"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

pn gru 04, 2017 7:24 pm  

Zgnilizna

Ren
Królestwo Waldgrossen, Grottham, 1527 rok


  Niewielka mieścina położona na zachód od Wielkiego Lasu. Tuż obok niej przepływa rzeka Fäulnis, która swe ujście ma dopiero w Oceanie Hirvon, a wypływa z Gór Erzberg. Najbardziej rozpoznawalnym budynkiem jest zdecydowanie Klasztor Braci Powściągliwych, głównie za sprawą tego, że wzniesiono go z ogromnym rozmachem. Konstrukcja ta zdecydowanie wyróżnia się na tle ponurego miasteczka, które raczej śmierdzi biedotą, niźli pieniądzem. Jeśli o czymś jeszcze można powiedzieć, iż wygląda przyzwoicie to zdecydowanie jest to ratusz połączony ze spichlerzem.
  Wbrew pozorom Grottham nie należy do zacofanych miejsc – odnaleźć tu można bez problemu warsztat rusznikarski, kowala, zielarza, alchemika, a nawet kilku znachorów (choć większość z nich raczej nie jest mile nastawiona do przyjezdnych). Społeczność sprawia jednak wrażenie zamkniętej, nie brakuje gburów, chamów oraz prostaków. Jak na ironię losu, najbardziej przyjaznymi okazać mogą się co bogatsi mieszkańcy miasteczka.
  W powietrzu czuć mroczną aurę, jakby tutejsi starali się coś ukryć. Wrażenie to nasila się szczególnie jesienią i zimą, gdy ze wszystkich drzew opadną liście, a deszczowa pogoda opanuje cały kontynent. Jedno z powiedzeń brzmi "W Grottham nawet kruki zawracają".

Mapa:
Obrazek

Legenda:
  1. Ratusz oraz spichlerz
  2. Gospoda "Kłos"
  3. Zielarz
  4. Klasztor Braci Powściągliwych
  5. Kowal
  6. Chata i farmy starego Müllera
  7. Alchemik
  8. Rynek
  9. Kapliczka Onych
  10. Pusty dom
Ilość słów: 263

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt gru 05, 2017 7:17 pm  

Narrator

  Jak to zwykle w przypadku Adelruny bywało, podróż przebiegała raczej w ciszy, jedynie czasem towarzyszący jej Iwasaki coś chrząknął pod nosem, to starał się coś wyczuć i robił przy tym dziwną minę, bądź po prostu po kryjomu wnikał w myśli Drugiej starając się w ten sposób zachęcić ją do "telepatycznej" rozmowy. W głowie dziewczyny stale jednak pobrzmiewały słowa jej przełożonego, Nakamury. Być może przesłanie tego zdania tak bardzo na nią wpłynęło z powodu dziwacznego doboru słownictwa, ale jednak. "Zdecydowaliśmy, że pojedziesz ty. Tak będzie bezpieczniej, szczególnie że kręci się tam Zakon, a w takich przypadkach potrzebny jest raczej ktoś mało wygadany. Nie chcemy przecież wzniecić konfliktu, a z tego co mi wiadomo, oni też szukają Pierwszego. Liczę na waszą owocną współpracę." – szczególnie podkreślił – przeciągając je – słowo "owocną".
  Tak więc na pierwszy rzut oka sprawa wydawała się być niemal banalna. Pierwszy bądź dwóch biegało gdzieś w okolicach Grottham i mordowali ludzi. Widział ich jakiś rolnik i jego dzieci, zeznania potwierdził kowal, któremu zaginęło potomstwo, a tuż po tym reszta ludności skrzyknęła się i zaczęła błagać o pomoc każdego kogo się dało. Tak więc siłą rzeczy wieści o bestiach na wolności dotarły do Zakonu Niebiańskiego Płomienia, Exitium, Initium, Sutato, a nawet do Żniwiarzy. Najwidoczniej jednak wszyscy oni – prócz Zakonu oraz organizacji Nakamury – sprawą najzwyczajniej w świecie zignorowali, zapewne wierząc, że zajmie się tym ktoś bardziej przystosowany do takich zadań... i nie pomylili się – tak oto Adelruna na swym wałachu, wraz z Kaito u swego boku, zmierzali do posępnego miasteczka, które było słynne ze śmierdzącej wody oraz potężnego Klasztoru Braci Powściągliwych.
  W dokumentach, które otrzymała przed odprawą, zawarta była dokładna mapa całego Grottham, a na niej oznaczone najważniejsze miejsca, które według Seitaro mogły okazać się pomocne. Dziesiątką oznaczono opuszczony – aczkolwiek nie zapuszczony – budynek, w którym zatrzymać mogli się wysłannicy z Exitium. Podobno w przeszłości to właśnie tam odsyłano wszystkich podróżnych magów, Egzarchów, czy po prostu ludzi potrzebujących schronienia na kilka dni, tak więc z "zakwaterowaniem" nie było żadnych problemów.
  — Rzeczywiście cuchnie — rzekł nagle Iwasaki — Albo tylko tak mi się zdaje. — dodał.
  Słowa te jakby wybudziły Milczkę z "transu", w którym trwała przez większość podróży. W tym samym momencie przed jej oczami malować zaczął się absurdalnie wysoki budynek, wystający naprawdę sporo ponad inne.
  — To pewnie ten klasztor. Z bliska musi... szlag. Jednak mi się nie zdawało — wypowiedział, przykładając do swych ust, a właściwie to do maski, jedną z dłoni. Oczywiście przesadzał i nikt raczej nie miałby odruchów wymiotnych z powodu odoru tutejszych wód, jednakże rzeczywiście był to smrodek dający się we znaki i wiercący w nozdrzach.
  Akurat mijali gospodarstwo, które na mapie było oznaczone jako "Chata Müllera", gdy jakiś chłop wybiegł na środek traktu, zastawiając całkowicie drogę. Niezbyt wysoki, może z metr sześćdziesiąt miał. Łepetyna niemal wyłysiała, jedynie jakieś kędzierzawe krzaczki gdzieniegdzie wyrastały co wyglądało wręcz komicznie. Twarz miał umorusaną czymś brązowym, kleistym. Zresztą z oczu to mu tak tępawo patrzyło.
  — Onym dzięki, że me modły wysłuchały One! — zakrzyknął pierw ceremonialnie — Drugie, z Initium? Pewnie, że Drugie! Müller jestem, to ja żem poczwary widział jak się do moich krów dobierały, a potem synalka kochanego jeszcze capnąć chciały! — jadaczka mu się nie zamykała — Akurat żem świniaki karmił, jak żem was dojrzał. Maski ujrzałm to od razu wiedział, że to Drugie. — i w końcu skończył. Ale przynajmniej wyjaśniła się już jedna sprawa – to na jego licu, to pewnie świńskie odchody były. I może to wcale woda tak nie śmierdziała, tylko stary Müller...
Ilość słów: 711

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr gru 06, 2017 5:22 pm  

  W czasie podróży Adel kilka razy czuła obecność Kaito w swojej głowie. Mężczyźnie wyraźnie się nudziło, a że jego towarzyszka podróży raczej nie miała jak porozmawiać z nim w konwencjonalny sposób, próbował czytać jej myśli. Ilekroć to robił, tylekroć Druga poirytowana potrząsała głową, fukała i patrzyła obrażona na maga. Na głowie miała ważniejsze rzeczy niż błahostki typu rozmowy o niczym. Zastanawiała się nad wioską, do której aktualnie zmierzała oraz tym, jak bardzo całe zadanie będzie utrudnione przez kręcących się w pobliżu ludzi Zakonu. Na mapę spoglądała już tyle razy, że miała ją w pamięci i przez pół drogi analizowała, gdzie można zacząć się pytać. Oczywistym było udanie się do klasztoru, gdzie liczyła na rozmowę nieco bardziej wyszukaną niż tą z miejscowymi. Poza tym musiała udać się do wspomnianej dziesiątki, gdzie ponoć mieli z Kaito nocować. Istniało prawdopodobieństwo, że ktoś z Zakonu został poinstruowany w ten sam sposób – tam zawsze zatrzymują się przejezdni, więc i wy tam macie się zatrzymać. Następnie obiecała sobie kowala i tego rolnika, którzy byli bezpośrednimi ofiarami domniemanego Priori, a także karczmę. Potem się wszystko zbierze i pomyśli co dalej, czy to rzeczywiście mogli być Pierwsi, czy to wiejska ludność tak spanikowała.
  Cuchnęło, z tym Adelruna mogła się zgodzić z gadatliwym towarzyszem. Im bliżej wsi, tym bardziej nietypowy zapach się nasilał, chociaż rzecz jasna Kaito hiperbolizował swoimi gestami i narzekaniem na ów odór. Kobieta widząc jego reakcje jedynie pokręciła głową, pod maską jednakże delikatnie się uśmiechając. Może i mężczyzna był irytującym osobnikiem, ale z nim bywało mniej grobowo.
  Byli coraz bliżej wioski, mijając właśnie zabudowania należące do jakiegoś rolnika, gdy ktoś wypadł im prosto pod końskie kopyta, tarasując trakt. Umorusany mężczyzna musiał być właścicielem tej farmy. Kobieta wstrzymała konia i wpatrzyła się w chłopa z lekkim obrzydzeniem na twarzy. Przez myśl przemknęło jej, czy on nie czuje wstydu, stojąc przed przedstawicielami placówki magicznej, nieważne czy to Initium, czy Exitium, będąc jednocześnie uświnionym błotem czy zwierzęcymi odchodami. Szczerze powiedziawszy jakoś nie chciało jej się słuchać barwnych opowieści chłopów, ale jeśli ten twierdził, że coś mu grasowało po polach... chcąc nie chcąc musieli się dowiedzieć szczegółów, nawet jeśli okażą się bajdą.
  Zbliżyła swojego konia do Kaito na wyciągnięcie ręki i wpatrując się w niego uporczywie, pociągnęła delikatnie za rękaw. Skoro wcześniej z taką ochotą wchodził w jej myśli, to mógłby zrobić to raz jeszcze tutaj. Jeśli się zorientował i to zrobił, Adel powiedziała:
Zapytaj, jak wyglądały i w jakich okolicznościach ich widział. Wątpię w prawdziwość jego opowieści, ale może będzie w nich choć odrobina prawdy.
Ilość słów: 540

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr gru 06, 2017 5:58 pm  

Narrator

  Odór bijący z rzeki – bądź od umorusanego zwierzęcego pochodzenia odchodami chłopa – zdecydowanie i coraz mocniej wwiercał się prosto w nozdrza Adelruny, poważnie "raniąc" przy tym jej powonienie. Nawet do tego stopnia, iż Drugiej przez myśl mogło przejść coś w kwestii utraty węchu na rzecz błogiej czystości, a raczej braku jakiegokolwiek zapachu... Choć o tym raczej w tej chwili myślał Kaito, który pod maską zapewne już pozieleniał. Szybko jednak nabrał powagi i przeszedł nagłą metamorfozę – totalny obrót o 180 stopni, który spowodowało słowo "poczwary", co tłumacząc na bardziej cywilizowany język zapewne miało oznaczać "Pierwsi". Momentalnie spostrzegł się, że coś ciągnie go za rękaw, a ów czymś była, rzecz jasna, Adelruna. Bez problemu domyślił się o co niemowie chodzi i już po chwili buszował w jej myślach.
  — Przecież doskonale o tym wiem, chyba nie masz mnie za idiotę? — odparł naburmuszony, choć raczej nie obraził się na poważnie, a jedynie chciał pokazać, że także potrafi myśleć. Odwrócił się w stronę Müllera i znów otworzył usta — Gdzie je widziałeś? Palcem wskaż. I jak wyglądały? — spytał.
  — A no tam że se łaziły, koło moich krów się szwendały, kurwy, tfu, jedne! — odpowiedział, a potem podniósł do góry łapsko ubabrane w gównie. Wskazywał na okolice jednej ze stodół, tej zbudowanej najbliżej rzeki — A pyski to takie białe miały, wysokie w dodatku były tak, żem się mało nie posrał jak je ujrzał. Ale kiedy jeszcze synalka swego tam zobaczyłm, to jakby mnie strach opuścił i z widłami na nich pognałem. Aż im się te kurwiki niebieskie w oczach zaświeciły, a potem tam o, gdzieś w stronę mostu uciekły hadry przebrzydłe. Się mnie przestraszyły chyba, haha! — dokończył. Zapewne uważał, że jego odpowiedź była dość wyczerpująca... I w rzeczywistości prawie tak było, choć kilka dziur w tej opowiastce by się znalazło.
  — Pierwsi jak malowani, ale gdzież by się chłopa bali? Oszalałeś czy głupoty pieprzysz, wieśniaku? — odezwał się jeszcze towarzysz Milczki.
  — Oni mi świadkiem, żem tam sam jak palec... no, jeszcze syńcio mój tam był, ale my tam tylko byli i te poczwary. Przede mną uciekały, mówię ja wam! — uparcie bronił swych racji mężczyzna. Kaito głośno westchnął.
  — Niech ci będzie i tak. Ktoś więcej prócz ciebie i kowala Pierwszych widział? Albo słyszał? Cokolwiek? —
  — Ano nie wiem ja, bo do miasta to nie chodzę, jeno na swych polach przesiaduję — przerwał, by podrapać się po głowie i zostawić na włosach brązowy ślad — Ale burmistrz może co wiedzieć, on to wszystko wie. — odrzekł i czekał. Czekał, czy czegoś jeszcze drużyna Drugich od niego chcieć nie będzie. Wydawał się być bowiem dumny z tego, że mógł pomóc wysłannikom Exitium, mimo tego, że sam Kaito potraktował go dość ozięble i nazwał wieśniakiem.
  — Jedno jeszcze. Na Onych, umyj się, byle nie w tej rzecze. — skomentował jeszcze kompan Adelruny. Müller na te słowa jedynie głupkowato się uśmiechnął, traktując to zapewne jako "sympatyczny" żart...
Ilość słów: 561

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr gru 06, 2017 8:17 pm  

  Reakcja Adelruny na smród nie była może aż tak gwałtowna, jak w przypadku jej towarzysza, ale i tak przez chwilę miała ochotę pozbyć się własnego nosa. Zastanawiała się, jak to możliwe, że ludzie się przyzwyczaili do tego wątpliwego zapachu oraz skąd on się wziął. Były to jednak luźne dywagacje, sprawa z Pierwszymi nadal była jej priorytetem.
  Kaito raczej tego widzieć nie mógł, ale Adel przewróciła oczami ostentacyjnie, dając upust swojej reakcji na jego słowa, wypowiedziane rzecz jasna w dobrej intencji. Potem skupiła się na chaotycznych i mocno koloryzowanych słowach wieśniaka, wodząc głową od niego do Drugiego i z powrotem, zerkając tylko tam, gdzie chłop wskazał brudnym paluchem. Uśmiechnęła się złośliwie, kręcąc głową, gdy słyszała opowieść o jego bohaterstwie, ale tego, co było oczywiste, nie skomentowała. Ładnie za to zakończył rozmowę Kaito, a co jeszcze piękniejsze – niedouczony rolnik zdawał się nie skojarzyć tego, że to była obelga w jego stronę.
  Skończywszy rozmowę, Adel bez słowa pogoniła konia nie przejmując się faktem, iż prostaczek stoi na drodze. Odwróciła się do Iwasakiego i wskazała palcem na swoją skroń. Robiła tak często i było równoznaczne z masz ze mną porozmawiać. Kiedy poczuła charakterystyczne mrowienie, od razu przeszła do rzeczy.
  Ten wieśniak albo zgrywał przed nami chojraka, albo mocno przesadził z tymi Pierwszymi. Możliwe też, że te jego widły zgrały się z czymś innym, co mogło ich przestraszyć, nie możemy wykluczać żadnej opcji. Burmistrz nie jest takim złym pomysłem w tym wypadku, ale chętnie też zajrzę do kowala i klasztoru. Może i do karczmy? Trzeba też będzie uważać na Zakon, zapytaj o nich kogoś, jak już tam będziemy. Możemy też potem się wrócić w te okolice, jak już dowiemy się czegoś więcej, ale wątpię czy coś znajdziemy. Co ty o tym myślisz? — powiedziała na tak jakby jednym tchu, nie chcąc zbyt marnować energii Kaito. W samej głowie krążyło jej wiele pomysłów, od czego zacząć, wszystkie natomiast były przyćmiewane przez ten smród, który cały czas wdzierał się jej do nozdrzy. Nawet na krótką chwilę w jej głowie pojawił się obraz podpowiadający, że to właśnie Priori zatruwają rzekę czy całą okolicę – chociaż bardziej prawdopodobny wydawał jej się klasztor.
Ilość słów: 437

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw gru 07, 2017 5:32 pm  

Narrator

  Adelruna najwyraźniej nie znalazła żadnego powodu, by zostać przy wieśniaku choć chwilę dłużej. Gdy tylko ten nareszcie zamknął swą cuchnącą mordę, ta pognała konia i ruszyła do przodu, a zaraz za nią Kaito. On już wiedział co ma robić, gdyż choć na ogół wydawał się nierozgarnięty i zadufany w sobie, tak kiedy wszystko nabierało powagi, zmieniał się i on – zaczynał okazywać swej towarzyszce respekt jako bardziej doświadczonemu magowi. Szybko wyczytał w jej myślach, cóż ta chce mu przekazać, z odpowiedzią także się pośpieszył. Tym razem jednak nie mówił na głos, bo wyglądałoby to zwyczajnie dziwnie. Po prostu wlał do jej głowy swe zdanie.
  — No nie wiem, śmierdzi mi to. Nie tylko ta wiocha, ale i sprawa. Jak dla mnie to głupoty pieprzył, gdzie Drugi by przed chłopem z widłami uciekał, proszę cię. Na Egzarchę to też on nie wyglądał, chyba że to gówno na jego mordzie było zaklęte i miało zapisany czar zwiększenia odoru, wtedy zgoda. Nawet ja bym, że się tak wyrażę, spierdalał jak najdalej, a najlepiej to do rzeki, tam pewnie by się bał wleźć — zabrzmiał w umyśle Milczki, a potem już całkowicie fizycznie i perfidnie zachichotał, najwyraźniej zadowolony ze swego jakże wyszukanego żartu — Zakon jest tam gdzie jest magia — kontynuował — Są jak głodne psy. Z kilku mil wyczują energię, a jak już Pierwszego wyczuli to nawet nie wiem po co tu przyjeżdżaliśmy, przecież oni z tej dziury nie wyjadą póki nie sprawdzą każdego domu, pewnie nawet do klasztoru by wtargnęli. Kilka razy widziałem ichniejszych Inkwizytorów w działaniu, to uparci i wredni ludzie, nigdy nie odpuszczają — skomentował — Dlatego lepiej ich unikać. Jak dowiedzą się, że tu jesteśmy to pewnie będą nam ciągle deptać po piętach. Onym dzięki, że jesteśmy tu z ramienia Nakamury, inaczej by nas pewnie spalili i wszystkim ogłosili, że to my byliśmy tymi Pierwszymi — znów głośno westchnął. Musiało to wyglądać zaprawdę cudacznie, szczególnie że przecież prócz tych wdechów i wydechów żadnych innych dźwięków z siebie nie wydawał — Burmistrz, kowal, klasztor. Rzeczywiście, ja bym od burmistrza zaczął, a potem do kowala zaglądnął. Zanim wyjechaliśmy czytałem nieco o Grottham, podobno Bracia Powściągliwi są cholernie zamknięci, a na zewnątrz wychodzą tylko kiedy muszą. Do klasztoru będzie wejść pewnie najtrudniej — zakończył.
  W tym właśnie momencie przemierzali most wzniesiony nad całkiem szeroką rzeką. Zdawało się też, że do miasteczka przybyli w całkiem dobrym momencie, a raczej o dobrej porze dnia – ludzi na ulicach nie było ani dużo, ani mało. Tak jakby w sam raz. Słońce też tak jakby w sam raz świeciło. Tylko ptaków brakowało, ogółem zwierzyny nie było żadnej, nawet suchego psa, ani wyliniałego kota. Drogi z głębokimi dziurami, w których nadal zalegała woda tworząca błotniste kałuże. Tak na oko było gdzieś po trzynastej, a za trzy godziny miało zacząć się ściemniać.
  — Stój — syknął Iwasaki — Coś poczułem. Magię. Silną, jakby rytuał — "przełączył" się na myśli. Tym samym nagłym postojem zwracając na siebie uwagę jakiegoś dzieciaka o tępawym wzroku.
  — Proszę, proszę — "wyłoniło" się zza pleców dwójki Drugich — Kogo my tu mamy? — dodał niski głos, należący do wysokiego mężczyzny o długiej, czarnej, trójkątnej brodzie i pół-długich włosach. Na wietrze powiewał jego ciemnobrązowy płaszcz, w ręku zaś trzymał wysoką laskę.
  — Szlag by to, Zakon — skwitował w myślach Kaito. "Usłyszała" to też oczywiście Alruna...
Ilość słów: 656

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt gru 08, 2017 4:08 pm  

  Gdyby ktoś teraz mógł zobaczyć twarz Milczki, ujrzałby tam duże skupienie, jakby kobieta myślała nad sprawami wagi państwowej czy nawet globalnej. Tymczasem to myśli przelewane przez Kaito wywoływały w niej taki, a nie inny wyraz twarzy. Mieszały się one z jej własnymi, przez co pomimo rozróżnienia głosu jej oraz mężczyzny czasami zdawało się kobiecie, iż to ona sama to myśli. Rozmowa w myślach bywała ciężka, szczególnie gdy trwała tak długo, ale była oczywiście jedynym rozwiązaniem na sprawne i szybkie przekazywanie słów i pomysłów. Poza tym cały czas po ciele Adel przebiegały ciarki i mrowienie, do których po więcej niż jednej wymienionej myśli szło się jako tako przyzwyczaić.
  I właśnie dlatego jesteśmy tutaj. Jakbyśmy pozwolili buszować Zakonowi nawet po zapomnianych wioskach, potem zrobią się śmielsi i zaczną rościć sobie nie wiadomo co. A tak niech wiedzą, że nie pozwolimy sobie na wtykanie nosa w nie swoje sprawy, tym bardziej, że jeśli rzeczywiście grasuje tutaj Pierwszy, to my mamy większe szanse w starciu z nim, powiedziała Adelruna w myślach, ignorując kolejną wzmiankę o zapachu napotkanego wieśniaka i ogólnie całej okolicy. I od tego jesteś ty. Jeśli słowami nie damy rady przekonać ich do rozmowy, możesz nieco u nich namieszać. Pierwsi są priorytetem i każdy ma obowiązek pomagać jak może w walce z nimi, nawet jeśli nie ma ku temu prawdziwych predyspozycji. Ci tutaj niech lepiej nie myślą, że te wysokie mury ich obronią przed wygłodniałym Priori. Wzrok kobiety powędrował ku klasztorowi, zastanawiając się po raz kolejny, co kryje się za jego murami, skoro braciszkowie tak chętnie się za nimi chowają.
  Ich rozmyślania przerwały słowa Kaito oraz tuż po nich nagłe pojawienie się wykrakanego najwyraźniej członka Zakonu. Adel spojrzała po jegomościu ze skwaszoną miną oraz sztywną pozą ciała. Lejce ściskała dosyć mocno, a plecy były proste, mięśnie ciała napięte. Pamiętała słowa Nakamury o owocnej współpracy, toteż wbijając wzrok w mężczyznę, uniosła nisko na krótką chwilę otwartą dłoń, kiwając przy tym głową w geście powitania i przyjaznych zamiarów. Potem powoli, żeby nie wyszło na próbę czarowania, powróciła do pozycji wyjściowej. Odwróciła się delikatnie w stronę Iwasakiego i stuknęła się w skroń. Mężczyzna powinien zdawać sobie sprawę, że kobieta chciałaby coś powiedzieć.
  Nie wszczynaj konfliktu. Chcemy nie chcemy, musimy przez cały czas być wobec siebie względnie neutralni. Przekaż w moim imieniu, że jesteśmy z ramienia Exitium i przybyliśmy na wieść o plotkach o Pierwszych w okolicy. I waż słowa, Nakamura nas zabije, jeśli coś pójdzie z nimi nie tak.
Ilość słów: 508

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt gru 08, 2017 5:40 pm  

Narrator

  — Jakbyśmy pozwolili im buszować to nas by tu nie było. I mi by tyle wystarczyło, ale to niech między nami zostanie... zresztą i tak nikomu byś nie powiedziała — odparł to jeno na stwierdzenie Adelruny. A już chwilę później i tak oboje musieli się skonfrontować z obiektem, o którym przed momentem przecież rozprawiali. Ach, ta ironia losu!
  Kaito jednak posłuchał swej towarzyszki i zrobił niemal dokładnie to, o cóż ona go poprosiła. Wcześniej jednak dostrzegła uśmieszek malujący się na twarzy Inkwizytora z Zakonu. I to nawet nie taki pogardliwy, choć też nie serdeczny. Taki zwykły uśmiech. Chyba nawet przez myśl mu nie przeszło, iż Druga może go zaatakować, bo nawet nie drgnął, gdy ta wyciągała przed siebie dłoń. Lecz z drugiej strony mógł być po prostu zbyt pewny siebie.
  — Przebyliśmy długą drogę by tu dotrzeć. Działamy, rzecz jasna, z ramienia Exitium. Przyszliśmy po Pierwszego, podobno jakaś ich dwójka sobie pozwala na zbyt wiele — odpowiedział.
  — Szczerze przyznam, iż spodziewałem się waszego przybycia. Choć raczej bardziej rychłego, zwykle Initium działało o wiele szybciej — odparł uszczypliwie — Ale gdzie moje maniery, mości magowie! Gabriel Wächtler, tak mnie ojciec nazwał. Pochodzę z tych ziem, lecz me serce należy do piasków Nerdii — przedstawił się i przerwał na chwilę. Jakby się zamyślił, bądź czekał na odpowiedź Iwasakiego, ten jednak gdy tylko usta otworzył, to Zakonnik mu zwyczajnie przerwał — Oczywiście liczę na owocną współpracę. Z chęcią zapraszam was także do naszego tymczasowego biura, do gospody. Jedna tylko tu jest, więc raczej traficie. Dzisiejszego wieczoru będziemy biesiadować, mam więc nadzieję, iż przybędziecie — zakończył.
  W Kaito aż coś się gotowało, gdyby na twarzy nie miał maski to zapewne gołym okiem widoczna byłaby czerwień przyozdabiająca jego lico. Tak mocna, że pewnie i w ciemności by świeciła, nie gorzej, niźli błękitne ścieżki na ciele maga. Odpowiedział jednak ze spokojem, najwidoczniej nie chciał zbyt prędko wszczynać konfliktu.
  — Kaito Iwasaki. A to moja pomocnica, Adelruna Wasserberg. Oczywiście postaramy się zjawić w waszych skromnych progach — rzekł, dość oschle.
  — Wspaniale! Rzeknę więc braciom wesołą nowinę — odparł Inkwizytor i odwrócił się na pięcie, by sekundę później przystąpić do szybkiego marszu.
  — Lepiej, żeby to było tego warte. I nie piekl się za tę pomocnicę, musiałem sobie jakoś odbić twoje zachcianki — zabrzmiał w myślach kobiety.
Ilość słów: 432

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 168
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt gru 08, 2017 7:14 pm  

  Maska zarówno dla Kaito, jak i Adelruny była zbawienna. Inaczej wszyscy widzieliby nieładny grymas jej twarzy na słowa bezczelnego zakonnika. Jego zachowanie było jasne dla kobiety – uśmiechami, niby uprzejmymi, słowami oraz spokojną postawą igrał z Drugimi. Szczególnie wyskoczywszy z tym zaproszeniem do karczmy. Pod powłoką dystyngowanego, uprzejmego kolegi bliskiego fachu siedział diabeł, który wiedział, że może wszystko, głównie dzięki zapleczu w postaci potęgi militarnej Nerdii. Nawet zapraszać do tańca Drugich i prowadzić tam.
  Przy przedstawianiu się nieprzyjemny grymas jej oblicza pogłębił się, a ona sama powoli, z zimną furią odwróciła głowę do Iwasakiego. Wiedziała, że on czuje to spojrzenie i tym bardziej wwiercała się w niego, przekazując mu cały czas swoją złość. Miała ochotę go trzepnąć błyskawicą, żeby oduczył się pozwalania sobie na zbyt wiele tylko dlatego, że to on trzyma pałeczkę w mówieniu. Niestety Kaito miał cholerne szczęście, że nie znajdywali się sami.
  I tak cię zabiję, odpowiedziała do niego, patrząc za odchodzącym Zakonnikiem. Po tym pokręciła ostentacyjnie nawet jak na nią głową i ruszyła stępem w stronę centrum miasta, do ratusza, zamierzając odbyć pogawędkę z burmistrzem. W tym czasie odezwała się jeszcze do mężczyzny. Trzeba będzie uważać, żeby ta współpraca nie skończyła się tym, że my wykonamy całą robotę, a ci spiją śmietankę, bawiąc się po karczmach i śmiejąc się z nas. Poza tym jeśli NAPRAWDĘ masz zamiar się tam pojawić, to tylko po to, żeby pokazać maskę i zaraz stamtąd zniknąć. Nie o takiej owocnej współpracy mówiłam, a przekraczając tamten próg wstępujemy w paszczę lwa. Poza tym, jakie zachcianki? Gdybym tylko mogła, zawaliłabym tym draniom dach tej karczmy na głowy, a najpierw spiła w cztery... nieważne. To nie moje widzimisię, żeby udawać przyjaciół z nimi. Poza tym musimy się skupić na Pierwszych, a nie jakichś buszujących Zakonnikach.
  Pogmerawszy sobie w myślach, przy okazji podsuwając Kaito bardzo kreatywne obrazy jego tortur za nazwanie go swoją pomocnicą, partnerzy dotarli do ratusza, gdzie w teorii powinien znajdować się burmistrz. Adel zsiadła z konia i łaskawie poczekała, aż Iwasaki zrobi to samo, po czym przywiązała zwierzę za lejce do najbliższego możliwego punktu. Następnie weszła raźnym, energicznym krokiem do środka.
Ilość słów: 421

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 236
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr gru 13, 2017 7:17 pm  

Narrator

  — Jeśli mnie zabijesz, to będziesz musiała machać tym swoim kajecikiem na prawo i lewo. Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Zabijanie mnie, znaczy się, rzecz jasna — odparł myślą na myśl Adelruny, nadal wpatrując się, a wręcz wwiercając swój wzrok w plecy Inkwizytora z Zakonu Niebiańskiego Płomienia. Przez moment można było odnieść wrażenie, że najzwyczajniej w świecie Kaito zaraz zrobi mężczyźnie sporą krzywdę... Tak się jednak – na szczęście – nie stało.
  — I tak, raczej ich odwiedzę. A raczej odwiedzimy razem. Jeśli zignorujemy ich zaproszenie to wezmą to za obrazę, a jeśli wpadniemy do karczmy to pewnie stwierdzą, że mają wszystko pod kontrolą. No i dobrze, przynajmniej nie będą nam dyszeli na karku — dodał jeszcze, po czym kopnął konia w zad i obrócił się w stronę ratusza — Za dużo czasu już zmarnowaliśmy na tego pajaca. Jak mówisz, Pierwsi wzywają, zatem w stronę burmistrza — dokończył, po czym ruszył. Tuż za Adelruną.
  Ratusz – choć tak wielki jak Klasztor Braci Powściągliwych nie był w żadnym stopniu – nadal budził pewien podziw. Dość wysoka konstrukcja o posępnych wykończeniach, połączona dodatkowo ze spichlerzem, co dodawało mu kolejnych metrów objętości. Śmiało przejście się na nogach wokół tego "cudu" architektury, można by było uznać za spacer. Pytanie tylko kto chciałby spacerować po miasteczku, w którym rzekomo grasują Pierwsi? No cóż... Ale przynajmniej parę stojących, a raczej wbitych w ziemię palików się znalazło. I nawet jeśli ich przeznaczeniem nie było pilnować koni, coby te nie uciekły, tak teraz musiały spełnić tę rolę.
  Wnętrze budynku, do którego tak żwawo wkroczyła Milczka było równie zadziwiające, co on sam. I wcale nie chodziło o piękny wystrój, setki ozdób i świecącą się złotą podłogę – było kompletnie na odwrót! W porównaniu do patosu z jakim wzniesiono serce Grottham, jego wyposażenie wręcz wołało o pomstę do Onych. Może i do kompletnej biedy brakowało całkiem sporo, lecz ściany nadal pozostawały niemal nagie, miejscami mocno zdrapane, meble na pierwszy rzut oka mówiły o swym wieku, a na podłodze walało się błoto. Najwidoczniej brak personelu – prócz samego burmistrza, który "ochoczo" wyszedł na powitanie Drugim – dawał się mocno we znaki.
  — Witajcie, podróżni, witajcie — powiedział znudzonym głosem — Kolejnych magusów mi do miasta ściągnęli, ja pierdo... — wymamrotał do siebie pod nosem, gdy tylko spostrzegł się, iż jego goście mają lica ukryte pod maskami. Szybko się jednak zreflektował. Poprawił okrągłe binokle, pogładził się po siwej, szpiczastej bródce, a potem podrapał po zmierzwionych włosach, a raczej resztkach tego co zostało. Raz jeszcze przeleciał swymi niebieskimi oczyma po sylwetkach wysłanników Exitium, a potem głośno westchnął.
  — Czego to aura, a właściwie aury pragną? Pewnie po wiedźmy, czy tam innych Pierwszych przyjechali? Zdradzę wam tajemnicę. — rzekł i zasugerował za pomocą dłoni – jak i mowy – by podążyć za nim. Daleko nie było, bo jedynie do sąsiedniego pomieszczenia, które wyglądało na zwyczajne biuro — Otóż — zaczął, zwalając w tym samym momencie z biurka całą masę papierów — W Grottham — otworzył jedną z szuflad i wyciągnął z niej butelkę wina, a z sąsiedniej półki ściągnął trzy kielichy — Żadnych pierdolonych Pierwszych nie ma — dokończył zdanie i polał. Wskazał ręką dwa krzesła, a potem oczyma naczynia z winem.
  — Wieśniak, ten co za rzeką mieszka, zdaje się mieć inne zdanie. Kowal ponoć też — odbił piłeczkę Kaito, jednocześnie sięgając po szkło z trunkiem. Uniósł delikatnie maskę i posmakował napoju — Całkiem smaczne, spodziewałem się szczyn — skomentował.
  — Najlepsze jakie w tych zakątkach można dostać. Raczcie się nim teraz, bo w karczmach dostaniecie gówno, a nie wino. Ale o czym to my... ano tak. Wieśniak głupoty, za przeproszeniem, pierdoli. Stary pijaczyna. A kowal? Kowal zidiociał do reszty, odkąd mu ktoś dzieci porwał, albo jaki niedźwiedź je zeżarł, to wszędzie Pierwszych widzi. Kwestia czasu, aż kogoś zatłucze. Ale to nie moja robota, niech się te leniwe gnoje ze straży miejskiej na coś w końcu przydadzą. Zresztą możecie tych no, tych z Nerdii zapytać. Od kilku tygodni tu ślęczą i nic. Chociaż wy to się chyba nie lubicie za bardzo, co? — ściszył nieco głos pod sam koniec zdania, akcentując przy tym słowa "nie lubicie" i "co".
  — Możemy nawet sobie jak psy do gardła skakać, ale teraz nie czas na waśnie. Dopóki nie przekonam się, że Pierwszego tu nie ma, to nie uwierzę, że tak jest. Taki ze mnie nieco odwrotny niedowiarek — odparł Kaito. Krótko i treściwie.
  — Róbcie co chcecie, tylko mi miasta nie zdemolujcie — odpowiedział zrezygnowany, podpierając się na dłoniach. Po chwili uniósł do góry sam wzrok, prosto w stronę Adelruny — A ta co tak cicho siedzi? Niemowa jaka czy co? —
  — Koleżanka cierpi na... cierpi na pewną przypadłość. Kiedy ktoś jest zbyt ciekawski to milczy, bo wyobraża sobie go uwiązanego do stalowego pala, a wokół rozżarzone, płonące drwa. Nieco więcej szacunku do wysłanników Exitium, burmistrzu — sztywno odparł Iwasaki. Nie zapowiadało się jednak na to, żeby miał opuścić pomieszczenie. Za to "wpadł" z impetem do głowy Adelruny, czekając na jakiś jej komentarz, spostrzeżenie, bądź cokolwiek, co by chciała powiedzieć...
Ilość słów: 967

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość