jeszcze. A nie miał wiele czasu... jego "posiłki" były w niebezpieczeństwie. Musiał to zakończyć jak najszybciej. Mimo to nawet podczas szarży był gotowy do uskoczenia przed ewentualnym ciosem ręki z wbitym oszczepem. Sądząc że w razie czego stwór powinien uderzyć od boku więc był przygotowany do schylenia się i dźgnięcia od dołu. Ale jeśli będzie trzeba uskoczy w bok i dźgnie dopiero wtedy. Miał już dość zabawy z tymi maszkarami. Gdyby tylko Druga by mu na to pozwoliła puścił by z dymem całą tą wierzę... Gdy tylko uda mu się przebić stwora szarpie włócznie do siebie i jeśli siedzi luźno wyjmuje i odskakuje. Jeśli jednak stawia opór to zostawia ją w cielsku bestii i odskakuje dobywając sztyletów. Ale dużo się nauczył podczas tej walki... Bardzo dużo o tych maszkarach.
Ilość słów: 280

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

wt lis 13, 2018 9:28 pm  

Narrator

  Widząc, jak ciemna skóra pali się a potem, skwiercząc jak opiekana w płomieniu ogniska słonina, zwija się i obkurcza, odsłaniając nadpalone mięśnie i ścięgna, chimera był już pewny wygranej. Zdeterminowany tym, że los uśmiechnął się do niego w pełni, postanowił wykorzystać sytuację i wykonać kolejny atak, nim potwór otrząśnie się i będzie w stanie dalej walczyć. Kociebor sięgnął więc po oszczep... Broń przesunęła się i upadła w śnieg, mimo to jej ogólne położenie było zbliżone do tego, które przewidywał. Chłopak stracił jednak kilka sekund na odnalezienie i pewne chwycenie drzewca. Było to niewiele, ale blondyn wiedział, że w walce i ułamki sekund potrafią zadecydować o życiu i śmierci. Postanowił więc nie tracić więcej czasu i korzystając z tego, że maszkara stała na dwóch nogach, wymierzył cios w pierś przeciwnika, prosto w jego serce.
  Chimera, nie przejąwszy się poprawnością chwytu pod względem technicznym, wykonał atak. Była to szaleńcza szarża, ale Kociebor wiedział, że musi wykorzystać całą siłę, jaką daje mu tego typu krok, by tym razem ostatecznie pokonać potwora. Według blondyna, mimo to był on gotowy na uniknięcie ewentualnego ciosu przeciwnika, którym akurat w tym momencie był przerośnięty potwór obdarzony telepatią, którego górne kończyny były nad wyraz rozwinięte. Jakież więc było jego zdziwienie, gdy chwilę po tym, jak ostrze oszczepu zatopiło się w piersi potwora, sam chimera wylądował w śniegu. Ponownie. I ponownie – leżąc na plecach. I tak właśnie leżąc, Kociebor mógł oddać się rozmyślaniom, jak to dobrze by było, gdyby Druga nie zdusiła ognia, jaki wywołał poprzedniej nocy. O ileż lepiej by było, gdyby wszystkie potwory spłonęły od razu... Wówczas może wojownik nie leżałby w śniegowym puchu, nieco już poobijany i nie na tyle pełny sił, aby móc od razu podnieść się z ziemi. Chłopak mógł jednak tylko gdybać, co by było, tak samo jak mógł jedynie gdybać, cóż się stało, gdy usłyszał donośne łupnięcie gdzieś obok, a tumany wzniesionego śniegu na chwilę zakryły mu widok, by opaść kaskadą na twarz.
Spoiler:
Przypominam, że rybak ma na imię Bygost, nie Budgost.
Ilość słów: 412

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr lis 14, 2018 5:12 pm  

  Chimera nie był zaskoczony gwałtownym uderzeniem. Spodziewał się go ale od czego była jego zbroja. Była to jedna z zalet skórzanej zbroi nad stalową. Ta o wiele lepiej tak samo jak wszelkiego rodzaju przeszywanice tłumiła ataki obuchowe. Niemniej kolejne odrzucenie na ziemię na co prawda miękki puch było bolesne. Szczególnie bolesny był sam moment uderzenia. Znowu wylądował na plecach i znowu musiał się podnieść. Już miał zacząć powoli zbierać swoje wykończone ciało gdy w okolicy zabrzmiał dziwny hałas. Nie był pewien co to jest... Ale wzbity w powietrze śnieg zakrył mu twarz opadając powoli. Wykończony i zmęczony nie miał już nawet siły wstać. A tym bardziej na ślepo. Obawiał się jednak o kolejny atak potwora. Wyciągnął ręce i szybko otarł twarz z puchu. Musiał zobaczyć co się dzieje... Mógł przysiąc że zatopił ostrze w piersi stwora prosto w miejscu serca.
  Powoli podniósł plecy by usiąść w przysiadzie i rozejrzeć się. Gotowy był w każdej chwili odturlać się w bok byle tylko uniknąć potencjalnego ciosu. Choć mu jednak mówiło że podobny łoskot mogła wywołać właśnie magia. I to z nią ma do czynienia. Czyżby Druga wróciła ze swoim wsparciem? W każdym razie po doprowadzeniu kręgosłupa do mniej więcej pionowej pozycji przysunął nogę bliżej i wsparł się na rękach by znowu wstać... Będzie walczył tak długo jak starczy mu sił... W końcu w odróżnieniu od większości ludzi nie musiał obawiać się pośledniejszych ran. W głowie przysiągł sobie kupić butelki z pierdolonym alkoholem i uzbrojony w płonącą ciecz spalić stwory. Najwidoczniej ogień był na te monstra najlepszą bronią.
Ilość słów: 304

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

śr lis 14, 2018 10:47 pm  

Narrator

  Gdy ciało Kociebora ponownie spotkało się z pokrytą śniegiem ziemią, chłopak nawet za bardzo się nie zdziwił. Chociaż walczył zaciekle, był przygotowany na to, że potwór znów powali go, korzystając ze swej przewagi fizycznej. Jedyne, co mu przeszkadzało, to fakt, że przez jakiś czas nie wiedział, co dzieje się dookoła. Widział na własne oczy przed swoim upadkiem, jak oszczep Bygosta zatapia się w ciele maszkary. Słyszał też, że wieśniacy zdecydowali się na ruszenie z odsieczą, gdy znudziło im się czekanie na kompana od kieliszka. Później zaś rozległo się głośne łupnięcie, jakby coś bardzo dużego zderzyło się z czymś nieopodal. Nie był to zbyt precyzyjny opis, ale na więcej nie stać było chłopaka, gdy leżał w zaspie, a jego oczy przykrył śnieg. Kociebor jednak nie zamierzał leżeć i czekać, aż ktoś inny go podniesie. Nie był wszak panną w opałach, nie mógł więc sobie pozwolić na poleganie na innych. Strząsnął więc śnieg z twarzy i spróbował naocznie przekonać się o przebiegu wypadków, uprzednio wsparłszy się na rękach, by spróbować usiąść. Wtedy też oczom chimery ukazał się zaiste intrygujący widok.
  Nie dalej niż pięć cali od miejsca, gdzie znajdowały się stopy chłopaka, leżał łeb potwora, który cicho powarkiwał, zachłystując się krwią. Gdy monstrum dostrzegło, że tak blisko, wręcz na wyciągnięcie rąk, znajduje się jego niedoszła ofiara i przyszły kat, od razu się nieco ożywiło. Po pierwsze, pomimo ulatującego zeń życia, zaczęło kierować potężne łapska w stronę Kociebora, próbując schwytać jego stopę. Rozpoczęła się zażarta walka o to, komu uda się pierwszemu zrobić to, co zamierzał – chimerze wstać, a potworowi go chwycić. Nie było to łatwe, ale jasnowłosy w końcu wstał i po tym, jak udało mu się uniknąć łapczywych rąk przeciwnika, mógł zorientować się, co właściwie się właśnie stało. Okazało się, że potwór rzeczywiście został śmiertelnie zraniony oszczepem, który teraz wystawał z pleców powalonej maszkary. Wieśniacy wciąż nie przybyli na miejsce, ale słychać ich było z każdym krokiem coraz wyraźniej i to pomimo wiatru, który zaczął niespodziewanie wiać w inną stronę, tworząc bańkę w miejscu starcia z czarnym bytem. Co jednak ciekawsze, ktoś rzeczywiście przybył z odsieczą. Był to jeden z siostrzeńców Drugiej, który wciąż trzymał kuszę gotową do strzału, gdy obserwował dalsze ruchy potwora, który dziwnie nie chciał umrzeć pomimo powiększającej się plamy krwi.
  – Musiałeś chybić w serce, bo ta bestia wciąż dycha! – krzyknął fircyk, zupełnie jakby Kociebor jeszcze nie zdołał dojść do owych wniosków. Błękitnooki jednak nie miał dość dzielenia się oczywistościami, bo zaraz dodał: – Zaraz tu przyjdą. Powinieneś nałożyć spodnie, bo inaczej przerażą się nie tym potworem, co trzeba! – W istocie, spodnie Kociebora zsunęły się nieco niżej, plątając się w okolicy kostek. Najprawdopodobniej był to wynik szarpaniny z potworem, gdy ten jeszcze miał dość życia, by próbować takich kroków. Teraz jedynie leżał bez ruchu i charkotał cicho, a z każdą kolejną banieczką krwi, która wypływała z ust przy każdym wdechu, był coraz bliżej śmierci.
Ilość słów: 586

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr lis 14, 2018 11:48 pm  

  Kociebor odsunął się dalej od bestii i nałożył spodnie unikając pochwycenia w łapka potwora. Mimo że bestia najwyraźniej dogorywała nie zamierzał się przekonywać o tym. Ilość zadanych maszkarze ran była astronomiczna, trafienie oszczepem, kosą, nadzianie kosą, podpalanie, nadzianie na oszczep. Do diabła ile to monstrum miało krwi. Chimera miał jednak większy problem ze spodniami, jak powiedział fircyk jeśli go zobaczą będzie miał spory problem. Spodnie powędrowały w górę nóg w odległości bezpiecznej od stwora. A przynajmniej poza zasięgiem łap. Szybko je założył i zaczął szukać wzrokiem kosy którą wcześniej wypuścił. Miał jeszcze sztylety którymi mógł dobić stora ale nie zamierzał się już do niego zbliżać. No i wyglądało na to że monstrum dogorywa więc nie śpieszyło się by od razu go dobijać.
  Gdy poszukiwał broni nie spuszczał oka ze stwora obserwując jego agonię. Był ciekawy czemu to tak wygląda. No i nie zamierzał ułatwiać mu odejścia. Chciał żeby bestia cierpiała jak wszystkie jej ofiary. kropla krwi za kroplą krwi. Do fircyka odparł – A no racja spudłowałem acz to monstrum straciło już tyle krwi że powinno przynajmniej zemdleć a wciąż dycha i próbuje walczyć. Uparte bydle.
Ilość słów: 224

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 136

sob lis 17, 2018 4:02 pm  

Narrator

  Chimera poprawił swe odzienie, upewniając się, że tym razem jego spodnie nie opuszczą się do kostek z powodu nazbyt żywotnych łapsk potwora. Ciemnoskóra maszkara okazała się wyjątkowo usilnie czepiać życia... a także niektórych sztuk odzieży swego przeciwnika, czy raczej sztuki, skoro mowa jedynie o spodniach. Było to o tyle zadziwiające, że biały potwór z jeziora nie był odporny na płonące ostrza bełtów. Z jakiegoś jednak powodu o wiele większy stwór o ciemnym umaszczeniu wciąż oddychał, pomimo tego, że wbrew wszelkim znakom powinien już od dawna stać się jedynie zewłokiem. Nic więc dziwnego, że zaniepokojony tą nadspodziewaną żywotnością Kociebor odnalazł swą kosę, aby na wszelki wypadek obronić się przed atakiem. Nic go nie zapowiadało, ba, potwór nawet zaprzestał rozpaczliwych prób sięgnięcia po kostki swego przeciwnika. Łapy leżały nieruchomo na śniegu, wyraźnie odcinając się od białego śniegu, a wkrótce kałuża krwi zbierająca się pod zwalistym cielskiem przestała się powiększać. Nie słychać było też bulgotania, które towarzyszyło ostatnim oddechom stwora. Wszystko wskazywało na to, że ten umarł, ku uciesze napawającego się jego agonią wojownika.
  Fircyk tymczasem również popatrywał na umierające stworzenie, a gdy te w końcu zakończyło swój żywot, odchrząknął i odpowiedział w końcu Kocieborowi. Wciąż jednak nie spuszczał wzroku z potwora, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie oglądał.
  – Cioteczka powiedziała dzisiaj coś, co prawda do siebie jeno, co chyba to tłumaczy. Mówiła, że one nie mają samodzielnej myśli, że coś innego nimi kieruje. Może to, co nimi rządzi, podtrzymuje też ich życie tak długo, dopóki starczy im krwi i powietrza w płucach... eee... skrzelach? – Błękitnooki w końcu spojrzał na swego rozmówcę, dodając kilka słów dosłownie na sekundę przed tym, jak trzej wieśniacy uzbrojeni w widły i kosy wbiegli na miejsce bitwy. – Są jak marionetki, chociaż nie widać sznurków.
Ilość słów: 362

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 164
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob lis 17, 2018 10:19 pm  

  Kociebor przerażony wytrzymałością stwora i jego odpornością widząc że ten się wykrwawia dla pewności wyprowadził od góry cios kosą w pierś stwora. Przyszpilając jego truchło do ziemi tak by nie wstał. Przynajmniej teraz mógł odetchnąć. Siostrzeniec Drugiej tymczasem miał sporo racji. Widać Ciotka powiedziała im już o umyśle roju. Mimo że sam to poczuł wolałby żeby tak nie było. No ale atakująca macka gniazda była martwa. Przynajmniej na chwilę mieli spokój. Analizując różnice między stworami przyszły mu do głowy mrówki. Najwidoczniej to był wojownik. I to nie pierwszy i na pewno nie ostatni. Pytanie tylko brzmiało czy istnieje coś w rodzaju królowej czyli centralny mózg. Porzuciwszy rozmyślania i strach skinął głową firycykowi.
  Podeszli do niego chłopi a w okolicy leżała masa broni. Musiał ją zebrać. Najpierw zostawiają stwora przybitego kosą ruszył po miecz. Potem zaczął patrzyć się co zostało z reszty. Sądził jednak że oszczepy są już bezużyteczne. Nawet ten od Bydgosta. Nic nie szkodziło jednak wyjąc je i sprawdzić ich stan. Swoją drogą gdyby nie jego brać mógłby przyjrzeć się tkanom monstra. Biorąc pod uwagę ich wcześniejszą reakcję nie wiedział jak zareagują. Nie mógł się jednak oprzeć. Powiedział do Fircyka – Na to wygląda. Trzeba pozbyć się tego co je kontroluje. – by po chwili dodać do chłopów – Witajcie. Bitka się skończyła, uparte bydle padło. Coś mu nie było śpieszno umierać. Rany potworne jak jego ryj a ten dalej uparcie walczył. Muszę coś sprawdzić jeśli wybaczycie... – schylił się i zebranym mieczem przeciął goleń potwora sprawdzając jak broń wcina się w ciało tego stora. Następnie zaczął analizować budowę stwora. Szczególnie pysk. Przez chwilę zastanawiał się czy nie odciąć mu głowy ale zaniechał tego. Skupił się na oględzinach twarzy szukając kłów. Po chwili poszukał tez narządów rozrodczych. W sumie można by było zrobić lepszą sekcję ale środek wioski to nie było dobre miejsce. Musiał w miarę szybko wykonać oględziny i truchło jakoś zakonserwować. Kusiło go też by użyć go jako materiału na swoje dzieci... To mogło być nie głupie rozwiązanie.
Ilość słów: 397

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości