"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Alea Iacta Est – Rozdział I

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

śr gru 06, 2017 8:34 pm  

Rozdział I

Rajner
Waldgrossen, 1527 rok


  Nie bez powodu nazywa się ten amfiteatr Koloseum — gdyż jego rozmiary rzeczywiście, kto by się tego spodziewał, są kolosalne. Budynek ten znajduje się w jednej z dzielnic Kinkengardu dumnie prezentując się na tle innych, dużo niższych budynków. Jest dumą i chlubą tego miasta, i chociaż nie dorównuje rozmiarom arenom w miastach Nerdii, nadal imponuje swoim wyglądem.
  Z zewnątrz jest to owalny amfiteatr o czterech kondygnacjach — trzy pierwsze są związane z układem arkadowym, czwarta zaś posiada jedynie małe okna. Do środka prowadzi blisko 80 wejść, które znacznie usprawniają przepływ tłumu w czasie igrzysk. Wśród nich wyliczyć można cztery zarezerwowane wyłącznie dla elity waldgrosseńskiej, czyli króla, senatorów oraz Noblitów.
  Wewnątrz, w części przeznaczonej wyłącznie dla widzów, wyróżnić można cztery oddzielne kondygnacje siedzeń. Najbliżej areny znajduje się podium z wyłącznym sektorem dla gospodarza lub gospodarzów imprezy i ich świty oraz osobnym dla zagranicznych gości, m.in. dyplomatów, a także dla senatorów i najbogatszych, cieszących się największym szacunkiem Noblitów, czyli arystokracji starej daty, wysoko postawionych oficerów itp. Wyższa kondygnacja powstała dla pozostałych Parchów. Będąc najbliżej i przede wszystkim najniżej wyjścia, ludzie przebywający tam mogą w bardzo szybkim tempie opuścić teren Koloseum. Pełna jest ona kamiennych i marmurowych siedzeń. Wyżej znajdują się kolejno siedzenia dla Ekwitów, dzielące się na dwa sektory: ten dla biedniejszych oraz bogatszych obywateli, a także najwyżej położony, z drewnianymi ławkami, dla Sartów.
  Sama arena widoczna jest doskonale z każdego miejsca na widowni. Drewniany okrąg, na który wysypano kilka centymetrów piasku, ma wymiary ponad osiemdziesiąt metrów na pięćdziesiąt i jest miejscem zmagań pomiędzy gladiatorami, a także zwierzętami. Urządzane są tutaj także przedstawienia i najważniejsze święta państwowe.
  To, co zasługuje na największą uwagę, znajduje się pod częścią dla widowni. Sieć podziemnych korytarzy ciągnie się pod całym amfiteatrem i sięga dalej, znajdując połączenie z okolicznymi szkołami dla gladiatorów, budynkami użytkowymi i gospodarczymi należącymi bezpośrednio do terenu koloseum, a nawet podobno istnieją sekretne przejścia przeznaczone tylko dla wybranych. Istnieją tam części z klatkami dla zwierząt, pomieszczeniami dla gladiatorów nie zamieszkujących w szkołach... dzięki lekkiej pomocy magii udało się także stworzyć mechanizmy wyciągające klatki bezpośrednio na poziom zerowy, co znacznie usprawniło pracę w Koloseum — chociażby jak w przypadku wygłodniałych zwierząt.
  Sam amfiteatr znajduje się w dzielnicy odległej od centrum, bardziej przy murach, a chociaż dzielnica do gladiatorów nie należy, na pewno jest przez nich zdominowana. Wokół znajduje się wiele szkół gladiatorskich, gdzie trenuje się dziesiątki wojowników, gdzie mieszkają, jadają posilki i spędzają większość swojego życia. Gdy się zaś ono kończy – mało który gladiator może się pochwalić własnym grobem. Większość ciał jest spalana, żeby nie zajmować miejsca dla lokali bardziej użytkowych.

Obrazek
Ilość słów: 575

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr gru 06, 2017 9:01 pm  

Narrator

  Rajner pokonał Byka. Nie było łatwo, ba, było wręcz cholernie ciężko, ale koniec końców machlojki Karła i nienaturalnego Jaksarczyka zostały ukrócone jedną śmiercią, o której ówczesny jubilat zadecydował. Rajner stał się legendą, odbierając ten tytuł innej osobie. Zyskał sławę i szacunek. Po śmierci Ludwina zaproponowano mu innego nauczyciela, który zabrał go do Nerdii, by tam ćwiczył i wygrywał pod okiem prawdziwych profesjonalistów. Tam Rajner przekonał się, jak diametralnie różni się gladiatorstwo w Waldgrossen od tego w Nerdii. Był katowany, traktowany prawie że nieludzko, zmuszany do walki, do ćwiczeń nawet wtedy, gdy nie miał sił. Istnieje jednak takie powiedzenie, jak co się nie zabije, to cię wzmocni. Z czasem chłopak przyzwyczaił się do morderczego trybu życia i zasymilował się. Zaczął dorównywać tamtejszym legendom, powoli acz nieubłaganie, dopóki jego opiekun nie oznajmił mu miesiąc, dwa temu, że wracają do Kinkengardu, do domu. Powód był ważny. W styczniu 1527 roku odbywać się będą igrzyska na cześć legatów, którzy przybędą wtedy do stolicy, by przedłużyć na kolejne pięć lat swoją kadencję. Jak powszechnie wiadomo, legatów jest czternastu, każdy dowodzi jednym legionem i jeden z tych właśnie oficerów zapłacił niemałą sumkę za to, aby Rajner reprezentował go podczas tych igrzysk. Tym samym, chcąc nie chcąc, Rass został wykupiony jak niewolnik lub, jeśli tak woli, najemnik, przez Hansa von Schleichera i za jego nazwisko miał walczyć.
  Wczoraj przybył z powrotem do Kinkengardu. Już w połowie drogi, przekroczywszy granicę, dało się odczuć wszechobecny chłód zmieniający się w przeraźliwe zimno wraz z podróżą ku północy. Przyzwyczajając się przez ponad rok do ciągłego skwaru, Rajner odczuł to dosyć intensywnie. Czego by jednak nie było, dotarł bez problemów wraz z Karlem, swoim opiekunem, starszym, doświadczonym gladiatorem, nadal dosyć dobrze walczącym, ale oczywiście mając na uwadze ograniczenia swojego wieku, do Kinkengardu.
  To, co go śledziło, gdy wchodził na teren szkoły, było nieodparte wrażenie deja vu. Przerabiał to przecież kiedyś, ale wtedy to Byk był na jego miejscu. Chociaż więc on nie miał złej reputacji, a nawet wręcz przeciwnie, to uczucie jakimś cudem ciągle mu towarzyszyło.

***

  Przybyli w nocy, gdy wszyscy spali. Przydzielono Rajnerowi nową celę, większą i wygodniejszą i tam zatrzymał się na resztę nocy. Rankiem z przyzwyczajenia wstał, wcześniej od innych, którzy budzili się wraz ze wschodem słońca. Ten czas mógł sposiłkować jak chciał. Dopiero przy śniadaniu, gdy dostał taką samą breję, jak pamiętał z czasów, gdy mieszkał w tej szkole, zaczęła się draka. Część młodszych, których nie znał, gapiła się na niego z podziwem, szacunkiem i strachem. Niektórzy szeptali, niektórzy gapili się bezwstydnie, niektórzy zaczepiali i witali go jak starego znajomego, a nawet ich nie znał. Pierwszą znajomą twarzą, jaka mu się przewinęła, był za to... Łysy! Eryk i jego spółka siedzieli tam gdzie zawsze, wesoło rozparci, machając entuzjastycznie Rajnerowi. Starzy znajomi, z którymi po zwycięstwie nad Bykiem zdołał się bliżej zakumplować, mieli zagrzane dla niego swoje miejsce. Co jednak zauważył, siadając między nimi, było to, że spośród piątki została czwórka. Brakowało Leo, tego, który tamtego pierwszego poranka z nim i Erykiem przy tym samym stole rozmawiał.
  Kogo moje oczy widzą! Od kilku dni cały ośrodek ciebie oczekuje! Rajner, ty stary draniu! Opaliłeś się, będziesz się wyróżniał na śniegu. Opowiadaj, jak było w Nerdii — odezwał się Eryk, zadowolony jak nigdy, klepiąc dosyć mocno chłopaka po plecach.

Spoiler:
Masz wolną rękę w opowiadaniu szczegółów, ja ci podsunęłam jedynie ogólny zarys tego, co się działo przez ten półtora roku. Kody są te same. Powodzenia!

P.S. z racji przeskoku fabularnego dodaję ci +1 we wszystkie wszystkie umiejętności prócz p.
Ilość słów: 692

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 60
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

pt gru 08, 2017 2:57 pm  

  Droga powrotna do Królestwa Waldgrossen była dla Rajnera pełna powracających wspomnień. Po długim pobycie w gorącym i surowym klimacie Nerdii do wielu rzeczy podchodził obojętnie. Ochłodzenie jakie przyszło razem z przekroczeniem granicy zdaje się zadziałało także kojąco na jego umysł. Przypomniał sobie, gdy zaledwie kilka miesięcy temu opuszczał swoją ojczyznę w dość niecodziennych okolicznościach. Stał się legendą, bo sam legendę zgładził. Wygrał walkę niemożliwą do wygrania. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważył, gdy został sprzedany jako bardzo solidny niewolnik i wysłany do prawdziwego piekła dla gladiatorów.
  Teraz wraca do miejsca, gdzie rozpoczął pełną bólu i przelanej krwi karierę. Pierwsze godziny wewnątrz przybocznych budynków, czyli "szkółki" starego Koloseum mijały szybko. Długa podróż zmęczyła go zarówno fizycznie jak i psychicznie. Prędko i obojętnie pożegnał się ze swoim opiekunem (Karlem), po czym uznał, że warto jak najlepiej wykorzystać otrzymane miejsce do spania.
  Obudził się według wyuczonego w Nerdii nawyku. Dopiero teraz, po powocie do łagodniejszych warunków zauważył jak "łatwo" się tutaj żyje. Nie miał problemów ze zdobyciem jednej z tępych brzytw, które podobno miały służyć do golenia. Co prawda zarost na twarzy nigdy mu nie doskwierał, ale włosy na głowie już tak. Sięgały mu zdecydowanie za daleko, za łopatki. W miejscu, które można było nazwać łazienką wykorzystał zdobyte narzędzie do skrócenia włosów, przynajmniej do ramion.
  Więzienna papka jaką zaserwowali mu na śniadanie nie różniła się niczym od tej, którą jadał tu kilka miesięcy temu.
"Zaraz, kilka miesięcy?" – zastanowił się nad tym dochodząc do wniosku, że nie do końca odczuł płynący czas – "Może to już ponad rok, albo dwa?"

  Z zamyśleń wyrwał się dostrzegając przy jednym ze stołów swoją dawną ekipę przyjaciół – jeśli można tak nazwać grupę ludzi, której praca na co dzień polegała na wzajemnej walce. To właśnie Ci ludzie, na czele z Łysym byli najbliżsi Rajnerowi, i to z nimi spędzał najwięcej wolnego czasu w swoim niewolniczym życiu.
Sukces. Rozpoznali w nim dawnego, młodego gladiatora, mimo opalenizny (której oczywiście nie mogli nie skomentować) i długiego czasu rozłąki. Prym widocznie nadal wiódł Eryk, wiek ewidentnie dodał mu doświadczenia, jednak zboczenie zawodowe kazało Rajnerowi przynajmniej na oko ocenić, że dawny przyjaciel w walce może nie bybć już tak sprawny jak kiedyś. Pojawiła się lawina pytań, na którą oczywiście już z rana Rajner przygotował sobie część odpowiedzi.

  Skoro dalej tu siedzicie, to pewnie nie zwiedziliście za dużo świata, co? – uśmiechnął się, udając "co to nie on" i "ile on nie zwiedził", by po chwili dorzucić –A ja pojechałem gdzieś daleko, a jedyne co się zmieniło to kolor ścian w więziennych celach. Powiem Wam, całkiem szczerze, miałem dużo szczęścia. Gdybym nie był jednym z najlepszych tutaj – omiótł ich wzrokiem wskazując na to, że to właśnie ta grupa to Ci najlepsi – To mój szef nie wywalczyłby dla mnie tak dobrych warunków. Nerdia to chory kulturowo kraj, a co dopiero mówić o niewolnictwie. Widzicie, tutaj, w Kinkengardzie wszystko robimy z kulturą. Z kulturą jemy, z kulturą pijemy, z kulturą się nawet napierdalamy. A tam wszystko jest dzikie. W przypadku kobiet to wypada na plus, ale wiecie, wszystko się może znudzić– w końcu zjadł kilka łyżek owsianki (czy czym tam była ta papka) i przepłukał usta piwem –Na palcach jednej ręki mogę policzyć ilu spotkałem porządnych kolegów po fachu – omiótł ich wzrokiem jeszcze raz i dotarło do niego, że ekipa też zrobiła się jakaś mniejsza – Gdzie jest Leo?
  Cóż, to i tak dziwne, że grupa przez ten czas nadal była tak spójna. Będąc gladiatorem Rajner doskonale wiedział, że Leo mógł być równie dobrze gdzieś sprzedany, umarł, albo po prostu poszedł teraz do kibla. Oczywiście niezależnie od odpowiedzi, nikt z tutaj obecnych nie miał na to wpływu. Leo albo gdzieś teraz szkoli się w nowej szkółce, gryzie piach, albo stawia wyjątkowo trudnego do opanowania klocka. A opowieść tak czy tak musiał ciągnąć dalej. Nie mógł przecież zawieść ciekawskich kumpli.
  Wracając do Nerdii, to sporo się tam nauczyłem. Trochę zdziczałem, walka w dziwny sposób przynosi więcej zabawy. Lekko ześwirowałem, w tamtym towarzystwie, upale. Jako jeden z nielicznych miałem okazję poszlajać się po tamtejszych miastach, ale to nic ciekawego. Ot, okazja by napić się trochę lepszego alkoholu i wszcząć burdę, po której nie będę musiał nikogo ukatrupić. Jeśli chodzi o pijaństtwo, to jednak wszędzie jest tak samo, przynajmniej ja to tak odczułem – zjadł już całe śniadanie, zaskoczyło go jak wystarczy odrobinę zmienić rutynowy smak, aby nagle coś tak bardzo smakowało – Poza tym moje codzienne życie wiele nie różniło się od tego tutaj. Tylko trochę goręcej. I trochę trudniej, no wiecie, trzeba było wcześniej wstawać, więcej ćwiczyć, dłużej się męczyć. Na początku trzymało się mnie choróbsko, chyba od tej nagłej zmiany klimatu, więc miałem przesrane. Chcieli zobaczyć legendę z północy, a czułem się tak źle, że nie pokazałem nic ciekawego. Dopiero po dwóch, trzech walkach zacząłem przyciągać więcej uwagi. W końcu mnie odesłali, bo ma się tu dziać coś ważnego, z ważnymi ludźmi, a ważni ludzie lubią sobie popatrzeć na tryskającą krew, nie?
  Czternastu, czy tam kilkunastu legatów, jacyś dowódcy, jakieś ważne zebranie, senatorzy, decyzje. Całe szczęście nie musiał zaprzątać sobie tym głowy, bo był tylko robiakiem. Zdolnym do ciekawego zabijania innych robaków. Było to wygodną formą ucieczki od zastanawiania się nad sensem istnienia, czy innych życiowych pytań i Rajner doskonale o tym wiedział. Osiągnął coś na kształt balansu pomiędzy pięknem ciała i umysłu. Gdyby teraz wrócił do domu rodzinnego i znowu stał się szlacheckim Rassem, mógłby wrócić do studiowania. W ciągu tych kilku morderczych lat z jaksarskim Mistrzem oraz na arenie, na pewno nauka zdążyła ruszyć do przodu. Chętnie odkryłby coś więcej na temat swoich ciekawie wykonanych broni, czy maski, które nadal miał przy sobie. Ale zdawało się, że z aktualnej życiowej ścieżki nie da się już zejść. Może kiedyś, jeśli osiągnie perfekcję w tym co robi, może wtedy będzie miał okazję i czas na nowe idee, w których obierze sobie za cel doprowadzanie do perfekcji kolejnych umiejętności.
  Ale piwo to tam mieli lepsze – podsumował Rajner, odstawiając pusty kufel i kończąc swoje rozmyślanie.
Ilość słów: 1204

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt gru 08, 2017 6:42 pm  

Narrator

  Starzy towarzysze Rajnera chłonęli jego opowieści o wielkim świecie. Co prawda sami przed karierami gladiatorów pochodzili z różnych zakątków świata – Eryk był z Kinkengardu. Urodził się jako syn taniej portowej prostytutki i dosyć wcześnie, z własnej woli wstąpił do szkoły gladiatorskiej, samemu wybierając takie życie. Gilbert był w porównaniu do pozostałych wątły, ale to były pozory. Był jednym z najlepszych sieciarzy w szkole, co wiązało się bezpośrednio z tym, ze na ironię był synem biednych rybaków. Pewnego dnia jego ojciec nie wrócił z łowiska. Matka umarła ze zgryzoty kilka miesięcy później. Aby zapewnić sobie byt, chłopak wstąpił na równi z Erykiem do szkoły. Myszoszczuj to jaksarski imigrant, który był swego czasu rabusiem, a po złapaniu wcielono go do szkoły. I został, obierając sobie za specjalizację bycie trakiem, ze swoim zakrzywionym nożem oraz małą tarczą u boku. Brakowało tylko Leo, endenberskiego kłusownika.
  Na pytanie o właśnie Leo, cała kompania nieco zmarkotniała, ale paplanina Rajnera opowiadającego o jego pobycie w Nerdii szybko przywróciła ich do starego ładu. A chłopak miał o czym mówić, choć głównie to były jego przeżycia. Wiele osób z ław obok nasłuchiwało opowieści legendy, chłonąc historie o świecie im podobnym, ale równocześnie różniącym się diametralnie, głównie przez sposób traktowania tamtejszych gladiatorów. Bo fakt faktem, tutaj mieli chociaż szacunek do podstawowych praw człowieka, tam wykorzystywali go perfidnie, wyciskali wszystko co mogli, dopóki nie wycisnęli wszystkiego. Potem natomiast zapominali o nim jak o szmacie – mogli przecież wytrenować kolejnych niewolników, nawet lepiej niż poprzednich.
  A byłeś w jednym z tych słynnych burdeli w Al-Jasir? Słyszałem, że kobiety tam znają się na rzeczy, nie to co nasze. Ani me ani be, patrzą tylko, by sakiewkę opędzlować, a jak przyjdzie co do czego, to leżą jak kłody. A tam od małego się fachu przyuczają, a jak zakręcą biodrami to aaaach — rozmarzył się Myszoszczuj, szczerząc się jak głupi ni to do siebie, ni to do Rajnera. Kompania zaśmiała się, ale z ciekawością zerknęli na chłopaka. A on... cóż. Był albo nie był, to zależy od niego.
  Tylko Eryk coś nieco markotny był. Śmiał się, jadł i pił, coś tam niby dopytywał, ale generalnie to po pytaniu o Leo przygasł. I kiedy nastała okazja, postanowił odpowiedzieć na pytanie Rajnera, krótko i treściwie.
  Jakoś pół roku temu były igrzyska, nawet nie pamiętam na czyją cześć. Koniec końców wyszło na to, że musieliśmy walczyć z Leo przeciw sobie. Wiadomo raczej kto wygrał — Eryk wzruszył ramionami. Na jego twarzy nie było żadnych głębszych emocji. Owszem, był trochę przygaśnięty, ale bez przesady. Ruszyła go śmierć przyjaciela, ale przecież zdawał sobie sprawę z tego, że w dniu dzisiejszym może siedzieć obok niego i sobie z nim żartować, a następnego wbić mu miecz w serce, jeśli taka wola gospodarza igrzysk. Taki był zawód gladiatora i dlatego niechętnie patrzono na bliższe przyjaźnie. Wszyscy wiedzieli jak się kończą. Na szczęście Rajner nie musiał podejmować takiej decyzji.
Ilość słów: 578

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 60
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

sob gru 09, 2017 4:45 pm  

  Na pytanie o burdel Rajner przez chwilę się zadumał. W pierwszej chwili nie wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie. Po krótkim zastanowieniu odparł, że gdyby tam był, to pewnie zobaczyłby jakąś różnice między zwykłym, a luksusowym domem publicznym. No i nie zapamiętał tych wszystkich nerdyjskich nazw. Może i załapał odrobinę języka, ale to nie znaczyło, że spamiętał by te wszystkie "ale" "dżaze" "bibiaze" i inne temu podobne dźwięki, które na co dzień słyszał.
  Natomiast informacja o prawdziwym losie Leo specjalnie go nie ruszyła. Spuścił na moment wzrok, pokiwał głową w geście uznania dla dawnego przyjaciela, ale to wszystko. Już dawno pogodził się z taką koleją rzeczy. Na arenie zapomina się o relacjach z przeciwnikiem, więc po zwycięstwie musi tak pozostać. Nie można rozpamiętywać śmierci kolegi, inaczej by się zwariowało. By nieco zmienić temat i rozluźnić atmosferę, zaczął rozglądać się z lekkim uśmieszkiem po wszystkich tu obecnych gladiatorach. Wielu z nich przed chwilą go słuchało, nie umknęło mu ich zaciekawienie. Rajner zwrócił się do ekipy Eryka.
Dalej jesteście w czołówce, co? Nie widzę żebyście dopuścili kogoś do swojego grona.
  Ciekaw był jak teraz wygląda rozkład hierarchii wśród dzisiejszej mieszanki. Było tu sporo znajomych twarzy, ale na pewno byli też jacyś nowi. Rynek gladiatorów był płynny i wydaje się, że tylko ściśle powiązani z lokalną publicznością stale zamieszkiwali jedną szkółkę. Cicho liczył, że po powrocie tutaj trochę "odpocznie", ale zdawał sobie sprawę, że jeśli będzie mu szło naprawdę dobrze, to kolejne męczące podróże mogą się stać nieuniknione.
Ilość słów: 298

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt gru 15, 2017 7:01 pm  

Narrator

  Nikt nie był wystarczająco dobry, by dostąpić zaszczytu posadzenia swojego dupska obok mnie — odparł beztrosko Eryk, zaraz zapominając o Leo i o nieprzyjemnej sytuacji, która zaistniała jakiś czas temu. Tak przecież żyli gladiatorzy, z dnia na dzień, nie przywiązując się zbytnio do innych ludzi, wiedząc, że w kolejnej sekundzie mogą zostać postawieni przeciw sobie. Przyjaźń jest więc tutaj pustym słowem. I niektórzy z chęcią pokusiliby się o takie stwierdzenia, jak dwulicowość czy to, że gladiatorzy są gorsi od morderców. Ale oni musieli jakoś żyć, musieli czasem odetchnąć od pracy. Inaczej zaczęliby wariować lub przestawać być ludźmi – jak w Nerdii, gdzie Rajner widział, co robi nieludzkie traktowanie wojowników z ich psychiką. Nawet tak bardzo ulotna przyjaźń daje szansę na namiastkę normalności, pomimo świadomych wyborów niektórych z tych ludzi.
  Nawiasem mówiąc, późno przybyłeś. Nie przyjechałeś z pozostałymi reprezentantami czasami? Albo nie słyszałeś o nich? — Gilbert, sieciarz, najdłuższy towarzysz Łysego, odezwał się po chwili ni stąd ni zowąd, pytając o innych gladiatorów, którzy mieli walczyć za legatów podczas igrzysk. Pytanie było jednak trochę dziwne. Niecodzienne.
Przybędą — wtrącił się Eryk, kręcąc głową. — Rajner przyjechał wczoraj, pozostali pewno też niedługo się zjawią. Zresztą was ani nas nie powinno to obchodzić. To problemy wielkich. Mnie to na przykład cieszy, będę miał mniej gladiatorów do zlikwidowania — Myszoszczuj wzruszył jedynie ramionami, ale Gilbert nadal patrzył pytająco na Rajnera. Eryk zdawał się podchodzić do sprawy obojętnie.
Ilość słów: 275

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 60
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

sob gru 16, 2017 11:08 pm  

  Wlepił wzrok w stołówkowy blat zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią. Podobnie jak Myszoszczuj wzruszył ramionami. Zaśmiał się krótko na wspominkę o "sprawach wielkich". Tak jakby wszystko i tak nie sprowadzało się do rozlewu krwi oraz pieniężnych machlojek. Rajner słyszał tylko o swoim legacie, w którego imieniu ma walczyć. W głębi duszy miał nadzieję, że jego tymczasowy "zwierzchnik" ma honor i nie sprzeda wyniku walki wymuszając przegraną na swoim wojowniku.
Ta przeprowadzka wydarzyła się za szybko – wytłumaczył – Nie znam szczegółów, nie wiem nawet kto może pojawić się na arenie. Zgaduję, że plotki o moim powrocie pojawiły się tu, zanim sam się o tym fakcie dowiedziałem. Ale wiecie czy mają tu przybyć jakieś sławy? Wiecie, w dupie mam legatów, bardziej interesują mnie potencjalni przeciwnicy.
  Lekko skłamał. Oczywiście był zainteresowany wysoko postawionymi ludźmi, którzy podobno byli głównym powodem rozpoczynających się igrzysk. Za czyje imię przyjdzie mu walczyć? Czy walcząc za imię tego kogoś, będzie jednocześnie walczył za jego ideę?
Swoją drogą, który pisze się na rozgrzewkę? – zapytał dość głośno, tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś spoza elitarnej grupki chciał się zmierzyć z Kosiarzem.
Ilość słów: 210

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw gru 21, 2017 6:16 pm  

Narrator

  Już są. Przybyli tu przed tobą, ośmiu dokładniej. Podejrzewam, że za niedługo się z nimi spotkasz. Powiem ci tylko, że tak, sławy. Może i sam niektórych widziałeś, tutaj czy w Nerdii. Chyba twój opiekun idzie, powodzenia — Eryk na koniec poklepał Rajnera po plecach, widząc zbliżającego się Karla, którego zacięta mina jasno już na tym etapie znajomości z gladiatorem mówiła, że czas się zbierać. Nikt na rozgrzewkę w tym wypadku pisać się nie mógł, bowiem Rajner szybko zniknął ze stołówki.
  W drodze Karl wytłumaczył mężczyźnie, że nie podlega teraz tym samym zasadom, co pozostała część szkoły i ma nieco więcej wolności. W praktyce oznaczało to, że chłopak mógł się przejść po niektórych dzielnicach miasta, odpocząć przed walką w zamtuzie, karczmie czy gdziekolwiek indziej, rzecz jasna zachowując umiar. Wystarczy słowo, a Karl sypnie mu trochę groszem. Sam opiekun jednak zalecał nieustanne ćwiczenia, aby ten nie wypadł z formy tuż przed walkami, jak podobnie robi reszta gladiatorów. Potem opowiedział mu dokładny plan igrzysk. Otóż jutro będzie odbywało się zaprzysiężenie legatów, a dnia następnego właściwe, trzydniowe igrzyska. Rajner będzie uczestniczył w walkach w dniu ostatnim. Dokładniej rzecz ujmując zostanie wysłany na arenę z losowo wybranym, jednym z trzynastu zawodników. Po eliminacji pierwszej siódemki pozostała część zostanie wystawiona przeciw sobie w jednej walce, podczas której możliwym jest zabijanie – zasadą jest jednak to, aby nie dobijać, gdy widzi się, że przeciwnik leży. Poza tym w pierwszym etapie, gdy walki toczą się bardziej indywidualnie, o losie przegranego decyduje legat, którego gladiator wygrał walkę. Tuż po tym znaleźli się na placu treningowym – gdzie było aktualnie bardzo zimno. Rass pamiętał te treningi w zimie i jak musiał nieraz walczyć półnago na arenie. I chyba nie wiadomo, co było gorsze, wieczny skwar Nerdii czy ostre zimy Waldgrossen.
  Tam Karl raczył zapoznać mężczyznę z pozostałymi zawodnikami, rzecz jasna na odległość. Każdy ćwiczył swój tryb walki. Było ich tam aktualnie czterech, każdy o różnej profesji, mniej lub bardziej znany. Znalazł się tam więc Eckhard von Spietel, Parcha, który z własnej woli wstąpił do szkoły rywalizującej mocno z dawną placówką Rajnera. Niewielu było, którzy podpisywali kontrakt z lanistą, czyli właścicielem gladiatorów, ale ten akurat mocno się wybił kilkudziesięcioma wygranymi walkami. Podobno przegrał ich bardzo mało. Walczył dosyć popularną metodą – ubrany tylko od pasa w dół, gdzie chroniły go nagolenniki, z kwadratową tarczą, pokaźnym hełmem oraz zakrzywionym mieczem. Dalej był Rufus Waffel. Kolejny klasyczny, ale śmiercionośny typ gladiatora, chroniony hełmem z zasłoną, z owalną tarczą, włócznią i sztyletem. Tego Rajner tylko kojarzył ze słyszenia, jak resztę, głównie z powodu wygranych walk. Rusłan z Kołdunek (jak kazał się zawsze z dumą przedstawiać, chociaż trudno było Waldgrosseńczykom wymawiać zarówno jego imię, jak i nazwę wsi), powszechnie znany jako Rus z Jaksaru, był prowokatorem – dzierżył w dłoni gladius, tarczę legionisty, zaś na klatce piersiowej, w przeciwieństwie do innych gladiatorów, nosił napierśnik.
  Nim dalej Karl prezentował kolejnych gladiatorów, wzrok obydwu skupił się na pewnym Nerdyjczyku. Nerdyjczyku, którego Rass miał okazję poznać w Lajiharze. Daja ab Evahija był gladiatorem, przeciw któremu Rajner zmierzył się podczas treningu. Pokonał go, a od tej pory mężczyzna znienawidził kolegi po fachu, za cel uznając sobie zabicie go na arenie. Na szczęście nie nadarzyła się wtedy okazja, ale kilka razy młodzieniec spotkał się z dosyć podejrzanym zachowaniem ze strony tamtego. Ani on, ani Karl nie mieli nawet pojęcia, jak wielkie było ego tego młodego, ambitnego gladiatora, który nie przegrał przez prawie pięć lat ani jednej walki. Oczywiście pojedynek między nimi nie był oficjalny, ale i tak uderzył w dumę niewolnika, który stał się chcąc nie chcąc największym nemezis Rajnera. Zdecydowanie był jednym z lepszych gladiatorów, wykupiony, a raczej wypożyczony najwyraźniej aż z Nerdii. Nie wróżyło to dobrze dla nikogo z obecnych – Daja posługiwał się głównie sznurem, który zarzucał na przeciwnika, do tego mając przy sobie dwa zakrzywione sztylety, przyodziany tylko w szmaty zakrywające genitalia, hełm i karwasze, przynajmniej do tej pory.
  Mokre sny tego pustynnego psa w końcu się spełnią, jeśli obydwoje wygracie lub zostaniecie wylosowani przeciw sobie. Ja mam tylko nadzieję, że zdechnie w tym zimnie przed stoczeniem walk albo chociaż będzie osłabiony. Może i jest piekielnie dobry, ale nie nadaje się do naszego klimatu, na szczęście — wymamrotał rozeźlony lanista, spoglądając z nienawiścią na umięśnionego, ciemnoskórego gladiatora, który trenował na jednym z urządzeń treningowych. — Chcesz walczyć Rass czy iść na dziwki? Podejrzewam, że połowa z tych ekhem, legend, już je odwiedziła, ale ciebie jeszcze nie poznały. Cholera, mnie też, dawno nie byłem w zamtuzie. Twój wybór, jak mówiłem. Chcesz, to idź na miasto, ja ci nie zabronię, masz tutaj przywileje.

Spoiler:
Zapomniałam wspomnieć – z racji pobytu w Nerdii nauczyłeś się też trochę tego języka. Powiedzmy, ze na poziomie 1, tak jakby nowa umiejętność
Ilość słów: 924

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 60
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

pt gru 22, 2017 3:43 pm  

  Nie było mu dane powalczyć z którymś z poprzednich towarzyszy. Karl przerwał ciekawe rozmowy i Rajner nie miał wiele do gadania. Musiał pójść za nim, zająć się ważniejszymi sprawami. Pierwszą z nich było wysłuchanie wszystkiego na temat nowego, tymczasowego statusu Rajnera, pozwalającego mu na trochę luzu. Kiwał głową na znak zrozumienia, ale decyzję o ewentualnym wyjściu odłożył na później. Bardziej zainteresował się planem igrzysk, z którego wynikało, iż miał jeszcze kilka dni na przygotowania. Na tym etapie o losie walczących mogły zadecydować niuanse, albo zwyczajna przewaga na danym polu. Przykładowo, jego kosy mogą nie sprawować się dobrze przeciwko pewnym rodzajom przeciwników. Oczywistym było, że musi wykorzystać najbliższe treningi na analizie oponentów i na opracowaniu taktyk. Zdecydowanie zmartwiła go informacja o etapie "każdy na każdego". Wymagało to bardziej elastycznej strategii, ponieważ sytuacja na polu walki będzie znacznie bardziej nieprzewidywalna.
  Dzięki Karlowi Rajner miał teraz okazję przyjrzeć się innym zawodnikom. Eckhard był uzbrojony dość standardowo, więc musiał wybijać się dobrą kondycją, umiejętnościami i ogólnym zmysłem walki. Rufus mógł być niebezpieczny szczególnie na drugim etapie, dzierżenie długiej i krótkiej broni dawało mu możliwość szybkiego przystosowywania się do przeciwników. Rus, lekko opancerzony, a więc zarówno wolniejszy, jak i trudniejszy do bezpośredniego zranienia. No i Daja, którego najniebezpieczniejszą cechą jest chęć zemsty. Rajner nie lubił tego ostatniego. Trzymanie urazy za mało ważne walki było w jego mniemaniu głupie i niedojrzałe. Przede wszystkim nie przystawało gladiatorowi.
  Ze strony Karla dość nagle padła ciekawa propozycja. Młody Rass miał niezły dylemat. Zostać i umocnić swoją pozycję poprzez trening, czy wyjść, wyluzować i zregenerować siły? Jeśli pozostali wybrali to drugie, to teoretycznie mógłby ich teraz wyprzedzić o te kilka godzin treningu. Z drugiej strony przetrenowanie przed ważnymi walkami nie działało zbyt dobrze.
Przejdę się – odpowiedział nagle po długim milczeniu – Przyzwyczaję się do tego klimatu. Pooddycham. Zjadłbym coś lepszego. Coś co ma smak.

  Tak, to był pomysł. Zamtuz nie był tak interesujący jak smakowe doznania, szczególnie że pochodził z Waldgrossen, a w Kinkengardzie mógłby zjeść coś co przypomniałoby mu dawne lata. Szara papka dawno mu się znudziła, a nerdyjskie specjały jakie od czasu do czasu przyszło mu jadać były, krótko mówiąc, kiepskie.
Ilość słów: 426

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr sty 03, 2018 6:26 pm  

Narrator

  Dziwnyś, chłopie. Niejedna paniusia by ci jeszcze zapłaciła za noc z tobą, żeby potem się chwalić, że straciła cnotę ze sławnym gladiatorem, a ty jeszcze od nich stronisz — wyrazem twarzy Karla było lekkie niedowierzanie i delikatna nuta pogardy. Nie od dziś było wiadomo, że z gladiatorów były jurne byki, co czasami z ochotą wykorzystywały wystarczająco bogate panny, które nie przejmowały się szeptami na boku. Jeśli pewien wojownik wsławił się jakąś walką lub walkami i zaczynał zyskiwać spory rozgłos, często mógł wybierać sobie wśród płci pięknej, a potem chwalić się nocnymi wyczynami. Rajner jednak najwyraźniej wolał inny żywot, z dala o uciech cielesnych, przez co niektórzy dziwnie o nim gadali.
  Mężczyźni wyszli z terenu szkoły wspólnie i szli tak też kawałek przez tereny podlegające gladiatorom, nadanymi przez senat. Dopiero potem Karl skręcił w inną ulicę, kierując się w stronę zamtuzu, podczas gdy Rajner, o ile wcześniej nie pomyślał o zmianie swojej prezencji na bardziej odpowiadającą warunkom atmosferycznym oraz otoczeniu, w którym będzie się obracał, szedł dalej, w stronę głównej ulicy. Wcześniej jednak dostał od swojego mentora pieniądze – jego własne, a właściwie ich małą część, którą ten przechowywał w jego imieniu i wydawał na własne życzenie, w sumie dwadzieścia szylingów, czyli dwie korony.

Do
Gospody "Tysiąc koron".
Ilość słów: 254

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość