"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Błękitnym tropem

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 34
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pn sie 20, 2018 4:37 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Wiatr mocniej zawiał, a setki kropel deszczu obijały się o żelazną maskę Drugiego. Jego ręce na moment ścierpły, po czym napływ gorąca w dłoniach wznowiło krążenie krwi. W takich momentach Yas czuł, że żyje, a jego ciało nie jest tylko i wyłącznie kawałkiem odłamanego lodowca, który dryfuje po morzu zwanym "życiem" w osamotnieniu.
  Śnieżynka ruszyła, a za nią cała salwa innych magicznych ataków. Tak jak to przewidział, sama walka z tym mutantem, który wybił prawie całą poprzednią drużynę Jasława dała mu do zrozumienia, że toczą bój z istotami najzwyczajniej stworzonymi do bitew. Ich zwinność, szybkość, siła i inteligencja co niektórych przekraczała rozumowanie zwykłego, szarego człowieka. Tym razem jednak to nie te czynniki przesunęły szalę zwycięstwa na stronę ludzi, lecz spryt, doświadczenie oraz przemyślana strategia.
  Idealnie zgrane ruchy całej kampanii poprowadziły tych co się ostali do wygranej, lecz kosztem wielu istnień, które musiały polegnąć, aby ten piękny sen się ziścił. Labuhn zerknął po całej akcji przez ramię i dostrzegając młodego Egzarchę, który trzymał na swych ramionach Bott, uświadomił sobie, że zabijając tą parszywą kreaturę, przyspieszył uzyskanie pomocy dla swojej towarzyszki.
  Nagle ciepło z dłoni uszło i powrócił już tylko znany i znienawidzony chłód. Wraz z nim również doszło do magusa, że podczas tych krótkich chwil na polu walki zużył całkiem sporą ilość swojej energii. Chwycił się za pierś i zaczął głośniej oddychać. Złapał się za maskę, po czym starał uspokoić myśli oraz oddech. Znał swoje granice. Tym razem nie powinien zemdleć i upaść twarzą w błoto. Raz mu się to zdarzyło i niemiło wspomina tamte czasy.
  Kiedy dowódca zwrócił się do wszystkich żołnierzy i wydał im rozkazy, skierował swój wzrok na Drugich oraz zadał pytanie, na które niestety musieli odpowiedzieć przecząco.
  Nie dowódco Schwarz, to nie ta istota – odpowiedział całkiem oschle, lecz nie czuć było zawodu, ani ulgi. Zaraz po odpowiedzi, rzucił krótko do swojego przełożonego. – Dowódco, wnoszę o pomoc medyczną dla mojego człowieka. Doznał wstrząsu spowodowanego wyładowaniem elektrycznym. Potrzebuję ją ustabilizować do czasu uzyskania długotrwałej opieki.
  Jasław stał nieruchomo, jakby spojrzał bazyliszkowi prosto w jego zabójcze ślepia. Mógł spodziewać się odpowiedzi, która nie podnosiła go na duchu. W głębi serca wierzył, że jednak ostali się ludzi, którzy mogliby pomóc Cathrinie. Chciał w to wierzyć. Wojna jednak nie znała granic cierpienia i bólu, więc spodziewał się najgorszego.
Ilość słów: 465

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 20, 2018 6:56 pm  

Narrator


  Na dotychczasowym polu bitwy panowała niemała wrzawa. Egzarchowie biegali, sprawdzali ciała, wielokrotnie przeliczali poległych i żywych. Na twarzach niektórych nadal malowała się ulga, inni zaś zdążyli już odetchnąć po stoczonej bitwie i trapić zaczęły ich inne lęki. Niektóre z walczących tu osób znały się od dawna, niczym więc dziwnym były szkliste oczy i niesforne łzy ściekające powoli po wymęczonym bojem licu. Ludzie ci doskonale jednak wiedzieli, że czasu na rozterki nie było, a wszelkie emocje zastąpić musiała wojskowa musztra, choć do organizacji wojskowej Initium było daleko. Zginęło wielu, przeżyli najsilniejsi, bądź ci mający najwięcej szczęścia. Jak na każdej wojnie.
  To źle. Cholernie źle — po Schwarzu widać było, że fakt, iż nie udało im się dorwać poszukiwanej istoty znacząco go zmartwił. — Nasz cel nadal jest aktualny. Ten tutaj skukinsyn — Ulrich mówił z niemałą irytacją, cały czas ruszając głową na boki. Za czarną, majestatyczną przyłbicą dostrzec można było jedynie rozbiegane oczy, nerwowo przyglądające się całemu temu krwawemu syfowi. — Był silny. Bez wątpienia przewodził jakiejś ich grupie, z którą zresztą stoczyliśmy ciężką walkę. Jednak nie był naszym głównym celem. Decyzji w każdym razie nie zmienię, ruszymy na północy i zatrzymamy się w Strzelcu. Uzupełnimy zapasy i damy odetchnąć ludziom. Zasklepić kilka ran — spoglądał na Mogiłka, który właśnie wraz z Cathrin na rękach, wkraczał na pobojowisko. — Będziemy potrzebować każdego człowieka, który włada magią. Anna się nią zajmie — skinął głową do Dalewina, który z założonymi rękoma wysłuchiwał słów przywódcy, a przynajmniej tak się zdawało na pierwszy rzut oka. Mężczyzna bowiem intensywnie nad czymś dumał, a ukrywała to żelazna maska spoczywająca na jego twarzy. Dopiero po paru sekundach zreflektował się, iż Ulrich mówi do niego.
  Tak jest, każę jej bezzwłocznie się tym zająć — odrzekł nieco speszony, aczkolwiek w jego głosie nadal dało się wyczuć nutę zamyślenia. Tę drobną niepewność połączoną z brakiem zainteresowania. Mimo to odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę kobiety zwanej Anną. Podobnie uczynił Mogiłek, podążając za Dalewinem.
  Postawa Drugiego zdecydowanie nie podobała się Ulrichowi, czym przywódca nie omieszkał podzielić się z Jasławem. Może nie w sposób dosadny, jednak słowa "zabieranie go tu było błędem" można było zinterpretować w prosty sposób – towarzysz podróży nie był na nią jeszcze gotowy. Nadal nie otrząsnął się po ostatnich wydarzeniach, a teraz wydawał się być po prostu nieobecny.
  Dziewięć osób nie żyje, czwórka ranna. Ci co dychają powinni się z tego wylizać, ale będą potrzebować na to czasu i spokoju — raport zdawał podstarzały Egzarcha, którego twarz poorana była bruzdami. Liczne zmarszczki i blizny wskazywały, że wyszedł cało już z niejednej bitwy, a wiek sugerował, iż mógł mieć jakąś styczność z Pierwszymi już 30 lat temu, choć niekoniecznie bojową. Mówił beznamiętnie. Yas nawet nie spostrzegł się, kiedy człowiek ten zbliżył się i stanął tuż obok niego. Zwrócił uwagę na owego jegomościa dopiero, gdy ten otworzył usta.
  Bywało gorzej — odparł Ulrich, jakby znał go już dłuższy czas.
  Bywało. Ale takiego syfu jeszcze na oczy nie widziałem. Pierdolone ścierwa zrobiły sobie z nas zabawki, wypruły flaki i porozwieszały po dachach i drzewach, jakby to były ozdoby. Do tej pory nie zabijali dla rozrywki, a to...
  Zmieniają się czasy, zmieniają się ludzie, zmieniają się też potwory. Przynajmniej zginęli szybko.
  Nawet nie myślę, jak ciężko będzie ich pogrzebać.
  Nie mamy czasu na pogrzeb — odrzekł Schwarz, co wywołało niemałe zdziwienie na twarzy Egzarchy.
  Przecież nie zostawimy resztek tych ludzi, żeby, wybacz Ulrichu za mocne słowa, to co leży na dachach wpierdoliły kruki, a z reszty ucztę zrobiły sobie zdziczałe psy i koty — Yas był świadkiem dość ciekawej rozmowy, która zaogniała się z każdym kolejnym słowem.
  Ich aur już nie ma, zostali pożarci przez Pierwszych. Myślisz, że komukolwiek zrobi różnicę, co się stanie z pustymi ciałami? — spytał poirytowany już dowódca.
  Nieważne co się z nimi stało, każdy zasługuje na pochówek. Nawet na po gorszych bitwach, w o wiele gorszych sytuacjach zawsze znajdowała się chwila na wykopanie choćby zbiorowego grobu. Ty się Onych nie boisz?
  Boję się, że jak zostaniemy tu dłużej, niż to konieczne, wróci więcej przeklętych Pierwszych. Więc wracaj do szeregu i słuchaj rozkazów, Prawota — ton Schwarza zmienił się na poważny i stanowczy. Egzarcha spojrzał z niedowierzaniem na dowódcę, potem odwrócił się, rzucił spojrzenie Jasławowi, wyburczał pod nosem krótkie, acz wymowne "Drudzy, kurwa ich mać" i odszedł w miejsce, w którym zbierali się ci, co o własnych siłach stać mogli. Ulrich również oddalił się w inne miejsce i na moment zniknął z pola widzenia.
  Mogiłek zaszedł Labuhna od tyłu. O powrocie młodzika Jasława poinformował głośny chlupot, który wydawała krew, gdy chłopak ze Ślepowron stawiał w niej kolejne kroki. Wydawał się być w pewien sposób zadowolony.
  Anna mówi, że Cathrin z tego wyjdzie — poinformował Yasa o stanie podopiecznej — Ale zginęło wielu innych. Kiedy na to patrzę, ogarnia mnie złość jakiej nie czułem nigdy — podzielił się swoimi uczuciami z przełożonym. Rzeczywiście, kąciki ust Mogiłka nerwowo drżały, podobnie jak jego ręce.
  Jak nas wszystkich. Przelano tu zbyt wiele krwi — Rolf, pojawiając się jakby znikąd, poklepał chłopaka po ramieniu, a potem spojrzal na Yasa. — Mamy się czymś zająć? Zanim ta dziewucha opatrzy rannych minie trochę czasu, a nie chcę tu siedzieć bezczynnie. To miejsce przyprawia mnie już o mdłości — lico Weizmanna nie było już pełne brawury i chęci walki, tak jak to miało miejsce do tej pory. Teraz malowało się na nim zgorzknienie i pewien ledwo dostrzegalny smutek.
  Pewnym było, że wydarzenia, które miały tu miejsce na pewno zmieniły w jakiś sposób postrzeganie świata niektórych tu obecnych. W większości byli to młodzi, niedoświadczeni jeszcze Egzarchowie tacy jak Mogiłek. Jeszcze inni – podobnie jak Labuhn – przeżyli piekło po raz drugi. I znów wyszli z niego cało. A jeśli wierzyć słowom Schwarza, nie była to wcale ostatnia bitwa, którą stoczyć mieli w najbliższym czasie...
Ilość słów: 1156

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 34
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

śr sie 22, 2018 4:51 pm  

  Cała atmosfera stoczonych walk jeszcze nie opadała, jak i również nie opadł smród rozszarpanych ciał wojowników porozrzucanych po całej wiosce. Zginęło tak wielu dobrze wyszkolonych ludzi, ale tylko ci co mieli odrobinę więcej farta oraz lepsze warunki, przetrwali. Cała trójka Drugich brała udział w jakiejś potyczce, dwóch z nich nawet w kilku lecz to sam Ulrich wyglądał z nich wszystkich najgorzej. Co prawda stoczył się prawdopodobnie z przywódcą całej gromady i wielu pewnie miało z tyłu głowy tak jak i on sam, że gdyby nie nagłe przybycie Yas'a oraz Delewina, dawno mógłby już gryźć piach.
  Labuhn przyjął wiadomość od von Schwarza, że jego podopieczna uzyska pomoc medyczną. Ukrywał swą ulgę oraz zadowolenie, ponieważ sceneria raczej wciąż nie malowała się jasnych kolorach. Młody magus miał pewne wątpliwości co do stanu umysłowego swojego kolegi po fachu, który wrócił wraz z nim w miejsce, gdzie zostali rozgromieni przez siłę przewyższającą nawet całą kampanię wojenną. Zachowywał się tak jakby kroczył sam ze sobą ścieżką snu i nie rozgraniczał jawy. Ciągle zamyślony uciekał ze swoimi przemyśleniami gdzie indziej. Zauważył to już wcześniej dowódca, który poczuł dobry moment, aby podzielić się swoim zdaniem.
  Starszy Egzarcha składając raport Ulrichowi, otaczał się aurą doświadczenia i wielu przebytych bitew. Rozmowa przebiegała nieco burzliwie, a ci dwoje wymieniali się swoimi zdaniami niczym osoby, które znają się od dziecka. Prawota, bo tak miał na imię ten staro wyglądający wojownik, ewidentnie nie zgadzał się ze stwierdzeniem dowódcy, który planował niezwłoczny wymarsz bez pochówku ciał zmarłych. Przetaczał przy tym solidne i zrozumiałe dla przywódcy argumenty, lecz w głębi serca Jasław nie miał nawet takiej okazji za pierwszym razem, ponieważ ciała zniknęły wraz z Pierwszym.
  Całkowicie rozumiał postawę Prawoty, ale zgadzał się w całości z von Schawrcem. Patrzył teraz przez pryzmat wydajności i pożytku z wykonanych akcji. Brał również pod uwagę, że jego kompan jest w fatalnym stanie i muszą wyruszyć natychmiast. Nie zebrał się na otworzenie ust widząc w jakiej atmosferze przebiegała rozmowa. Był tylko biernym widzem, który i tak musiał wysłuchać rozkazu swojego przełożonego.
  Dosłyszawszy Mogiłka, który zachodził Drugiego od tyłu, Yas wiedział, że Bott została już oddana w dobre ręce. Reakcja chłopca na wszystkie zdarzenia była jak najbardziej naturalna, na co przytaknął również stojący nieopodal Rolf. Magus nie zastanawiał się długo nad tym co miał do przekazania swoim towarzyszom.
  Całe szczęście, że jest w dobrych rękach... – zawiesił się na chwilę. – Każdy będzie coś odczuwał po dzisiejszym zdarzeniu. Nasza pierwsza potyczka poszła fatalnie, bo byliśmy jak dzieci we mgle – Labuhn użył takiego porównana idealnie opisując ich pierwsze starcie. – Potraficie się słuchać i dzięki temu ocaliliśmy kilka żyć – dodał spoglądając w stronę, gdzie udał się dowódca. – Pomóżcie reszcie ludzi, wszyscy muszą być w stanie wyruszyć tak szybko jak to jest możliwe. I módlcie się do Onych, że dzisiejsza bitwa została przechylona na naszą stronę – kończąc swój wywód, zarzucił jakimś bogobojnym tekstem, który miał im dać do zrozumienia, że podczas tej rzezi mieli więcej szczęścia niż Pierwsi i pozostali, których ciał najprawdopodobniej szukaliby porozrzucanych po całej wsi dobrych parę godzin.
  Yas udał się kierunku wędrówki Delewina chcąc wydusić z niego powód takiego stanu w jakim się znajduje podczas niebezpiecznej misji. Los chciał, że zagubił jego trop pomiędzy jednym z pobliskich zaułków i postanowił przycupnąć pod na wpół zniszczonym dachem chałupy, która aktualnie była tylko dwoma ścianami i ogromną dziurą. Wyglądała jakby meteor wpadł przez okno i zabrał ze sobą większą część domostwa. Odpoczywał, łapał oddech i regenerował siły do czasu, aż nie nadejdzie czas wymarszu. Po głowie chodziła mu jeszcze jedna myśl... Naprawdę nie chciał spotkać żadnego bladolicego do następnego dnia... Miał ich na tą chwilę dość...
Ilość słów: 721

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob sie 25, 2018 7:47 pm  

Narrator

  Bitwa stoczona w Powładach była wydarzeniem wyczerpującym, jednak w ostatecznym rozrachunku dającym nadzieję na to, że Pierwszych da się pokonać współpracując. Może i byli potężni, potrafili doskonale władać energią, a ich ciał imała się jedynie magia, jednak nadal to przewaga liczebna i element zaskoczenia dawał najlepsze rezultaty. Drudzy z Initium dysponowali przeróżnymi sztuczkami, takimi jak choćby wcześniej użyte kamienie tworzące sferę utrudniającą przepływ energii, a co za tym idzie – znaczące osłabienie Pierwszych oraz utrudnienie im rzucania zaklęć. Magusów zaś się to nie tyczyło, w końcu oni urzeczywistniali zaklęcia w nieco inny sposób, inaczej przewodzili błękitne zjawisko, jak i podchodzili do całej sprawy w sposób naukowy. Dla nich magia nie była czymś co po prostu istnieje, bo tak. Dla nich skądś to się brało, a najlepszym tego przykładem były linie biegnące po całym globie – dokładnie takie same, jakie żłobiła Maszyna w ciałach magów.
  Mgła powoli opadała, tak jak na ziemię opadły szczątki bladolicych. Sama atmosfera może i pozostawała napięta, ale w zachowaniach Egzarchów wyczuć dało się delikatną ulgę, która zapewne nasili się kiedy już opuszczą to przesiąknięte śmiercią miejsce. Strach było myśleć, że ludzie, którzy opuścili Powłady, za jakiś czas tu wrócą i odbudują osadę. Na cmentarzysku – pośród rozłożonych szczątek wojowników, na ziemi przesiąkniętej ludzką krwią. Kiedyś pewnie wzniesiona zostanie tu kaplica, a być może nawet świątynia, nazwana na cześć poległych. A historie o boju w Powładach rozejdą się po świecie dzięki miejscowym, którzy nie opuścili wioski i udało im się tu jakimś cudem przetrwać najgorszy okres w historii okolicznych ziem.
  Jasław całkowicie rozumiał poglądy obu stron – zarówno Prawota, jak i Schwarz mieli rację co do swych przekonań. Czasu jednak rzeczywiście nie było, a przynajmniej nie tyle, ile by potrzebowali na pozbieranie wszystkich szczątków, wykopanie dużej dziury w ziemi, wrzucenie tam ciał i zasypanie ich. Więcej szkarłatnookich mogło wrócić w każdej chwili, a wtedy cała kompania byłaby w ogromnych tarapatach. Wymęczeni i zrezygnowani nie byliby w stanie stawić czoła tak silnym przeciwnikom – bo w końcu Pierwsi rzadko kiedy poruszali się bez drużyny.
  Tak zrobimy — Rolf skinął głową i od razu przeszedł do egzekwowania rozkazu, ciągnąc za sobą Mogiłka. Rannych brano na prowizoryczne nosze i już po opatrzeniu wnoszono do wozów. Gdyby nie śmierć tak wielu Egzarchów, dość szybko zaczęłoby brakować miejsca i niektórzy, zapewne ci najsłabsi, pozostaliby tutaj, zdani na łaskę miejscowych. Czy można było to nazwać szczęściem w nieszczęściu? Kwestia sporna. Jednak zdecydowanie był w tym jakiś krzywy uśmiech losu.
  Labuhn chcąc początkowo porozmawiać z Dalewinem na temat jego dziwnego zachowania, ruszył w miejsce, gdzie widział go wcześniej. Drugi jednak był tam nieobecny, a w zasięgu wzroku nie było żadnej sylwetki przypominającej ów magusa. Skierował się więc do opuszczonego, zrujnowanego domu, by oddać się choć na chwilę własnym myślom. Jednak spokoju nie dawała mu jedna myśl – kolejnego, ewentualnego starcia z Pierwszym. A co, gdyby właśnie pojawił się bladolicy potwór, który pamiętnej nocy zdziesiątkował jego ówczesną kompanię? Gdzieś wgłębi swego umysłu czuł, że mimo wszystko to się nie wydarzy. I że tej istoty już na oczy nie ujrzy, a przynajmniej nie w najbliższym czasie.
  Młody Drugi nawet się nie spostrzegł, jak szybko zleciał czas, kiedy tylko dostał chwilę wytchnienia. Niecała godzina minęła niczym pięć minut, a drużyna zbierała się do odjazdu w stronę Strzelca. Labuhna odnalazł Dalewin, który raczył poinformować go o opatrzeniu wszystkich rannych.
  W końcu cię znalazłem — odezwał się zrezygnowany — Ruszamy dalej. Nareszcie — głośno westchnął i spojrzał na niebo, które zdążyło całkiem pociemnieć. Chmury już się rozstąpiły, ustępując miejsca księżycowi oraz małym, świecącym punktom zwanymi gwiazdami.
Ilość słów: 725

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 34
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

ndz sie 26, 2018 8:11 pm  

  Pogrążony we własnych myślach przez jakiś czas, siedział w wyżłobionej jaskini powstałej na skutek jednej z wielu bitew stoczonych w tej przeklętej mieścinie. Przypominał sobie czasy młodości. Jak biegał beztrosko z rodzeństwem po zamarzniętej ziemi o gołych stopach. Ma te uczucia zawsze przy sobie, wciąż czuje to zimno. Szelest zboża na polu i szum fal z oddali. Jego głowa była wyczerpana i jedyne o czym chciał w tej chwili myśleć, to powrót do domu.
  Żelazna maska byłą skierowana w stronę gruntu. Krople deszczu uderzały w prowizoryczny dach, a chlupotanie ciężkich, żołnierskich buciorów było słychać aż za dobrze. Wrócił do szarej i okrutnej rzeczywistości. Gdy o tym myślał, bardzo chciał zamknąć oczy choć na kilka minut i pogrążyć się we śnie. Tamta kraina wydawała mu się znacznie ciekawsza. Lodowe pustkowia i jama w zmarzlinie, które widział bardzo często, wołały go do siebie. W tamtym momencie w jego sercu zrodziło się nowe pragnienie. Chciał dotrzeć do miejsca, które tak usilnie próbowało go do siebie ściągnąć. Wierzył, że tam może odnaleźć coś, co wypełni pustkę w jego sercu i umyśle.
  Nim magus dostrzegł co działo się wokół niego, wszyscy byli gotowi do wymarszu. Labuhn wstał z deski, którą uznał za swój tymczasowy postój i podpierając się o resztki ściany, wyruszył na spotkanie z całą resztą kampanii. Kilka kroków w stronę zbiorowiska uświadomiły go o bliskiej obecności Drugiego, którego wcześniej szukał. Delewin oznajmił mu, że nadszedł już czas na podróż do Strzelca. Yas nie miał zamiaru zignorować nagannego zachowania swojego kompana i rzucił kilka oziębłych słów w jego stronę.
  Otrząśnij się Delewinie... Przez twoją nieobecność możemy wszyscy nie wrócić z tej misji do domu – jego ton był niezmiernie zimny. Gdyby można było przyrównać go do czegoś, byłaby to najpewniej okropna śnieżyca, która szczypała w uszy, zabierała dech w piersiach, a słabsze jednostki zamieniała w bryły lodu. Jasława na ten moment nie obchodziła reakcja byłego towarzysza podróży, ponieważ mógł zlać jego słowa. Dla Drugiego liczyło się to, że dał mu coś do zrozumienia, a Delewin nie był głupi. Jeżeli jakaś cząstka jego odpowiedzialnej świadomości była z nimi, można było liczyć, że coś nim ruszy.
  Yas bezzwłocznie po przysłowiowym "potrząśnięciu" swoim znajomym, udał się w stronę ludzi, którzy ewidentnie chcieli opuścić to miejsce w trybie natychmiastowym. Skierował się do ludzi, którzy użyczyli mu swojej siły i oddali życia w jego ręce podczas ostatniej bitwy. Kroczył do nich z myślą, że Bott nic nie będzie, a cała reszta, która nie zginęła, będzie mogła jutro oglądać wschód słońca po raz kolejny. Sam zastanawiał się, czy dzisiaj o tym, że bierze kolejny oddech, stawia kolejny krok, zdecydowało szczęście, umiejętności, czy może siła wyższa pragnęła ciągnąć Jasława za rękaw jeszcze dalej, aż nie wypełni swojego obowiązku, jaki Oni zrzucili na jego barki.
Ilość słów: 568

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 27, 2018 6:08 pm  

Narrator

  Dalewin niezbyt przejął się uwagą Yasa, puszczając ją raczej mimo uszu, niż dopuszczając choć jej skrawek do swojego serca. Ignorując te słowa, oddalił się w stronę dwójki swoich ocalałych ludzi. Zamiast dosiąść się do dowódcy i Jasława, wybrał podróż z Egzarchami, którymi do tej pory przewodził. Labuhn zaś uczynił tak jak wcześniej – zasiadł wewnątrz tego nieco wygodniejszego powozu, który w obliczu deski, na której przed chwilą odpoczywał, zdawał się być królewskim łożem. Naprzeciwko niego, nieco przygarbiony, siedział Ulrich. Cały naburmuszony, zirytowany i niezadowolony z wyników bitwy, jak i z obrażeń, które sam odniósł. Niewidoczne na pierwszy rzut oka rany kryły się pod grubą czarną zbroją, która domagała się wizyty u płatnerza. Dowódca zdjął hełm i oparł się bokiem o ściankę karocy. Na powoli zmieniający się krajobraz spoglądał przez grubą szybę, po której ściekło trochę krwi, pozostawiając za sobą nieprzyjemne smugi. Najwidoczniej – mimo sporej odległości od właściwego miejsca walki – jakimś cudem jucha bryzgnęła tak, że dotarła aż do wozów.
  Podróż do Strzelca trwała niecałą dobę. Jakieś dziewiętnaście godzin jazdy i postojów w niemal całkowitej ciszy. Jeśli ktoś ze sobą rozmawiał, to szeptem. Nikt się nie śmiał, nikt nie żartował, nikt nawet nie myślał o wyciągnięciu flaszki z gorzałą i opróżnieniu jej przy ognisku. Wszyscy jedynie nerwowo rozglądali się, gdy usłyszeli najmniejszy szmer. Nigdy nie było pewności, czy Pierwszy nie wyskoczy zza któregoś drzewa, ciskając kulami ognia i błyskawicami w nieprzygotowanych, zmordowanych podróżników.
  Późną nocą całą kompanię obudził głośny stukot końskich kopyt, a potem rżenie i zatrzymywanie się w panice. Nim jednak ludzie zdołali dobyć broni i stanąć do walki, powstrzymał ich przed tym gardłowy głos jednego z przybyszy.
  Spokojnie — powiedział zakapturzony mężczyzna, widząc wstających i zmierzających w jego stronę ludzi. — Jestem Erhardt, goniec. Gdzie wasz dowódca? — spytał. Po chwili ktoś wskazał mu drogę do wozu, w którym siedział Yas wraz z Ulrichem. Schwarz wstał i wyszedł na zewnątrz.
  Ulrich von Schwarz. Ważne wieści?
  Myślę... Myślę, że najważniejsze jakie będą raczyć pańskie uszy od kilkunastu dni — wziął głęboki wdech. — Pierwsi opuszczają Wielki Step. Wycofują się, kierują do oceanu od strony Czarnych Bagien. Z wież obserwacyjnych Auxilium wartownicy dostrzegli sporo grup wchodzących wgłąb wody, a potem wyłaniających się z niej na łodziach.
  Schwarz skrzywił usta. Widać, że nie był do końca zadowolony z tej wieści – nie zdołał dokładnie wypełnić swojego zadania, a Pierwsi już znikali.
  Dobrze — wycedził przez usta. — Powiadom o tym resztę. Dalej możesz jechać z nami, chyba że szukasz jeszcze jakiejś grupy — zaproponował dowódca.
  Nie, byliście ostatni. Niech Pan pozwoli, Panie Schwarz, że zostanę do świtu, a potem zabiorę się na powrót do Auxilium.
  Niech tak będzie — zgodził się. Wracając do wozu złapał się za bok i zakaszlał. Spoglądając na dłoń dostrzegł krew. — Szlag — wymamrotał pod nosem, wsiadając do środka. Oparł się o wygodne siedzisko i usnął.
  O poranku byli już praktycznie tuż przed Strzelcem, a po nocnym gońcu nie było nawet najmniejszego śladu. Zupełnie jakby był jedynie dobrym snem – wszyscy jednak byli zgodni co do tego, że go widzieli i słyszeli. Podbudowani na duchu, nieco rozweseleni dotarli na miejsce. Nie musząc już gnieździć się w karczmach, ani stajniach, zwyczajnie skierowali konie ku kolegium Initium, które wzniesiono razem z tym miastem. Kolegia mieściły się w każdym większym mieście, gromadząc osoby dopiero przygotowujące się do wyjazdu do magicznej placówki. Służyły też za schronienie dla Drugich oraz niektórych Egzarchów podróżujących po świecie. Rannych zabrano z wozów, a je same odstawiono w bezpieczne miejsce. Wszyscy potrzebujący otrzymali konieczną pomoc medyczną, dzięki której bez większych problemów wylizali się z niemal każdego uszczerbku na zdrowiu. Pozostali – ci co stali na własnych nogach – zakwaterowani zostali w co prawda ciasnych, ale za to jednoosobowych pokoikach. Łóżko, biurko z kałamarzem, wisząca półka na kilka książek, skrzynia i mała szafka. Tak na co dzień mieszkali tu studenci aspirujący do zostania w przyszłości Drugimi.
  Wszyscy mogli wreszcie odetchnąć z ulgą, jedynie Schwarz stale chodził nadęty. Szargały go nerwy, nie rozmawiał z nikim, a jeśli już, to w agresywny sposób. Chciał jak najszybciej wrócić do Initium – zmuszony był jednak odczekać co najmniej tydzień, aż wszyscy dojdą do siebie.

Spoiler:
Odzyskujesz pełne PW, plus dopisz sobie dodatkowe dwa punkty do wartości maksymalnej. Jesteś teraz w mieście – możesz coś jeszcze tutaj porobić. Jeśli nie – kolejny mój post będzie podsumowaniem sesji i jej zakończeniem.
Ilość słów: 851

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 34
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pn wrz 03, 2018 4:45 pm  

  Zmęczenie ostatniego dnia dało się we znaki młodemu magusowi, który podczas swej drugiej poważnej misji z rzędu napotkał na obecność Pierwszych. Drugie spotkanie wypadło o niebo lepiej niż poprzednie, lecz również stąpali wciąż ścieżką śmierci, grozy i braku pewności na nowe jutro. Bladolice bestie rozbestwiły się po Wielkim Stepie, a Initium było jedną z niewielu organizacji, która mogła ochronić rasę ludzką przed plagą ze strony tych monstrum.
  Yas zasiadał w karocy, która zaprowadziła go do miejsca, które dla wielu okazało się być grobem. Powracali z wyprawy w stronę swojego domu. Von Schwarz wyglądał jakby ktoś nieźle skopał mu tyłek i nie był z tego powodu zbytnio szczęśliwy. Jego duma musiała nieźle ucierpieć po ostatniej bitwie. Na koncie miał coraz to więcej zabitych, a taka renoma nie odbije się głuchym echem wśród ważniejszych osobliwości. Mógł mieć jedynie pewność, że Wielki Mistrz kieruje się przekonaniem, że nieważne jakie poświęcenie, ważne są efekty, a te pokazywały ewidentnie na rozgromienie grupy Pierwszych.
  Przez zakrwawioną szybę widać było czyste, nocne niebo. Oni wypłakali wiele łez podczas ich pobytu w Powładach. Dusze poległych wojowników zostały stracone, nie mogli nawet spocząć w ziemi, a ta była zalana krwią niewinnych obywateli jak i dzielnych gladiatorów, którzy stoczyli tam walkę na śmierć i życie. Drugi nie odzywał się przez całą podróż do Strzelca. Nie poczuł żadnej okazji do otworzenia ust i zadania jakiegokolwiek pytania, czy też oddania komentarza.
  W środku nocy konwój napotkał na dziwnego, samotnego człowieka, który okazał się być posłańcem z Initium. Poinformował dowódcę osobiście, że Pierwsi wycofali się z Wielkiego Stepu i wkroczyli na Czarne Bagna. Z jego raportu wychodziły bardzo niepokojące informacje na temat tego, że bladolicy wkraczali w głąb wody i wychodzili z niej na łodziach. Było to coś niezwykłego jak i zarazem siejącego panikę w sercach. Labuhn sam nie rozumiał co było ich celem, oraz jakim cudem dokonują takich strategicznych manewrów. Wszyscy chcieli zapewne dojechać jak najszybciej do Initium i skryć się w bezpiecznych murach magicznej twierdzy.
  Następnego ranka znaleźli się już pod Strzelcem, który posiadał swoje kolegium dla takich jak oni. Wszyscy dostali swoje pokoje i mogli odpocząć przed powrotem do siedziby głównej. Każdy zajął się sobą, ranni otrzymali potrzebną pomoc medyczną, a Urlich wciąż latał naburmuszony i nikt nie chciał z nim rozmawiać bez takowej konieczności. Jasław zamknął się w swojej komnacie na cały tydzień, pogrążony we własnych myślach. Zastanawiał się nad tym, co poczynają Pierwsi. Miał ich na barbarzyński gatunek, który nie widzi nic innego poza przemocą i kompletnym zniszczeniem. Przez jego głowę przeleciała mu nawet myśl, że mogli być zesłani przez Onych, aby oczyścić kontynent z robactwa jaką była rasa ludzka.
  Nie tracąc danego mu czasu zaczął również medytować i wędrować do świata, który był bardziej przyjemny niż ten prawdziwy. Otaczał się w mroźnej tajdze, lecz nie było mu zimno. Zwierzęta przechodziły obok niego, ale nie były agresywne. Jego splecione dłonie otaczała niebieska poświata, a krajobraz zmieniał się co najmniej kilka razy. Ostatecznie zatrzymał się na szczycie najwyższej góry, siedząc po turecku na samym czubku, a cały grunt pokryty był w chmurach. Zaznał tam największego spokoju jaki dotychczas udało mu się uzyskać.
Ilość słów: 611

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr wrz 05, 2018 10:48 pm  

Narrator

  Czas w Strzelcu leciał powoli – dłużyła się każda sekunda, każda minuta zdawała się być dziesięcioma, a godzina trwać cały dzień. Dla jednych zdawało się być to zbawienne, dla innych – cóż, niektórzy chcieli jak najszybciej opuścić terytoria Księstwa Jaksaru, a swe kroki skierować ku najlepiej znanemu im miejscu, Initium. Do tej drugiej grupy z pewnością należał Ulrich, który codziennie wysyłał przynajmniej jeden list adresowany do Wielkiego Mistrza. Nikt do końca nie wiedział co ostatecznie tak bardzo szargało nerwy dowódcy – czy były to poniesione straty? Brak możliwości dokończenia zadania? A może jeszcze coś innego? Każdy z Egzarchów miał odmienną opinię, żaden jednak nie odważył spytać się o to Schwarza. Być może wiecznie zamyślony Dalewin, po którym wszystko spływało jak po kaczce, ośmieliłby się zadać to pytanie – gdyby tylko jakkolwiek go to interesowało. Drugi zaraz po przybyciu do kolegium zaszył się w swoim pokoju wraz z Anną – jego niedaleką kuzynką, jak się potem okazało.
  Yas zresztą uczynił podobnie, choć nie zabrał ze sobą żadnego kompana, ani nie spędził tego czasu na rozmowach. Labuhn po prostu przez niemal cały ten okres medytował. Oddawał się psychicznym przyjemnościom, wędrował po lodowych krainach wytworzonych przez jego umysł. Taka forma pożytkowania czasu okazała się być o tyle owocna, o ile już po dwóch dniach czuł się jak nowo narodzony. Zanikły wszelkie boleści, umysł został oczyszczony, a sam Drugi mógł teraz myśleć trzeźwo i obiektywnie. Spojrzeć na całą tą sytuację z jakiejkolwiek innej strony.
  Nadszedł jednak w końcu ten dzień, w którym musieli opuścić Strzelca i powrócić do "prawdziwego domu". Po drodze widzieli wiele rzeczy – ludzi kopiących masowe groby, jak i tych powoli wracających do swych spopielonych domostw, by zacząć mozolny proces ich odbudowy. Gdzieniegdzie przechadzały się jeszcze patrole z Exitium, częstszy był jednak widok jaksarskich oddziałów zbrojnych wyłapujących szabrowników i bandytów, którzy przez cały ten chaotyczny okres zalęgli się na najczęściej uczęszczanych oraz uznanych za bezpieczne traktach. Pierwszych już nie było – przynajmniej póki co.
  Być może Labuhn miał jedynie takie wrażenie, a może rzeczywiście powrót był sprawniejszy, niż poprzednia wędrówka na północ – czas ten skrócił się o przynajmniej trzy doby. Widząc solidne mury Initium, na które rzucono dziesiątki rytuałów, wszyscy odetchnęli z ulgą. Nawet Ulrich uśmiechnął się – choć trzeba przyznać, że dość krzywo i z wyraźnym grymasem. Konwój wjechał na główny plac. Nie powitał ich jednak nikt, poza stajennymi...

Spoiler:
Myślę, że ten wątek na tym zakończymy. Można go traktować jako swego rodzaju wstęp. Teraz muszę zastanowić się co dalej, wymyślić coś ciekawszego i bardziej absorbującego, niż pałętanie się po Jaksarze i szukanie Pierwszych. Możesz dopisać sobie jeszcze jeden dodatkowy Punkt Wytrzymałości, więc będziesz miał już maksymalnie 23. Co dalej – pomyślę przez najbliższy czas.
Ilość słów: 538

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość