"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn sie 06, 2018 3:19 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor był zszokowany tym co zobaczył. Nie dlatego że przerażały go zwłoki tylko z powodu nagłego ataku niezrozumienia. Otóż mag został zgwałcony. Na dodatek nie był samicą. To była przerażająca myśl. Nie rozumiał jednak czemu ktoś miałby robić coś takiego. Jego podejrzenia o rybo ludziach zastąpił nawrót myśli o nekromantach. Ostatecznie jednak patrząc na wielkie ślady łap doszedł do wniosku że mogą to być ślady ryboczłowieka. Tylko czy ryby mają prącie... Ciągle jednak martwiło go w jakim stanie znalazła się ofiara. Czemuż to wpił się w jego tyłek. Czemu akurat tam poza tym znajdowały się ślady wysysania. Co jeśli ofiara nie zdążyła się wypróżnić. Bo to sprawdzić zanalizował stan zwieraczy ofiary. Jeśli są zakrwawione i otarte to na pewno został zgwałcony. Z tego co wiedział zwieracze nie są przystosowane do stosunków seksualnych.
  Zdezorientowany szukał wyjaśnienia. Nic jednak nie zgadzało się z tym co zobaczył. Czemu akurat za życia został zgwałcony. I czemu się nie bronił. Wtedy do głowy przyszła mu telepatia. Tylko na bogów dlaczego. Nic z tego nie rozumiał. W końcu jego umysł wypełniło pewne podejrzenia. Musiał sprawdzić coś jeszcze. Poprosił więc chłopów by ci się odsunęli, lepiej by też nie patrzyli w tę stronę. Zabrał sztylet martwego po czym ciął...
  Ostrze przecięło jedno z ud ofiary. Kociebor musiał zobaczyć jak wygląda struktura mięśni ofiary. Prowizoryczna sekcja zwłok na mrozie. Cóż nie tak wyobrażał sobie ten dzień. Wybrał nogę by ograniczyć uszkodzenia ciała. Musiał dowiedzieć się jednego. Czy stwór nie zostawił w środku jakiś jaj. Co jeśli cjodziło o wstrzyknięcie do środka jakiś żyjątek. Wyssanie krwi mogło służyć istnej mumifikacji ciała by larwy czy tam potomkowie stwora wylęgły się w środku. Przerażało go to, o ile połamanie kości mógł przetrwać o tyle wyssanie krwi to była śmierć na miejscu. Tylko.... jeśli chodziło tylko o złożenie jaj czy larw czemu jednak zabijać ofiary. Nie lepiej pozwolić młodym wylęgnąć się w żywym ciele. Kociebor miał już otwierać brzuch kiedy zdał sobię sprawę że lepiej żeby zrobiła to Druga. Jeśli on to zrobi z ciała nie dowiedzą się już nic więcej. Na to nie mogli sobie pozwolić. Gdy kończył analizować wnętrze nogi Drugiego przy okazji zabrał mieszek martwego. Cóż jemu sie nie przyda. Choć bardziej chodziło o karteczki. „oczy, które patrzą” – czym mogło być to coś, czyżby rybo-stwory. Wyglądało na to że zmarły poczynił niemałe dochodzenie na temat wyspy. Cóż teraz jednak trzeba było zabrać zwłoki. Tutaj mogły rozszarpać je wilki.
  Chłopak nakazał zrobić nosze z gałęzi i obsypać je śniegiem. Potem położyć trupa i go też posypać śniegiem. Musiał spowolnić rozkład. Po czym dodał – Musimy zabrać ciało, potem go pochowamy. Nie wiem czy wolicie w wiosce czy poza nią ale trup nie może tutaj leżeć. – nie dało się ukryć też że chłopaka zaciekawiła zbroja trupa. Ciekawe ile uda mu się odzyskać ze zwłok. O ile ktokolwiek inny uznał by to za odrażające i zwyzywał go od hien cmentarnych na żywej broni do zabijania nie robiło to wrażenia. Jedynym powodem dla którego już tego nie przymierzył zbroi była reputacja mieszkańców. No i Druga by go zabiła gdyby zatarł jakiś ślad.
Ilość słów: 617

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

czw sie 09, 2018 10:09 pm  

Narrator

  Szok i niezrozumienie widoku, jaki rozpościerał się przed Kocieborem na zakrwawionym śniegu, ustąpiły miejsca strachowi. Chłopak nie rozumiał, kto – czy też może raczej: co – mógł zechcieć zgwałcić mężczyznę. Takie działanie było według niego czystą dewiacją, wszak nie prowadziło do potomstwa. Sam chimera nie mógł liczyć na dzieci z tego typu aktów, ale dobrze wiedział, z czego wynika zwierzęcy instynkt, który pojawia się podczas rui. Teraz więc patrzył na Drugiego i nie rozumiał, co widzi. Z owego niezrozumienia wynikał strach – to, co nieznane i nielogiczne, straszyło bardziej niż morderca postępujący zgodnie z jakimś ogólnym porządkiem. W dodatku Kociebor, widząc ślady łap i głębokie zadrapania, powiązał ów akt z widzianymi wcześniej ryboludźmi. Nie miał co prawda okazji przypatrzyć się, czy bladoskóra poczwara chcąca podtopić – a może również zgwałcić? – fircyka posiada typowe dla ssaków narządy rozrodcze, to samo dotyczyło ciemnoskórego potwora z wieżycy, ale miał pewność, że żaden człek by nie dokonał takiego aktu.
  Mimo dowodów w postaci ściągniętych spodni, co dla wieśniaków było wystarczające do orzeczenia rozmiaru zbrodni dokonanej na Drugim, i wiele sugerujących siniaków, wojownik postanowił naocznie sprawdzić, czy doszło do gwałtu. Jak się mógł spodziewać, odbyt został nosił ślady, które rozwiewały wszelkie wątpliwości Kociebora. Wszechobecna krew i otarcia sugerowały dość czytelnie, że ryboczłowiek czy też podobny jemu stwór zdecydował się odbyć stosunek seksualny z martwym teraz mężczyzną. To jednak nie uspokoiło chimery. Wielka ilość krwi, sińce, fakt, że ofiara nie była samicą… To wszystko nie zgadzało się z prostym obrazem świata chłopaka, gdzie nie było miejsca na takie bezeceństwa. Co innego, gdy w grę wchodziły ponętne meble, ale o tym Kociebor akurat nie myślał. Obrażenia mężczyzny jakoś nie pomagały mu wzniecić podniecenia, natomiast chłopak wpadł na pewne możliwe wyjaśnienie modus operandi mordercy. Aby je potwierdzić, musiał jednak dokonać prowizorycznej sekcji zwłok w warunkach polowych. Bacząc na słabą psychikę swoich kompanów, chimera nakazał im odsunąć się jeszcze dalej i odwrócić wzrok, a sam, korzystając ze sztyletu zmarłego, dokonał cięcia na miarę lekarza. Co prawda wiejskiego, który zwykle ma okazję nastawiać złamania kości i kłaść pijawki, ale niemniej – lekarza. Odchylił więc nieco skórę i przyjrzał się z uwagą mięśniom, niczym naukowiec pochylający się nad nowym odkryciem. Gołym okiem nie udało mu się dostrzec żadnych jaj, wypustek, pasm śluzu ani innych oznak świadczących o tym, że monstrum zgwałciło Drugiego w celu zapłodnienia go czy też raczej skolonizowania go swoim potomstwem, korzystając z jego ciała jako źródło pokarmu dla larw i ich schronienie przed mrozem i drapieżnikami, nim osiągną dalszy etap rozwoju. Kociebor wiedział jednak, że nie zawsze widać takie rzeczy są łatwe do wypatrzenia. Przyjrzał się raz jeszcze dziwnie matowym pasmom mięśni. Przez skruszone na pył kości wyglądały, jakby ktoś oprószył je mąką, co przywoływało na myśl raczej potrawy przyrządzane przez karczmarza, a nie młodą służkę.
  Nie czas jednak był na rozmyślania o jedzeniu, gdy chimera pochylał się nad zwłokami zgwałconego maga. Wojownik odwrócił się w końcu do wieśniaków, przerażonych, jakby to ich bliskiego dotknął ten okrutny los. Kociebor był jednak dla nich bezlitosny i nie pozwolił zapomnieć o martwym Drugim, od razu informując o konieczności pochówku. Pierwszy otrząsnął się Cieszybor, który odpowiedział, nie patrząc w oczy swemu rozmówcy:
  – Ano, nie można pozwolić, by jakieś zwierzę czy inna cholera zbezcześciła zwłoki… Ale cmenatrz jest za wioską, musielibyśmy go przenieść przez Podbagno i tak, albo obejść wszystkie chałupy łukiem… –powiedział, wyraźnie znękany koniecznością podjęcia decyzji. Spojrzał w końcu na Kociebora, z wyraźną nadzieję, że to on zdecyduje, jak należy postąpić.
Ilość słów: 711

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt sie 10, 2018 12:29 am  

  To nie było to czego zabójca się spodziewał po truchle. Dalej w głowie nie mieścił mu się gwałt. Mimo to miał jasne dowody. Z tego powodu postanowił wykonać prowizoryczną sekcję która okazała się bezwartościowa. Praktycznie bezwartościowa. Nic w końcu nie zobaczył. Już miał odpuścić gdy zorientował się że małe larwy mógłby wyczuć w inny jeszcze sposób. Te powinny być nieco cieplejsze. Wsadził więc w rozcięcie pozbawiony okrycia palec by sprawdzić temperaturę w środku. Nie czuł się z tym nieswojo jednak dla bezpieczeństwa jego i tak już podupadłego wizerunku starał się by chłopi tego nie przyuważyli.
  Następnie gdy skończył popatrzył na Cieszybora smutnym wzrokiem. Widział że ten nie ma odwagi patrzeć mu w oczy. – Pójdźmy okrężną drogą. Lepiej nie siać paniki, poza tym lepiej by inni nie wiedzieli jak zginął, przez szacunek dla nieboszczyka. Prowadźcie na cmentarz łukiem więc. Potem musimy i tak wykopać dół więc wyślemy kogoś po narzędzia. – popatrzył po nim i szeptem dodał mu dla otuchy tak by inni nie słyszeli, w końcu ten wiedział już bardzo dużo – Jeśli to cię pocieszy wczoraj udało się ubić na bagnach jednego stwora. – po czym dodał jeszcze ciszej – W każdym razie na pewno to nie Pierwszy. Wygląda to na jakieś ich pomioty ale w każdym razie da się to zabić i wcale nie jest to tak trudne. Proszę tylko nie próbuj wybrać się tam samotnie ani z grupą. Mimo to te stwory są groźne na tyle by władać jakimś rodzajem magii. Zajmę się tym i dostaniesz ich głowy. Pomszczę zabite dzieci i tego tu. – powiedział z wzrokiem pełnym gniewu. Był zdeterminowany i okazywał to. Mimo to gdzieś w głębi duszy był bardzo zaniepokojony tym gwałtem. Wszak wszystkie ofiary męskie dorosłe miały jasne włosy. – Fetysz jakiś? Błędne odczytanie dymorfizmu płciowego? – zapytał się siebie w myślach. nie wiedział wszak jak inteligentny jest przeciwnik ale z pewnością mógł założyć że w takim razie dość by rozumieć sex dla przyjemności.
Ilość słów: 373

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

wt sie 14, 2018 5:11 pm  

Narrator

  Nawet pomimo tego, że Kociebor miał przed sobą ciało Drugiego, które nosiło szereg mniej i bardziej jasnych oznak i śladów wskazujących na gwałt, chłopak wciąż nie dowierzał. Właśnie spotkał się z czymś, co całkowicie nie mieściło się w jego głowie. Nie rozumiał, w jakim celu potwór postanowił kopulować z magiem – istotą nie tylko innego gatunku, ale w dodatku tej samej płci. Czyżby stwór był hermafrodytą i za takie też stworzenie brał ludzi? W głowie chimery kotłowało się wręcz od natłoku myśli, niestety żadna nie była zbyt odkrywcza. Przez chwilę myślał, że może celem tego bestialskiego aktu było złożenie jaj w tkankach Drugiego, ale prowizoryczna sekcja zwłok zdawała się temu zaprzeczać – jasnowłosy nie dostrzegł żadnych jaj ani postaci larwalnych. Już miał porzucić swą hipotezę, gdy przypomniał sobie o innej oznace wskazującej na obecność pasożyta w mięsie. Co prawda do tej pory owa metoda przydawała się raczej do sprawdzenia, czy mięsiwo zwierzęcia nie jest zarażone przez tasiemce czy inne robaki, ale wyjątkowe sytuacje wymagały wyjątkowych rozwiązań. Kociebor włożył więc palec wprost w zadaną przez niego ranę na udzie ofiary. Chciał być przy tym dyskretny, by nie naruszać jeszcze bardziej wrażliwości bojaźliwych dziwnie wieśniaków. Niestety, akurat gdy zanurzył palec w suchych jak pieprz mięśniach i nie wyczuł ciepła, usłyszał, że ktoś gwałtownie wciąga powietrze za jego plecami. Później człek ów parę razy przełknął głośno ślinę, próbując powstrzymać wymioty. Gdy chimera odwrócił się do swych towarzyszy, dostrzegł zielonkawy kolor twarzy Misława. Mężczyzna, tak jak i Cieszybor, nie patrzył na Kociebora, próbując ukryć strach i obrzydzenie. Tyle, jeśli chodzi o rozpaczliwe próby wojownika, by nie wywołać przerażenia w mieszkańcach Podbagna.
  Chimera nie miał jednak czasu na próby ratowania ledwie co istniejących relacji z trzema mężczyznami. Młodzik musiał zdecydować, w jaki sposób – i jaką drogą – przenieść truchło na cmentarz, zwłaszcza że starsi od niego wieśniacy zachowywali się teraz jak wydelikacone dzieci, zbyt wrażliwe, by patrzeć na zwłoki ofiary gwałciciela, zbyt wrażliwe, by podjąć jakieś kroki. Jaksarczycy z ulgą przyjęli odpowiedź Kociebora, jednak powodowała nimi raczej radość, że to nie oni zostali obarczenie odpowiedzialnością podjęcia decyzji, a nie pochwała czynów chłopaka. Misław naciągnął spodnie na goły tyłek maga i drżącym, piskliwym głosem zaproponował, że będzie go niósł za nogi. Trzeci z tej trójki, do tej pory milczący Budzimir, chwycił więc maga za ramiona i tym oto sposobem obaj wieśniacy nieśli martwego, jakby był jakimś rodzajem noszy.
  Tymczasem Kociebor postanowił pocieszyć Cieszybora, a jednocześnie – chociaż tego może sam chłopak sobie nie uświadomił – przypomnieć mu, że jest po stronie wieśniaków. Starszy mężczyzna nie zareagował na wieść o tym, że jego rozmówca miał okazję ubić potwora na podobę tego, który zgwałcił Drugiego. Nie dziwota – wszak co z jednej śmierci, gdy jakiś inny stwór zrobił swoje i nadal grasował w okolicy? Dopiero gdy młodzik obiecał pomszczenie śmierci, wieśniak przemógł się i spojrzał na chimerę.
  – Zemsta ukoi nerwy osieroconych rodziców. Dopiero teraz jednak wiem, że przecież dzieci i tak będą martwe – wychrypiał Cieszybor, jakby zaraz miał się rozpłakać. Na szczęście jednak czuwał Misław. A właściwie nie czuwał, ale przez to, że potknął się na ukrytej pod śniegiem gałęzi, wyrwał swego znajomka ze stanu przygnębienia. Wieśniak sklął go za nieostrożność i głosem, który mógł jako tako udawać dziarski ton, pokierował całą ekspedycją.
  Marsz trwał bardzo długo, głównie z powodu złej koordynacji pomiędzy targającymi zwłoki mężczyznami. Żaden jednak nie chciał zgodzić się na zamianą czy to z chimerą, który dzięki młodości, braku przepracowania i wreszcie swojej szczególnej młodości był od nich silniejszy, czy to z Cieszyborem, który robił za przewodnika. Kociebor zorientował się, że wieśniak prowadzi ich nawet zbyt przezornie dookoła, ponieważ ominęli nie tylko samą wioskę, ale i okoliczne pola, klucząc wśród niskich drzew zagajnika. Sprawiło to, że nie spotkali nikogo poza zbłąkanymi zwierzętami leśnymi, ale też wszyscy byli wymęczeni i zziajani, gdy w końcu na horyzoncie zamajaczył cmentarz ogrodzony płotem, który stał raczej z powodu swej dobrej woli niż solidności. Wojownik mógł zauważyć, że miejsce pochówku zdawało się dwukrotnie przewyższać pod względem powierzchni samą wioskę. W dodatku śnieg przysypał cały teren tak, że nie dało się odróżnić, gdzie można stąpać, a gdzie znajduje się grób.
Ilość słów: 849

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt sie 14, 2018 11:44 pm  

  Chłopak widzą reakcję chłopów posmutniał i powiedział – Wybaczcie musiałem zbadać zwłoki, nie jest to anie trochę przyjemne ale konieczne. – dobrze wytarł dłoń by nie zarazić się żadnym zarazkiem.
  Na słowa Cieszybora powiedział cicho – Zemsta nikogo nie wskrzesi ale sprawi że już nikt nie będzie musiał dzielić tego co cię spotkało. Nie cofniemy śmierci ale możemy uratować inne życia. – cała ta sytuacja sprawiła że miał iśćie pesymistyczny nastrój. Żałował tylko tego że cała ta akcja sprawiła że niewiele z miejsca zbrodni już odczytają. Powinien był sprawdzić ślady, teraz już z pewnością je zadeptano. Zaciekawiło go jedno, skoro ciało było zimne spróbował dokładnie ustalić kiedy nastąpił zgon. Miał dość dobry podgląd na stan ciała biorąc pod uwagę wcześniejszą sekcję.
  Gdy już dotarli na miejsce dwójkę ludzi posłał do wioski po narzędzia oraz nakazał zawiadomić Bocianichę, przede wszystkim ją. Nie nakazał wprost ściągać Drugiej ale poprosił by tamci przekazali sytuację dokładnie akuszerce. Ta z pewnością zrozumie czemu potrzeba Drugiej i powie jej jak tylko ta wróci z miasta, może nawet sama się pofatyguje. Choć to drugie nie było aż tak konieczne, wolałby prawdę mówiąc by ta została w domu i nie nadwyrężała się za bardzo. Po chwili namysłu zorientował się że tamtej na pewno zejdzie bardzo długo. Musiał więc zadbać o ciało. Zmarzlina powinna to ułatwić. Zaciekawiło go jednak ile grobów się tu znajduje. Iście przerażający widok. uważał gdzie stąpa wypatrując kopczyków na ziemi, śladów po grobach. Podobnie wszelkie kamienie czy tabliczki oznaczały grób. By nie narażać się zbyto mieli zakopać ciało na granicy koło płota. Najlepiej w jeszcze nie używanej części cmentarza. Gdy tamci wrócili z narzędziami zaczął kopać wcześniej sprawdzając czy nie znajduje się na grobie. Dla pewności wypytał wszystkich czy na pewno ktoś tu nie leży. Nie zamierzał rozkopywać czyjegoś grobu.
Ilość słów: 363

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

pt sie 17, 2018 12:14 pm  

Narrator

  Chociaż Kociebor zapewnił chłopów, że jego działania są konieczne pomimo tego, że i dla niego samego nie są zbyt przyjemne, ci nie wydawali się przekonani. Żadne rozsądne argumenty nie zdołałyby chyba sprawić, by zapomnieli o wpojonym im przez wychowanie w wiejskiej społeczności przekonaniu, że nie należy naruszać spokoju zmarłych poprzez dewastowanie ich ciał po śmierci. A przecinanie skóry i wkładanie palca do rany takim naruszaniem właśnie się im zdawało. Chimera jednak nie tracił czasu na zbędne tłumaczenie motywów swoich działań. Nazbyt był pochłonięty praktycznymi aspektami, by zaprzątać sobie głowę tym, że o to w oczach wieśniaków staje się postacią może nie przerażającą, ale napawającą niepokojem.
  Chłopak porozmawiał krótko z Cieszyborem – co właściwie nie było nawet pełnoprawną rozmową, ot, kilka rzuconych ukradkiem zdań po cichu, tak by inni ich nie dosłyszeli – i nie mógł w żaden sposób uwolnić się od obezwładniającego uczucia smutku. Chociaż Kociebor mówił o ocaleniu innych, co sprawiło, że wieśniak w końcu się z nim zgodził i przestał na chwilę okazywać strach, sam wojownik był przygnębiony. W dodatku wiedział, że zmarnował okazję do rozejrzenia się po okolicy w poszukiwaniu śladów. Mógł jedynie zastanawiać się nad tym, jak długo ciało leżało w tym miejscu. Drugi był równie lodowato zimny, co otoczenie, sugerowało to więc, że do śmierci doszło dość dawno. Z drugiej strony, Kociebor nigdy nie spotkał się ze zwłokami całkowicie pozbawionymi krwi i nie wiedział, czy fakt ten wpływa jakoś na temperaturę ciała. Zmarły leżał też na śniegu zupełnie nienaruszony przez inne zwierzęta i nienaruszony rozkładem, co z drugiej strony wskazywało na dość niedawny zgon. Chimera oczywiście wiedział, że zimą ciała nie psują się tak szybko, jak latem, nie mógł jednak ze swej wiedzy wysnuć jednoznacznej odpowiedzi.
  Dzięki temu, że przemarsz przez zaspy trwał niezmiernie długo, jasnowłosy stworzył już w głowie plan następnych czynności. Gdy już ciało zostało dostarczone na cmentarz, nakazał wieśniakom udać się do Bocianichy. Jeśli Budzimir i Misław, którzy to podjęli się tej misji, byli zaskoczeni tym, że do zwłok wzywana jest akuszerka, kobieta, dzięki której na świat przychodzą kolejne dzieci, to tego nie okazali. Z ulgą odeszli, a z każdym kolejnym krokiem szli jakby raźniej. Zupełnie jak gdyby większa odległość dzieląca ich od zwłok czy Kociebora chroniła ich przed złem tego świata. Na cmentarzu został tylko Cieszybor i wojownik, czuwając nad ciałem w samiusieńkim kącie cmentarza. Wieśniak zdawał się być doskonale zorientowany w tym, czy pod śniegiem znajdują się groby czy też ścieżki, gdyż szedł dziarskim krokiem. Albo też nie przejmował się tym, że może deptać po czyimś miejscu wiecznego spoczynku.
  – Mówiłeś, że zabiłeś jednego z tych potworów. Że to nie było aż takie trudne –zagaił mężczyzna tonem towarzyskiej pogawędki. – Gdzie go spotkałeś? – Dodał, patrząc z napięciem na Kociebora, jakby podejrzewał, że jeden z tych stworów mógł przywlec się do Drugiego za młodzieńcem. Cieszybor wyraźnie chciał wykorzystać fakt, że on i młodzik są sami, by zdobyć parę informacji dotyczących morderczych stworów. Zupełnie jakby zapomniał, że jest jedynie małorolnym chłopem niezbyt doświadczonym w walce z magicznymi potworami...
  Po dość długim okresie oczekiwania, nadeszli w końcu Misław i Budzimir, niosąc ze sobą łopaty i spory kawał płótna, z jakiego są wykonywane zwykle żagle. Był to materiał tak pożółkły ze starości, że na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to właśnie żółć była jego oryginalnym kolorem. Upieranie się jednak Misława na tym, by ów skrawek szmaty nazywać białym całunem sugerowało prawdziwą barwę płótna. Cieszybor co prawda protestował przeciwko zasadności okrywania ciała, sugerując, że i tak zostanie wykopane, ale wieśniak o piskliwym głosie pozostał nieugięty. Tulił do serca płótno i kategorycznym tonem stwierdził, że przecież nie godzi się inaczej. Dodał też, że sama Bocianicha dała mu całun, a nie należy naruszać uczuć poczciwej staruszki, dzięki której sami przyszli na świat.
Ilość słów: 765

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob sie 18, 2018 9:32 am  

  Kociebor nie miał czasu na rozczulanie się nad poglądami wieśniaków o bezczeszczeniu zwłok. Nie miał na to czasu, a trupowi z jednego nacięcia nic nie będzie. Już starczy że zmarnował okazję na poszukanie śladów, aczkolwiek to co zauważył mówiło dość dużo. Mianowicie ciało nie mogło być tutaj dłużej niż kilka dni bo po pierwsze zauważył by je gdy jadł kozoka. Po drugie krótko potem i tak rozszarpały by je zwierzęta. Zostawało więc tylko okolice ostatniego dnia, ew dzień poprzedni. Po rozmyślaniach doszedł do wniosku że jako że krew jest ciepła ciało jej pozbawione musi studzić się szybciej.Tak więc być może zabito go jeszcze dzisiaj w nocy albo podczas poprzedniego dnia. W zasadzie z śladów lepszych informacji by raczej nie uzyskał. Może z wyjątkiem tego jak zadziałał stwór ale to i tak było dość. Wiedział wszak co to było i co go zamordowało. Nie wiedział jednak celu ów morderstwa a konkretnie gwałtu podczas morderstwa.
  Po długiej wędrówce został sam z Cieszyborem. Udało mu się co prawda pocieszyć go odrobinę podczas drogi ale czekało ich teraz żmudne kopanie. Reszta poszła po narzędzia szybko i bez wahania, szczęśliwi że nie muszą siedzieć przy tych zwłokach. Wtedy zaś Cieszybor zaczął pytać, miała to być towarzyska pogawędka lecz takowa nie była – Nie ubiłem go sam, poszedłem tam z Drugą i dwójką jej siostrzeńców, na szczęście zgodzili się pomóc. Ale i tak jeden z nich prawie zginął. Prawie zamarzłem go ratując go z wody podczas ataku tego stwora. Mój zatruty oszczep go powalił ale to tonący go wbił. Nie było to tak trudne ale też nie tak proste. Te stwory dysponują czymś w rodzaju telepatii, i potrafią pomieszać zmysły. Bez Drugiego nie da się opanować tych bestii. Stwór był na cyplu swoją drogą ale nie radzę zapuszczać się dalej. Jest ich tam z pewnością znacznie więcej a każdy z nich z ma siłę oddziału wojska. – po chwili dodał – Te stwory to coś więcej niż zwyczajne bestie ale też dzięki Onym nie Pierwsi. Cała sprawa śmierdzi magią na kilometr. Powiedz mi przeto, co było wcześniej w tej wierzy bo to może sie z nią łączyć. – tym razem to Kociebor zapytał.
  Chimera z radością przyjęła całun. To był bardzo dobry pomysł. Bocianicha to miała łeb na karku, dzięki temu zwłoki się nie zepsują i uda się przeczekać do powrotu Drugiej. Teraz musieli przygotować grób, poprosił Cieszybora jako że tak pewnie się poszukał aby upewnił się że nie rozkopią innego pochówku, dopiero potem zaczęli kopać. Kociebor zabrał sie do pracy i pomagał jak tylko się dało. Musieli wkopać się głęboko by żaden zwierz nie wykopał ciała. Tymczasem najemnika zaciekawiło skąd Bocianicha ma żagiel. Czyżby od tatka. Gdy wykopali dół kazał zebrać te fragmenty ziemi przemarznięte na kość w zmarzlinie tak by najzimniejsze fragmenty były najgłębiej. Musiał mieć pewność że zwłoki się nie zepsują.
Ilość słów: 555

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

ndz sie 19, 2018 3:40 pm  

Narrator

  Kociebor zakończył dywagacje na temat możliwego zgonu ofiary gwałciciela na wniosku, że śmierć musiała nadejść dość niedawno – nocą lub poprzedniego dnia. Zakończył też rozglądanie się po okolicy wiedząc, że dalsze obserwacje na niewiele mu się zdadzą – część śladów zatarła trójka trzymających się na uboczu wieśniaków, a część – on sam. Nie chciał więc tracić czasu na bezsensowne wpatrywanie się w miriady płatków śniegu, które tworzyły jakże malownicze zaspy. Okolica może i była malownicza, a plama krwi pięknie kontrastowała z bielą puchu, na którym leżało ciało, jednak chimera nigdy nie należał do tych poetyckich typów, którzy to pół dnia potrafią zmitrężyć na podziwianie piękna przyrody. Należał natomiast do tych, którzy nie uciekali przed nieprzyjemnymi obowiązkami – co częściowo wynikało z tego, że jego miara rzeczy paskudnych nie odpowiadała mierze większości ludzi, jak choćby w przypadku konieczności prowizorycznej sekcji zwłok. Teraz więc chłopak skupił się na dalszych działaniach i nie zatrzymywał się w swych planach aż do momentu, gdy Cieszybor na cmentarzu postanowił zacząć z pozoru przyjacielską pogawędkę. Wieśniak niezbyt dobrze skrywał prawdziwy powód rozmowy, gdyż Kociebor od razu wyczuł drugie dno pytań chłopa. Młodzik uchylił rąbka tajemnicy i opowiedział, w jakim towarzystwie był, gdy przyszło mu ubić potwora. Podkreślił siłę stworów skrywających swe obrzydliwie, na wpół ludzkie, na wpół zwierzęce ciała w ciemnej toni. A wszystko to po to, by mężczyzna nie zdecydował się na samodzielną wyprawę, która niechybnie zakończyła się jego śmiercią. Cieszybor, chociaż nie myślał jasno odkąd dojrzał ciało Drugiego, nie był jednak głupi. Zrozumiał, że samotna walka byłaby dla niego samobójstwem i ubolewając z tego powodu, pokiwał głową.
  – Ani chybi, potężny przeciwnik nam się trafił. Kolejny mag, kilku silnych młodzian i pewnie jakieś inne rzeczy po waszej stronie dopiero zabiły maszkarę. Nie rozumiem, co to telepatia i nie znam się na magii, ale rozumiem, chłopcze, że w te siły nie powinien się mieszać taki prosty rolnik jak ja –powiedział wieśniak. Po chwili, gdy usłyszał pytanie młodzika, zamyślił się chwilę i w końcu odparł: – Ano, jakiś dwóch paniczyków z różnych rodzin myślało, coby sobie posiadłość na bagnach nie postawić. Łachudry i pijaki były z nich okrutne, a przy tym strasznie się nie lubili, więc zamiast sprawdzić, kto ma prawo do ziemi, pomyśliwali, że ten będzie miał tam swoją posiadłość, kto pierwszy ją zbuduje. Jeden zaczął od domu, który drugi rozwalił, drugi od murów ochronnych. No i one były takoż rozwalone, tylko że przez szajkę złodziejką, co wybiła budowniczych. Dużo naszych wtedy zginęło, a mury nie były jeszcze zestalone, to łatwo je było zburzyć. Ostała się jeno ta wieżyca, bo zrobili ją na samym początku. –Cieszybor umilkł, zdjął czapkę i podrapał się chwilę po skołtunionej czuprynie. Kociebor widział, jak z włosów wieśniaka zeskakuje pchła i znika w śniegu, który zasypał cmentarzysko. Gdy głowa mężczyzny była już wolna od owego insekta, Cieszybor mówił dalej: – Jak widać, żadnej magii w tym nie było, ino głupota i brak pomyślunku bogatych, no i okrucieństwo biednych, co chcieli się wzbogacić na jeszcze biedniejszych.
  Ta ponura konstatacja, która opisywała ogólny los ludzi na całym świecie, zakończyła wypowiedź wieśniaka. Potem, żeby pogłębić nastrój, nadszedł czas na wykopywanie grobu. Ziemia była bardzo zbita od mrozu, jednak wspólnymi siłami czworo mężczyzn zdołało jakoś wykopać dół, oczywiście gdy Cieszybor upewnił się, że nie stoją jednak nad grobem jakiegoś dziecka, staruszka albo nawet – jednego z nieszczęsnych budowniczych umocnień. Wieśniacy byli trochę zdumieni pragnieniem wykopania jak najgłębszego grobu i jeszcze później takim rozmyślnym przysypywaniem zwłok skrytych pod całunem zbitymi grudami ziemi, co też nie omieszkali się powiedzieć. Misław nie rozumiał, jaki jest sens owego przedsięwzięcia i patrząc z ukosa na Kociebora, zapytał, czy sens ma utrudnianie późniejszego wykopania zwłok. Chłop miał już w głowie pewną teorię co do dalszych działań młodzika i teraz z obawą, ale i złością czekał, aż ten wymyśli kolejną okrutną w jego mniemaniu rzecz, tak jak to miało miejsce z macaniem rany zadanej martwemu Drugiemu.
Ilość słów: 790

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn sie 20, 2018 11:05 pm  

  Tak jak Kociebor oczekiwał jego towarzysz zrozumiał jego przekaz, Cieszybor choćby zebrał i całą wioskę stałby się niczym więcej niż karmą dla ryboludzi w aktualnych warunkach. Nie w sytuacji gdy działo się tutaj coś takiego. Obecność magii sprawiała że cała operacja stawała się znacznie trudniejsza. Chłopak nie wiedział jak rozumieć jednak jedne jego słowa – "pewnie jakieś inne rzeczy po waszej stronie" – wprawiły go w lekką konsternację. Skąd też miał on na myśli? Czyżby wiedział o zdolnościach Kociebora. W ciągu chwili wszystko zaczęło mu się wydawać bardzo niejasne. Te słowa były bardzo podejrzane. Co prawda nie użył swoich dzieci do walki jednak ta sugestia wzbudziła w nim pewny podświadomy strach. Nie miał jednak pewności co to takiego. W końcu powiedział do siebie w myślach kierując te słowa w stronę jego umysłu – Przecież nie możesz tego wiedzieć. – Odgonił jednak te myśli, mieli na razie inne sprawy.
  Z radością wysłuchał historii dwóch braci, był ciekaw jak się tutaj wszystko potoczyło. Jak się okazało jednak w budowie wierzy nie miała udziału magia. Cóż za rozczarowanie... Jednak ów lokacja nie była tak bajkowa.
  Gdy już ekipa grzebiąca przybyła i zaczęło się chowanie ciała Kociebor zauważając zachowanie chłopów w szczególności Misława powiedział – Bo zwłoki się rozkładają a tak zamarzną, nie chcemy w końcu by ludzie z Initium nieśli rozkładające się, cuchnące zwłoki przez wioskę. Zmarłemu też by się chyba nie podobało. W Initium pewnie go spalą ale lepiej by jego ciało podczas tego obrzędu było w jak najlepszym stanie. Wypadało by oszczędzić jego znajomym i rodzinie oglądania rozkładających się zwłok czy choć by wąchania ich zapachu na pogrzebie. Tak lód zakonserwuje ciało przynajmniej na jakiś czas. Już dość przeszedł. Taka śmierć to okrucieństwo. Biedak... – chłopak miał ochotę na bardziej dosadną odpowiedź ale postarał się to załatwić nieco bardziej dyplomatycznie. W końcu powiedzenie wprost że zabił więcej ludzi niż Miesław w życiu widział ciał nie brzmiało najlepiej.
Ilość słów: 387

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

wt sie 21, 2018 7:15 pm  

Narrator

  Z początku reakcja Cieszybora tchnęła w Kociebora ulgę. Z początku. Wszak nie było trudno się domyślić, że wieśniak nie był na tyle potężnym wojownikiem – o ile w ogóle był jakimś wojownikiem – by móc się zmierzyć z bliżej nieokreśloną hordą potworów, które wpływają na ludzkie umysły. Chimera lubił mężczyznę na tyle, by nie życzyć mu losu, jaki o mały włos nie spotkałby fircyka. Pewien jednak szczegół sprawił, że ewentualna radość z powodu wyperswadowania chłopu organizacji krucjaty przeciwko wodnym maszkarom wyparowała. Mężczyzna powiedział coś, co wręcz przeraziło chłopaka. Wojownik bardzo się pilnował, pomijając wieczór, kiedy beztrosko się upił, aby nie wydać się ze swą prawdziwą naturą. Tymczasem słowa Cieszybora były bardzo dwuznaczne i właśnie w ten sposób – jako sugestię, że ten poczciwy wieśniak wie lub podejrzewa ukryte zdolności chłopaka – Kociebor je odczytał. Czuł już atak paniki, jego serce tłoczyło szybciej krew, a ciało było gotowe do odparcia niebezpieczeństwa… dopóki nie zmusił się, aby opanować skłębione nerwy. Wojownik odepchnął od siebie owe myśli, skupiając się na genezie wzniesienia wieży. Opowiedziana historia miała posmak legendy, jaką to ludzie opowiadają sobie w mroźne zimowe wieczory przy palenisku, nie miała jednak żadnych nadnaturalnych elementów. To sprawiło, że młodzik – mimo że wciągnął się w opowiastkę – czuł rozczarowanie. Magia nie miała swego udziału w upadku wieży, tylko ludzka głupota i chciwość.
  Tymczasem Kocieborowi przyszło zmierzyć się z kolejną odmianą ludzkiej głupoty, tym razem wywołanej uprzedzeniami i strachem. Misław, człek tak wesoły podczas picia i tak przyjacielski, że aż z chimerą obiecali sobie dozgonną przyjaźń, teraz znów zdawał się sugerować jakieś dziwne rzeczy odnośnie motywów młodzika. Brązowooki jednak nie dał się ponieść złości i spokojnie wyjaśnił, niczym dziecku, iż ciała mają zwyczaj się psuć, a nie godzi się, by tknięte rozkładem zwłoki były z wielką pompą, właściwą Drugim, przenoszone do Initium. Oczywiście to, że inna Druga najpierw będzie chciała rzucić okiem na martwego współbratymca, nie było według Kociebora warte wzmianki. A przynajmniej nie w rozmowie z trzema trzęsącymi się jak osika, prostymi, niewyedukowanymi chłopami.
  Misław kiwnął głową i wyraźnie speszony, swym piskliwym głosem odparł:
  – Wybacz, ten gwałt na obcym bardzo mnie rozstroił. Sam nie wiem, co ja plotę, przydałaby się gorzała na rozjaśnienie myśli… Albo zapomnienie tego widoku. – Wieśniak zamilkł. Rację przyznali mu jego ziomkowie, Cieszybor nawet zapytał, równie przyjaźnie co wtedy, gdy przed paroma dniami zapraszał Kociebora na picie, czy nie ma ochoty na kubek lub dwa wódki.
Ilość słów: 490

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw sie 23, 2018 10:13 pm  

  Kociebor ucieszył się zarówno z zrozumienia CIeszybora jak i Misława. Wszystko układało się jak powinno. Nie wspomniał o oględzinach Drugiej ale po co ich tym martwić. No i zawsze można podciągnąć to pod "rytuały pogrzebowe" Drugich. W końcu dla ludzi ze wsi tamci byli istną zagadką. Nie było potrzeby tłumaczenia im czym jest sekcja zwłok. Dla nich to mógł być rytuał zapewniający dobry spoczynek zmarłemu. Nie musieli wiedzieć jak działa. Tym bardziej że magiczne zbadanie zwłok nie zostawiało śladów. Prawdę mówiąc takie badanie było nawet czymś co z pewnością bardziej pomagało zmarłemu niż bezsensowne rytuały. W końcu tak można było dowiedzieć się czemu umarł i zlikwidować mordercę. Zmarły raczej pragnąłby żeby jego morderca nie mordował dalej. Swoimi rozmyśleniami Kociebor jednak się nie podzielił.
  Przygnębiony myślami o tym co może wiedzieć Cieszybor postanowił wybadać coś więcej. Powiedział więc – Pójdę chętnie na wódkę i nawet postawię ale muszę coś jeszcze załatwić, będę potrzebował, wideł, oszczepów, liny. Kosa też może być zamiast wideł ale ostrze trzeba postawić na sztorc. Oszczepy mogą być z kijków i gwoździ o ile znajdę tu porządne linki na mocowanie ich ale prawdziwym grotem bym nie pogardził. Picie piciem ale ten potwór dalej grasuje pomożecie? Znajdziemy ów sprzęt i jestem do waszej dyspozycji. Oczywiście zapłacę za wszystko, w pieniądzach albo w wódce.– Było jak powiedział a znajomości z chłopami można było dobrze wykorzystać. Nie potrzebował tych broni na dłużej więc nie musiały być solidne. Z resztą z tego co wiedział kosa i widły potrafiły być straszliwą bronią.
  Gdyby jednak udawali sie na poszukiwania nie umieszka poszukać też żywności. Tej nigdy za mało. Z zapasów ojca miał dużo pieniędzy i nie baczył za bardzo ile ta przygoda go wyniesie. Pieniądze te miały pomóc mu się zaaklimatyzować. Z resztą biorąc pod uwagę gdzie szukał wyposażenia i tak nie wydawał ich tak dużo. Na głowie miał maluchy i zastanawiał się co z nimi. Musiał też im coś przynieść co było kolejnym powodem za poszukaniem jedzenia gdy już zajmą się grobem. To był ciężki dzień a będzie dopiero takim gdy Druga zapyta się go co się tu stało. Jak by nie patrzeć sytuacja jest patowa. Ale najpierw ekwipunek a potem chlanie. Z resztą teraz nie mógł pozwolić sobie a tak wiele. Zastanowił się czy zna jakiś sposób na neutralizację alkocholu. Nie było by dobrze gdyby znowu się upił.
Ilość słów: 469

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość