Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lip 13, 2018 11:06 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor poświęcił się zaś obserwowaniu akuszerki i słuchaniu jej. Jej historia o ojcu i matce nieco go zaciekawiła. To było coś. Dawno nie widział morza. Kiedy to było... Gdy dawno temu wykonywał jakąś misję. Chętnie ujrzał by je ponownie ale po tej opowieści poczuł więcej ciepła do staruszki. Zastanawiało go czy też i jej córki nie ciągnie w świat ale widząc tutaj jej wnuczkę spodziewał się iż zdecydowanie tak nie jest. Było coś magicznego w tym miejscu.
  Ucieszyło go gdy dwie kobiety zaczęły się dogadywać i chętnie słuchał ich opowieści. Szczególnie smutno zrobiło mu się gdy dowiedział się co spotkało Bocianichę. Jej mąż musiał być strasznym łajdakiem. Z tego co wiedział ludzie łączyli się w pary na stałe. Zostawienie kobiety z którą ma się potomstwo było wyrazem ignorancji i braku dbałości o to potomstwo. Co prawda taka strategia gwarantowała większa liczbę ogólnego potomstwa ale nie była dobrze postrzegana. Poza tym było w niej coś zdradzieckiego. Kociebor był uczony bezgranicznej lojalności więc koncept złamania przysięgi lojalności wydawał mu się okropieństwem. Wbrew pozorom poczuł tutaj pewien dyzonans. Jego wiedza mówiły jedno podobnie jak wychowanie ale zwierzęca natura skłaniała się ku zaakceptowaniu wyboru mężczyzny jako logicznego. Sądził że prawdopodobnie mężczyznom ciężko było powstrzymać własną naturę. Jego ten problem nie dotyczył, z tego co wiedział nie mógł mieć normalnych dzieci. Było mu żal starszej kobiety, mimo że przeanalizował powód zachowana mężczyzny dalej uważał to za zdradę i potworną niesprawiedliwość.
  Najwyraźniej tutaj nie uczono iż zdrada równa się śmierci. W jego starym świecie złamanie rozkazów ojca mogło skończyć się karą. Czół do tej pory jak magiczna moc miażdży mu rękę. Zlekceważenie słów ojca było złe. Bardzo złe. I wtedy nie dostawał jedzenia. Musiał dużo polować. Nie dostawał nic do momentu odpokutowania swojej winy. Najbardziej wtedy brakowało mu posłania i zwyczajnej rozmowy. Ale to była już przeszłość. Teraz było tu i teraz, jego ojciec nie żył.
  Powiedział do Drugiej – Nie jesteś złą osobą, wiedzieli jakie jest ryzyko, nie zrobiłaś nic złego co więcej uratowałaś mu życie paraliżując go. Może nie każdy uznał by to za troskliwość ale nie jest to obojętność. Wracając jednak do rozmów w ten sposób, tak więc im większy chaos myśli tym trudniej się w nich połapać. Ma to sens tylko czy da się to kontrolować. Może w podobny sposób można zakłócić moc tego roju. Swoją drogą nie sądziłem że mężczyźni tak oddają się swoim rządzą to tutaj normalne? Tak porzucić matkę swoich dzieci?
Ilość słów: 501

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz lip 15, 2018 7:56 pm  

Narrator

  Młodzieniec zafascynowany słuchał opowieści o dziadku-marynarzu. Nagle przytulna, uboga chatka pachnąca intensywnie drewnem i suszonymi ziołami zamieniła się w ciasną kajutę na okręcie zbudowanym z desek przeżartych solą morską i pokrytych glonami, w które mocno wczepiły się małże. Kociebor zamarzył o wyprawie drogą lądową, jednocześnie bardzo świadomy tego, jak wspaniałą kobietą jest Bocianichą. To z kolei sprowadziło jego myśli ku córce akuszerki. Czy kobieta też ma w sobie duszę awanturnika? Płynęła w niej krew marynarza, który dla swojej żony zdecydował się porzucić swoją profesję i osiąść na wsi. Ale też krew zdrajcy, którego pierwsza ukochana musiała odebrać poród dziecka kochanki. To z kolei oburzyło wojownika. Na co dzień bliższe mu było podejście zwierząt z racji jego dwojakiej natury, ale tym razem czuł, że postępowanie męża staruszki było niewłaściwe i na swój sposób okrutne. Kobieta miała w sobie wiele ciepła i życiowej mądrości, a chimera zanadto cenił te przymioty, aby zrozumieć, jak można okazać się wobec niej zdrajcą. Jedyne, co zauważył pozytywnego przy tej rozmowie o odejściu mężczyzny akuszerki, to pewne porozumienie pomiędzy obiema kobietami. Druga, chociaż nie mówiła o romansie, a o krętactwie i oszustwach mężach, dobrze rozumiała Bocianichę. Staruszka natomiast przestała traktować czarnowłosą niczym zwiastun niebezpieczeństwa. Zniknął strach, pojawiła się niewymuszona poufałość.
  Rozważania o różnicach między zwykłymi relacjami międzyludzkimi – takimi jak w przypadku rodziny akuszerki – a tą, jaka panowała między Kocieborem a jego ojcem, przywołały stare wspomnienia. Okrutne kary, głód i izolacja. A wszystko z powodu złamania jakiegoś rozkazu. Gdyby chimera zdecydował się na zdradę, zginąłby. Mogło to wydawać się przerażające, ale o ileż prostszy wydawał się wtedy świat. Na pewno ktoś taki jak mąż Bocianichy nie zdecydowałby się na zdradę. Czy to jednak znaczyło, że wszędzie należało wprowadzać tak ostre zasady?
  Jasnowłosy nie zastanawiał się nad tym, nie miał zresztą czasu. Oto akuszerka wezwała go do niezmiernie wymagającego zadania – pilnowania, aby nieprzytomny fircyk nie utonął w czasie kąpieli. Jego brat został zaangażowany w poszukiwanie jakiegoś męskiego odzienia, jakie staruszka cerowała dla swego zięcia. Co prawda dziurawe spodnie ze zgrzebnego materiału nie były zbyt twarzowe i modne, lepsze jednak były niż dotychczasowe ubrania błękitnookiego, które teraz nagrzewały się przy piecu. Druga tymczasem wespół z Bocianichą przygotowywała rozgrzewającą, bardzo cienką zupę. Akuszerka przyznała, że nie ma zbyt wiele mięsa, aby móc zaoferować bardziej pożywną strawę, stwierdziła jednak, że i warzywny wywar wystarczy dla kogoś, kto po wszystkich nocnych przeprawach może mieć problem z rozgryzaniem pokarmu.
  Ciemnowłosa bez wprawy typowej dla niewiast nawykłych do gotowania obierała pietruszkę, nie przerywając rozmowy z Kocieborem. Rozmowy o tyle niezwykłej, że odbywającej się bez słów. O jej przebiegu można się było domyślić tylko na podstawie wyrazu twarzy bogaczki, gdy chłopak argumentował, że nie jest ona osobą złą. Druga uśmiechnęła się gorzko i zatrzepotała uczernionymi rzęsami, aby powstrzymać łzy. Nie rozpłakała się jednak, opanowawszy się szybko. Jesteś dla mnie zbyt pobłażliwy. Jeśli chodzi o wykorzystanie mojej mocy, musiałabym najpierw wyczuć w tych potworach pewną więź. Moje zaklęcie działa tylko na tych, którzy są ludźmi. Nawet ty jesteś bardziej człowiekiem, niż te stwory. Gdy mój siostrzeniec mówił o tym, że jest wzywany, słyszałam tylko nasze myśli.
Ilość słów: 637

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lip 16, 2018 8:48 am  

  Kociebor poświęcił znaczną część swojej uwagi pilnowaniu młodzieńca i robił to z największą troską jaką zwykle otaczał swoje dzieci. Mówiąc kolokwialnie gapił sie uważnie i nie spuszczał z niego wzroku pilnując go i trzymając tak by ten nie wpadł do wody za ramiona. Zawdzięczał mu życie i nie zamierzał pozwolić by tamten umarł od tak. Tym bardziej że teraz nic im takiego nie groziło. Po przetrwaniu wierzy i tego zimna śmierć przez utopienie w bali z wodą była by najgłupszym wyczynem jaki widziała chimera.
  Chimerę bardzo cieszyło iż obie kobiety zaczęły się dogadywać. W końcu od ich współpracy zależało wszystko. Tym bardziej że jeśli znowu wejdą do wierzy skończy się to na pewno kolejną wizytą. Kociebor nie wątpił w to że wygrają, pytanie budziło jak bardzo zranieni stamtąd wyjdą i czy wszyscy wyjdą.
  Wracając do Drugiej chłopak uśmiechnął się przelotnie w odpowiedzi na jej uśmiech. Cóż nie powiedział nic specjalnego tylko suche fakty. Były jednak tutaj bardzo palące problemy. Skupił się więc i odpowiedział w myślach – W końcu w większości jestem człowiekiem a na pewno mój mózg jest ludzki. Ale co do komunikacji to wyczucie ich połączenia może być trudne. O ile jest to podobne do tego co ja używam to najwyraźniej działa w nieco innym sposób. Blisko ale nie koniecznie to samo. Widzisz tamci wyczuli mnie i stawili opór ale ich komunikacja nie przebiegała cały czas przez używaną prze zemnie. Nie jestem też w stanie wyczuć ich bezpośredniego połączenia i usłyszeć co znaczy że odbiegają w tym od metody mojego ojca. W zasadzie to całkiem logiczne bo połączenie powinno być specyficzne dla każdego organizmu. – zastanowił się po czym kontynuował – Trzeba będzie przedrzeć się tym razem do końca. Postaram się zdobyć tyle broni ile będzie konieczne. Myślałem nad maścią strzelniczą ale nie jestem alchemikiem. Na razie zastanawiam się nad oszczepami i jakąś włócznią albo lepiej widłami by trzymać te stwory na dystans. Tylko manewrowanie bronią drzewcową będzie bardzo trudne w takich warunkach. na wszelki wypadek mam jednak swój miecz i sztylety. Co ty myślisz na ten temat? Co planujesz przygotować jeśli wolno zapytać?
Ilość słów: 411

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pn lip 16, 2018 1:32 pm  

Narrator

  Chimera, niczym troskliwa matka – którą rzeczywiście był – wpatrywał się w nieprzytomnego młodzieńca o pięknym licu. Co prawda fircyk nie był śpiącą królewną z baśni dla dzieci, jednak jego jasne loki i długie rzęsy, które rzucały cień na policzki, którym w końcu wracał zdrowy kolor, sprawiały, że wyglądał niczym dziewczę. Kociebor jednak nie popatrywał na niego po to, by doceniać jego urodę, o nie. Pilnował jedynie, by ten nie osunął się w wannie. W pewnym momencie spostrzegł, że umięśnione ramiona paniczyka poczęły znikać pod wodą. To nie spodobało się wojownikowi i postanowił temu zaradzić, bynajmniej nie dlatego, że zamierzał na nie popatrywać i podziwiać ich linię, o nie. Młodzik nie zamierzał po prostu pozwolić, by człek, który w krytycznym dla chimery momencie uratował mu życie, zginął w wyniku utonięcia w wannie. Byłoby to zbyt absurdalne i żałosne, czyniąc ową bohaterską chwilę okrutnym żartem Onych czy też losu.
  Gdy Kociebor poprawiał ułożenie nagiego ciała fircyka w wodzie, obie kobiety zacieśniały więź między sobą, co niezmiernie radowało chłopaka. Nie chodziło bynajmniej o to, że pragnął, aby obie tak ważne w tym momencie dla niego niewiasty się przyjaźniły. Zależało mu na ich dobrych stosunkach przede wszystkim ze względów praktycznych – nawet pomimo lepszego przygotowania, kolejna wyprawa to wieży może przynieść kolejne obrażenia. Chłopak był pewny zwycięstwa, obawiał się jednak, jaką cenę im przyjdzie za nie zapłacić. Wszak tym razem zamierzają dokładniej zbadać wieżę, kto wie, jakie rzeczy czyhają na nich na dole?
  Tymczasem toczyła się telepatyczna rozmowa pomiędzy Drugą a chimerą. Wszyscy zajęci byli swoimi obowiązkami narzuconymi przez serdeczną, ale stanowczą akuszerkę, toteż nikt nie zwrócił uwagi ani na nagłą zmianę w mimice niewiasty i nie połączył tego z umiejętnościami wnikania do umysłów synaps Kociebora. To pozwalało na planowanie kolejnych posunięć, z czego skrzętnie skorzystała czarnowłosa, odpowiadając młodzikowi po chwili namysłu, gdy ten już obawiał się, że kobieta przestała wsłuchiwać się w jego myśli. – Masz rację, jest niezwykle logiczne. Niestety, taka zasada uniemożliwia nam wniknięcie do ich sposobu rozumowania z mojej strony. Musimy więc przygotować się, aby wniknąć do nich fizycznie, jak mówisz, przedzierając się przez całą wieżę. Tym razem pójdziemy tak wszyscy. Możemy wynająć łódką rybacką i podpłynąć z drugiej strony, niestety to wiąże się z dłuższym przebywaniem na wodzie. Ale umożliwi nam wzięcie większej liczby broni. Widły, oszczepy, kołczany i kusze… To wszystko spowolniłoby nasz marsz. Widziałam, że wszyscy potrafimy pływać, toteż jeśli w trakcie pobytu w wieży łódka zostanie skradziona, jak najszybciej przedostaniemy się na cypel. Trzeba spodziewać się zasadzki, ale nie ma innego wyjścia lub też ja go nie widzę. Gdybyśmy mieli więcej ludzi… Niestety, to wiąże się z ryzykiem. Nie każdy umie trzymać język za zębami, a likwidacja gaduł też może na spowolnić, gdy wraz z siostrzeńcami wrócimy do Mirosil. Musimy więc być gotowi do samodzielnej walki, toteż ze swej strony wspomogę siostrzeńców, aby łatwiej odzyskali formę po dzisiejszej nocy. – To mówiąc, spojrzała na swego przytomnego krewnego, który już na pierwszy rzut oka wyglądał na wyczerpanego. Ominęła go walka z wodnym potworem, za to wycieńczyło go niesienie nieprzytomnego brata. Chłopak jednak nie przystawał i wykonywał kolejne czynności zlecone przez Bocianichę. Kobieta nie oszczędzała go, nie dając mu chwili, by mógł zamartwiać się o bliźniaka.
Ilość słów: 642

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lip 16, 2018 5:34 pm  

  Oczy Kociebora całkiem słusznie spoglądały na młodzieńca umożliwiając mu uratowanie go przed utonięciem w wannie poprzez podciągniecie nieco wyżej. Czuł nie teraz nieco jak niańka i jego matczyne instynkty dały o sobie znać. W każdym razie ważne było że sytuacja ustabilizowała się.
  Rozmawiając z Drugą i wsłuchując się w jej plan powiedział w myślach gdy już skończyła – Tak trzeba skorzystać z łodzi, nie boję się jednak o atak podczas podpływania. Jakkolwiek by nie było będziemy mieli przewagę. Boję się tego że gdy uderzymy na wierzę stwor uderzą na wioskę. Wyminą nas i wyrżną ludzi albo co gorsza zamienią w kreatury swojego pokroju. Nie potrzeba nam więcej ludzi, w takiej ciasnocie i tak by się nie przydali na wiele. Byle dostać się do środka z uzbrojeniem i z suchymi ubraniami. – po chwili dodał – Postaram się jednak ograniczyć masę uzbrojenia i jeśli to możliwe zatruć broń każdego z nas. A jeśli chodzi o regenerację to starczy mi odpowiednio dużo jedzenia. W tym wypadku bardzo bardzo dużo jedzenia. Coś czuję że karczmarz zbiłby dziś niezły interes ale chyba odwiedzę też młódkę. Dobrze gotuje, nie wiem tylko jak znosi stan dziadka. – dokończył ze smutkiem.
Ilość słów: 228

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

wt lip 17, 2018 10:39 am  

Narrator

  Mimo wcześniejszego odczucia dyskomfortu – wszak Kociebor, jako osoba nielubująca się w związkach z mężczyznami, dziwnie czuł się, obserwując z uwagą nagie ciało przystojnego fircyka – chimera cieszył się z tego, że z taką uwagą wypatrywał wszelkich oznak sugerujących, że jego wybawca się utopi. W porę dostrzegł, jak ten osuwa się do wody i podciągnął go. Gest ten miał w sobie wiele z matczynego instynktu i maluchy, do tej pory siedzące grzecznie w przygotowanym im przez akuszerkę legowisku, postanowiły zawalczyć o bezwzględną uwagę swego rodzica. A właściwie jeden maluch – Paoia podszedł do jasnowłosego i zaczął kręcić się pod jego nogami, dopóki brat nieprzytomnego nie zaproponował, że zastąpi Kociebora, by ten mógł niańczyć „kozowęże”, jak się wyraził, w spokoju.
Cała ta scenka nieco rozbawiła obie kobiety. Druga popatrywała z delikatnym uśmiechem, Bocianicha jednak nie omieszkała się skomentować.

  – Stęskniły się dzisiaj, to nie dziwota, że się łaszą. Musisz je zapewnić o swojej miłości, małe dzieci do gorsze zazdrośniki niż stare chłopy – powiedziała pouczającym tonem. Powagę jej rady deprecjonował szeroki uśmiech, który doskonale uwidaczniał braki w uzębieniu starszej kobiety.
  Jeśli zaś chodzi o ciemnowłosą, ta zgodziła się z Kocieborem. Chociaż trudno było to oddać, jej myśli zabrzmiały w głowie chłopaka smutno, gdy mówiła mu: Niestety, też obawiam się ataku tych stworów na wieśniaków. Pozostaje nam mieć nadzieję, że z dala od wieży tracą swe zdolności. Trudno w to wierzyć, wszak dzieci tych ludzi były znajdowane nieopodal Podbagna… Po chwili kobieta na powrót wdarła się do myśli chimery, tym razem zdawała się bardziej zdeterminowana, jakby postanowiła przestać martwić się czymś, na co i tak nie ma wpływu: Zatrucie broni byłoby wielce pomocne, zwłaszcza strzał i oszczepów. W ten sposób nie dopuścilibyśmy tych stworów do siebie, a zdołalibyśmy ubić je, nim te zaczną mieszać nam w głowach.
  Tym sposobem Kociebor i Druga doszli do pewnego porozumienia, a wszystko to bez zamienienia ani jednego słowa. Gdy chimera został obstąpiony przez swoje dzieci, dostrzegł kątem oka, jak akuszerka wespół z paniczykiem wyciągają z wody wciąż oszołomionego fircyka z wody. Oparł się ciężko o brata i w ten sposób przeszedł parę kroków do łóżka Bocianichy, gdzie ubrał się z pomocą ich obojga, jak dziecko, które jeszcze nie opanowało tej czynności. Druga tymczasem rozlewała już zupę i ziołowy napar na malinowej nalewce. Akuszerka nakazała wstrzymać się z wlewaniem jadła w fircyka i dopiero gdy ten zapewnił, ze wsparty o poduszki z pierza jest w stanie siedzieć, zaczęła go karmić niczym matka swego pierworodnego. Napój wypił już sam, małymi łyczkami. Wciąż był nieco oszołomiony, ale podziękował kobiecie za pomoc, zbyt otumaniony po nocnych przygodach, by czuć się zażenowany faktem, że oto potraktowano go jak malca.
Ilość słów: 524

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr lip 18, 2018 12:36 am  

  Kociebor zajął się szybko maluchami i przysiadł wraz z nimi na klepisku gdy tylko zmieniono go. Zaczął od głaskania Paoi po głowie a potem przywołał resztę. Swoją uwagę dzielił po równo pomiędzy całą czwórkę i wszystkie głowy. Czuł się bardzo dobrze mogąc w końcu spędzić z nimi sporo czasu. W końcu miał chwilę wytchnienia, nie wiedział tylko jak wiele. Pozwolił sobie na swobodne kontemplowanie miłego uczucia głaskania koziej skóry jak i wężowych łusek. Kozowęże były właściwie dobrą nazwą na ich rodzaj. Zadowolony postanowił je tak nazywać mimo że technicznie były o wiele bardziej skomplikowanym zjawiskiem. Ważniejsze jednak niż nazewnictwo czy systematyka było uczucie opiekowania się maluchami.
  Słysząc słowa Drugiej przyznał jej rację. W zasadzie nie miał nic więcej na razie do powiedzenia toteż postanowił przy okazji poprzyglądać się całej sytuacji. Zaczynało to przypominać spokojny dom. To było nad wyraz nienaturalne i groteskowe. Oto w zasadzie Druga, jej dwóje gejowskich siostrzeńców, chimera i jego pomioty i zielarka spokojnie siedzą sobie w ciepłym domu i kurują się po walce. Jeśli na tym świecie jakiś artysta miał bogatą wyobraźnię to pewnie i tak by to go przerosło.
  Swoją droga w jego głowi zalągł się plan jak ochronić wioskę, w końcu nie będą tam bardzo długo. Starczy że zrobią to w takim momencie by stwory nie mogły zadać zbyt dużych strat bo ludzie będą ukryci w domach. Czyli w środku nocy. Trzeba było tylko sprawić by bardziej dbano o dzieci by te nie zostały wyszarpnięte przez telepatyczną moc. Sądził mianowicie że to tak dzieciaki znalazły się w takich miejscach gdzie zostały wyssane.
  Posadzony firycyk został potraktowany jak dziecko ale nie wybrzydzał, wobec tego przez chwilę Kociebor zastanawiał się jakie zmiany wniesie w tamtych ta wyprawa. Może staną się milsi dla pospólstwa. Cóż nie wiedział i mógł tylko podejrzewać. Cóż najchętniej teraz jednak chimera położyła by się spać. To był męczący dzień a raczej noc.
Ilość słów: 370

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

czw lip 19, 2018 1:09 pm  

Narrator

  Chimera, jak na troskliwą matkę przystało, skrzętnie skorzystał z okazji do pieszczenie swych dzieci. Starał się, aby żadne z dzieci nie czuło się pominięte, ani też szczególnie wyróżnione, toteż wielką uwagę wkładał w to, aby każdy maluch dostał swoją porcję pieszczot w takim samym stopniu co pozostałe. Oczywiście najtrudniej było upilnować, aby Paoia nie został wygłaskany za dwoje, tak się owo dziecię pchało wręcz na kolana Kociebora. Chłopak cieszył się z owej rodzinnej chwili przynajmniej tak samo mocno jak jego dzieci, doceniając przyjemną różnicę w teksturze ich ciała – kozie futro bardzo płynnie przechodziło w łuski, co sprawiało, że nazwa nadana im przez fircyka wydawała się dość adekwatna. Oczywiście jasnowłosy wiedział, że było to pewne uproszczenie, niezbyt dobrze oddające ogólną naturę chimer, nie zamierzał jednak się tym nadto przejmować, w końcu, to, co było najważniejsze, to jego szczera miłość rodzicielska, jaką darzył chimery.
  Tymczasem rozmowa z Drugą dobiegła końca. Wszyscy ze wszystkimi się zgadzali, toteż Kociebor pozwolił sobie na swobodne przyglądanie się sytuacji. Chociaż była ona nadzwyczaj groteskowa – nawet artysta, który przedawkował mikstury zawierające hypogeum raczej nie byłby w stanie odmalować takiego obrazka z wyobraźni – jednocześnie była bardzo naturalna. Cała ta dziwna zbieranina ludzi i chimer, z których Bocianicha wydawała się jedyną normalną osobą, dobrze koegzystowała, wykonując wszystkie rozkazy akuszerki bez szemrania. Dziwnym sposobem, właśnie gdy Kociebor przestał usilnie analizować, wpadł mu do głowie plan uratowania wioski. Pozwolił swym myślom swobodnie płynąć, a one już doprowadziły go same do wniosku, że dzieci są mordowane li i jedynie temu, że dorośli zbyt pochopnie pozwalali im swobodnie pałętać się po okolicy. Chłopak chciał pokonać stwory, gdy wieśniacy będą spali, co jednak miał zrobić, by skłonić ich do zajmowania się swoimi dziećmi, tego na razie nie obmyśliwał. Jego uwagę odwróciło odzyskanie przytomności przez fircyka, który trochę bezwolnie pozwolił, by się nim zaopiekowano jak dzieckiem właśnie. Kociebor zastanowił się, czy od teraz paniczykowie i Druga większym szacunkiem będą darzyć prosty lud, jednak i na takie myśli był zbyt zmęczony. Ledwie pomyślał, że chętnie by się przespał, a powieki zaczęły mu ciążyć. Szturchnięciem został wybudzony z drzemki. To akuszerka nakazała mu zjeść zupę i popić rozgrzewającym naparem, coby mieć pewność, że „zimno nie ukryje się w kościach, gotowe, by ugryźć jak wściekły pies”. Chłopak nie pamiętał smaku potrawy. Nie pamiętał też, kiedy przestał opierać się senności. Obudziła go następnego dnia Druga, w końcu ubrana w strój typowy dla swej grupy – w maskę, rękawice i całą resztę odzieży ochronnej – co sugerowało, że powróciła do gospody, aby wyspać się w wynajętym pokoju, a nie chatce ciasnej i dla jednej staruszki. Jeśli chodzi o pozostałych, to Kociebor leżał zwinięty w kłębek razem ze swymi dziećmi, fircyk spał jeszcze w łóżku Bocianichy, a sama akuszerka sprzątała siennik, który rozłożyła sobie na noc na klepisku.
Ilość słów: 561

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lip 20, 2018 8:28 am  

  Nie wiedząc kiedy Kociebor zasnął, świat zamknął mu się przed oczami a on sam zapomniał nawet jak smakowała zupa podana chwilę wcześniej przez Bocianichę. Zasnął tak jak przyszedł, na ziemi otoczony maluchami. Kulka ciał grzała się razem instynktownie. Z błogiego snu wyrwała go Druga. Jego zaspane oczy szybko dojrzały że już ranek.
  Niczym żołnierz podczas musztry ten zerwał się na równe nogi zapewne zrzucając kilka chimer na ziemię. Gdy zobaczył Drugą kiwnął z uznaniem na jej strój po czym pogłaskał zrzucone chimery. Popatrzył jej w oczy o ile było je widać przez maską i skłoniwszy się rzekł – Dzień dobry madam. Widzę dzień jeszcze młody. Dziękuję za pobudkę, trzeba wszak zabrać się za zbieranie sprzętu. – mimo tego czuł się całkiem jeszcze senny. Ale jedno uczucie było teraz odrobinę silniejsze... Głód. Chimera potrzebował coś zjeść. Bardzo dużo zjeść. Przypomniał sobie w tym momencie o Rykerrach. i w jego głowie zabrzmiało tylko przerażone zapytanie w jakim są stanie. Popatrzył czy inni śpią jeszcze po czym sprawdził czy te są zdatne do spożycia.
Ilość słów: 194

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pt lip 20, 2018 2:51 pm  

Narrator

  Wyrwany ze snu Kociebor od razu postawił się w stan gotowości, niczym wytresowany piesek lub odpowiednio wyszkolony żołnierz. Zauważył przy tym, że tylko na nim takie wrażenie wywołało pojawienie się Drugiej. Nie uszło jego uwagi, że ciemnowłosa kobieta w końcu założyła stosowne do swego statusu odzienie, rezygnując z bogato zdobionych sukien podkreślającej jej wdzięki. Mogła też odpuścić sobie makijaż, gdyż jej twarz skrywała maska. Chimera mógł zauważyć tylko jej oczy, ale w cieniu, tak więc trudno było ocenić emocje w nich ukryte.
  – Doskonale. Szykuje się pracowity dzień, toteż pozwoliłam sobie udać się tutaj, by mieć pewność, że nie spędzisz go w tej chacie… – rzekła kobieta, nie patrząc jednak na swego rozmówcę. Wpatrywała się w swego siostrzeńca, który błogo spał na puchowej podusze, jakby zastanawiała się, czy powinna pozwolić swemu krewnemu na sen, gdy wciąż żyją potwory. Jakby czytając jej w myślach, Bocianicha się odezwała, akurat w momencie, gdy przerażony Kociebor oceniał stan upchanych po kieszeniach rykerrów.
  – Nikt tutaj mi nie przeszkadza, a i lepiej wypocząć, jak człek o mało co nie zamarzł na śmierć. Dobrze mu tu będzie, nie trzeba się o to kłopotać.
  Ciemnowłosa coś odpowiedziała akuszerce, ale chimera już nie zwracał uwagi na jej słowa. Przeżywał oto własne załamanie. Część owadów połamało się, niektóre w drobny mak, jakby ktoś roztarł je na pył. Część odtajało i teraz rozbudzone maluchy bawiły się w polowanie na nie, pożerając jeden za drugim.
Ilość słów: 288

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lip 20, 2018 8:47 pm  

  Kociebor usłyszał odpowiedz akuszerki ale był zbyt zajęty by dokładnie słuchać odpowiedzi Bocianichy. Poza tym popierał to iż młodzieniec powinien odpoczywać. Na pewno był wyczerpany a nie każdy regenerował się tak szybko jak chimera. Miał jednak inny problem na głowie. Mianowicie wszystkie jego robaki trafił szlag. Z większości została papka a te co zostały były aktywnie ścigane przez maluchy. Uznał że w zasadzie to niezły trening tylko że... Potrzebował tych owadów.
  Wrzasnął do maluchów mentalnie – Stać! Kto przyniesie mi największego żywcem będzie miziany jako pierwszy w tym tygodniu. – nie wiedział czy zrozumieją słowa więc niezgrabnie ułożył odczucia w podobny ciag zdań. Jeśli przynieść największy owad co ruszać nogi to dużo miziania. Miał tylko nadzieję że nikt nie zauważy jak je zjada ale to zawsze mógł na chwilkę wyjść z chaty co w zasadzie i tak miał zrobić. Teraz liczył się czas, potrzebował jak najświeższe tkanki. Zastanowił się też w co schowa jajo ale doszedł do wniosku że powinien udać się do karczmy i schować je w swoim pokoju. W zasadzie to najlepiej tam zwymiotować je.
  Gdy dostał robaka a zapewne 4 albo 8 to pogłaskał wszystkie maluchy zaczynając od tego który przyniósł największy. Potem proporcjonalnie do robaków miział kolejne. Resztę mogły sobie zjeść.
Był jednak problem musiał w końcu przenieść je jakoś do swojego pokoju a przez dzień mogło być to trudne. Cóż nie miał jednak za bardzo wyjścia. Nakazał więc im wszystkim znieruchomieć i podobnie jak niósł w tę stronę zapakował do worka. Pożegnał się oczywiści z Bocianichą serdecznie zapewniając że jeszcze dzisiaj wpadnie.

  Zapytał też grzecznie Drugiej czy przypadkiem nie idzie w stronę karczmy. W końcu ewentualna sprawa worka wyglądała by nieco bardziej normalnie przy Drugiej. Takie osoby budziły szacunek i podziw i strach. Wsio jedna co wystarczyło że dość dobrze skupiały na sobie wzrok i przesuwały granicę tego co normalne i akceptowalne w swojej okolicy. Jeśli Druga nie idzię w tę stronę to cóż musi wierzyć szybkim nogom i opowiastce że to leki i nieco jedzenia.
Ilość słów: 380

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość