Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw lip 12, 2018 5:39 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Von Hissler wymownie przewrócił oczami, gdy tylko Adelruna zaczęła śmiać się jak ostatni dziwak, spoglądając przy tym z chorą satysfakcją na własne dzieło, które użyte w innym miejscu mogłoby przynieść niemałe szkody. Pomyśleć co by było, gdyby Druga przyłożyła się jeszcze bardziej i spróbowała wpleść w swoje zaklęcie jeszcze więcej energii, tym samym je przeładowując. Tak na szczęście się nie stało, być może nawet dzięki temu nadal wszyscy stali na nogach i mieli okazję podziwiać błękitny słup światła wzbijający się ku niebiosom. Jakby nie patrzeć, zagajnik wcale nie leżał tak daleko – był po prostu oddalony od głównego traktu, ale idąc, czy też jadąc na koniach, przez bezdroża można było przemieścić się tam dość szybko. Tak też postanowiła grupa Drugich i Egzarchów. Tak od siebie różnych, a jednak zgromadzonych tu w jednym celu.
  Wszyscy czym prędzej pognali po wierzchowce, nawet Wachtler zbytnio nie interesował się detalami, gdyż jego uwagę pochłonęło magiczne zjawisko mające miejsce za farmą starego Mullera. Minęła krótka chwila, a wszyscy już siedzieli na sywch ogierach i klaczach. Nawet Fryderyk podwędził jakiegoś konia i zdołał go dość szybko uspokoić. Jedną dłonią trzymał lejce, a w drugiej mocnym chwytem dzierżył Zgniliznę, której nie zdołała zniszczyć nawet Entropia Milczki. Od miecza nadal bił niebywały smród, a zielone mgiełki, niczym języki, smagały okoliczną przestrzeń pozostawiając po sobie poświatę tego samego koloru. Uśmiech nie schodził z twarzy von Hisslera, czuć od niego było pewną potęgę, która dopiero teraz miała znacząco dać się we znaki. Drugi w ludzkim ciele pogonił karą klacz i wyrwał się do przodu, pozostawiając resztę w tyle.
  W stronę zagajnika ruszyła tak właściwie zaledwie szóstka ludzi – Adelruna, Iwasaki, Fryderyk von Hissler, Gabriel Wachtler oraz dwóch jego templariuszy. Czarna Straż zdecydowała ostatecznie nie mieszać się w sprawy, które dotyczną bezpośrednio magii – i było to całkiem sensowne zachowanie, w końcu jak ludzie walczący zwykłym mieczem i prawem mogli mierzyć się z tak potężnymi siłami? Wyrżnięcie zdeprawowanego klasztoru, czy ucinanie łbów półświatka były przy tym dziecinną igraszką.
  Sam galop zajął jakieś 10 minut, aż w końcu wszyscy stanęli przed wysokimi, ogołoconymi z liści drzewami. Choć w powietrze nie wzbijało się już żadne światło, zarówno Adel, jak i Kaito mogli bez problemu wyczuć dziwną aurę. Jakby zbliżoną do tej Pierwszych, ale jednak nie do końca. Z domieszką czegoś ludzkiego. A może ludzką z domieszką Pierwszego? Ciężko było określić, z czym tak właściwie mieli do czynienia. Prócz jednak tych duchowych bodźców, do uszu całej szóstki docierało ciche pomrukiwanie delikatnie tłumione przez świst wiatru. W oczy zaś same rzucały się ślady w śniegu, pozostawione przez ludzkie stopy. Ale jakieś takie dziwne, jakby lekko zdeformowane. Palce dłuższe, a z nich wystające szpony. No i pięta zdecydowanie szersza.
  Słyszycie? Cokolwiek to wywołało, nadal tu jest — wyszeptał Wachtler, sięgając powoli po swój prosty, ale pokryty nad wyraz gęstymi liniami, dwuręczny miecz.
  Lepiej, żeby to nie było, to co myślę. Z jednej strony to mało możliwe, ale z drugiej... Szlag by trafił tych pierdolonych heretyków. Gdyby nie kretynizm Richtera to nigdy by do tego nie doszło. Kto to widział wysyłać jedną osobę w pościgu za trzema. Ale z tym... — odparł von Hissler, spoglądając na Zgniliznę. Chwycił za miecz również drugą dłonią.
  Richter? Przecież on gnije w lochach od dobrych kilkunastu lat, co ty pieprzysz? — spytał zdziwiony Gabriel.
  A ja gniłem w posągu. Dobrze słyszeć, że wiele się przez te lata zmieniło, byle na lepsze. Zakon nadal taki upierdliwy? — puścił oczko do Inkwizytora, najwyraźniej dobrze zdając sobie sprawę z tego, kim jest.
  Gdyby nie okoliczności, już nie miałbyś głowy. Ale nie ja cię znalazłem. Chociaż śmierdziało mi, oj śmierdziało, jak wieśniacy opowiadali o tych cudach przy kapliczce. Powinniśmy rozbić ją w drobny mak — złośliwie odpowiedział.
  Dobrze, że tego nie zrobiliście, bo mielibyście przejebane jeszcze bardzie... — przerwał mu głośny ryk i nagłe łupnięcie. Coś gdzieś wgłębi zagajnika ścięło kilka drzew jednym zamachnięciem. Po chwili odczuła to cała szóstka – tajemnicza istota musiała posiadać tak silną aurę, że w momencie ataku, rozsiała cholernie mocną energię, która zderzając się z Drugimi oraz Egzarchami wywołała u nich niemały ból.
  Axra min kida mafiiš, co to za kurestwo? — zakrzyknął jeden z templariuszy o wyraźnie nerdyjskich rysach twarzy.
  Po chwili coś wyłoniło się spomiędzy drzew. Wysoka, dość sporawa sylwetka. Jej lewe oko jarzyło się błękitem, prawe zaś szkarłatem. Z palców wyrastały pazury tak długie, że spokojnie można było uznać je za szpony. Brudne, szarawe i rzadkie włosy sięgające lekko za ramiona powiewały na wietrze. Dziwaczne monstrum kroczyło w stronę magów z wyraźnym grymasem na zmasakrowanej, na wpół zgniłej twarzy. Po chwili wzbiło się w powietrze, a jego dłoń oplotła czarna, wirująca mgła. Pozostała już tylko krótka chwila na reakcję...
Ilość słów: 960

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz lip 15, 2018 6:14 pm  

  Razem z kobietą do boju ruszyło troje templariuszy z Wachtlerem na czele, Kaito oraz Fryderyk. Nie była pewna co do tego ostatniego, w końcu pomimo wiedzy oraz własnej aury nie był pełnoprawnym Drugim. Dzierżąc jednak w dłoniach Zgniliznę, miecz, którego nawet jej zaklęcie nie potrafiło zniszczyć, odczuwała swego rodzaju niepokój. Ostrze obłożone było rytuałem, co oznaczało, że jednak może być przydatny uwolnionemu niedawno magusowi, ale i tak nie wiedziała, co o tym wszystkim teraz myśleć. Na pewno pomoc Zakonu była tutaj więcej niż wskazana, jednak sprawa, z którą miała się zmierzyć, była bardziej dziwna niż zwyczajni Pierwsi. Spodziewała się wszystkiego.
  Po dotarciu do zagajnika można było zauważyć ślady, które na pierwszy rzut oka mogłyby zostać pomylone z ludzkimi. Po bliższym przyjrzeniu się nie wyglądały one na takie... a przynajmniej w całości. Palce dłuższe, szponiaste, sama stopa szersza. Do tego dochodziło ciche pomrukiwanie zagłuszane przez wiatr oraz wyczuwalna aura. Ni to ludzka, ni to Pierwsza.
  Zeskoczywszy z konia i uwiązawszy go luźno do pnia, spięta Adel powoli ruszyła po śladach, słuchając jednym uchem rozmowy Hisslera z Gabrielem. Bardziej skupiała się na samej istocie, którą odczuwała coraz mocniej. W pewnym momencie, gdy z głębi lasu dobiegł potężny ryk, zabolało ją to tak, jakby rzucała co najmniej zaklęcie. Zatrzymała się na sekundę, a potem zaczęła przygotowywać mentalnie. Sprawdziła tylko, co robi Kaito, w końcu byli partnerami w boju i poza nim. Stanęła w rozkroku, czując, że musi oszczędzać energię w walce z tym czymś. Jednocześnie zastanawiała się, czy aby ta mieszana aura nie zwiększa nieco ich szans – o ile monstrum było kiedyś człowiekiem, zwykła broń mogłaby się go imać. Ale to były tylko gdybania, niedokładnie wiedziała, czy coś by się stało. Nigdy z taką aurą nie miała do czynienia.
  Dreszcz niepokoju oraz jednocześnie podekscytowania przeszedł po jej ciele. Jej zawód był niebezpieczny, cholernie niebezpieczny, ale sama wybrała takie życie i wcale go nie żałowała. Dlatego była gotowa, nawet pomimo swoich niewielkich już pokładów energii. Potrafiła dać sobie radę z Pierwszymi, to i z tym czymś da radę.
  Potwór był cudaczny. Spory, szponiasty, ale w pewien sposób... jego twarz chyba była ludzka. Miał włosy, miał humanoidalne ciało, ale ryk był zwierzęcy, podobnie do szponów. Wyskoczył w powietrze, a Wasserberg zareagowała niemal instynktownie. Uniosła obydwie dłonie i skupiła się na przepływie energii. Pociągnęła ją z trzewi ziemi, przelewając w swoje własne ciało i zalewając wszystkie linie, jakie miała na nim wyrzeźbione. Zaczęła się skupiać, wyobrażając sobie kanał, przez którą przepływa spora ilość czystej, skondensowanej energii. Identycznie jak w powszechnym zjawisku. Tworzyła coś, co przeważnie miało miejsce wysoko w chmurach. Chciała trzasnąć piorunem, porazić bestię, nim zdoła wykonać swoje plugawe zaklęcie. Była gotowa na ból oraz zmęczenie, jakie szybko zaczęłaby odczuwać. Zamierzała usmażyć to bydlę, nawet jeśli podtrzymanie zaklęcia równałoby się wyczerpaniu jej zasobów. Liczyła także na reakcję pozostałych, mając nadzieję, że przerwie tworzącą się dziwną mgłę i da czas zakonnikom, Hisslerowi oraz Kaito.
Ilość słów: 607

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 15, 2018 7:14 pm  

Narrator

  Kiedy bestia wzbiła się w powietrze, a w jej oczach coś błysło, nie było już czasu na obmyślenie skrzętnej taktyki. Choć zebrani tutaj magowie oraz Egzarchowie wiedzieli, że jadą walczyć z bestią, która swym mocom dorównywać musi Pierwszym, nie mieli pojęcia, że ujrzą takie plugastwo. Z drugiej jednak strony, Fryderyk von Hissler mógł mieć pewne podejrzenia, którymi niestety postanowił się nie dzielić z pozostałą częścią tymczasowej kompanii.
  Kaito widząc jakie zaklęcie formować zaczyna Adelruna, postanowił nieco ją wspomóc. Dość szybko i brutalnie zaczął modyfikować aurę rosnących w okolicy drzew, zamieniając je w bijące żarem słupy, co z kolei doprowadziło do roztopienia się śniegu. Sporą część podłoża pokryła woda, w którą opaść miała zaraz bestia.
  Milczce chwilę zajęło wytworzenie błyskawicy, która uderzyła prosto w korpus monstrum. Wokół rozległ się potężny ryk oraz smród palonego mięsa. Drobne wiązki elektryczne dalej przebiegały po cielsku mieszańca, wzmacniając się ponownie, kiedy tylko dziwactwo zanurzyło się w wodzie. Agresor znów zawył, tym razem jednak ciszej. Powoli zaczął stawać na nogi, jednak i w tym przeszkodzić mieli mu Egzarchowie z Zakonu Niebiańskiego Płomienia. Dwójka templariuszy wlała w swoje ostrza niemałe pokłady energii. Te zaś wystrzeliły prosto w kończyny potwora, przebijając je na wylot.
  Ponownie uklęknął, lecz na krótki moment. Obiema dłońmi pochwycił wydłużone bronie wojowników i jakby zaczął wysysać z nich energię. Zaczął rosnąć, regenerować się. Egzarchowie zaś z każdą sekundą mizernieli, robili się bladzi i skostniali. Moment ten postanowił wykorzystać von Hissler, który uniósł ku górze Zgniliznę i rzucił się na przeciwnika. Ciął prosto w ramię, z siłą tak potężną, jakiej nie spodziewał się po nim nikt. Być może była to sprawka samej zaklętej broni, a może to w ciele rudzielca kryły się nadspodziewane pokłady krzepy.
  Kończyna uderzyła o ziemię, a od rany rozchodzić zaczęły się zielone żyłki. Fryderyk tuż po tym szybko odskoczył i schował się za jednym z gorejących prętów.
  Hissler! — jakby znikąd wydobył się donośny głos.
  No na co czekacie, do kurwy nędzy! Ładujcie w to dalej, tylko ostrożnie! — odkrzyknął Hissler, jakby ignorując poprzedni głos.
  Dość tego, do cholery — Wachtler splunął na ziemię i sam w końcu dołączył się do – zdawałoby się – nierównej walki. Linie na jego długim mieczu zalały się błękitną energią. Ostrze zaczęło płonąć niebieskim ogniem wydzielając przy okazji czarny dym. Po chwili aktywował drugie zaklęcie – te z kolei powodowało cholernie szybkie drżenie broni. Dość szybko postanowił uaktywnić także trzecie, a te już pokryło całą jego sylwetkę białą zbroją, po której biegły charakterystyczne linie. — Pierdoleni amatorzy — rzucił i jakby teleportował się do bestii, szybko wbijając ostrze w jej gardziel. Dziwactwo zacharczało gorzej, niż Milczka, gdy próbowała się zaśmiać. Zielona struga krwi polała się z rany, a stwór padł na ziemię. To jednak zdawał się nie być koniec.
  Gdzieś w oddali, we mgle błysnęły kolejne dwie pary różnokolorowych oczu. Jednak dopiero się zbliżały.
  Ich... Ich jest więcej! — krzyknął zdezorientowany Kaito.
  Nie sraj w szaty, szczylu. To dopiero początek — odpowiedział mu Fryderyk, stale się szczerząc.
Ilość słów: 594

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz lip 15, 2018 9:15 pm  

  Jednocześnie z formowanym przez Adel zaklęciem wokół niej drzewa nagle zmieniły swoją strukturę, uderzając wszystkich wokół żarem. Śnieg stopniał, ziemia skuta lodem stała się nagle rozmokła, co sprzyjało energii przez nią formowanej. W pewnym momencie nastąpił grzmot, błysnęło na sekundę, a zaraz do nozdrzy zgromadzonych uderzył smród palonego mięsa. Nie było potrzeby podtrzymywania pioruna, głównie przez to, że woda zadziałała jako idealny przewodnik i sama podtrzymywała buzującą elektryczność.
  Chwilę osłabienia potwora wykorzystali templariusze, z mizernym skutkiem. Monstrum wyjątkowo szybko zniszczyło biednych zakonników, wysysając ich energie – niczym Pierwszy, którym chyba w końcu był po części. Ich aury zgasły, ale to nie był koniec szarży ludzi. Tym razem przydał się Hissler, który okazał się być nad wyraz silnym człowiekiem. Z niejakim zaskoczeniem Adelruna obserwowała, jak przecina on kończynę stwora niczym nóż masło. Właściwości tej broni były zaskakujące. Jednocześnie w dłoniach kogoś takiego wolała, aby Zakon skonfiskował ostrze.
  Co do samego Zakonu, Wachtler postanowił włączyć się do walki i pokazać, co naprawdę potrafi. A potrafił wiele, to kobieta przyznać musiała. Uaktywnił swoje zaklęcia i doskoczył do bestii, natychmiast kończąc jej żywot. W międzyczasie znikąd dobiegł głos wołający Hisslera. Dosłownie znikąd, co mogło zacząć coś kobiecie sugerować. Po tym, gdy bestia padła na ziemię, nawet nie zdążyła się otrzepać, bo kolejne kolorowe światełka błysnęły w oddali. Więcej tych potworów.
  Nieco ją to zmroziło. Jeśli było ich więcej, oznaczało to, że skądś wziąć się musieli. Z tego wynikało, że to po to mógł porwać dziecko kowala. Myśl ta napawała ją odrazą, ale wiedziała, że jeśli dzieciak został zamieniony w to coś, nie ma już dla niego ratunku. Z drugiej strony mógł to być sam Edwin oraz jego szajka, ale przeczucie podpowiadało Milczce, że on sam jest czymś innym. Opis mieszkańców Grottham nie odpowiadał opisowi tego potwora. Prawdopodobnie więc mierzyli się właśnie z jego minionkami.
  Hissler działał Runie na nerwy. Mógł ich uprzedzić, z czym mogą mieć do czynienia i w jakiej ilości, ale zamiast tego przemilczał tę sprawę z własnej woli. Już w myślach obsmarowywała go dokładnie w swoich raportach. Teraz jednak skupiła się na oczach błyszczących we mgle. Stanęła w miejscu i oczekiwała ich przybycia. Jeśli już ich ujrzy, zamierzała ponownie strzelić piorunem, z zastrzeżeniem, że oczekiwała, żeby znaleźli się jak najbliżej siebie i w strefie płonących drzew, gdzie woda stała po kostki. W ten sposób błyskawice powinny zrobić swoje i nie dość, że się wzmocnić, to jeszcze przejść z jednego celu na drugi. Zamierzała nawet to podtrzymać, jeśli było to konieczne, byle tylko usmażyć je żywcem. Resztę niech robią inni.
Ilość słów: 525

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 16, 2018 10:04 am  

Narrator

  Adelruna w swych myślach, zdenerwowana na Fryderyka, zdążyła już zacząć planować, jak tylko dokopać – zdaje się – wykorzystującemu ją i Kaito Drugiemu. Cóż, powiedzieć, że irytacja była całkowicie słuszna, to nadal mało. W końcu nikt nie w pełni nie znał motywów, które kierowały von Hisslerem, a jego dotychczasowe poczynania, przeczyły jego słowom na każdym kroku. Na takie rozmyślania nie było jednak zbyt wiele czasu. Choć z pierwszym przeciwnikiem drużyny poradziła sobie sprawnie i szybko, tak kolejni zaczynali właśnie nacierać.
  Szkarłatne i błękitne oczy raz jeszcze błysnęły we mgle, powiększając się z każdą sekundą. Po krótkiej chwili kobieta była już w stanie określić zarys sylwetek obu bestii – ta, która szarżowała na czworaka była zdecydowanie mniejsza, a i jej twarz wyglądała inaczej – delikatne, wręcz dziecięce rysy, ledwo widoczne brwi oraz małe usta. Druga zaś była niemal identyczna, co monstrum, które przed chwilą udało im się pokonać.
  Milczka skierowała swój piorun w stronę tego większego okazu, który gdy tylko oberwał wyładowaniem elektrycznym, stracił panowanie nad sobą i pomylił kierunki, przez co z impetem władował się w gorejący słup. Kaito szybko to wykorzystał i jeszcze bardziej podniósł temperaturę obiektu, przy okazji nieco go wyginając, tak by oplótł oponenta. Okazję w tym przyuważył także Hissler, który ponownie z doskoku przebił korpus bestii Zgnilizną i przekręcił ostrze w ranie. Stwór zawył po raz ostatni, po czym padł martwy, stale płonąc.
  Mniejszym problemem błyskawicznie zajął się Gabriel, wykorzystując raz jeszcze poprzedni manewr. Przemieścił się tak szybko, że przypominało to teleportację, a potem jednym, zamaszystym cięciem pozbawił stwora głowy. Z miejsca, gdzie wcześniej spoczywał łeb maszkary, wytrysnęła fontanna szkarłatnej posoki, nieco ochlapując Wachtlera, na co ten zareagował jedynie solidnym kopniakiem w klatkę piersiowej martwego stwora. Kolejna bestia padła.
  Wszystkie? — spytał Kaito, poprawiając maskę, która nieco obsunęła się z jego twarzy.
  Cicho, nasłuchuj — szybko zganił go Fryderyk, któremu mina nieco zrzedła, z tylko jemu znanych powodów.
  Po chwili masywny strumień błękitno-czarnej energii wystrzelił z wnętrza lasu, prosto w stronę Gabriela, który ledwo zdołał uskoczyć przed śmiercionośnym atakiem. Aktywował kolejne zaklęcie, po czym na swym lewym ramieniu zmaterializował sporą, białą tarczę, która aż mieniła się w charakterystycznym, kojarzonym z magią kolorze. Inkwizytor szastał czarami jak oszalały, ale być może w tym szaleństwie tkwiła jakaś metoda – co zresztą przed chwilą pokazał.
  Pierwszy? — raz jeszcze odezwał się Iwasaki.
  Gówno, nie Pierwszy. Idziemy tam — odparł Hissler, poirytowany już pytaniami młodego maga.
  Lepiej dla ciebie, żebyś miał dobre wytłumaczenie dla tego wszystkiego — wtrącił się Wachtler, na co Fryderyk nawet nie zareagował. Po prostu ruszył wgłąb lasu, prosto w miejsce, z którego wystrzelił wcześniej promień energii. Tuż za nim człapał Gabriel. Jedynie Milczka nadal nie zdecydowała, czy ruszy za tą dwójką, czy może jednak się wycofa...
Ilość słów: 545

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn lip 16, 2018 8:47 pm  

  Lekko wysunięta na przód Adelruna obserwowała bestie podchodzące do grupy magów. Wkrótce mgła przestała je otulać i mogła ujrzeć, z czym ma do czynienia. Westchnęła w myślach ponuro, nie dając już nadziei dzieciakowi kowala. Uniosła dłoń i skumulowała energię, tworząc z niej piorun, po czym wystrzeliła go, kierując bardziej w stronę podobnego do pierwszego stwora. Piorun oszołomił istotę, która straciła nad sobą panowanie i walnęła w jedno z drzew Kaito. Dzięki jego szybkiej reakcji oraz temu przeklętemu Hisslerowi udało się bardzo szybko pokonać to coś.
  Albercikiem, jak już teraz była niemal pewna, zajął się Gabriel, zaskakująco szybko się przemieszczając i bardzo łatwo pokonując dzieciaka, odcinając mu głowę. Zdawałoby się więc, że to byli wszyscy, cała trójka. Dziecko kowala oraz dwoje towarzyszy Edwina. Jeśli nikt inny nie zaginął jeszcze, pozostawał tylko on. Cały czas intensywnie o tym myślała. Przypomniała sobie, że fałszywi zakonnicy wspominali o tym, że kilka miesięcy pojawił się tutaj Pierwszy. Jeśli ją pamięć nie myliła, to dokładniej dwa księżyce temu. Szwendał się tydzień i zniknął, jak makiem zasiał. Nie było wspominane nic o ofiarach, ale kto wie, co się stało. Poza tym opowieści Radomiły oraz starego Mullera pokrywały się w znacznym stopniu ze sobą. Obydwoje widzieli wysoką, bladą postać z czerwonymi oczami. Co prawda Adel nie wiedziała, dlaczego to coś miałoby się bać jakiegoś wieśniaka, ale... jeśli zbierał ludzi, to chciał stworzyć więcej tego czegoś. Pytanie tylko – jakim sposobem to robił, a także jeśli jej podejrzenia były prawdziwe, a te dotyczące zmieniania ludzi w monstra były, jak zdołał połączyć aurę swoją z Pierwszego? Przez myśl przeszło jej także to, że burmistrz upierał się, jakoby priori tutaj nie było. Cóż, rzeczywiście dosłownie żadnego tutaj spotkać nie można, ale i tak dla pewności wydałaby Zakonowi tego dzięcioła.
  Strumień energii błysnął obok Gabriela, o mały włos go nie trafiając. Wtedy też wyrwała się ze swoich przemyśleń i zdecydowana ruszyła za tą dwójką. Przechodząc obok ciał potworów, przyjrzała się ich twarzom, aby zobaczyć, czy ostały się w nich resztki człowieczeństwa, być może pozostałości po dawnym życiu. Naprawdę było jej szkoda tego dzieciaka. Potem kiwnęła na Kaito i ruszyła, będąc gotową do dalszej walki. Czuła się już powoli obolała i wiedziała, że długo nie pociągnie. Ale nie pozwoli sobie tak po prostu odpuścić, dotrzyma do końca walki. Jeśli będzie oszczędnie korzystała z zaklęć... obiecała sobie, że po powrocie do Exitium stworzy nowe zaklęcie, typowo niszczycielskie, a do tego ulepszy pozostałe. Musi stać się lepsza, bo na razie jakiś cymbał z zaklętym mieczem trzyma się lepiej od niej. W razie co miała miecz i ludzi do pomocy. Oczywiście jeszcze się jako tako trzymała, tylko czuła, jakby długo ćwiczyła. Bardzo długo.
Ilość słów: 554

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 17, 2018 12:57 pm  

Narrator

  Przeprawa wgłąb zagajnika była dziwna. Z jednej strony wydawało się, że drzewa są na tyle rzadkie, że bez problemu powinno widzieć się, w którą stronę i gdzie się zmierza, a z drugiej gęsta mgła skutecznie ograniczała pole widzenia. Adelruna stale odnosiła wrażenie, że tak naprawdę mężczyźni krążą w kółko i ani na moment nie wyłamują się z tej pętli. Do tego dochodziły unoszące się w powietrzu podejrzane błękitne, pulsujące pyłki, których nie sposób było pochwycić w garść. Szum wiatru brzmiał jakby chciał coś przekazać Drugim, ale gdy tylko zaczynało się w niego wsłuchiwać, wrażenie to znikało. Korzenie wystające z podłoża były dziwnie, wręcz nienaturalnie powykrzywiane i gdy spoglądało się na nie kątem oka – zdawały się poruszać. Ponownie jednak, gdy tylko poświęciło się im pełną uwagę, ruch ten natychmiast ustawał. Kobieta mogła jednak przysiąc, że coś było tu nie tak. I wcale nie chodziło o samą obecność nieznajomej im, groźnej istoty, a bardziej o to, co owa z miejscem tym zrobiła. Jakby nie patrzeć, na myśl nasuwało się jedno, proste – a zarazem trafne – stwierdzenie: zagajnik po prostu żył.
  W końcu, po jakichś 10 minutach biegu, który zdawał się trwać co najmniej pięć razy tyle, wydostali się na polanę. Płaskie połacie terenu o promieniu może piętnastu metrów. Zero krzaków, zero drzew, jedynie wysoka trawa oraz kilkanaście dużych kamieniu porozrzucanych w nieładzie po całym obszarze. Zapanowała cisza – wicher ustał, nieliczne gawrony zamilkły. Zniknął także dźwięk uderzania butami o podłoże, a sama mgła przerzedziła się na tyle, by cała czwórka mogła dość dobrze ujrzeć ten przedziwny, przerażający, a zarazem na swój sposób piękny, obraz. Zagęszczała się na powrót dopiero przy granicy polany z drzewami, pozostawiając widoczny jedynie zarys konarów. Uważne oko mogło spostrzec, iż na niektórych głazach wyżłobiono napisy, do których wlane jakąś szkarłatną substancję – najprawdopodobniej krew. Na jeszcze innych widoczne były odbicia rąk – mniejszych i większych – o tej samej barwie. Ciężko jednak było z daleka stwierdzić jakim językiem posłużyła się osoba bądź istota, by upamiętnić na kamieniach swe przemyślenia.
  Cisza — wyszeptał Gabriel, choć przez wszech panujący bezgłos zdawało się, jakby mówił zupełnie normalnie i głośno — Jak makiem zasiał.
  Chce nas przestraszyć — odparł wyraźnie von Hissler, co już zdawało się być krzykiem, choć w istocie nim nie było. Poprawił chwyt na Zgniliźnie i powolnym krokiem skierował się przed siebie, prosto w stronę najbliższego kamienia ubabranego krwią. Tuż za nim powędrował Wachtler, a za Zakonnikiem Kaito.
  Gdy tylko odsunęli się od drzew, te jakby zgęstniały, obniżyły swe gałęzie i spętały tak, by zablokować przejście. Wydały przy tym nieprzyjemny dla ucha, trzeszczący dźwięk drewna, które za chwile miało pęknąć i wystrzelić drobnymi drzazgami na wszystkie strony.
  Szlag — syknął Fryderyk, zwracając swój wzrok ku więżącej go naturze — Nie wyjdziemy stąd, dopóki się go nie pozbędziemy. Kretyn, to on uwięził się z nami, nie nas z nim — pod rudym wąsem zawitał szyderczy uśmieszek.
  Nie podoba mi się to. Najpierw ta dziwna aura, teraz to miejsce. Mieliśmy pozbyć się stąd Pierwszego, a nie biegać po zaklętym lesie za czymś, co nawet nie wiemy jak wygląda i jaką mocą dysponuje — Kaito wdarł się ponownie do umysłu Adelruny, przekazując przy tym jej swoje wątpliwości co do sytuacji, w której oboje się znaleźli. Jego głos brzmiał jednak jakoś tak niewyraźnie, jakby coś go tłumiło. Milczka ledwo mogła zrozumieć słowa Drugiego.
  O kimkolwiek mówisz, nie widzę go tutaj. Ani nie słyszę. Rozejrzałbym się po tym miejscu. Zdaje się, że na tych kamieniach jest coś napisane — Wachtler wskazał ręką na pierwszy lepszy głaz.
  Skoro zależy ci na czytaniu tych herezji i głupot, to śmiało, czytaj. Ale to tylko bezsensowne brednie chorego umysłu — odpowiedział mu von Hissler.
  Jesteś zadziwiająco pewny swego, a jakoś nie kwapisz się, żeby wyjaśnić nam dokładnie na co tu natrafiliśmy.
  Teraz nie ma czasu na wyjaśnienia. Opowiem wam jak będzie po wszystkim — Fryderyk wzruszył ramionami i oparł się o głaz z odbitymi dłońmi, cały czas przyglądając się Zgniliźnie.
  Trudny człowiek... — wyszeptał Wachtler, spoglądając na Kaito i Adel. Hissler nawet nie zwrócił na to uwagi.
Ilość słów: 834

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt lip 20, 2018 5:46 pm  

  Aura tego miejsca była jakby wywołana celowo. Wszystko tutaj było nienaturalne, jak gdyby zagajnik przesiąknięty był magią. Plugawe miejsce, jak stwierdziła w myślach, igrało z jej zmysłami, próbując już w trakcie pogoni zasiać ziarno niepokoju. Adel ciężko było jednak przestraszyć, a sama wiedziała, że prawdopodobnie nie zrobi to jej nic poza ruszaniem się na granicy jej wzroku. Prawdziwy potwór był przed nimi – las sam w sobie zły nie był, podobnie do magii. To tej istoty należało się bać, nie omamów.
  Polana prezentowała się iście niepokojąco. Pełna głazów, które zabarwione były szkarłatnymi śladami. W niektórych wyryte jakieś niezidentyfikowane napisy, na niektórych ślady rąk. I cisza, która obijała się o uszy Milczki. Zacisnęła usta, postępując kilka kroków do przodu i będąc złą na siebie za to, że i w niej zakiełkował delikatny strach. Aura roztaczająca się wokół nich robiła swoje, to musiała przyznać. Dodatkowego efektu dodały drzewa zacieśniające się za nimi tak mocno, że nie dało rady normalnie wyjść. Prychnęła cichutko, lecz niepewność została. Uparcie ją tłumiła, starając się nie pokazywać tego, rozglądnęła się za to wokół, jednym uchem słuchając pozostałych.
  To coś ma w sobie aurę Pierwszego, na pewno czułeś. Z nimi też nie wiemy, na co natrafimy. Kaito, jesteś przytłumiony, nie podoba mi się to. Jakby coś negowało magię, przekaż to im. Wyczuwszy, jak ciężko przyszła mężczyźnie konwersacja z nią, natychmiast go o tym poinformowała. O ile klimat tego miejsca ignorowała jak mogła, nie potrafiła zlać tego, w jaki sposób słyszała Iwasakiego. Jeśli ich magia zawiedzie, będą zgubieni. Oczywiście pocieszała się myślą, że być może mieszana aura istoty tutaj przebywającej pozwoli ranić ją zwykłym orężem, co zwiększy ich szanse. Dlatego dla pewności wysunęła swój gladius z pochwy, chwytając w lewą dłoń. Tam, gdzie magia zawodzi, przeważnie można problem rozwiązać konwencjonalnymi metodami.
  Nie tylko ona nie ufała w największym stopniu Hisslerowi. Gabriel również podzielał jej obawy, co nie było w tym momencie najważniejsze, acz odrobinę pocieszające. Miała ochotę osobiście skrócić zaklętego maga o głowę, lecz zdawała sobie sprawę, że jest dla nich pomocą. W myślach przytaknęła mu także, że nie zaszkodzi przejść się między kamieniami i przeczytać, co ten szaleniec tam bazgrał. Być może dowie się z nich więcej, niż sam Fryderyk chciał mówić. Pokręciła do Inkwizytora głową w zrezygnowanym geście, po czym podeszła do pierwszego z głazów z zamiarem przeczytania go. Nadal przy tym nasłuchiwała. Patrzyła także na strukturę napisów, jakim sposobem mogły być napisane oraz ogółem spoglądała pod stopy, czy tam coś się nie zgubiło, bądź... nie leży, jak czyjeś kości. No i czy te kamienie są zakopane głęboko w ziemi, czy może ktoś je tutaj przytargał, czy mają jakiś wzór, wedle którego są ułożone, czy to, że na niektórych są ślady dłoni, a na niektórych bazgroły, ma jakiś sens. Cały czas próbowała wyczuwać także magię, mogła z niektórych miejsc mocniej emanować bądź wręcz przeciwnie, być wyzuta. Z ciekawości zaczęła także wyszukiwać podziemnych żył, czy łatwo byłoby w razie co sięgnąć po energię, czy jej przypuszczenia o tłumieniu magii są prawdziwe.
Ilość słów: 644

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 23, 2018 5:13 pm  

Narrator


  Choć Adelruna odczuwała gdzieś wewnątrz swego umysłu pewną niepewność, tak uparcie nie chciała dać po sobie tego poznać. Usilnie tłumiła to uczucie, nie dopuszczając strachu nawet do myśli. W końcu w nich właśnie przesiadywał Kaito. Stłumiony, niewyraźny – ale jednak. Drugi spróbował jakby wzmocnić swoją aurę, co przynajmniej na moment przyniosło oczekiwany skutek. Głos rozbrzmiewający gdzieś w trzewiach umysłu Drugiej wzmocnił się na parę chwil. Czuć jednak było, że kosztowało to Iwasakiego nieco wysiłku.
  Nawet jeśli ją ma, to nie znaczy, że nim jest. Ona równie dobrze może być zupełnie inna, a nam jedynie kojarzyć się z tą Pierwszych. Dłużej nie utrzymam tego zaklęcia — urwał nagle, a Milczka poczuła, jak jej głowę opuszcza – i tak już ledwo wyczuwalna – aura Cesarskiego.
  Ten dość szybko, w pośpiechu wręcz, wykonał instrukcję Wasserberg. Choć może tym co go ponaglało, był tak naprawdę strach o jego własne życie. Jak dotąd Druga mogła zauważyć, mężczyzna ten miał nawyk do podejmowania szybkich decyzji głównie wtedy kiedy się bał. W takich chwilach z jego głowy ulatywała wszelka brawura, popisy i chęć droczenia się z towarzyszką. Natychmiast poważniał, z niemałą tendencją uciekania się do najprostszych i zarazem najbardziej perfidnych zagrań. I o ile w Grottham jeszcze mu się to nie przydarzyło, tak w tym momencie zaczynało się na to zapowiadać. Pozostawało tylko oczekiwać na pojawienie się tajemniczego jegomościa krzyczącego wcześniej na Fryderyka.
  Nie wiem jak dobrze wyczuwacie aury, ale ja czuję, jakby coś je tłumiło, zakłócało — nieco przejęty zwrócił się zarówno do von Hisslera, jak i do Gabriela. Głos znów przyjął formę krzyku, choć Kaito nawet go nie uniósł.
  To nie ma większego znaczenia — szybko odpowiedział Hissler, grzebiąc przy rękojeści Zgnilizny. Nawet nie spojrzał na Drugiego.
  Zauważyłem. Moja tarcza nieco osłabła, ale nie walczyłem z tym. Jeśli nasz przeciwnik też będzie posługiwał się magią, to sam sobie strzela w stopę. Jeśli nie – to już przegrał — odparł nad wyraz pewny siebie Inkwizytor z Zakonu Niebiańskiego Płomienia. Przykucnął przy jednym z kamieni i zaczął rozszyfrowywać krwawe zapiski. Podobnie zresztą uczyniła Adelruna.
  Kobieta spokojnym krokiem zbliżyła się do najbliższego głazu. Po drodze zdarzyło jej się nadepnąć na pojedynczą gałązkę, która łamiąc się strzeliła na tyle głośno, że aż zabolało to w uszy. Wszystko to sprawiało wrażenie, jakby polana była całkowicie odcięta od świata. Zamknięta w jakiejś bańce, która tłumiła wszystko pochodzące z zewnątrz, a potęgowała to, co wewnątrz.
  Wasserberg nachyliła się nad szkarłatnym tekstem, po czym dość szybko stwierdziła dwa fakty – raz, że rzeczywiście była to krew, a dwa, że wszystko zapisano w Sanctinie przeplatanym niekiedy z – archaicznym już – Altrachenem posiadającym naleciałości jeszcze z północnych rejonów Królestwa Waldgrossen. Wbrew pozorom jednak, przetłumaczenie napisów nie było ciężkie. Problemem była zaś sam sposób pisma. Bardzo chaotyczny, z urwanymi myślami. Często powtarzała się w nim jedna faza, która brzmiała "Niedoskonałość jest zaledwie kruchym zamkiem do doskonałości". Nierzadko stosowana tuż po wspomnieniach o aurach. Wyglądało na to, że ktokolwiek to zapisywał, eksperymentował z ową dziedziną magii jeszcze nim wzięli się za to magowie z Sutato. I to w całkowicie dziki, nieprzemyślany sposób. Przy pomocy rytuałów i formowania energii, miast przy użyciu Maszyny.

Ścieżki są jedynie wytrychem. Można ich użyć, można nimi zaklinać ludzi jak przedmioty, ale nie można osiągnąć pełnej doskonałości. Potrzebny jest klucz. Potrzebne jest coś, co zmodyfikuje aurę w stopniu, który był do tej pory nie do pomyślenia. To przez żłobienia nie możemy w pełni kontrolować energii. Musimy stać się błękitno-bladzi.

  Tak brzmiała jedyna w pełni zrozumiała część tekstu, zapisana w pełni w Sanctinie, bez żadnych wstawek z innych języków. Gabriel także zdawał się skończyć rozszyfrowywać zapiski w kamieniu, przy którym wcześniej przykucnął. Mężczyzna wstał i pokiwał głową, jakby zarazem rozczarowany, zrezygnowany, zniesmaczony oraz na swój sposób rozżalony.
  Obym się mylił i źle to przetłumaczył. W przeciwnym razie on — wskazał ręką na Hisslera — Miał rację. To co miało tu miejsce było niezwykłą herezją. Czymś, czego nikt nie powinien się dopuścić.
  Nagle zaczął prószyć śnieg, który choć w małych ilościach, zadziwiająco szybko przykrywał trawę. Milczka poczuła niewyobrażalny chłód, a przez jej kark przebiegł dreszcz.
Ilość słów: 840

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt lip 24, 2018 9:04 pm  

  Zapiski były chaotyczne i pisane starszym dialektem. Adelruna nie była językoznawcą, by stwierdzić, czy trzydzieści lat temu używano innego altrachen niż teraz, lecz najwyraźniej umysł maga owładnięty szaleństwem mieszał już języki i pisał w dziwnych narzeczach. Mało z tego wszystkiego rozumiała i nie chodziło już o same archaizmy, lecz o tok myślenia autora, jak i samo pismo, niechlujne, chaotyczne. Dało się jednak coś wyczytać. Niedoskonałość jest zaledwie kruchym zamkiem do doskonałości. Fraza ta pojawiała się tak często, że nie sposób było ją przeoczyć. Ogólny tok myślenia był więc do odgadnięcia – Edwin szukał klucza do potęgi, której nie mógł posiąść jako Drugi. Próbował więc znaleźć alternatywy, a jedną z nich były aury i ich transformacja. Czytając to, spojrzała przelotnie na przestraszonego Kaito. Jeśli to, czym stał się apostata, wyczuje jego całkiem inną aurę, a posiada strzępki dawnej świadomości, może chcieć zachować go przy życiu.
  Jedyne w pełni zrozumiałe zdanie, które kobieta mogła zrozumieć, wstrząsnęło nią. Doskonałością było u niego... stanie się Pierwszym. To stąd były naleciałości ich aury w tym miejscu i takie było jego rozumowanie. Co prawda Adelruna widziała w tym toku myślenia pewien sens – Priori zdawali się być w części ukształtowani z energii, dzięki czemu mieli nad nią większą kontrolę, lecz stanie się jednym z tych potworów żerujących na całym świecie brzydziło ją. Polowała na nich i widziała, kim są i co robią. Nie wyobrażała sobie, że ktokolwiek pragnąłby zostać jednym z nich. Poza tym to nie było fizycznie możliwe, a przynajmniej w jej mniemaniu. Nawet jeśli, to Gnuśny spartaczył robotę, robiąc to coś, czego truchła zostawili za sobą. Wątpiła, by doszedł do swego pojęcia doskonałości od czasu porwania chłopaka od kowala. Nie było to jednak niezachwiane uczucie, gdyż gdzieś w głębi stawiała pytanie: a co, jeśli to zrobił?
  Pojęcie doskonałości było jej doskonale znane, sama dążyła do niego, do potęgi, jaką owe dążenie dawało. Nie posunęłaby się jednak do czegoś takiego, choćby wmawiano jej, że proces przebiegnie gładko. Nie wierzyła w ludzkie limity i wiedziała, że można osiągnąć wszystko, niekoniecznie tak brudnymi metodami. W myślach zdawała sobie jednak sprawę z tego, że jej wizja świata nie różni się bardziej od jego. To przerażało ją bardziej niż zalęgła cisza oraz śnieg, który właśnie zaczął sypać. I chłód, przejmujący chłód. Aż zaczęła pocierać ramiona niezgrabnie trzymając miecz w dłoni. Nasłuchiwała, obserwowała, czy drzewa nie chcą się czasem rozstąpić, skąd może przyjść atak. Sprawdzała, czy nie ma gdzieś śladów czyichś stóp, czy nie czuć skądś specyficznej aury, którą dało się wyczuć na skraju zagajnika. Obserwowała także Hisslera, któremu nie ufała w bardzo dużym stopniu. Teraz wiedziała na pewno, że wie, co miał zrobić rytuał, czym jest Edwin, jak udało mu się przeżyć trzydzieści lat w tym zagajniku oraz w jaki sposób pragnął dopiąć swego, bądź nawet jak połączony jest miecz z jego właścicielem, iż nawet jej zaklęcie nie zdołało go zniszczyć. Chciała mu to napisać, ale raczej by nie odpowiedział, a trzeba było być czujnym. Coś nadchodziło, coś plugawego. Dreszcz na jej karku to zwiastował.
Ilość słów: 642

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 31, 2018 8:37 pm  

Narrator


  Przeszywający mróz zalęgł się na całym ciele Milczki, zupełnie jak dręczące myśli opanowujące jej umysł. Sama sugestia tego, że ktoś mógłby sam z siebie, z własnej woli, z pychy po prostu pragnąć stać się Pierwszym, wywoływało odruchy wymiotne, a przynajmniej takie miało się wrażenie. Bestie będące w istocie pasożytami wysysającymi ze świata wszelkie życie, jakiego się dotknął, budziły jedynie odrazę – i ciężko było się temu dziwić.
  Ziemia delikatnie zadrżała, wytrącając właśnie przechadzającego się pośród kamieni Hisslera z równowagi. Mężczyzna omal nie przewrócił się prosto w śnieg, jednak w ostatniej chwili zdołał podeprzeć się na mieczu. Zgnilizna wbiła się w glebę, a otaczający ją w promieniu dwóch metrów biały puch przybrał kolor zieleni, z wyraźnie widocznymi ciemniejszymi liniami, które zdawały się pulsować. Przypominały żyły. Zjawisko to stale się poszerzało – a właściwie robiłoby to, gdyby nie właśnie klnący pod nosem Fryderyk, który ostrze wyciągnął. I choć nie umknęło to uwadze Gabriela, ten póki co zdawał się ignorować dziwne zachowania byłego mieszkańca statuy Onych.
  Lekkie trzęsienie było jednak dopiero początkiem. Potem z nieba – miast śniegu – zaczęły opadać kawałki... Właśnie nieba. Spoglądając w górę zauważyć można było jedynie pękającą skorupę, której elementy co rusz odpryskiwały i pozostawiały za sobą jedynie czerń przeplatana miejscami błękitnymi punkcikami. Jak się chwilę później okazało, te ledwo widoczne, pulsujące barwą energii elementy, były połączone jeszcze ciężej dostrzegalnymi liniami. Nie układały się jednak w żaden konkretny wzór.
  Idzie — burknął Hissler — Nie próbujcie z nim rozmawiać, po prostu zarżnijcie jak psa gryzącego karmiącą rękę.
  Rzeczywiście – po paru sekundach spośród rosnących zasp śniegu wymieszanych z nieboskłonem, wyłoniła się postać o nieskazitelnej cerze oraz skórze koloru błękitno-bladego. Smukły mężczyzna o ostrych rysach twarzy był cały nagi, a po jego tors obiegały żłobienia, w których płynęła niestabilna energia. Szare włosie – ścięte niemal na zero – delikatnie oplatało całą głowinę. Podobnie sprawa miała się z zarostem. Jego nagość nie mogła jednak zrazić czy spłoszyć nawet najbardziej pruderyjne osoby, bowiem istota ta nie posiadała przyrodzenia. W miejscu, gdzie winno się ono znajdować, był równie gładki co na reszcie ciała. Brakowało mu również sutków.
  Tak długo — odezwał się, dziesiątkami głosów w jednym momencie. — Tak długo mi to zajęło. A kiedy skończyłem, musiałeś się pokazać — wzrok miał zwrócony w stronę Hisslera. — Powiedz, Fryderyku, kim są twoi nowi przyjaciele? Gdzie nasz ukochany kuzyn? Ahh, tak... — zaśmiał się pod nosem. — Nie było go tu od samego początku. Wysłał ciebie same...
  Zdychaj, popaprańcu — powiedział Gabriel, natychmiastowo przemieszczając się za plecy Gnuśnego i kierując drżące ostrze ku jego szyi.
  Milczeć! — rozległ się pisk tysiąca głosów, a w tym samym momencie Inkwizytor odleciał do tyłu na jakieś pięć metrów, uderzając z impetem o jeden z głazów. — Nie przerywaj mi, kiedy rozmawiam z kuzynem, którego dawno nie widziałem — powiedział już spokojnie.
  Pierdolisz jak potłuczony, Edwinie. Jak zawsze. A ja nie zamierzam tego słuchać. To już dawno zaszło za daleko — Hissler wcisnął coś na rękojeści miecz, tak mocno, że aż skrzypnęło. Teraz Milkcza mogła zauważyć, że miejsce, za które mężczyzna trzymał Zgniliznę, aż roiło się od przeróżnych przycisków. To nie była zwykła broń – to była prawdziwa maszyneria. Ostrze nagle się wydłużyło i wystrzeliło zielono-błękitnym promieniem, który przebił się przez nieskazitelne, idealne ciało Gnuśnego. Ten jednak tylko się uśmiechnął i chwycił za światło. Wchnłonął je.
  Tyle czasu nad nim pracowaliśmy, całą trójką. A teraz chcesz użyć go przeciwko mnie? — spytał z żalem w głosie. — To mnie rani — nagle spoważniał i uniósł się. Machnął ręką, a w stronę Fryderyka wyleciała złota smuga. Ten jednak zdążył coś naklikać na rękojeści Zgnilizny, bo w momencie, w którym miał stracić głowę, otoczyła go szczelna powłoka. Na wszelki wypadek odskoczył jeszcze na bok i zaczął głośno dyszeć. Męczył się.
  Ale jak ja się zachowuję, kiedy mam gości! — szeroko otworzył oczy i zasłonił usta prawą dłonią. Usiadł na najbliższym kamieniu. — Edwin Wagner, specjalista od rytuałów. Dla przyjaciół Ed. Ale my się chyba nie zaprzyjaźnimy — wyszczerzył idealnie białe zęby, a kąciki ust wykrzywił w uśmiechu, który posłał Milczcze. — Jakieś ostatnie słowa, pytania? — z zaciekawieniem przechylił głowę. — Och, prawie nie zauważyłem! Wybacz mój nietakt, już coś z tym robię! — zamknął na moment oczy i pstryknął palcami. Wokól niego unosić zaczęła się energia, która po paru sekundach z impetem wystrzeliła w Adelrunę. Dziewczę poczuło, jakby jej struny głosowe odżyły. Przynajmniej na moment. — No więc jak? — zaśmiał się i puścił oczko do Iwasakiego. Ten zaś stał z miną, jakby przez jego głowę przebiegało właśnie kilka milionów myśli na sekundę.
Ilość słów: 959

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość