"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Dwadzieścia stopni poniżej Zera

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

pn wrz 24, 2018 5:59 pm  

Dwadzieścia stopni poniżej Zera

Jasław, Milczka
Północ, 1527 rok



  Minąło naprawdę sporo czasu od momentu, kiedy Jasław powrócił ze swojej drugiej większej misji. Równie długi okres czasowy stanowiła bezczynność Adelruny, której najwyraźniej Nakamura nie kwapił się wysyłać na kolejną wyprawę. Oboje magów pozostawało w takim stanie z różnych powodów – Labuhn był nadwyrężony psychicznie, jak i fizycznie. Milczka dowiedziała się czegoś, z czym Exitium nie do końca wiedziało jak sobie poradzić. Wszystko to komplikowała też obecność osobliwego, milczącego jak grób człowieka, jakim był Fryderyk von Hissler. Choć z niewiadomych powodów Seitaro polubił owego ekscentrycznego jegomościa, tak nie potrafił wyciągnąć z niego niczego konkretnego. Nikt nie miał pojęcia czy Hissler milczy z czystej złośliwości, czy może po prostu ma do tego powody.
  Wszystko się jednak zmieniło dwa miesiące później. Zdawało się, że wojna z Pierwszymi dobiegła końca już dłuższy czas temu. Cały Jaksar zdołał się uspokoić, ludzie zaczęli odbudowywać swoje osady, a przeludnione miasta w końcu zrobiły się nieco mniej tłumne.
  Zarówno Adelruna, jak i Jasław poświęcali wolny czas na trening. Ta pierwsza nie tylko zdołała przez ten okres przyzwyczaić się do swojego głosu, który odzyskała po tylu latach, ale także – podobnie jak Labuhn – nabyła nowe umiejętności. Cała ta sielanka nie mogła jednak trwać bez końca. Choć Jaksarczyk przebywał w Initium, a kobieta w Exitium, ich drogi miały zejść się już niebawem.
  Żarnowiec był stosunkowo świeżo wzniesionym miastem na północy Jaksaru. Początkowo niewielka, rybacka osada z czasem rozrosła się do wielkości małego miasteczka, by w ciągu kolejnych dziesięciu lat schować się za grubymi murami, a niewielki port przeobrazić w molocha o dwóch stoczniach. Miejsce to wyróżniało się jednak swoim wyjątkowym zamiłowaniem wobec Drugich i Egzarchów – burmistrz bowiem nakazał oprócz wzniesienia samego kolegium magów, wydzielić także specjalną strefę, do której dostęp będą miał jedynie osoby obdarzone przez Maszynę srebrnymi liniami. I to właśnie tutaj tego samego dnia wysłano Jasława wraz z towarzyszącym mu Rolfem Weizmannem, oraz Adelrunę, u której boku nadal kroczył Kaito Iwasaki.
  Oboje nie mieli większego pojęcia po co tak naprawdę ich tu wysłano. Jedynie Druga mogła domyślać się, że będzie miało to jakiś związek z informacjami, które dostarczyła do Exitium po powrocie z Grottham. Żadne z nich nie wiedziało jednak, że będzie ze sobą współpracować, ani pod czyim przywódctwem. Wszystkiego – w ramach bezpieczeństwa – mieli dowiedzieć się dopiero na miejscu. Gdzie właśnie dotarli.

***


  Wszechstronne pomieszczenie z setką przysłoniętych czarnym materiałem okien, ulokowane w wysokim budynku o jeszcze wyższej wieży, wydawało się być tym, czego szukał Yas. Kiedy pchnął wielkie, dębowe wrota pokryte dziesiątkami wyszukanych wzorów, poczuł jak oślepia go blask pochodzący od błękitnych kryształów wtopionych w srebrny strop. Kiedy ślepia Drugiego przystosowały się do ostrego światła, dojrzał coś więcej – długi stół, przy którym stało na oko dwadzieścia krzeseł – jednak jedynie dwa z nich były zajęte przez inne żywe istoty.
  Rolf krocząc tuż za Labuhnem, wchodząc do pomieszczenia aż przesłonił oczy dłonią. Lekko wykrzywił usta w grymasie i głęboko westchnął pod nosem.
  Drudzy i ich poczucie estetyki — zapowiadało się na to, że Egzarcha zaraz zacznie narzekać, jednak zaniechał tegoż procederu, gdy tylko dostrzegł Milczkę.
  Kaito widząc zaistniałą sytuację, wprosił się na moment do umysłu Adelruny. Kobieta już od dawna nie zaznała tego kłującego w korę mózgową uczucia, temu też zdawało się być ono co najmniej kilkukrotnie spotęgowane.
  Nie sądziłem, że czekamy na wielce oświeconych z Initium, jak wnioskuję po ich wielce szykownym odzieniu — rzucił kąśliwą uwagą na temat Labuhna i Weizmanna, którym na tę wyprawę przyznano długie, białe szaty zdobione złotymi nićmi. Do tego wszystkiego dochodziła krótka pelerynka o kolorze głębokiego błękitu, narzucana na prawe ramię.
  Sama Adel oraz Iwasaki byli ubrani w... to co zwykle. Exitium nigdy nikomu nie narzucało konkretnego odzienia, gdyż to byłoby co najmniej dziwne. Magiczna organizacja słynąca z tego, że w swoje szeregi przyjmuje każdego, kto umie machać mieczem, bądź jest wystarczająco silny, żeby zostać Drugim, a więc zarówno ludzi uczciwych, jak i łachudry wyjęte spod prawa, ubierająca swych ludzi w wyszukane szmaty? Nie taki był zamysł Nakamury.
  Weizmann nie mówiąc ani słowa, podszedł do stołu i zasiadł na jednym z krzeseł. Zaraz naprzeciw Iwasakiego, któremu wyraźnie się to nie spodobało. Nie raczył jednak tego skomentować, bo i nie miał do tego większych powodów. W końcu nikt z nich nadal nie wiedział, po co tak naprawdę ich tu wezwano.
Ilość słów: 909

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 37
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pn wrz 24, 2018 6:58 pm  

  Podróż do Żarnowca dłużyła się młodemu Drugiemu, który pomimo dobrych wspomnień co do ziemi na której się znajdował, na której przyszedł na świat, miał pewne obawy i niepokój w sercu, gdyż jeszcze niedawno horda Pierwszych pustoszyła pobliskie wioski i terroryzowała każdego człowieka, który miał nieszczęście znaleźć się na ich drodze. Przybycie do miasta, które było bardzo przychylnie nastawione na odwiedzających pokroju Rolfa i Jasława dawało pewną nadzieję chwilowego spokoju i uniknięcia problemów.
  Mroźne powietrze i ostry klimat okolic dobrze uderzał w nozdrza Yasa. Czuł się znacznie lepiej, gdy temperatura nie była zbyt wysoka, a zawartość tlenu w atmosferze się zwiększa. Wejście do miasta obyło się bez większych przeszkód z ramienia przynależności do Initium. Śnieżnobiałe szaty ze złotą nicią, żelazna maska na twarzy i błękitna peleryna dała wszystkim strażnikom do zrozumienia, kto właśnie zawitał do miasta.
  Drugi udał się wraz z Rolfem we skazane wcześniej miejsce spotkania. Ciekawość i niewiedza jaką posiadał Jasław były niczym paliwo napędzające jego nogi, które same prowadziły go przed siebie. Jego umysł za to wybiegał naprzód i nie dało się pohamować różnorakich pytań jakie wlatywały mu do głowy.
  Może zostaliśmy wysłani w roli dyplomatów? Rolf doskonale nadaje się na osiłka w ramach ochrony... może na pokaz tylko. Ciekawe, czy będzie to kobieta czy mężczyzna? I czy będę musiał się z nią przespać... Jak będzie ładna, to czemu nie, ale oby nie była człowiekiem. Aż tak oddany za sprawę nie jestem, żeby wyparować w łóżku wsadzając komuś palec w dupę.
  Wysoki, wielopoziomowy budynek ukazał się przed podróżnikami. Doskonale pasowało do opisu jaki otrzymał w Initium tuż przed wyjazdem. Ruchem ręki pchnął masywne wrota, które ukazały przed nim nic, prócz oślepiającego blasku, który zaatakował jego ślepia. Maska na jego twarzy i specjalne szkiełka wbudowane w oczodoły pozwoliły mu na znacznie szybszą adaptację do panujących warunków niż Rolfowi. Ogromna sala z pozasłanianymi oknami i błękitnymi kryształami, które dawały to oślepiające światło były doskonałym motywem do zacisznej, przystosowanej do negocjacji sali. Podłużny stół z dwudziestką krzeseł nadawał biesiadnego ducha pomieszczeniu.
  Dwójka osób czekała już najprawdopodobniej na członków Initium. Widząc ich, Jasław uświadomił sobie, że nie wyglądają na wysłanników, którzy mieliby cokolwiek związanego z dyplomacją. Mimo wszystko ucieszył się w duchu, ponieważ był dosyć słabym negocjatorem, więc nie chciał piastować tak ważnej roli i przemawiać głosem całego Initium. Rolf był prostym człowiekiem i jego komentarze nie zaskoczyły magusa. Spędzili ze sobą trochę czasu i mógł wiedzieć już czego może się po nim spodziewać.
  Yas ruszył bezszelestnie za swoim kompanem, który znalazł sobie miejsce naprzeciw jednego z gości. Zasiadł obok niego, aby jego oczom ukazywała się postać towarzysząca. Przesiedział w ciszy kilka minut, lecz nie mógł się powstrzymać przed otworzeniem ust do jego zdaniem ciekawych ludzi.
  Po waszym wyglądnie mogę zasugerować, że pochodzicie z Exitium. Członkowie Auxilium są raczej rzadko spotykani na zewnątrz swojej siedziby, oraz noszą specyficzne stroje. Możecie jeszcze pochodzić z Wysp, ale nie przypominacie mieszkańców ze wschodu – zrobił sobie krótką pauzę w swoich przemyśleniach, które prowadził na głos.
  Głupio mi o to zapytać, ale wiecie może dlaczego nas tutaj przysłano? – Yas rzucił kozłem ofiarnym, aby dać im zgrywać tych ważniejszych, a z siebie zrobić niedoinformowanego kretyna. Znacznie łatwiej w nowym towarzystwie jest się porozumieć z kimś, kto będzie uważać się za mądrzejszego, lub z większym zasobem informacji. Nie zależało mu na tym, aby przewodniczyć temu spotkaniu, więc z czystym sumieniem przerzucił piłkę na ich stronę.
Ilość słów: 696

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt wrz 25, 2018 8:45 am  

  Dreszcz emocji przebiegał raz po razie po kręgosłupie Milczki, kiedy wyruszała w podróż na daleką północ, do Żarnowca. Stagnacja nie służyła jej humorowi, w przeciwieństwie do samych treningów, owocnych w nowe zaklęcia. Jednak wolała coś robić, gdzieś wyruszyć, zważywszy na fakt, jakie informacje dostarczyła Exitium. Nowe zagrożenie będące ludzką abominacją. Należało się tym jak najszybciej zająć, jeśli wierzyć słowom Gnuśnego, który ostrzegał przed kolejnymi jego rodzaju. Niestety ich wiedza na ten temat była znikoma, a Hissler milczał jak zaklęty. Ba! Nakamura zdawał się obdarzyć go sporą sympatią. Co prawda mag był niezwykle uzdolniony, ale na pewno miał w zanadrzu informacje, które mogłyby im pomóc. Jednak w tej kwestii milczał jak zaklęty, nawet lepiej od Adelruny.
  Samej kobiecie ciężko było się przyzwyczaić do nowego głosu. Nadal swoim zwyczajem milczała, czasami wręcz zapominając o darze od Edwina. Z Kaito nadal się trzymała, chociaż jego umiejętności nie były już tak potrzebne. Nazywała to przyzwyczajeniem. Nadal ją irytował i przyprawiał o białą gorączkę, ale i on tolerował jej apodyktyczność, więc właściwie całkiem nieźle się zgrali, a i w trakcie walki dobrze współpracowali.
  Nie powiedziano jej nic, kiedy delegowano ich tak daleko, ze znikomą znajomością jaksarskiego. Po prostu kazano tam iść, więc wyruszyli. Kobieta jedynie domyślała się, że może to mieć związek z tym, czego się dowiedziała w Grottham. Niepokoiło ją to, ale i ekscytowało. Dlatego też teraz niecierpliwie postukiwała palcami o blat stołu, gapiąc się w rzeźbioną ścianę i zastanawiając, po co taki przepych. Drugim nie powinno zależeć na bogactwach, a na wiedzy. Tutaj zaś wszystko wyglądało jak w jakiejś katedrze Onych. Wrażenie zbędnego przepychu spotęgowała dwójka wchodzących do obszernego, biesiadnego wręcz pomieszczenia wysłanników... Initium, jak mogła sądzić. Westchnęła cichutko, widząc tę wyniosłość w ich szatach. No cóż, pomimo ścisłej współpracy ona wraz z Kaito ubrani byli prędzej jak najemnicy, w prostych, grubych szatach z pancerzem pod spodem. Zaraz też wzdrygnęła się zauważalnie, czując obecność Kaito u siebie w głowie. Dawno tego nie odczuwała i zdążyła się odzwyczaić.
  Ani ja, ale nie dąsaj się od razu na ich widok. Z Zakonnikami popijałeś w podrzędnej karczmie wino, a z ludzi ze współpracującej z nami organizacji od razu szydzisz? Poza tym Initium zawsze lubiło pokazywać, kto tu jest lepszy. Ją samą ubierano w taki sposób, a przecież jeszcze przed zostaniem Drugą należała do Noblitów, więc przepych nie był jej obcy. A jednak przyzwyczajenia brały górę i niektórych zachowań czy manier pozbyła się na rzecz ogólnej użyteczności.
  Słysząc obcy, nijaki jej zdaniem język, nie sposób było się nie skrzywić, chociaż rzecz jasna wszystko pozostawało pod maską. Jaksarskiego uczyła się co najmniej piętnaście lat temu i pamiętała pojedyncze słowa. W Exitium było także sporo Jaksarczyków, ale wciąż nie potrafiła tego języka w wystarczającym stopniu, by zrozumieć cały kontekst. Prędzej znała Agatusu, w którym często rozmawiała z samym Iwasakim. I dlatego też patrzyła się teraz z politowaniem na siedzącego naprzeciw niej rozmówcę. Zaczęła żałować, że przedwcześnie skarciła Kaito za tak szybką ocenę magusów. — Jeśli łaska, w sanctin będzie dużo prościej się porozumieć — odezwała się, w tym właśnie języku. Mówiła cicho i spokojnie, ale na pewno nie niepewnym głosem. — Raczej nie ma obowiązku posługiwania się językiem miejscowych, szczególnie, jeśli jesteśmy wielkimi uczonymi, których łączy wspólny język i cel — słychać było mocne naleciałości waldgrosseńskiego akcentu, który jasno sugerował pochodzenie drobnej kobiety.
Ilość słów: 703

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 37
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

wt wrz 25, 2018 2:20 pm  

  Cała ta zaistniała sytuacja nieźle speszyła młodego Drugiego, który zastanawiał się czy już może wyjść z pomieszczenia, w którym strzelił niezłą gafę.
  Świetnie... teraz wyszedłeś na idiotę... Następnym razem pomyśl w jaki sposób odezwiesz się do nowo poznanych ludzi, którzy najprawdopodobniej nie są poliglotami. Zaraz zapadnę się pod stół... Ogarnij się, zachowaj zimną krew. Przeproś i możesz ruszyć dalej.
  Jasław zaczął nerwowo tupać nogą pod stołem, aż echo rozniosło się po całej sali. Położył swoją lewą rękę na udzie, uspokajając niespokojne kończyny. Sięgnął powolnym ruchem lewą dłonią w stronę żelaznej maski i zdjął ją kładąc przed sobą. Odgarnął następnie śnieżnobiały kaptur z głowy i ukazał swoje oblicze nieznajomym.
  Wybaczcie moje maniery, nie miałem na umyśle was obrazić – jego sanctin było książkowe i bardzo chłodne – Nazywam się Jasław, a to mój towarzysz Rolf – skierował lekko rękę gestykulując w stronę swojego kompana – Przybywamy z Initium, o czym zapewne już wiecie. Nie jesteśmy pewni dlaczego zostaliśmy tu przydzieleni, ale mam nadzieję, że wy podzielicie się z nami takową wiedzą, albo ktoś pojawi się znikąd i uraczy nas paroma odpowiedziami.
  Podczas całej rozmowy Yas promieniał przyjemnym wyrazem twarzy i nie tracił kontaktu wzrokowego ze swoimi rozmówcami. Był raczej statyczny, lecz bardzo skupiony na rozmowie. Władał językiem starożytnych z niezłą wprawą. Kilka lat spędzonych w elitarnej placówce właśnie dawało swoje efekty podczas konwersacji z "zaprzyjaźnioną" organizacją. Młody chłopak zaczesał swoje jasnoszare włosy, po czym położył jedną dłoń na masce i oparł się na krześle, zjeżdżając nieco w dół.
  Wyczekując na jakąkolwiek odpowiedź ze strony gości, którzy pierwsi dotarli na miejsce spotkania, miał nadzieję, że ktoś pojawi się zaraz w drzwiach, aby rozwiać ich niepewność i ciekawość. Podczas obserwacji nowych osób, Jasław przyglądał się kobiecie, która używając języka uczonych, zaciągała w nim akcentem dobrze mu znanego języka z Królestwa Waldgrossen. Wlepiał w nią swe jasnobłękitne, maślane oczy i rozmyślał o tym jak może wyglądać ów niewiasta.
  Ciekawe czy jest ładna... albo chociaż przeciętna. Większość kobiet Drugich widywało się dość urodziwych. A co jeżeli właśnie taki mają plan głowy wszystkich organizacji posiadających maszyny? Zwerbować jak największą ilość piękności, wyszkolić je na doskonałych szpiegów i panować na dworach królewskich zza kurtyny? A co jeżeli już tak jest? Zastanawia mnie czy mają silny pociąg do pożądania innego ciała... chyba tylko ja mam taki problem... czuję się jakby Maszyna coś spieprzyła podczas mojej przemian.
Ilość słów: 487

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr wrz 26, 2018 5:35 pm  

  Adel niemal od razu zauważyła, że wysłannik Initium się speszył. Niespokojne poruszanie nogą, nad którą Drugi próbował zapanować lewą ręką sugerowało jakiś tik nerwowy. W dodatku delikatne echo zdradziło jej rozmówcę. Najwyraźniej popełnienie tak drobnej gafy było dla niego niedopuszczalne – ale to już były tylko pojedyncze myśli, którymi dłużej nie zaprzątała sobie głowy. Po prostu to zauważyła, odruchowo wręcz analizując jego zachowanie. Dobrze rozumiała mowę ciała, sama musząc opanować ją do perfekcji, jeśli chciała funkcjonować jako tako w społeczeństwie bez głosu.
  Uważnie obserwowała, kiedy ściągał maskę. Na razie siedziała nieruchomo, wyprostowana na krześle, jedynie czasami stukając palcami w rękawicy o stół. Przy przedstawianiu się skinęła głową w srebrnej, kontrastującej z ciemnymi ubraniami, prostej masce. Słuchając pytań Jasława, zerknąwszy także przelotnie na Rofa, zastanawiała się, po co przysłano tutaj także Initium. Jeśli to było to, o czym myślała, to dlaczego mieli ze sobą współpracować? Oczywiście była niezwykle skora do takiej współpracy, zważywszy na swoje ostatnie przeżycia z Zerem, ale nadal było to co najmniej intrygujące.
  — Nazywam się Adelruna Wasserbeg, a to mój... pomocnik, Kaito Iwasaki — nie mogła się powstrzymać przed odpowiednim zaakcentowaniem słowa "pomocnik", przy okazji zwracając swoją twarz w stronę Kaito. Może i lekko infantylne, ale w końcu mogła się odgryźć i po prostu nie potrafiła przegapić okazji. Nie ściągała jednak maski, ukrywając delikatny uśmiech pod nią. Odchrząknęła i z powrotem kierując wzrok na Jasława, dokończyła to, co chciała powiedzieć. — Właściwie nie poinformowano nas ani o współpracy z Initium, ani o celu naszej wizyty tutaj. Śmiem jednak twierdzić, że może to mieć związek z czymś, z czym mieliśmy już do czynienia... co mnie szczerze powiedziawszy niepokoi. Lepiej dla nas, jeśli byłby to zwyczajny problem z Pierwszymi, którzy gdzieś się jeszcze zapodziali.
Ilość słów: 371

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw wrz 27, 2018 7:23 pm  

Narrator

  Przesiadująca w świetle błękitnych kryształów czwórka ludzi, zdawała się nie dogadywać tak, jak wskazywać mógłby na to ich wspólny – choć nadal nieznany – cel oraz ogólna profesja, jaką się parali. Choć Intium różniło się od Exitium w znaczącym stopniu, to przecież obie organizacja ściśle współpracowały i wzajemnie sobie ufały w kwestii wszelakich mniej jawnych projektów. Czego zresztą przykładem była obecna sytuacja, w jakiej znalazł się Jasław oraz Adelruna.
  Po jakimkolwiek człowieku parającym się tym, czym parali się członkowie frakcji, której siedziba położona była w Wąwozie Pierwszych, nikt nie spodziewał się nadzwyczajnej ogłady. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, iż ich nonszalanckie podejście do spraw magii, Pierwszych i wszelkich innych nieco nadnaturalnych rzeczy, jest jedynie stereotypem. Często mówiło się także, iż są to ludzie skorzy do waśni, bójek oraz usilnego zaznaczania swojej pozycji. I nie mówiło się tego nigdy z przekąsem – każdy kto usłyszał o Exitium, słyszał też o pochodzeniu większości z tamtejszych magów. Milczka była jednak pod tym względem wyjątkowa, lecz jedynie w kilku aspektach – po pierwsze, nie wywodziła się z biednej rodziny, w której występek był na porządku dziennym. Po drugie, przybyła tu z Initium szukając coraz większej mocy. I na tym wszelkie różnice się kończyły, jak już Yas mógł zauważyć.
  Chłopak w końcu – choć młody – do głupich nie należał, o ile któregokolwiek z Drugich można było tym mianem określić. Do przemiany dopuszczano jedynie osoby, które zdołały zagłębić najważniejsze arkana magii, jak i nauki ogólnej, ścisłej oraz sprecyzowanej w konkretnych kierunkach. Mężczyzna jednak od początku czuł, iż procesy jakie zaszły, gdy wszedł do Maszyny, nie do końca zostały ukończone. Z jakiegoś niewiadomemu nikomu powodu nadal czuł on popęd seksualny, tak przecież zgubny dla wszelkich Drugich i tak bardzo niepożądany przez samo Initium. Jednakże! Każdy uczony z głową na karku doskonale zdawał sobie sprawę z tejże słabości, a także z tego, że można z nią walczyć na kilka sposobów – nie tylko poprzez fizyczny kontakt z drugą osobą, ale też ze sobą samym.
  Pośród tych rozmyślań powoli pierwsze kroki stawiała niemrawa rozmowa rozpoczęta w zdecydowanie nieprawidłowy sposób. Po krótkiej – mimo początkowej niezręczności – natrafiła na prawie że właściwe tory, a nieznajome sobie dotąd osoby, stały się nagle nieco mniej obce. W końcu znały już swoje imiona. Dumna Adelruna przedstawiła się Yasowi, wykorzystując tym samym okazję do sprawienia Kaito drobnej złośliwości. Drugi Aur nie pozostawił tego wcale obojętnie, przerywając w połowie kobiecie drugą część wypowiedzi. Zdjął z twarzy maskę ukazując swe cesarskie oblicze i z poważnym, cesarskim akcentem odezwał się w sanctin.
  Proszę wybaczyć tę opryskliwość mojej uczennicy, nadal jest młoda i świeża pośród naszych braci, toteż nie do końca wie jak zachować się w obecności person o nieco większym obyciu. Jest mi za nią baaardzo wstyd — uśmiechając się jedynie we własnych myślach, spoglądał prosto w oczy Drugiego z Initium. Rozwarł usta, jakby chciał powiedzieć coś więcej, to mu jednak szybko zostało przerwane.
  Masywne wrota raz jeszcze zostały otworzone, wpuszczając do pomieszczenia nieco obcego światła, które mieszając się z błękitnymi promieniami tworzyło wyjątkowo przedziwne i śliczne zjawisko tańczących ze sobą świateł.
  Po chwili próg przekroczyły dwie nadzwyczaj elegancko odziane postacie, których ubiór mógł przyćmić najbardziej szykowną garderobę noblitów, a nawet szaty samego Kniazia. Pierwsza z nich zdecydowanie wyglądała na kobietę – spod czarnego kaptura wylewała się fala rudych włosów sięgających aż po piersi. Pomiędzy nimi widniała szczupła twarz o wyraźnie widocznych kościach policzkowych, zaś same poliki pokryte były tabunami piegów. Drobny, nieco haczykowaty nos, pół-pełne usta oraz głębokie, zielone oczy zdecydowanie odwracały wzrok od drugiej persony, która kroczyła paręnaście centymetrów przez nieznaną pięknością.
  Spoglądając na męską połowę tej dwójki, również wspomnieć należałoby o – przywodzących na myśl coś wręcz elitarnego – długich szatach. Niemal cale czarne, o dwóch warstwach. Na brzegach obszyte grubymi, śnieżnobiałymi nićmi, od których niekiedy odbijały odnogi w postaci wzorów przypominających niekiedy znaki znane z sanctin. Idąc wyżej, w oczy wpadała trzecia, błękitna warstwa opatulająca ramiona oraz szyję ów człowieka. Mężczyzna również na swą głowę narzucony miał kaptur, pośród czeluści którego wyróżnić dało się rudą, kozią bródkę oraz delikatnie przyciętą resztę zarostu. Nieco kartoflany nos pokryty piegami identycznie jak u miedzianowłosej dziewoi. Charakterystyczne rysy twarzy zapadły Milczce oraz Kaito już dłuższy czas temu – oboje doskonale zdawali sobie w tej chwili sprawę z tego, z kim przyszło im się teraz spotkać. A przynajmniej z jedną częścią tej dwuosobowej grupy. Oto był Fryderyk von Hissler we własnej osobie. Wielki Zaklinacz ukryty w kamieniu przez ostatnie 30 lat znów ze stoickim spokojem kroczył przez świat, z drobnymi przerwami na pozbycie się stoicyzmu i popadnięcie w szpony cynizmu i wredoty.
  Oboje przystanęli przed stołem i zsunęli z głów kaptury. Wymienili się spojrzeniami, a po chwili z ust uciekiniera z posągu wylał się potok słów.
  Panno Wasserberg, Panie Iwasaki. Raz jeszcze się spotykamy, teraz – miejmy nadzieję – w nieco bardziej sprzyjających warunkach, niżeli ostatnim razem. Z Panem Labuhnem oraz Wiezmannem zdaje się widzę po raz pierwszy, toteż miło mi poznać, możecie się do mnie zwracać Mistrzu Hissler — spojrzał surowo na całą czwórkę, po czym odsunął się nieco w tył, dając tym samym znak, iż do głosu dojść może jego towarzyszka.
  Pewnie zastanawiacie się — zaczęła, by po chwili delikatnie zakaszleć, przysłaniając usta ręką. — Zastanawiacie się cóż nas wszystkich sprowadza w to miejsce. Choć Pan Iwasaki oraz Panna Wasserberg zapewne mogą się domyślać, tak Pan Labuhn i jego towarzysz chyba nie mają zielonego pojęcia — spojrzała nieco pytająco na Hisslera, by po chwili powrócić wzrokiem do czwórki magów. — Tłumaczenie tego może zająć krótką chwilę, dlatego też pozwolą Państwo, iż nieco się wspomogę — sięgnęła pod szaty, przeszukała jedną z kieszeni i po chwili wygrzebała z niej sporawy kryształ, który postawiła na stole. Na chwilę przyłożyła do niego dłoń, przelewając weń nieco energii. Z samego centrum przedmioty wystrzeliła do góry wiązka błękitnego światła, która po chwili przybrała kształt nagiej, męskiej postaci bez genitaliów. Całkowicie łysa, pokryta ścieżkami, w znacznej mierze pulsująca białym kolorem.
  Zera — wtrącił się Hissler, znów występując do przodu. — Zdążyliśmy się już z jednym zetknąć i spotkanie to nie należało do najmlilszych. Jak jednak owa maszkara twierdziła, nie jest jedyną, co zresztą podejrzewamy, iż jest prawdą. Dokładniejsza analiza zapisków wyrytych w kamieniach dała nam podstawy do nabrania podejrzeń, co do miejsca ukrycia kolejnych, w najlepszych wypadku zapisków. W najgorszym gniazda os — Fryderyk mówił z powagą, spolągając raz to na wyświetlany obraz, raz to na czwórkę magów.
  Tak jak powiedział Pan Hissler, tym czego będziemy szukać będą pozostałości po tej osobliwej formie maga. Wszelkie tropy kierowały na północ, na nic jednak zdały się poszukiwania skoncentrowane tej części kontynentu. Nie mając innych poszlak zmuszeni zostaliśmy do podjęcia kolejnych kroków, a dokładniej ekspedycji morskiej. Odległe, północne wyspy – choć groźne ze względu na klimat – wydają się według nas być najlepszym miejscem, w którym można skryć siebie lub coś.
  Jakieś pytania? — Hissler odezwał się zaraz po słowach kobiety, której miana czwórka magów nadal nie poznała. Być może z powodu nieco roztrzepanej natury rudej dziewki, a być może z jakichkolwiek innych względów.
Ilość słów: 1461

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw wrz 27, 2018 9:28 pm  

  Relacja Kaito i Milczki nie należała do tych noramlnych, a odkąd ta odzyskała narząd głosu, stała się jeszcze dziwniejsza, mogła ona bowiem odgryzać się wedle własnej woli, nie tylko czekając na łaskawego Cesarskiego, który będzie panoszył się po jej głowie i czytał niepożądane myśli. Dlatego też kiedy ten zaczął mówić, zareagowała dosyć gwałtownie, prawie natychmiast ściągając maskę i ukazując wykrzywioną, lekko zaczerwienioną z gniewu owalną twarz. Rysy lekko nie pasowały do jej dosyć wyrazistej mimiki twarzy – były delikatne, wręcz szlacheckie, szczególnie, że korelowało to z jej drobną sylwetką drobnym licem z drobnymi elementami. Cera, gdyby nie tak poczerwieniała od złości, byłaby tylko kilka tonów ciemniejsza od śniegu. Oczy, lodowatobłękitne, prawie że szare, wpatrywały się z uniesieniem w jej towarzysza. Już otwierała blade usta, zaczynając od słowa "Ty...", kiedy drzwi znowu się rozwarły, a jej reprymendę przerwało wkroczenie dwójki magów, jak mniemała.
  Na widok tak ekstrawaganckich szat uniosła tylko brwi. W taki sposób to nawet jej ojciec i brat się nie nosili, a w końcu mogli sobie na to pozwolić. W Initium jednak kojarzyła, że paru lubowało się w bardziej przyćmiewających innych ubiorach, ale w Exitium taki widok stał się rzadkością i tematem kpin. Sama kobieta rzeczywiście przyciągała wzrok i gdyby Adelruna bywała w jakiś sposób zazdrosna o urody innych kobiet, na pewno teraz miałaby ku temu okazję. Jednak jej uwagę przyciągnął inny jegomość, kroczący kawałek za nią. Również rudy, a gdy tylko cień skrywający jego oblicze przestał być dla jej oczu przeszkodą, westchnęła. Ciężko, jakby zobaczyła kogoś, kogo wolała tutaj nie spotykać. I rzeczywiście, Hissler był ostatnią osobą, z którą pragnęła przebywać pod jednym dachem. Jego charakter działał jej na nerwy bardziej niż upierdliwość Kaito, a na dodatek cały czas podważał jej autorytet i wytykał każdy możliwy błąd, jaki mogła popełnić, w sposób, który w pewien sposób ją poniżał jako Drugą. Po prostu nie tolerowała go i nie wiedziała, co Nakamura takiego w nim widzi.
  Twarz miała skamieniałą. Siedziała wyprostowana, patrząc się prosto na Fryderyka i powstrzymując od rzucenia jakąś uwagą. Kiedy ruda kobieta doszła do głosu, delikatnie przesunęła dłoń pod stół, zaraz ją tam zaciskając w pięść. Drugą w międzyczasie opuściła kaptur wzorem reszty, ukazując smoliste włosy zarzucone do tyłu. Słuchała dalej kobiety.
  Oczywiście była przy tym, o czym opowiadał Hissler. Widziała i słyszała na własne oczy wspomniane Zero i własnie dlatego przez cały czas siedzenia w Twierdzy Końca chciała zrobić coś więcej, zdając sobie sprawę, że temat nie jest zażegnany. I niestety to się sprawdziło. Patrzyła na wyświetlaną sylwetkę istoty podobnej Gnuśnemu, poważniejąc na twarzy. Zdawała sobie sprawę z zagrożenia i wiedziała, że teraz waśnie należy odłożyć na bok.
  — Wiadomo coś więcej o tym, w jaki sposób Gnuśny się w to zmienił i czy to on był prekursorem? Albo w jaki sposób oni mogli się w taki sposób rozprzestrzenić? Ilu ich możemy się spodziewać? — kiedy tamci skończyli, niemal natychmiast się odezwała, całkiem poważnie.
Ilość słów: 609

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 37
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

czw wrz 27, 2018 11:43 pm  

  Widać było po sposobie wypowiadania się, że oboje nowo poznani mieli wyrobioną między sobą pewną relację, która miał lekko komiczny wydźwięk. Wzmianki o pomocniku i uczennicy dały mu do myślenia, że przeważnie jedno z nich w przeszłości dochodziło do głosu podczas rozmów z innymi ludźmi. Jeżeli współpracowali w taki sam sposób wcześniej, to ich rozmówcy mogliby wziąć ich za niezłych dziwaków, lub znać za lekko zmieniających postać rzeczy i wgląd na aktualną sytuację.
  Yas był pewny, gdy kobieta wspomniała, że zostali wezwani tutaj za sprawą Pierwszych iż jest to kompletną bzdurą. Żadna z organizacji dla których pracowali nie posłałaby czworo ludzi do walki z bladolicymi, o których byłoby więcej prawdy niż samych plotek. Jasław wpatrywał się w nią przez dłuższy czas, aż naszło go na retrospekcję ze swojej pierwszej wyprawy. Widział ponownie niewielką grupkę ludzi, którzy toczyli bój z potężną abominacją, która kroczy wciąż po tym świecie. Wszystko to przeleciało mu przez oczy jak we mgle.
  Adelruna... ciekawe imię. Niespotykane, rzadkie. Mam nadzieję, że nie będziemy sobie skakać do gardeł podczas tej wyprawy, bo jak zwykle ulegnę i będę przytakiwać kobiecie, która nawet prawdopodobnie nie będzie moim dowódcą. Ahhh... muszę się jak najszybciej skupić na czymś innym. Ciekawe kiedy przyjdzie tu ten ktoś, kto ma nam wszystko objaśnić.
  Nim jego własny głos skończył odbijać się echem w jego głowie, wielkie drzwi otworzyły się, a w ich progu stała dwójka ludzi. Wyglądali dosłownie jak najważniejsze szychy całego kontynentu. Wystrojeni jakby przyszli na ostatni bal w swoim życiu. Pierwsze co dostrzegł młody magus, to kobieta idąca za osobnikiem w szatach pokrytych znakami sanctin. Była rudowłosą, odzianą w czerń, zielonooką pięknością. Wiedział, że nie nosi maski w tej chwili, ale nie mógł powstrzymać swego wzroku i wbił go w nią niczym potwór, który potrafił zabijać samym spojrzeniem.
  Cudowna... niesamowite, że takie kobiety kroczą po kontynencie. Jej oczy... wyglądam jak ostatni idiota, ale nie potrafię się powstrzymać. Chyba się w nich zatopiłem... Ciekawe co to za człowiek idący obok niej. Otrząśnij się, wyjdziesz na dziwaka.
  Tym samym skierował swoje spojrzenie na obszytego śnieżnobiałymi nićmi mężczyznę prowadzącego ową rudowłosą piękność. Labuhn nie zdziwił się, że człowiek każący mówić na siebie "Mistrzu Hissler" znał jego miano, lecz to że znał Adelrune i Kaito. Ich ścieżki skrzyżowały się w przeszłości i ciekawiło go w jakich okolicznościach. Nie postanowił wypytywać w najbliższej chwili, ale nie Druga z Exitium nie uniknie takowych zapytań. Yas był skupiony i z wielkim pożądaniem odpowiedzi, wyprostował się na krześle, splótł obie dłonie na stole i wysłuchiwał co mężczyzna miał do powiedzenia.
  Zera? Czekaj czekaj... Co? Co to do cholery jest Zero? Myślałem, że ta cholerna wyliczanka skończy się na Pierwszych, którzy i tak na samą myśl gotują mi krew w żyłach... Mamy szukać wszelkich śladów jego istnienia? I w dodatku był to kiedyś mag? Wyruszamy na północ... zawsze śniłem o tym, że tam się znajdę. Czy to jest odpowiedź na moje wizję? Oni próbują mnie pchnąć ku przeznaczeniu? I dlaczego właśnie ja?
  Te wszelakie pytania i wolne myśli krążyły po głowie Drugiego podczas całego monologu Mistrza Hisslera. Nie spodziewał się, że zostanie przydzielony do tak "specyficznej" misji, ale nie miał zamiaru kwestionować wyborów Wielkiego Mistrza. Zaraz po sztandarowym pytaniu "Jakieś pytania?", z ust Jasława miał wypłynąć potok słów, lecz to Adelruna go wyprzedziła własnymi. Zastanawiał się kim był niejaki Gnuśny, oraz zapytanie o bycie prekursorem. Do głowy magusa doszło właśnie, że ten "Zero" na prawdę był kiedyś Drugim i musiał przejść jakiś potężny rytuał, lub jego ciało spotkała niesamowita transformacja za pomocą niezwykłej mocy. Gdy nowo poznana towarzyszka misji skończyła, Yas czekał na odpowiedzi, aby w razie czego nie powielić swoich pytań.
  Mistrzu Hisslerze, czym są te "Zera" i czy wykazywało agresywne zachowanie, kiedy się na nią natknęliście? Czym różnią się od Pierwszych i czy da się je pokonać? – zrobił sobie krótką przerwę na zebranie myśli, oraz dał czas mężczyźnie na wypowiedzenie się.
  Czy ktokolwiek napotkał ich już kiedyś? W jakim charakterze wybieramy się na północ? Infiltracja i eksterminacja, czy poszukiwania? – Labuhn zaczekał kilka chwil, aby dorzucić ostateczne pytanie na sam koniec.
  I kim tak naprawdę jest osoba zwąca się Mistrzem Hisslerem? – takie zapytanie nie były wypowiadane przez Drugich w ramach obrazy, lecz identyfikacji swojej osoby. Nauczył go tego starego zwyczaju ojciec Jasława, który przekazał mu jeszcze wiele innych mniej lub bardziej przydatnych rzeczy.
Ilość słów: 852

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn paź 01, 2018 3:52 pm  

Narrator

  Pośród zmarszczek pokrywających sporawą część lica Mistrza Hisslera, przez cały ten czas – nawet na krótki moment – nie znikał zwycięski uśmieszek. Uśmieszek kierowany prosto w stronę Adelruny, która wcześniej starała zajść mu się za skórę, a przynajmniej tak to sobie ów mężczyzna wyobrażał. Co rusz więc rzucał kobiecie szydercze spojrzenie mieszane z pełną powagą. Wyglądało to tak, jakby Fryderyk sam nie wiedział co teraz jest dla niego ważniejsze – pewne górowanie nad Milczką w kwestii swego położenia w hierarchii, czy też niewątpliwe groźny przeciwnik w postaci Zera bądź nawet Zer. Jednak kiedy spytała o Gnuśnego, mina na moment mu zrzedła. Głośno chrząknął, podrapał się po nadgarstku i otworzył usta.
  Gdybyśmy byli tego pewni w stu procentach, nie byłoby tu żadnego z nas. Nie jest ważne, czy Edwin był prekursorem tego całego zamieszania, lecz to, że w ogóle do niego doszło. Zresztą na jego temat mam wam wszystkim nieco więcej do powiedzenia, jednak nie tutaj, jeśli łaska — spojrzał z politowaniem na Drugą. — Tutaj ściany mają uszy, a nam dodatkowych par uszu nie trzeba. Nawet w postaci niewątpliwych sprzymierzeńców — dodał jakby z przekąsem. — Nie jestem do końca pewny jak ta abominacja mogła w tak krótkim czasie rozprzestrzenić tak groźną wiedzę. Dlatego też bezpiecznie zakładamy, że po prostu zrobił to już dawno temu, a kreatury, których istnienia byliśmy świadkami były czymś zmodyfikowanym jedynie w ramach testowania własnej mocy. Całkiem zresztą potężnej, jak widać — w głosie rudego złośliwca słychać było pewien podziw wobec siły, którą dysponował Gnuśny. Choć Fryderyk zdawał szczerze się go nienawidzić, tak można było szczerze sobie powiedzieć, że na punkcie mocy miał niemałego bzika, a wszystko co związane z energią – chłonął bez opamiętania. — Freyo, zabierz już ten kryształ, bo zbiera mnie na wymioty jak na to patrzę — zdegustowany wydał rozkaz.
  Młoda Druga oczywiście posłuchała przełożonego i pochwyciła urządzenie tworzące hologram, by następnie ukryć je w jednej z głębokich kieszeni swych długich szat. W tym samym momencie swe pytania odważył się zadać Jasław, wyjątkowo zaciekawiony zaistniałą sytuacją.
  Panie Labuhn, z całym szacunkiem, ale gdyby te istoty nie wykazywały agresywnych zachowań, ponownie – pewnie by nas tu nie było. O ile my natknęliśmy się na Gnuśnego późną zimą, tak mieszkańcy Grottham mogli wcześniej. Najważniejsze, że nie jest za późno. No i oczywiście, że da się je pokonać — uśmiechnął się i zatopił dłoń pośród odmętów swych szat, by za moment ukazać oczom Jasława niewątpliwie przepiękny oręż. Pozłacany długi miecz o przyciągających wzrok zdobieniach, które zbliżone były do tego, co ujrzeć można było na odzieniu Fryderyka. Rękojeść przypominała po części dziób jakiegoś ptaka, najprawdopodobniej sowy. — Powiedzmy, że to jest klucz do pozbycia się tego ścierwa. Nie będziemy negocjować, a przynajmniej ja nie zamierzam — oświadczył jak brzmi główny cel całego zadania, choć przez chwilę głos mu zadrżał, jakby nie był pewny, czy wszystko pójdzie tak łatwo, jak to opisuje. Po chwili jednak się opanował. — Możesz mnie też śmiało nazywać Wielkim Zaklinaczem, chłopcze. I być pewnym, że bardziej imponującej osobistości już twe oczy nie uraczą, niezależnie od tego czy wyprawę przeżyjesz, czy też nie — odparł pewny siebie, odwracając powoli wzrok ku swej towarzyszce. — Myślę jednak, że Panna Freya powinna mieć wam coś do powiedzenia. O sobie, rzecz jasna — w ten zręczny sposób oddał głos kobiecie.
  Tak. Jak już Mistrz Hissler raczył mnie po części przedstawić, nazywam się Freya Hertzfeld. Można powiedzieć, że jestem kimś w rodzaju naczelnego archeologa oraz nawigatora, tak więc to dzięki mnie – miejmy nadzieję – trafimy w miejsce, w które chcemy trafić. Wcześniej wspomniałam, że wypłyniemy na daleką północ, poszukując prawdopodobnie wysp, na których odnotujemy dziwne zachowania energii bądź zaburzenia aury. Okręt, którym będziemy podróżować, wyposażony jest w najbardziej zaawansowane technologicznie oraz magicznie urządzenia i funkcjonalności, z jakimi kiedykolwiek się spotkacie — Druga mówiła niemal jednym ciągiem, z niezauważalnymi przerwami na oddech. — Wyruszymy jutro, tak więc do tego czasu powinniście zaopatrzyć się w cokolwiek uznacie za potrzebne wam w ciągu najbliższych kilku tygodni. Oczywiście zapasy w postaci jedzenia i napojów już znajdują się na statku — poradziła całej czwórce.
  Podczas całej tej rozmowy zarówno Kaito, jak i Rolf siedzieli zadziwiająco spokojnie. Zwykle wygadany Cesarski oraz pewny siebie Egzarcha nawet nie zakaszleli. I o ile Waldgrosseńczyka tłumaczyło to, iż cały ten czas wgapiony był w twarzyczkę rudowłosej kobiety, tak kiedy Iwasaki milczał, nie oznaczało to nic dobrego. Po chwili Milczka poczuła znajome ukłucie gdzieś z tyłu kory mózgowej.
  Nie lubię statków i wody. Już w Cesarstwie miałem tego dość. Ciągle tylko ta marynarka i pajace na służbie Cesarza. A teraz znowu to, szlag by tego Hisslera trafił — podzielił się swymi niedogonościami z towarzyszką.
  Panie Iwasaki, bez wątpienia jest Pan utalentowanym Magiem Aur, proszę jednak powstrzymać się od niemiłych uwag — rzekła Panna Hertzfeld, uśmiechając się do Kaito, którego natychmiast pokrył rumieniec. Najwidoczniej kobieta ta też miała powiązania z magią aur, a co więcej – potrafiła czytać to, cóż Cesarski chciał po cichu, drogą umysłową przekazać Milczce.
  Dość wygłupów — uaktywnił się Hissler. — Na dzisiaj to tyle, a jutro w południe macie być w porcie. Statek rozpoznacie bez problemu — odwrócił się na pięcie i wyszedł. Tak samo też uczyniła Freya. Cała czwórka znów pozostała w pomieszczeniu zupełnie sama, jednak z nowymi informacjami.
  No to ładnie się wpakowaliśmy — odezwał się w końcu nieco zrezygnowany Rolf.
Ilość słów: 1061

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 37
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

śr paź 03, 2018 3:02 pm  

  Wszelkie odpowiedzi nie zdziwiły Yasa. Nie dały jego ciekawości wystarczającej dawki zaspokojenia, a to rodziło jeszcze więcej pytań. Pytań, na które myślał, że nikt nie ma w tym momencie ochoty. Większość rzeczy przecież dowie się podczas samej wyprawy. Podróż morska, tam bardzo upragniona od lat, również podczas panującej sytuacji bardzo niebezpieczna. Czuł, że ta misja nie oszczędzi nikogo, każdy zostanie poddany próbie. Od rezultatów zależy, czy wrócą wszyscy żywi, lub tylko część z nich.
  Jasław słyszał bardzo nieprzyjemny ton, w jakim odzywał się nowo poznany zaklinacz. Jego czubek nosa sięgał, można by powiedzieć do samych Onych. Najmądrzejszy, najsilniejszy, najlepszy... tak pewnie opisywał się w swej zadufanej głowie. Pobyt w Initium dał Drugiemu jednak ogromną lekcję pokory i trzymania języka za zębami. Został nauczony szacunku do starszych i "mądrzejszych" od siebie, nieważne jakimi bufonami czy idiotami by nie byli.
  W jego trzewiach wirowało mroźne powietrze przygody, która wzywała go na odległe ziemie północy. Wizje, które miał wcześniej pokazywały mu pewne miejsce, a on musiał zdecydować w odpowiednim momencie, gdy je ujrzy, czy podąży tą nieznaną ścieżką. Był podekscytowany, lecz jednocześnie lękał się co przyniesie mu taka niebezpieczna podróż. Wiedział dobrze, że historii nie piszą ludzie, którzy nie wyściubili nosa poza okno swojej komnaty, więc on sam też chciał spróbować.
  Moment, na który męska część gości zgromadzonych w sali czekało, nadszedł już prawie pod sam koniec spotkania. Rudowłosa piękność postanowiła się przedstawić, a jej aksamitny głos odbijał się echem w uszach i sercach słuchaczy. Yas znów przykuł swój wzrok w jej piękne lico i nie mógł się oderwać. Miała w sobie coś hipnotyzującego. Pewnie osoba siedząca obok mogła zauważyć, że co niektóry pożera pannę Freye spojrzeniem. Jej słowa napawały optymizmem. Wspomnienia o najbardziej zaawansowanym technologicznie statku, jej zawodzie jako nawigator i archeolog, oraz wyznaczenie dnia wyruszenia na jutro. Magus nie przepadał za odwlekaniem czegoś, co jest nieuniknione, więc zamierzał spędzić resztę pozostałego dnia na zakupie potrzebnych rzeczy, oraz przyrządzeniu swojego leku.
  Gdy Panna Hertzfeld oznajmiła, że Iwasaki jest utalentowanym Magiem Aur, Jasław momentalnie skierował na niego swój wzrok oraz całe skupienie, jakie dostała rudowłosa kobieta.
  Aury? Czyli przyjdzie nam współpracować z nową ścieżką magii. Ahh, aż przypominają się stare czasy w Cesarstwie. Nie zapomnę jak tą przedziwną techniką uratowała mi wtedy życie.
  Kiedy dwójka nowych przodowników rozkazów opuścił pomieszczenie, Rolf nie omieszkał skomentować całego zajścia. Yas podniósł kącik ust i zaśmiał się w duchu.
  Dobrze to ująłeś Rolf... – wyszeptał magus, po czym sięgnął w kierunku swej maski i założył ją na twarz. Odstąpił od stołu i wyprostowany miał zamiar pożegnać się z nowymi towarzyszami.
  Było mi was bardzo miło poznać i liczę na owocną współpracę – odwrócił się w kierunku drzwi wyjściowych. – Radzę uzbroić się ciepłe ubrania i coś do chodzenia po lodzie – dodał na zakończenie posiedzenia i opuścił pomieszczenie.
  Celem Drugiego było udanie się do krawca, który będzie mógł wyposażyć jego i Rolfa w skórę najlepszej grubości, oraz do szewca po podbicie swoich butów ostrymi ćwiekami. Miał duże doświadczenie w poruszaniu się po lodzie, gdyż sam z niego korzystał, ale nie zawsze można będzie uciekać i biec w skupieniu, aby zachować równowagę. Miał również na myśli zapytanie się Rolfa o jego potrzeby i zaspokoić je w miarę możliwości. Na koniec uda się do zielarza i zakupi odpowiednie składniki, aby wyprodukować pod wieczór kilkadziesiąt kapsułek, które jest zmuszany łykać co kilka dni.
Ilość słów: 674

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość