"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Żuk w mrowisku

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

pt lip 13, 2018 10:28 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Kolejne emocje przejmowały chwilową kontrolę nad Steinhöferem jak w kalejdoskopie, gdy ten obserwował uważnie Drugą. Twarz kobiety skrywała maska, mężczyzna wiedział jednak, że wiele można odczytać po brzmieniu głosu, postawie i tysiącu drobnych gestów, które wykonuje się bezwiednie, tak jak wtedy, gdy niewiasta kręciła w dłoni pustą już filiżankę. Vanya wydawała się w tym momencie zrelaksowana, może nawet trochę zbyt zrelaksowana. Zupełnie jakby teraz chciała koniecznie odegrać pewną określoną rolę, a zdenerwowanie bądź inne emocje usiłowała ukryć pod płaszczykiem niefrasobliwości czy też raczej spokoju ducha. Dopiero gdy Arlekin wspomniał znanego sobie Feiga, poważnego maga dysponującego zadziwiającą wiedzą na temat konstrukcji maszyn, zainteresowanego żywo nowinkami technicznymi, Jaksarka wyłamała się z dotychczasowego schematu. Zachichotała, zaraz jednak spoważniała. Takiego zachowania na pewno nie pochwaliłby ów wspomniany Drugi. Mężczyzna ten, osiągnąwszy stateczny już wiek, nie bawił się w konwenanse. Nie przepadał za rozmowami prowadzonymi z czysto towarzyskich pobudek, a przejawami humoru w przypadku omawiania ważnych kwestii gardził z całego swego skostniałego serca.
  – Przepraszam, ale zaszła pomyłka. Myślisz zapewne o sir Feigu. Rzeczywiście, wyjechał parę tygodni, by ocenić postęp pewnego inżyniera, który od lat z nim współpracował a pochodził właśnie ze Śnieżnej Przystani i tam prowadził warsztat. Chodzi o konstrukcję jakiegoś naczynia, które zostanie włączone w bardziej skomplikowany układ. Poszukiwany jest natomiast jego syn. Mogłeś nie mieć okazji go poznać, ponieważ nie był zainteresowany badaniami, skupiał się na osobistym rozwoju talentów. Pamiętam wspólne treningi… Nie, on jest równie zamknięty w sobie, co ojciec, toteż wątpliwe, byś mógł go kiedykolwiek spotkać osobiście, zamienić parę słów – wyjaśniła jasnowłosa, tym samym informując Arlekina, że sir Feig miał jakąkolwiek rodzinę. Zamknięty w sobie, skupiony na badaniach mag nie był zbyt rozmowny, mimo to jednak zaskakiwało, że jego własny syn również dołączył do Initium. A także, że został z niego wyrzucony, a mężczyzna nawet słowem się o tym nie zająknął. – Mistrz wierzy w twoją przenikliwość, o ile dobrze zrozumiałam Kirchnera. Problemem też jest to, że służba oraz wszystkie osoby, które rozsiewają mniej lub bardziej prawdziwe – co trudno nam ocenić – informacje o Adelgerze, milkną, gdy tylko zrozumieją, że mają do czynienia z przedstawicielem Initium. Mistrz zdecydował się więc skorzystać z twojej pomocy. Ufa w twoją lojalność, a przecież jako człowiek nie władający magią nie jesteś kojarzony z Zakonem przez ludzi spoza naszego kręgu. Oczywiście owa sprawa nie ma w swym założeniu odciągać cię od pracy, poszukiwania prowadzone przez naszą grupę mają ograniczyć się jedynie do bliskiego otoczenia Initium, to jest posiadłości rodowej Feiga i jego matki, a także wiosek, z których pochodzi większość służby.
  Tym samym panna Lovric całkowicie zaprzeczyła domysłom Leonarda. Okazało się, że to nie ojciec, a syn jest pożądany z jakiegoś powodu przez Angerera. W dodatku naukowiec dowiedział się, co takiego sprowadzało znanego mu Drugiego do Śnieżnej Przystani – ot, zwykła współpraca z inżynierem, który zapewne poza byciem wybitnym rzemieślnikiem miał na tyle przenikliwy umysł i niestandardowe pomysły, by zdobyć uznanie wybrednego maga. Co gorsza, misja poszukiwawcza, która miała uwolnić Arlekina z więzienia, jakim stało się dla niego Initium, dodatkowo uwiązywała go do owego miejsca. Z tonu kobiety wynikało, jakoby owo zadanie miało być krótkotrwałe i raczej rutynowe. Jedynie powody, dla których to badacz został wybrany do wykonania tej niewdzięcznej pracy, mogły stanowić w tej kwestii zagadkę.
Ilość słów: 652

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 14, 2018 1:00 pm  

  – Twoje słowa wyjaśniają wiele, Panno Lovric. Nie słyszałem o rodzinie Pana Feiga. Widać nie było dane mi się o tym dowiedzieć. – zawtórował po jej wypowiedziach, uśmiechając się kącikiem ust. Dodatkowych uwag nie dorzucił do jakże lakonicznego zdania, choć nie musiał tego wszakże czynić celowo. Najwidoczniej dalsza forma milczenia miała stać się potwierdzeniem tego, co właśnie wydusiła ze swoich ust utalentowana uczennica członka zgromadzenia. Dopił drugi kubeczek egzotycznego napoju, odstawiając zastawę z dala od zebranych części mechanicznych na stole. Stalowa prawica wydała dźwięk obrotu nadgarstka. – Jednakże muszę zaprzeczyć twej kwestii bycia nie kojarzonym z Zakonem. Jest dokładnie przeciwnie, Szanowna Vanyo. Uważam, że powód jest nam obojgu nieznany. Mniemam, że masz połowicznie rację. – pokierował się powtórnie do okrągłego mebla w postaci stolika gdzie przesiadywała młódka, ażeby zebrać nieczyste bulionówki do przyszłego mycia. – Nie mniej jednak cieszę się niezmiernie, że Mistrz von Angerer ufa mym zdolnościom. Tak samo raduję się z twej chęci udzielenia mi tych informacji. Jestem naprawdę wdzięczny. – pochwalił jej wizytę, wykonując delikatny gest pochylenia. Raczej pierwszy raz doświadczyła odrobiny życzliwości ze strony wykształconego mężczyzny.
  Zlustrował ją po raz kolejny zimnym niczym północne wiatry wzrokiem tak pospolitych gałek ocznych, jakoby doszukiwał się jakiegoś elementu w jej ubiorze, takiego który odbiegał od zwyczajowego ubrania towarzyszki wielu wojaży. Erudyta dawał sygnały kombinowania z przenikliwością, ale także tutaj zamiary śmiertelnika mogły plasować się jako jednostronny wyzysk, chęć poznania lub wiele innych pobudek. Trzeba było być uważnym w kontaktach z silnym indywiduum, a łamiący się jak to w naturze ludzkiej Leonard niezaprzeczalnie podnosił się do tej pory z każdej porażki życiowej, co czyniło go niezłomną figurą. Gorzej nieco wyglądało to teraz z poczuciem bycia bezradnym w obliczu egzekutora marzeń, czyli bezwzględnej organizacji zrzeszającej piekielnie wybitnych we własnym rzemiośle magów. Wojna domowa być może rozsądzi co dalej pocznie rozbity wewnętrznie okularnik. Miał możliwość odskoczenia na drugą stronę barykady, aczkolwiek to nie będzie tak łatwe. Ernest musiał zdjąć przysłowiową obrożę z szyi geniusza, a prędko taki ruch z jego strony się nie zapowiadał.
  Po tych oględzinach oblicza pięknej kobiety, Arlekin zaczął maszerować w z jednej strony pokoju na drugą, poszukując kilku drobiazgów razem z manualami archeologicznymi, które służyły mu jako nie tyle przyjemna lektura, ale też podstawa pod budowanie nowych zdobyczy techniki na kawie dawnych projektów sprzed lat. Momentami przelotnie zerkał na czynności wykonywane przez maga, dozując jakoby kredyt zaufania względem jej możliwych poczynań. W istocie prawdopodobnie nawet dotychczas cicha dziewczyna nie była w stanie zapewnić jemu spokoju ducha. – Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie dotyczące Pana Kirchnera. – zaznaczył oschle, pakując garść błahych przedmiotów do skórzanej torby z szafy koło barku z alkoholem, tuż koło okna na które tak martwo patrzył się jeszcze kilka minut temu. – Gdzie on jest? Czyżby pilne sprawy sprowadziły jego uwagę na drugi tor? – odgarnął włosy znad lekko spoconego czoła, poprawiając też patrzałki tworzące odcisk na jego nosie. – Możemy ruszać niebawem, jestem gotowy. – zapewnił rozmówcę, łamiąc nieco sielankowy klimat spotkania dwójki znajomych, który stopniowo zaczął się tworzyć.
Ilość słów: 591

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

ndz lip 15, 2018 11:15 pm  

Narrator

  Leonard, hołdując zasadzie „mniej znaczy więcej”, zrezygnował z niepotrzebnych komentarzy. Vanya uświadomiła mu, jak mało wiedział o sir Feigu, informując go o tym, że miał syna, który przeszedł szkolenie w Initium. Czy warto było dyskutować nad tym dłużej? Mężczyzna uważał, że nie, zamiast tego skupił się na uzasadnieniu jego udziału w misji poszukiwawczej. Tutaj też postanowił zaprotestować, tym samy sprawdzając niejako Drugą. Kobieta, nawet jeśli zmieszała się jego uprzejmie chłodnym komentarzem, nie dała po sobie nic poznać. Niestety dla niej, zdecydowała się odezwać, dając Arliekinowi materiał do badań, chociaż tak różny od tego, nad czym zazwyczaj pracował.
  – Myślę, że zwykli ludzie rzeczywiście ufniej podejdą do niezamaskowanego człowieka niż do Drugiego powołującego się na autorytet Initium. Nawet pomimo tego, że stoisz wyżej w hierarchii społecznej niż parobkowie, będą odczuwać mniejszy dystans. –Głos kobiety nie drżał, ale był nieco wyższy niż zwykle. Nie na tyle, by stawał się piskliwy, jednak wyczulony na niuanse Leonard spostrzegł ową zmianę. Vanya mówiąc to, rozglądała się po pomieszczeniu. Dostrzegła świeży bukiet złożony z begonii i astrów. Kwiaty te nie zostały dopasowane ani kolorystycznie, ani też pod względem masywności roślin – soczysty pomarańcz mięsistych kwiatów begonii kłócił się i dominował nad lekkością pierzastych płatków o bladej, fioletowej barwie. Doskonale jednak złożono je pod względem znaczeniowym, o czym dobrze wiedziała Jaksarka, gdyż bezwiednie powiedziała: – Ostrożność i cierpliwość. – Jaksarka potrząsnęła delikatnie głową i spojrzała na mężczyznę. – Przepraszam za poufałość, ale jakże trafny dobór dekoracji do charakteru właściciela. To są chyba przymioty, które w tej sytuacji wydają się jak najbardziej przydatne. – Dodała, nie precyzując, czy ma nadzieję poszukiwania, czy też uwięzienie przez Angerera.
  Naukowiec w końcu wstał i zaczął przechadzać się po pokoju. Wędrówka ta miała pozór zbierania materiałów do pracy – rozlicznych papierzysk, notatek i ksiąg traktujących o archeologii. W trakcie nauki i kolejnych badań zgromadził sporo manuałów, które w swej szczegółowości nierzadko prześcigały wiedzę wielu mężów wykładających ów przedmiot na uniwersytetach. Gdy mężczyzna zgromadził już zadowalające go naręcze przesiąkniętych wręcz informacjami tekstów, raz jeszcze zerknął na zastygłą w fotelu kobietę. Jasnowłosa znowu przyglądała się pomieszczeniu, jakby to zdobienia na meblach, obrazy i rzeźby przynieść jej miały odpowiedzi, jakich Arlekin nigdy nie ośmieliłby się jej udzielić. Jeśli Druga była urażona tym, że Leonard począł pakować się w trakcie rozmowy, nie dała tego po sobie poznać. Oczywiście wiele ułatwiała jej w tej materii maska, która zasłaniała jej piękną, młodzieńczą twarz. Jednak swobodna poza sugerowała, że dobrze czuje się w tym wykwintnym wnętrzu i z przyjemnością chłonie wszelkie detale wyposażenia. Dopiero uwaga o braku odpowiedzi na wcześniejsze pytanie spłoszyła kobietę. Najpierw się spięła, zaraz potem odpowiedziała z niezbyt dobrze udawaną nonszalancją:
  – Pan Kirchner musi upewnić się, że pewne sprawy związane z jego własną pracą, nie dotyczącą pańskiej ochrony, zostaną rozwiązane przed wyruszeniem na poszukiwania. Właśnie dlatego to ja mam przekazać główne informacje dotyczące naszej misji. Jutro przed południem udamy się do posiadłości sir Feiga, mam nadzieję, że to mieści się w przedziale „niebawem”.
  Kobieta przykryła zmieszanie maską rozluźnienia, tak jak żelazna maska zakryła jasne piegi na jej mlecznobiałej skórze. Leonard wyczuł jednak fałszywą nutę, gdy ta oględnie wspomniała o owej pracy Dustina. Dało się też zauważyć, że owa przyjacielska aura, jaka do tej pory towarzyszyła rozmowie, zniknęła. Vanya była spięta i czujna, a bliżej niesprecyzowane kłamstwo ciążyło nad tą dwójką, jak ostrzeżenie.
Ilość słów: 700

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw lip 19, 2018 12:46 am  

  Leonard w dalszym ciągu kontynuował dopakowywanie potrzebnego inwentarzu, nie bacząc poniekąd na to czy to odbijało się w ocenie jego postępowania jako czyn ordynarny. Najwidoczniej pełen własnych przekonań, a także znając aktualne położenie pozwolił sobie na chociażby tę garść swobody w swoim pokoju łączonym z gabinetem. Pierwsze oznajmienie kobiety w postaci odpowiedzi na zadane poprzednio pytanie zignorował pełnym milczeniem. Sprawa wyglądała bliźniaczo w przypadku wypowiedzianej opinii praktykantki sztuk magicznych dotyczącej roślin w lokum oraz związku ich z cechami kompleksji architekta technologicznego.
  Nie pozostawił jednak Vanyi bez niczego w odzewie, gdyż niedługo po zakończeniu jej „poufałej” uwagi przekręcił głowę o dziewięćdziesiąt stopni w prawo, aby móc dojrzeć jej skrzętnie ukrywaną aparycję. Wtedy mogła opisać wizerunek człowieka jako kogoś o przecinającym niczym stal spojrzeniu wyrazistych oczów. Szczególnie silniej niżeli poprzednio, źrenice Arlekina wyrażały więcej niż zainteresowanie czy też zwyczajowe zaskoczenie. Obecnie spoglądał podobnie jak surowy ojciec na swą córkę, poniekąd traktując ją z góry, jako że autorytet rodzica stanowił o jego wyższości podczas dysputy. – Niech Pani nie przeprasza, jeżeli nie ma tego na myśli. – rzucił nagle ściszonym głosem, totalnie niwelując szanse na poprawę spięcia Drugiej, a wręcz zadając mimowolny cios w rozwinięcie rozmowy. Młoda dziewczyna z pewnością odczuła aurę, którą mignięciem oka wytworzył naukowiec. Zdołał on w tym samym momencie dokończyć chowanie bagażu, jakby niemalże czekał jednocześnie na odpowiednią chwilę do stanowczego określenia stanowiska w niewiążącej polemice.
  Stanął naprzeciwko Jaksarki z dozą rozczarowania malującego się na twarzy, gdy oświadczała jemu położenie mentora. Wyczuwał narastające kłamstwo, dalej utrzymując brak ufności wobec każdego, kto miał coś wspólnego z niewolniczą organizacją. Teraz będąc traktowanym niczym lepszej klasy łagiernik, nie wiązał nadziei na utrwalenie kontaktów z osobami, których tak naprawdę nie poznał oraz nie miał zamiaru poznawać. W jego mniemaniu były to istoty bez lic, jedynie ubarwiane pod stylizowanymi zakryciami ochronnymi. Nie miały wartości, będąc złączonymi jako jedna masa pod sztandarem niedoścignionych idei tyrana. Ciekawość szukania czegoś pod tą fasadą zaczęła ginąć śmiercią naturalną od dawna. – Rozumiem. – dopowiedział wyraźnie z niezmienną mimiką buzi, może doszukując się czegokolwiek, co odbiegałoby od normy jaką do tej pory zachowywała uczennica Dustina. – Czy to już wszystko co chciała mi Pani powiedzieć, Panno Lovric? – dobitnie zaznaczył, powracając do dynamiczniejszych ruchów ciała, kiedy już na stałe przykleił swe pośladki do siedziska za biurkiem. Znowu coś notował z niebywałą prędkością oraz rysował kredą, przywołując powtórkę z zakończenia dyskusji z chłopcem na posyłki. – Proszę przekazać Panu Kirchnerowi, że jestem do jego dyspozycji. Oczekuję go w mych progach zanim udamy się z naszą misją poszukiwawczą. – i nagle ponowny, wykalkulowany chłód powrócił. Steinhöfer dał znać, że nie targa się emocjami w żadnym wypadku. Najwyraźniej jak dotąd nieznajomy mu ochroniarz płci żeńskiej nie wywarł na nim odpowiedniego wrażenia.
Ilość słów: 556

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

czw lip 19, 2018 1:55 pm  

Narrator

  Niewiasta mówiła, a Leonard się pakował, nie przywiązując wagi do tego, że każdy nauczyciel etykiety oburzyłby się na takie zachowanie. Naukowiec postanowił zachowywać się we własnym domu – będącym jednocześnie jego osobistą klatką – zachowywać się swobodnie, nie uginając się do żadnych sztucznych zasad. Zresztą Drugiej to nie peszyło – z ciekawością przyglądała się meblom i dekoracjom porozstawianym dookoła z wielkim smakiem, co świadczyło zarówno o dobrym guście mężczyzny, jak i zasobności jego sakiewki. W końcu Vanya sama uznała swą niewinną uwagę za wyraz poufałości, co skłoniło mężczyznę do odwrócenia się w jej kierunku. Spojrzał na nią ostrym, przenikliwym spojrzeniem. Ktokolwiek o słabszej woli skuliłby się pod naporem wzroku Leonarda, jednak nie kobieta. Ta siedziała nadal w swobodnej pozie i pokiwała jedynie głową., gdy mężczyzna nakazał jej nie przepraszać bez potrzeby.
  Niestety, swoboda Drugiej umożliwiła jej sączenie kolejnych kłamstw, tak przynajmniej odbierał jej odpowiedź Arlekin. Nie wierzył w jej zapewnienia, jakoby Dustin zajęty był innymi sprawami. Wietrzył jakąś intrygę przeprowadzaną przez Angerera, który kompanów Leonarda traktował niczym marionetki. Tym też ci ludzie byli dla samego naukowca – kukiełkami bez twarzy i osobowości, bezwolnymi w rękach swego Mistrza. Jedyne, co martwiło mężczyznę, to to, że i on od jakiegoś czasu nie miał wpływu na swój los, gdy skazano go za tkwienie w Initium w stanie bezczynności. Teraz okres posuchy miał się skończyć, ale Oni tylko wiedzą, co owe poszukiwania przyniosą i w jakim celu rzeczywiście je zorganizowano.
  Leonard postanowił zakończyć rozmowę, uprzejmie, acz stanowczo i niezbyt mile pożegnawszy Lovric. Mężczyzna kazał przekazać jej, że oczekuje Kirchnera, na co ta ochoczo przystała. Skinęła głową i bezszelestnie wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. W przeciwieństwie do wcześniejszego posłańca, kobieta bez trudu odnalazła drogę do wyjścia. Żaden fotel ni dywan nie okazał się dla niej przeszkodą i pozostawiła mieszkanie w idealnym stanie, jako pamiątkę zostawiając jedynie elegancką, pustą filiżankę na stoliku. Arliekin raz jeszcze został sam, jako akompaniament mając cykanie świerszczy i cichy szum wiatru, który zaczął targać zasłonami.
Ilość słów: 395

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 22, 2018 10:44 am  

  I w ten oto sposób badacz zatoczył społeczne koło, wracając do punktu startowego w byciu samotnym pośród przepychu obrzydliwie bogatego kompleksu. Dźwięki natury zza okiennicy nie przeszkadzały jemu w żadnym stopniu, toteż bez wątpienia umilały czas w trakcie projektowania kolejnych wynalazków na kartkach papieru, która miały w następnej kolejności stanowić plan do wszczęcia budowy nowych, praktycznych konstrukcji. Prawdę mówiąc, wizyta dwójki indywiduów przeminęła niczym błyski podczas burzliwej pogody, lecz druga z nich przywiodła w zanadrzu coś więcej niż tylko przyjemną przerwę na krótką wymianę słów. Była nadzieją na stosowne wyrwanie się z jamy, w której przebywał samiec alfa w owczej skórze. Co najmniej kilkukrotnie w ciągu dnia, Leonard obmyślał taktykę uporania się ze swoją słabością wobec potężnych magów, lecz była to zagwozdka długoterminowa. W chwili obecnej ten poboczny, aczkolwiek ważki dla niego cel przewinął się poprzez solidne zwoje mózgowe geniusza po raz trzeci. Nic nie zapowiadało końca wojny z ukrytą, despotyczną władzą. Ona będzie trwała zapewne jeszcze wiele lat przy pomyślnych wiatrach bóstw, o ile te gdziekolwiek się gnieździły na nieboskłonie. A może po prostu ludzie byli zbyt słabi, aby się im przeciwstawić.
  Arlekin bez zastanowienia podjął próbę odnalezienia informacji na temat domniemanej, poszukiwanej persony. Wpierw rozpoczął swój wywiad pośród własnych ksiąg, gdzie pomiędzy stronicami znajdowały się szczątkowe informacje w charakterze kronik wybitnych naukowców Initium. Pan Feig nie miał prawa tam nie widnieć, zwłaszcza że przed przybyciem Jaksarczyka do Waldgrossen, był on osobiście odpowiedzialny za kierowanie oraz podejmowanie decyzji względem działań remontowych przeprowadzanych na Maszynie i jej konserwacji. Ba! Nie należało też zapomnieć o jego ogromnym wkładzie w rozbudowę biblioteki przy tonie podróży naukowych, których się podjął. Pogrążony jak zwykle w zadumie człowiek poszukiwał przypisów pośród miliona liter oraz cyfr biografii Drugiego, nie odkładając ołówka ze swym notesem ani na chwilę gdzieś na bok jednego z mebli. Precyzując w słowach działania wynalazcy, przewracał stronice dwóch świeżo utworzonych woluminów na przestrzeni ostatnich kilku lat zatytułowanych: „Nauka, a magia”, a także „Żywot wybitnych”, w których najprawdopodobniej mogłyby znaleźć się drobne wspomnienia dotyczące życia personalnego tego starszego wiekiem uczonego. Należy pamiętać, że była to wiedza ogólnodostępna, co musiało w istocie utrudniać zadanie nawet tak doświadczonemu odkrywcy jakim był Steinhöfer.
  Ponowna wizyta pomiędzy regałami biblioteki mogła okazać się czymś niezbędnym, toteż w przypadku braku danych mówiących o członkach rodziny zawodowego przyjaciela, długowłosy mężczyzna udał się właśnie tam. Nagle stał się zarazem jakoś bardziej ożywiony, utrzymując nieustannie w głowie zapał do opuszczenia zimnych murów strzeżonego zakonu. Pozostawiony samopas, lecz z makówką pełną nadziei połączonej z chęciami do śledztwa, absolwent szkoły wyższej powrócił do własnego żywiołu już z nieco lepszym humorem niżeli kilkanaście minut temu w trakcie wizyty Vanyi. Jak widać jedynie konkrety wynikające z rozkazu Ernesta stanowiły jakąś wartość w oczach istoty jaką był intelektualista. Panna Lovric miała okazję je przynieść, lecz przyniosła ze sobą też próbę nawiązania sztucznej znajomości. Była w zasadzie posłańcem jedynie wyglądem oraz obyciem różniącym się od pierwszego gościa. Możliwe, że to jej wizyta była w większej mierze niepotrzebna w profesjonalnych oczach laboranta. Tak czy inaczej, elegancki rewelator miał większą rybę do złowienia, a ocenę zbędnych kontaktów międzyludzkich zostawiał specjalistom z działu socjologii.
  Powtórnie czas płynął z pozoru coraz szybciej na eksploracji znanych zakątków czytelni. Kiedy miał pojawić się bezpośredni przełożony Leonarda? Analityk przestał mierzyć prekluzje wiele tygodni temu. Śmiertelnik popadał w nieświadomość.
Ostatnio zmieniony ndz lip 22, 2018 4:47 pm przez Leonard, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 699

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

ndz lip 22, 2018 3:43 pm  

Narrator

  Pomimo dwóch niespodziewanych wizyt, Leonard spędził swój dzień przede wszystkim na pracy. Przygotowywał pieczołowicie kolejne projekty, w międzyczasie pozwalając swym myślom na swobodną analizę jego jakże nędznej sytuacji. Co prawda nagła decyzja Angerera zwiastowała jakąś zmianę, jednak nauczony doświadczeniem, Arlekin nie spodziewał się niczego dobrego. Zwłaszcza że już samo pojawienie się Vanyi w jego może nie skromnych, ale jednak pustelniczych progach świadczyło o tym, że to zadanie będzie się różnić od wcześniejszych wypraw w towarzystwie kompanii złożonej z magów. Jeśli zaś chodzi o tych drugich, to tutaj Leonard nie mógł pozbyć się gorzkiego w obliczu jego planów przeczucia, że ich dominacja nigdy nie zostanie zachwiana. Być może taka była wola Onych, a może po prostu możliwość korzystania z wszechobecnej energii według własnego uznania dawała przewagę tak wielką, że żaden przenikliwy umysł zwykłego śmiertelnika nie zdołałby obmyślić intrygi tak przemyślnej, by pozbawić owych ludzi władzy.
  Wbrew zapewnieniom Drugiej, że akcja poszukiwawcza dotyczy syna sir Feiga, naukowiec postanowił zagłębić się w sylwetkę starszego maga. Nie musiał szukać długo informacji, był to bowiem mąż oddany pracy naukowej, który przysłużył się znacznie Initium. Arlekin i wcześniej wiedział o niektórych jego dokonaniach, jednak czytając o nich ponownie, miał wrażenie, jakby poznawała Laurenza Feiga, gdyż tak się ów człek nazywał, na nowo. Mag ów był jednym z niewielu, którzy przeprowadzali prace na Maszynie, co prawda sam Leonard miał w planach działania daleko bardziej przełomowe, jednak nie mógł pominąć wkładu Waldgrosseńczyka. Do tego dochodziły liczne podróże, rozbudowa biblioteki i mnóstwo ksiąg spisanych przez tego uczonego męża… W końcu Arlekin sięgnął po rękopisy traktujące o bardziej ludzkiej naturze sir Feiga. Tutaj trafił na znacznie mniej informacji, biorąc jednak pod uwagę, jak niewiele wiedział o życiu prywatnym Drugiego, każda z nich była dla niego powiewem świeżości, mimo że spisano je na pokrytych kurzem, pachnących w typowy sposób dla zleżałego pergaminu kartach. Tutaj Leonard przeczytał, iż sir Feig posiada majątek ziemski pod nadmorskim Löwitzem, a jego rodzina miała od lat posiadała znacznie udziały w mieście, dając pracę większości mieszczanom. W dodatku od dwudziestu pięciu lat jest mężem Fridy Priesner, która to z kolei wywodzi się z rodu posiadającego swe ziemie pod Presbergiem. W dodatku jako małżeństwo Drugich posłali swego pierworodnego syna do Initium na nauki. Tutaj brakło już dalszych informacji o Laurenzie, biografowie nieśmiało wspominali natomiast o dokonaniach Fridy, która realizowała się jako trenerka, specjalizując się w rytuałach i zaklęciach, nie zaś w badaniu samej natury magii bądź świata. Jeśli więc Jaksarka miała rację, twierdząc, że syn sir Feiga nie jest zainteresowany pracą badawczą, oznaczało to, że poszedł w ślady swej matki.
  Chociaż Steinhöfer wykonywał pracę zleconą przez znienawidzonego Wielkiego Mistrza, ogarnął go na powrót zapał do pracy. Poczuł się nagle wolny, mimo że przecież wciąż był więźniem Initium. Czuł już, jak każdy jego krok przybliżał go do opuszczenia owego miejsca, a konkretne zadania – zgromadzić informacje, przygotować się do wyprawy, opracować plan poszukiwań – dawały mu poczucie ważności własnej persony. Nie dziwił się, że dopiero teraz, pozostawiony sam sobie odżył, nie w towarzystwie pięknej kobiety, której urody i tak nie mógł podziwiać z powodu noszonej przez nią maski. Obecność Vanyi zwiastowała jakiś podstęp, choćby i tylko w formie zawierania nieszczerej znajomości. Jedyne, co go w tej chwili nurtowało, to czas najbliższego spotkania z Kirchnerem. Jak to już Oni swymi złośliwymi wyrokami decydowali, czekać musiał długo, gdyż mężczyzna zawitał do niego dopiero w porze popołudniowej następnego dnia, mimo że Druga zapewniała wszak o rychłej wyprawie. Mężczyzna krótko przywitał się z Leonardem i zapytał, czy ma ten chwilę na rozmowę. Zupełnie tak, jakby to Arlekin był pogrążony w jakichś osobistych interesach, od których odwołano go pod pretekstem poszukiwań, nie Dustin.
Ilość słów: 733

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 23, 2018 8:15 pm  

  Zgromadzona przez niego szczątkowa wiedza o familii wielkiego uczonego wprawiła go w stan prawdziwego zaciekawienia, mimo iż część z rzeczy znajdujących się na pożółkłych stronicach z drogiego niegdyś materiału tomu kotwiła się w pamięci okularnika. Indywidualne wypiski dotyczące jego małżonki oraz wreszcie wzmianki o pierworodnym Pana Feiga stanowiły nie tylko ciekawostkę, ale w pewnym sensie również skarbnicę poznania środka na żywot przepełniony sukcesami na polu zawodowym oraz prywatnym. Niestety to nadal rodziło więcej pytań aniżeli deklarowało odpowiedzi na te poszczególne, które już istniały. Odczuwając niepohamowaną chęć odnalezienie większej ilości wskazówek, Leonard pokierował się do działów biblioteki, gdzie tylko nieliczni mieli dostęp. Była to strefa dla zasłużonych działaczy uczelni, toteż te przeznaczone były do użytku wyłącznie przez profesorów Initium. Ku szczęściu oraz ciężkiej pracy, Arlekin należał do tego wyjątkowego grona. W głębi swych myśli postanowił sięgnąć najdalej gdzie potrafił, aby wyciągnąć najwięcej tajemnic dotyczących tego enigmatycznego mężczyzny w masce.
  Skończył po godzinie na fotelu tak jak nawyk mu zwykł pleść figle, z rękoma ułożonymi perfekcyjnie na podłokietnikach stylizowanego siedziska o karmazynowym obiciu. W ten oto sposób powrócił do monotonnej czynności ciągłej analizy naukowych tekstów, łącząc fakty z jednoczesnym potwierdzeniem ich wiarygodności przy kreowaniu własnych notatek. Naukowiec miał pełną świadomość faktu, iż dużo dzieł traktujących o ważnych osobistościach mogła zawierać pewną dawkę kłamstw w postaci nadmiernego opiewania wyglądu czy charakteru danego człowieka, bądź Drugiego. Stąd to mozolne weryfikowanie źródeł mogło stać się koszmarem niejednego literata, aczkolwiek Steinhöfer nie był typowym poszukiwaczem mądrości. Fascynował się niuansami poszerzania gnozy, o czym ktoś nawet kompletnie obcy mógłby dostrzec po jego obyciu w trakcie wykonywania obowiązków.
  Tak jak od dawna, doba wypełniona rutynowymi czynnościami jednak musiała nieubłaganie dobiec końca, a wydarty z dodatkowych przyjemności geniusz zasnął pośród miliona papierzysk, uprzednio zażywając garść lekarstw na bóle nerwowe. Obudził się w środku nocy, zrywając z ciepłej posadki cały pokryty potem. Nie podjął jednak próby zastanawiania się nad powodem koszmarów, a więc starał się powtórnie zasnąć. Trwało to dobre pół godziny, ale z przemęczenia organizmu w końcu powiodło mu się znowu pogrążyć w krainie imadeł. O poranku sprawdził swe zamieszczone rysunki oraz niebagatelne pismo wnikliwych przemyśleń o zaginionym, co pozwoliło na zabicie wielu dłużących się chwil ciszy aż to samej wizyty bliskiego współpracownika.
  Gubiąc już od inercji rachubę czasu, Jaksarczyka zaskoczył trzeci odwiedzający. Na tego znajomego warto było czekać z perspektywy erudyty, bacząc po jego reakcji na widok siwego maga w nieskazitelnym, służbowym odzieniu. – Dzień dobry, Panie Kirchner. – przywitał go wypełniony szacunkiem, jakiego wyczekiwał Dustin, a mógł on dojrzeć to po drobnym, dżentelmeńskim ukłonie wraz z solidnym uściskiem dłoni. – Miło mi Pana widzieć. I owszem, możemy porozmawiać. – udzieliwszy niezachwianej odpowiedzi, uśmiechnął się zarazem szczerze do członka rady. Entuzjazm człeka wzrastał z każdą chwilą, zupełnie silniej niż jak do tej pory w przypadku uczennicy dojrzałego męża czy już przynoszącego ulgę podlotka z biednej dzielnicy z odbiegającym od jego aparycji, zapieczętowanym listem. Wizyta potężnego użytkownika magii oznaczała zmiany.
Ilość słów: 612

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

ndz lip 29, 2018 2:08 pm  

  Znęcony chęcią bliższego zapoznania się z sylwetką małomównego Maga, Leonard udał się do biblioteki. Zwykle mimo wieczornej pory mógł liczyć na jakieś towarzystwo, teraz jednak był sam. Co prawda Drudzy i Egzarchowie rzadko go niepokoili, wiedząc, że pogrążonemu w pracy naukowcu nie warto przeszkadzać towarzyskimi, miałkimi pogawędkami; Arlekin, chociaż szczycił się nienagannymi manierami, nie był zbyt towarzyski. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób popisać się erudycją, jednak gdy oddał się jakiemuś zajęciu, nic nie wnoszące rozmowy nie były mile widziane. Teraz więc mógł rozkoszować się samotnością i ciszą, która sprzyjała wyszukiwaniu kolejnych woluminów i tworzeniu skrzętnie notatek. Zaiste nastrój w bibliotece sprzyjał owemu zajęciu, gdyś atmosfera sprawiała wrażenie intymnej i wielce zachęcającej do spędzenia długich godzin w wygodnym fotelu pamiętającym odległe czasy, jednak dobrze zachowanemu dzięki zapobiegliwości ceniących sobie wygodę Drugich. Lampy, zwykle rozświetlające długie korytarze pomiędzy regałami z ciężkimi tomiszczami, zostały częściowo wygaszone. Tylko połowa kompleksu była oświetlona. Biorąc pod uwagę, że było to serce Initium – punkt wspólny zarówno dla oddanych nauce magów, jak i adeptów przygotowujących się do egzaminów – sprawiało to wrażenie, jakby cała forteca została opuszczona.
  Steinhöfer skorzystał z błogiego spokoju i zasiadł w fotelu, pogrążony w notowaniu wszelkich informacji o Sir Feigu. Chociaż mężczyzna wciąż żył, jego życie już owiane było kilkoma legendami. Wiele z nich wiązało się z samą posiadłością nieopodal Löwitz, której ogrom skłaniał ludzi obdarzonych wybujałą wyobraźnią do snucia fantastycznych opowieści o ukrytych korytarzach i jakiejś kaplicy, w której składano ofiary w sposób dość podobny do tego, jaki praktykowano w pewnej małej osadzie w Białym Lesie. Podobna była motywacja – wykonywanie rozkazów wysłannika Onych, którego opis według uczonych mężów jest niezmiernie podobny do tego, jaki został nadany Pierwszym – podobne też były ofiary, czyli dzieci urodzone na przełomie znaków. Różna jednak była śmierć. Wieśniacy mieszkający w osadzie zasypanej śniegiem preferowali wieszanie, natomiast ludzie mieszkający na wybrzeżu – zmywanie ołtarzy krwią niewiniątek. Cały ten opis został okraszony cytatem Sir Feiga, który to owe historie traktował jako ciekawostkę, nie przywiązując do niej wagi. Podobno kaplica była ukryta w podziemiach pod jego posiadłością, Drugi jednak dementował te plotki, twierdząc, że nie istnieje żadne przejście, żaden tajemny korytarz czy dodatkowa piwnica, która łączyłaby jego dworek z miejscem mordu z legend. Większość ksiąg traktujących o rodzie owego męża nie wspominała tej legendy, jednak w trakcie poszukiwań jak największej liczby informacji Leonard nie mógł pominąć dwustostronicowej zaledwie księgi w krzykliwie czerwonej oprawie, straszącej kanciastymi wizerunkami Pierwszych na okładce. Była to pozycja niewielka, napisana przez anonimowego awanturnika. Już po lekturze pierwszych zdań Arlekin mógł wyrobić sobie zdanie o autorze – krzykliwym człeku nieszczędzącym zbytecznych ozdobników, zafascynowanym legendami, niezbyt dużą uwagę przywiązującym do faktów. Był to ten tym osoby, która raczej dopasowywała je do teorii niż budowała teorie naukowe na podstawie obserwacji i doświadczeń. Człek ów pokusił się o spisanie wszystkich szokujących informacji o Sir Feigu, nie czując w sercu ni krzty podziwu dla dokonań uczonego. Opisał ze szczegółami więc kaplicę, nawet opatrzywszy opis rysunkiem symbolu rzekomo wykutego na ołtarzu: dwa równej wielkości kwadraty, z których jeden był obrócony o dziewięćdziesiąt stopni w stosunku do pierwszego wrysowane w okrąg, który z kolei znajdował się w większym okręgu. Zaledwie parę stronic dalej ta sama ręka – sądząc po kobiecemu okrągłych, pochyłych literach – rozpisała tragiczną historię narodzin syna Drugiego. Podobno tak naprawdę Frida nosiła w łonie bliźnięta, jednak drugie zostało zaduszone przez Adelgera jeszcze nim zostali wydani na świat. Podobno Laurenz odetchnął z ulgą, dowiedziawszy się o śmierci jednego z potomka. Dalej autor rozwodził się o okrucieństwie ojca, który cieszył się z tego, że jego syn był mordercą nim jeszcze przyszedł na świat. Owe rozważania i wyrzekania zajęły już pozostałe do końca księgi dwadzieścia stron. Całość stanowiła więc lekturą ciekawą, jednak mało wiarygodną – przywołane dykteryjki i anegdoty były interesujące, każda jednak wyrastała z opowieści przekazanych przez „anonimowe źródła” lub „wiarygodnych świadków”, bez podawania imion owych ludzi i ich koneksji z rodem.
  Zmorzony koniecznością analizy niekończących się foliałów, Leonard zasnął, zakończywszy w końcu poszukiwania wszelkich dostępnych informacji. Chociaż nie stało się nic traumatycznego według niego w ciągu tego dnia – który w końcu przyniósł mu dobre wieści chociaż chwilowej poprawy jego sytuacji – wyrwał go ze snu koszmar. Zlany potem, zerwał się z posłania, jednak nie dostrzegł niczego niepokojącego. Skryte w mroku meble i sprzęty zdawały się mieć dziwne kształty, jednak to wszystko. Mężczyzna nie wyczuł obecności żadnego intruza, nie miał poczucia zagrożenia. Wszystko było na swoim miejscu, chociaż w ciemnościach nawet znajome przedmioty sprawiały niesamowite, obce wrażenie. W końcu jednak zmęczenie zwyciężyło i naukowiec ponownie zasnął, mimo że za dnia czuł, jak oczy szczypią go niemiłosiernie z niewyspania. Była to jednak jedyna niedogodność, jaką pozwolił sobie eksponować. Poza zaczerwienionymi oczami prezentował się jak zwykle, tak jak i jego gość, którego powitał z wyraźną radością. Kirchner nie był może pogodnym towarzyszem, jednak był człowiekiem czynu. Jego obecność w domu Leonarda wskazywała jednoznacznie, że oto coś się wydarzy. Znudzony i zniewolony przez rutynę initiańskiego więzienia naukowiec wyczekiwał zmian i z niecierpliwością czekał na informacje, jakie miał mu przekazać jego dzisiejszy gość.
  – Doskonale – odparł Dustin, jednak jego dostojne oblicze nie wyrażało radości. Jego poważna, zacięta mina mogłaby odstraszyć wielu, jednak Steinhöfer znał już Drugiego na tyle dobrze, by nie zniechęciła go szorstkość rozmówcy. – Wiem, że Vanya przedstawiła plan wyprawy w zarysie, chciałbym się jednak upewnić, że na pewno spełniła swoje zadanie. Chętnie bym więc usłyszał, co takiego zdołała przekazać. – Po tych słowach mężczyzna spojrzał na gospodarza wyczekująco. Chociaż, w przeciwieństwie do niewiasty wczoraj, jego twarz nie skrywała maska, zdawał się być jeszcze bardziej nieprzenikniony niż Jaksarka.
Ilość słów: 1147

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob sie 25, 2018 9:05 pm  

  I choć Arlekin był wprowadzony w stan konsternacji po jego niedawnych, osobistych badaniach oraz poszukiwaniach lakonicznych chociażby wiadomości na temat drzewa genealogicznego Laurenza to nie potrafił odpędzić myśli dotyczących czyhających niebezpieczeństw. Te psotne, aczkolwiek szkodliwe przebłyski nadciągającej klęski męczyły badacza z niewyjaśnionych przyczyn, choć posiadał zapewnienie w postaci własnej, ponadprzeciętnej ochrony podarowanej mu przez kolegium zakonu. Być może pierwszy raz paranoja zaczęła dopadać człowieka, który nie znalazł konstruktywnych odpowiedzi na nurtujące go pytania.
  Winą obrzucał silniejsze leki, do których przekonał się po naleganiach jednego z przybocznych medyków Wielkiego Mistrza. A może po prostu surowe spojrzenie Dustina przeszywało go mocniej niż zwykle, w istocie zwiastując nieszczęście. Trudno było to stwierdzić obecnie przewrażliwionemu wewnętrznie okularnikowi. – Twoja uczennica przekazała mi wytyczne naszej misji, choć nie omieszkam też powiedzieć, że w pojedynkę pozwoliła sobie na kilka zbędnych komentarzy. – ujawnił prawdę z dużą nutą powagi, tą przybliżoną do temperamentu potężnego maga stojącego przed jego osobą. – Nie zaprzeczę, iż nie „przetestowałem” jej zachowania, Panie Kirchner. Niestety, Panna Lovric potrzebuje większych pokładów dyscypliny w mym odczuciu. – podniósł się z siedziska, znowu kurczowo przecierając podkrążone oczęta. Wtedy też wyprostował sylwetkę, odkasłując nerwowo. Nie była to prawdopodobnie oznaka kiełkującej choroby, a zwyczajne pozostałości po dręczącym Leonarda przeziębieniu. – Szczegóły naszej konwersacji nie mają jednak wpływu na przydzielone nam zadanie, a więc poprzestanę na tym. – dodał, wyznając iż nie ma zamiaru kontynuować ich dyskusji o sprawach z pozoru błahych, gdzie już właściwie ostateczna ocena młodej kobiety padła ze strony naukowca.
  Jaksarczyk obrócił oblicze w kierunku okiennicy, wzdychając mimowolnie. – Próbowałem zdobyć kilka informacji traktujących o Sir Feigu, choć me starania zakończyły się kompletnym fiaskiem. – wynalazca dobitnie to podkreślił wyrazistym akcentem swych słów. Dał do zrozumienia, że jego wiedza nie wykracza poza udostępnione materiały, a sam dojrzały członek rady zapewne mógłby pochwalić się czymś spoza sporządzonych zapisków w księgach Initium. – Oczekuję, że w trakcie naszej podróży znajdziemy to, czego szukamy. Nie możemy zawieść Mistrza von Angerera. – zakończenie wypowiedzi nie było pytaniem, lecz laborant oczekiwał w pewnym sensie potwierdzenia ze strony nauczyciela Vanyi. Nie zgrywał w żadnym wypadku kogoś przygotowanego na wędrówkę takich gabarytów, gdzie zupełnie nie posiadał odpowiedniego przeszkolenia w kwestii odnajdywania zaginionych czy też w szerszym rozumieniu tropienia istot. Polecenie wyglądało na nadzwyczaj nietypowe, bacząc bo aktualnej sferze pracy intelektualisty. Steinhöfer definitywnie będzie potrzebował wsparcia załogi, a w szczególności Drugiego, który tak jak teraz nie chował tożsamości przed znajomym jemu polihistorze. Mężczyzna w gustownym stroju z umalowanym zmęczeniem na twarzy nie odpuszczał w swoistej bitwie na miny, kamiennym spojrzeniem oraz mimiką racząc wiernego towarzysza.
Ostatnio zmieniony wt sie 28, 2018 7:26 pm przez Leonard, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 515

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 119

wt sie 28, 2018 3:33 pm  

Narrator

  Po dniach spędzonych w swoistej złotek klatce Leonard był bardzo nieufny wobec swojej nowo odzyskanej wolności. Nie mógł nic poradzić na to, że wietrzył w tym jeśli nie spisek, to chociaż zapowiedź rychłego niebezpieczeństwa. Angerer do tej pory nie dawał mu możliwości wniknięcia w sprawy Zakonu, które dotyczyły ich członków. Wielki Mistrz zawierzył badaczowi w kwestiach naukowych, stwarzając doskonałe warunki do badań. Zaopatrzył go w szereg doskonale zorientowanych magów, zawsze służących pomocą, dał wgląd w przechowywane w bibliotece manuskrypty, udostępnił doskonały gabinet do pracy, podarował wygodne mieszkanie obfitujące we wszelkie udogodnienia, w którym można było zarówno kontynuować swe obowiązki, jak i od nich odpocząć. Nigdy jednak nie wykazywał chęci do zapoznania Arlekina z magami tak, aby czuł się częścią wspólnoty. Teraz jednak nagle zmienił zdanie i nakazał mu szukać syna cenionego naukowca, jakby było to zadanie doskonałe dla konstruktora. Mężczyzna nie mógł więc powstrzymać uczucia niepokoju, szybko jednak zrzucił je na karb przyjmowanych leków. Wiedział, że wszelkie substancje kojące ból mogą w miarę stosowania coraz bardziej mieszać w umyśle, doprowadzając chorego albo do apatii, albo – tak jak w przypadku Leonarda – do wyjątkowej podejrzliwości. Naukowiec czuł się jak zwierzę w potrzasku, ale nie miał komu się zwierzyć. Teraz odbywał rozmowę z Kirchnerem, człowiekiem czynu o doskonałych manierach, ale niezbyt ciepłym w pożyciu. Drugi nie był dobrym materiałem na powiernika obaw Jaksarczyka, tak samo jak każda osoba, z którą ów miał kontakt w Initium.
  Nie okazawszy żadnych emocji, Steinhöfer podzielił się swymi przemyśleniami z przywódcą przydzielonej mu do ochrony kampanii. Dustin kiwnął głową, jego rozmówca jednak wiedział, że ten gest nie oznacza ani zgody, ani też formy aprobaty. Mag zaledwie poinformował w ten oszczędny sposób, bez pomocy zbędnych słów, że wysłuchał podanych mu informacji i wyciągnie z nich wnioski. Czy jego decyzją będzie reprymenda wobec Vanyi, czy też uzna Arlekina za człowieka małostkowego, tego już badacz nie wiedział. Mógł mieć jednak pewność, że Kirchner nie okaże wobec niego nagłej wrogości li i jedynie dlatego, że ośmielił się skrytykować jego uczennicę, która była wobec niego bezwzględnie lojalna od lat.
  Pomimo braku werbalnej reakcji ze strony maga, Leonard uznał temat za zakończony i przeszedł dalej. Postanowił poinformować mężczyznę o swoich próbach zdobycia informacji o Sir Feigu. Podkreślił, że jego wiedza nie wykracza poza ogólnodostępne źródła, milczeniem natomiast pominął księgę spisaną przez anonima doszukującą się jakichś niecnych motywów w genezie rodu poszukiwanego. Drugi znów kiwnął głową, tym razem jednak oznaczać to miało, że się namyśla. Gdyby Arlekin nie znał mężczyzny, mógłby nie zauważyć, że mag zdawał się lekko uśmiechać, gdy odpowiadał jak najbardziej pełnym powagi tonem:
  – Nie dziwi mnie to, wszak Sir Feig jest człowiekiem dbającym o swą prywatność, a o jego postępach w badaniach i tak wiele wiadomo, zwłaszcza że miał swój wkład w pracach przy Maszynie… Jeśli zaś chodzi o poszukiwanego, nie miał on okazji odznaczyć się niczym wybitnym. Jego matka w jego wieku poprowadziła kilka udanych kampanii, odznaczając się doskonałą strategią… Tak… To kobieta o bardzo wnikliwym umyśle. Niestety, ku rozpaczy wielu młodzieniec nie szedł w ślady swych rodziców. Bystry dzieciak, ale nie wychylał się, pomijając kilka niegodnych pamięci bójek, które rozpętał lub zakończył. – Tak oto Leonard dostał kolejną porcję tych samych informacji. Podobne wiadomości podała mu wszak Lovric, niestety Arlekin wciąż nie uważał ich za wystarczające. Właściwie to trudno by mu było określić, jakie dane są przydatne podczas poszukiwania obcego mu człowieka – nigdy przecież nie pełnił roli tropiciela, tak jak to przypadło mu teraz w udziale. Wątpił we własne umiejętności i bał się, że nie sprosta zadaniu, które mogło przecież stanowić cel sam w sobie. O ile wszak mężczyzna się orientował, Angerer nie powinien mieć interesu w szukaniu syna wybitnych magów, który sam nie wyróżniał się niczym. W Initium można było znaleźć doskonałych w swym fachu Drugich, jeden młodzik, który nie miał kiedy szlifować i rozwijać swych zaklęć, nie powinien więc być aż tak ważny, by w pełnej konspiracji organizować poszukiwania. Tak przynajmniej mogło się zdawać, a w tej sprawie Steinhöfer miał wyraźne poczucie, że wie zbyt mało, by móc ją należycie ocenić.
Ilość słów: 809

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość