"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

300 mil nawodnej przygody

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 155
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lut 09, 2018 11:53 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Cóż Kenji zorientował się że Jaksarczycy nie zamierzali wyciągnąć z rejsu dużo pieniędzy, jego logika opierała się na dość oczywistym wniosku, mianowicie tamci nawet nie zapytali o wynagrodzenie. Cóż miał rację ale kilku rzeczy o mieszkańcach Jaksaru musiał się jeszcze dowiedzieć. Tamci słysząc odchodne słowa popatrzyli się i uśmiechnęli głupio, widać było że trójka nie ogarnęła wyrazu zwroty, czwarty zaś skinął głową. Wyglądało na to że przynajmniej tak będzie musiał się z nimi komunikować. Co by jednak nie mówić nie musiał z nimi toczyć długich rozmów. Sytuacja na razie zapowiadała się ciekawie, po głębszym zastanowieniu można było dojść też do wniosku że najlotniejszy z nich z pewnością lepiej rozumie niż mówi. Jak wiedział Kenji wymowa Cesarskiego była trudna dla ludzi z kontynentu z uwagi na artykulację. Z całą pewnością jednak Jaksarczycy mieli bardziej giętkię języki niż inni i bardziej wyczulony słuch. To ostatnie zaznaczaj sprawiało że stosunkowo łatwo rozróżniali nowe słówka choć nie było to regułą. Wiedza o świecie zdecydowanie przydawała się młodemu kapitanowi i jeszcze nie raz miała być przydatna.
  Jeśli zaś chodzi o kolejnego rekruta po słowach "Panie Profesjonalisto" Kapitan poczuł jak dostaje gęsiej skórki, spojrzenie jego rozmówcy było beznamiętne i puste. Dosłownie dało się poczuć w jego oczach uznanie. Ale było to spojrzenie pełne uznania i grozy. Zapewne te oczy musiały patrzeć na śmierć dziesiątek osób. Mało tego wydawało się że ciągle są czujne. Każdy gest nie umykał uwadze zabójcy. Nawet gęsia skórka Kapitana została najwyraźniej zauważona. Spowodowało to lekki uśmiech ninja – Spokojnie rozumiem kapitanie, gdybym oczekiwał kokosów dalej bym wykonywał swoją poprzednią pracę. Nie oczekuję wiele prócz godnego utrzymania. Zróbmy więc tak, podzielisz się z nami zyskami ze sprzedaży. Powiedzmy.... 1/10 czystego zysku będzie nasza. W zamian pomożemy jak tylko możemy. I tutaj zaczyna się kwestia naszych umiejętności. – spiorunował wzrokiem Nerdyjczyka – Ale na ten temat już sporo usłyszałeś. Cóż starczy że potwierdzę słowa przedmówcy. Dodam też że sam znam się trochę na alchemii, jak i na taktyce. Oboje znamy wszystkie języki i Sora jest dość dobrym sanitariuszem poza byciem alchemikiem. Dobrze też walczy. Moje imię zaś ... – tutaj ninja zaciął się na chwilkę. Po chwili dokończył – Możesz mi mówić Yuzo a na moją lubą Sora. Tak się do siebie zwracamy. Nie używamy po prostu imion przed wygnania. Tak jest ... po prostu tak jest nam lżej. W każdym razie pasują nam twoje warunki. – widać było przygryzioną wargę ninja. Temat ów był chyba dość kontrowersyjny.
  Alkochol działał mocniej choć nie było już takiej różnicy w aktualnym stanie. Kenji mówił luźno i wyglądało na to że jest to w dobrym tonie. Mina zabójcy po kolejnym kielichu rozmówcy też stała się mniej spięta. Cóż może ten miał nadzieję że bardziej luźny kapitan nie będzie zbytnio ingerował w ich prywatne sprawy.
Ilość słów: 552

Awatar użytkownika
Kippek
Człowiek
Posty: 21
Lokalizacja: Szczecin
Miano: Kenji Yashiro
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=139
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 80
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lut 21, 2018 1:06 pm  

  Mój nowy rozmówca już po moim pierwszym zdaniu udowodnił mi swoją wartość, a nawet się nie odezwał. Zaczynałem się zastanawiać z tyłu głowy czy ja na pewno dożyję końca tej rozmowy. No bo stoi przede mną gość który potrafi mordować bez użycia broni, MA przy sobie broń i stoi na przeciwko mnie gdy ja siedzę i nie mam nawet możliwości szybkiej reakcji i obrony. Musiałem spuścić z tonu i zacząć rozmawiać spokojnie i merytorycznie. Stawiając się nie na piedestale, a jedynie na jednym schodku wyżej.
  Na moje szczęście mój rodak przeszedł do normalnej rozmowy, a ja mogłem odetchnąć z ulgą. Jak się okazało był bardzo rozgarniętym człowiekiem, przez co rozmowa z nimi powinna pójść mi bardzo szybko i przyjemnie. No może prócz momentu w którym trochę się z nim potarguję. Jednak o tym zaraz. – Co do warunków zapewniam godziwe lokum i treściwe posiłki, nikt ze mną nie zginie obiecuję. Co jednak do zapłaty. Hmmmm, aż tylu nie mogę Ci obiecać z całego dochodu bo, będzie to niesprawiedliwe dla reszty. Jednak mam propozycję. Wasz żołd twój i twej ukochanej będzie na równi z resztą, jednak dostaniesz do niego bonusy za wykonywanie ewentualnych zadań no i mogę obiecać jedną dziesiątą z własnego przychodu dla waszej dwójki. Co uważasz na ten układ przyjacielu. – mówiłem szczerze. Widać było po nim że prócz swojej wybranki nie ma nikogo. Postanowiłem wyłożyć kawę na ławę i pokazać że jestem godny zaufania dla swoich i bezlitosny dla wrogów. Tak samo jak on. – Tak więc Yuzo, jeśli pasuje CI taki układ to chciałbym jutro rano poznać Sora'e i porozmawiać z nią tak samo jak z tobą. Wszak muszę znać swoją załogę. – Zanotowałem ich imiona w moim dzienniczku i wstając powoli z ławy wystawiłem dłoń w kierunku mojego nowego podwładnego. – Miło mi Cię powitać w mojej załodze. – powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
Ilość słów: 366

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 155
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw lut 22, 2018 12:37 pm  

Narrator

  Wyglądało na to że zabójca był kontent na słowa Kapitana, skinął głową – Niech i tak będzie, jutro przyjdę z moją lubą, powiedz nam tylko gdzie. Mamy czekać w doku? – ninja nie okazywał swoich emocji lecz można było z jego oczy wyczytać lekkie zadowolenie. Coś jakby właśnie odetchnął z ulgą.
  Oczywiście ninja podał rękę grzecznie po czym odparł –Mnie także Kapitanie. A teraz ruszam powiadomić Sora'e. Do widzenia! – po czym szybko opuścił pomieszczenie. Widać było jak lekko stąpa nawet podczas biegu. Cóż zabójca był z niego pełną parą.
  Po nim w kolejce znalazł się kolejny Cesarski coś około 40 lat. Ten mężczyzna w zwyczajowym stroju, wyglądał aż za zwyczajnie jak na tą tawernę. Podszedł do stolika i powiedział cicho –Zwą mnie Sato, jestem a raczej byłem marynarzem, z 5 lat już siedzę w tej mieścinie. Jeśli zapewnisz mnie żołd wikt i opierunek to chętnie się zaciągnę. Wcześniej 20 lat byłem bosmanem i znam dobrze marynarski zawód. Jeśli chcesz mogę też pilnować tych Jaksarczyków, znam dobrze ich mowę, czegoś się człek przez te 20 lat nauczył. Może lingwista ze mnie żaden ale na pokładowe czynności starczy. – Po przyjrzeniu się bliżej dostrzegało się początek blizny na szyi który znikał pod ubraniem. Kolejna z blizn przecinała zaś dłoń której brakowało małego palca. Włosy były z jednej strony nierówne i wyglądały na znacznie cieńsze. Coś z tym facetem było nie tak ale nie sposób to stwierdzić. Nerdyjczyk zaś patrzył z niemałym zaciekawieniem. Ale ów bosmana najwidoczniej nie znał.
Ilość słów: 300

Awatar użytkownika
Kippek
Człowiek
Posty: 21
Lokalizacja: Szczecin
Miano: Kenji Yashiro
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=139
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 80
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr maja 09, 2018 11:11 am  

  Tak więc do zobaczenia Yuzo. Pozdrów Sore i do zobaczenia jutro w doku przy Słonecznej Barakudzie. – rzuciłam na pożegnanie mojemu nowemu członkowi załogi i wróciłem do siedzenia i notowania wszystkiego w moim pamiętniku, dzienniku, księdze rachunkowej. Sam nie wiedziałem jak nazywać to coś co ze sobą nosiłem i wszystko notowałem. Będę musiał tego bardzo pilnować gdy zapełnię większość kartek. Po chwili konsternacji i mojego prywatnego zamyślenia z letargu wyprowadził mnie kolejny chętny do zaciągnięcia się na łajbę jegomość. Był znacznie starszy ode mnie. Stanowczo nie pasował wyglądem do tutejszego przybytku, jednak nie chodziło o twarz czy jego wygląd. Bardziej rozchodziło się w tym przypadku o strój który to nie wyróżniał się kompletnie niczym. Było to zwyczajne Nihońskie ubranie którego marynarze raczej nie używali. Sam nie wiedziałem czemu tak jest w sumie nie widziałem żadnych przeciwwskazań co do tego ubioru, no ale najwyraźniej oni musieli mieć rację skoro na żadnym okręcie dotychczas go nie widziałem, albo widziałem u żółtodziobów. Skupiłem się za tym na mężczyźnie i wysłuchałem jego opowieści z zaciekawieniem i już wiedziałem że przyda mi się jak cholera. No jak bym znalazł coś drogiego w miejscu w którym się tego nie spodziewałem. Ta rozmowa skłoniła mnie bardziej do zaprzestania oceniana ludzi po tym jak wyglądają. Miałem go za kompletnego amatora chcącego się wyrwać z wysp na starszy wiek, a tu proszę doświadczony jak mało kto marynarz.
  Kryjąc jednak emocje i notując pojedyncze hasła w swoim notesie udawałem że nie wywarł na mnie wrażenia. W sumie sam nie wiedziałem dlaczego to robię jednak stwierdziłem że tak będzie najlepiej. Po co ma się czuć wyróżniony? Wystarczy już że mój oficer się wszystkim pochwalił i stał się lokalnym celebrą. – No jak by to powiedzieć Panie Sato, za samo to że zna Pan język tamtych osiłków wziąłbym Cię i zapewnił jak to mówisz żołd wikt i opierunek, jednak skoro znasz się jeszcze na marynarskim rzemiośle jestem w stanie zapewnić CI że jeśli kiedykolwiek zarobimy znaczny grosz, za swoje stanowisko dostaniesz pewną premię. Skoro znasz języki których ja nie znam zostaniesz też moim tłumaczem no i jak wcześniej wspomniałeś Bosmanem. Będziesz pilnował załogi i sprzętu, ale co ja Ci będę tłumaczył. Ty już sam najlepiej wiesz co będzie należało do twoich obowiązków czyż nie? – powiedziałem mu nie kryjąc jednak swych intencji. Każdy z tej mojej tutejszej załogi był wprawnym rzemieślnikiem w mniej lub bardziej legalnej kategorii i własnie to było najlepsze. Nie uzbrojona armia, w jednakowych mundurach, z tego samego kraju słuchająca bezsprzecznie dowódcy, a moja jak na razie nie wielka wesoła kompania, która to za pewne po wczesnych sporach i spięciach, stanie się nie gorsza od okrętów tutejszych kapitanów.
  Wyciągając dłoń do nowego członka załogi dostrzegłem kilka faktów których na siedząco nie zauważyłem. Były to liczne blizn, brak palca no i włosy z jednej strony głowy jakby cieńsze. Zastanowiło mnie to jednak było już za późno, a ja w tym człowieku nie widziałem nic złego. Najwyżej odbije mi się później czkawką. Jednak biorąc pod uwagę te jego blizny i rany można było się zacząć zastanawiać czy jegomość nie był przypadkiem we wcześniejszych czasach członkiem załogi pirackiej, albo czegoś w ten deseń. – No to do zobaczenia jutro rano Panie bosmanie w doku przy moim okręcie "Słonecznej Barakudzie". – Kończąc rozmowę usiadłem z powrotem i zająłem się moim małym dzienniczkiem. Pierwsza strona od której zacząłem, a musicie wiedzieć że nie zacząłem od pierwszej już była praktycznie zapełniona różnymi imionami i tylko mi zrozumiałymi przypisami, a musiałem uzupełnić wcześniejsze strony notatkami na tematy inne niż moja załoga. Rozsiadłem się wygodnie i czekałem na kolejnego ewentualnego członka załogi. Alkohol trochę szumiał mi w głowie jednak nie zaburzał aż nadto mojej percepcji. Przynajmniej tak mi się wydawało w twej chwili i tego się trzymałem. Jeśli uda mi się wszystko co planuję, będę odwiedzał takie lokale znacznie częściej, tak więc będzie trzeba poćwiczyć odporność nie tylko na chamstwo, ale i alkohol.
Ilość słów: 805

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 155
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz maja 13, 2018 12:08 am  

Narrator

  Dzienniczek w najlepsze rósł w miarę zwiększania się załogi. A to był dopiero początek podróży, strach pomyśleć ile trzeba będzie spisać po drodze. W każdym razie udało mu się poznać kolejnego załoganta gdy tylko Yuzo został zakwaterowany. Tej najwyraźniej był bardzo doświadczony dopiero przy przyjmowaniu z nim targu ten zaczął wydawać się lekko podejrzany ale czego się spodziewać po takiej karczmie. Znaczna liczba blizn mogła w końcu wyrosnąć podczas wielu walk z piratami czy to biczowania za niechlujstwa. A jeśli ktoś tu wylądował w tej spelunie musiał mieć coś na sumieniu. W każdym razie nie patrząc na wygląd był weteranem jakich mało a nie tylko biednym staruszkiem szukającym szczęścia przed śmiercią.

  Ukrywanie emocji opłaciło się gdyż starszy już człowiek nie robił większej hecy z powodu przyjęcia do załogi, ten był bardzo zadowolony z tego co usłyszał, szczególnie z obietnicy zarobku gdy coś zarobią. Uśmiechnął się głupawo jak dziecko któremu ktoś da cukierka. Cóż z taką załogą mógł liczyć na wszystko i nic. Wszystko zależało od prowadzenia. Jedno było pewne, potencjał.
  Po starszym człowieku nikt jednak nie nadszedł, wszyscy w przybytku patrzyli się na niego ale nie zerkali już tak ciekawsko jak wcześniej. Najwyraźniej pierwotny szał opadł i większość uznała go za typowego bywalca i kolejnego kapitana szukającego uzupełnień do załogi. Alkohol nie uderzał za mocno, było wręcz idealnie. Jego ciało dobrze znosiło procenty bez większych zaburzeń, nie miał też ochoty wymiotować. Mimo to szum mógł być z lekka irytujący. Poza tym i lekkim chwianiem efektów nie było. Stojący u jego boku kompan za to miał już z lekka czerwona twarz. Mimo to nie poddawał się i chlał nieco na swój koszt. Nie wyglądało jednak na to jednak by jakakolwiek ilość alkoholu była go w stanie powalić. Był jednak nieco zmęczony. W końcu za niedługo mieli wyruszać. W okolicy zrobiło się też nieco ciszej.
Ilość słów: 368

Awatar użytkownika
Kippek
Człowiek
Posty: 21
Lokalizacja: Szczecin
Miano: Kenji Yashiro
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=139
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 80
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz maja 13, 2018 1:36 pm  

  Tak więc dogadałem się bez problemu z doświadczonym marynarzem i można było już założyć że raczej zapełniłem cały statek i wszystko było obsadzone w mniejszym lub większym stopniu. Mogłem jeszcze wziąć kilku na statek jednak początkowe szaleństwo ustało i raczej już nikogo nowego w tym przybytku nie zwerbuję. Nie przeszkadzało mi to, ja byłem zadowolony, moja nowa załoga raczej też, a o oficerze nie wspomnę. Z tej radości zaczął pić za swoje co było dostatecznym dowodem na to że jest szczęśliwy. Rozejrzałem się jeszcze wokoło po sali w celu znalezienia jeszcze jakichś zainteresowanych spojrzeń jednak na nic takiego się nie natknąłem. To był znak. Trzeba było wrócić do portu na Barakudę i poznać załogę oddelegowaną do tego zadania przez mojego wuja. Tamtej części jeszcze nie znałem. W sumie nie wiedziałem jak na mnie zareagują i co będą o mnie myśleli zwłaszcza że byłem trochę już podpity.
  Mój wygląd nie wskazywał definitywnie na stan upojenia jednak dało się dostrzec pomniejsze niuanse które mogły mnie wydać przed załogą wuja. Stwierdziwszy że na mnie już czas zamknąłem dziennik i schowałem go w połę płaszcza. Tak samo postąpiwszy z piórem wstałem i przeciągnąłem się niechlujnie. Raczej nikomu to nie powinno zaszkodzić w tym towarzystwie. Podszedłem do mojego Nedyjskiego Nawigatora i poklepując go po ramieniu powiedziałem przytykliwie. – Przycumuj się jutro do portu, bo wypiłeś już pół oceanu tutejszego alkoholu Panie Oficerze. – i odwracając się w kierunku drzwi ruszyłem ku wyjściu, a potem do drugiej części mojej załogi. Przed samym wyjściem rzuciłem jeszcze – Jeśli ktoś jeszcze się zdecyduje i będzie chciał ze mną płynąc zapraszam jutro rano do portu. Mogę uzupełnić załogę o jeszcze kilku chętnych marynarzy. – i wyszedłem na zewnątrz gdzie miałam nadzieję na chłodną i wilgotną bryzę która zadziała pobudzająco po panującym w budynku zaduchu i zapachu tytoniu, alkoholu i potrawek rybnych. udając się wolnym i pewnym krokiem w kierunku portu układałem wszystkie wiadomości jakie zdobyłem i analizowałem czy na pewno wszystko uzupełniłem w swoim notesie. Kupa roboty za mną, ale to nie byłą jeszcze nawet jedna dziesiąta całości. Maszerując ulicami Anjo przypomniałem sobie o napitym lekarzu którego chciałem zabrać, jednak stwierdziłem że walić go. Raczej nic nam się bez niego nie stanie, najwyżej ranami zajmie się ktoś kto się na tym chociaż trochę zna. Miałam dziwne wrażenie że żona tego mojego mordercy będzie potrafiła chociaż podstawy, no ale mniejsza musiałem wrócić i uzgodnić resztę spraw na statku.
Ilość słów: 492

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 155
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn maja 14, 2018 6:48 pm  

Narrator

  Kenji wyszedł z knajpy, nie towarzyszył mu nikt. Jego nawigator na jego słowa tylko skinął głową. Cóż wypił sporo ale nie wyglądało by to był jego limit. Ucieszony sytuacja po prostu chlał w najlepsze. Pytanie brzmiało kiedy przestanie ale nie wyglądało żeby to miało szybko nastąpić. Zasalutował tylko na odchodne. Karczmarz za to pożegnał się głośno i nieco ckliwie. Wyglądał na równego chłopa.

  Idąc miastem Kenji mijał wiele uliczek, zaułki, domy, warsztaty i burdele. Te ostanie rosły ostatnio jak grzyby po deszczu. Czego się w końcu spodziewać po porcie. Gdy ten rozwija się prężnie marynarze puszą sobie ulżyć. Stojące na wejściu panienki kusiły wdziękami i spojrzeniami, zawsze jednak w cieniu w pobliżu stał ochroniarz. Czasem nawet kilku. Podpierali ściany czasem wytarmaszająć za fraki namolnych klientów. Brutalna siła była potrzebna w takim zawodzie. Po drodze młody kapitan minął sklepik zielarza. Bryza była kojąca. Zimne powietrze nadciągało nad lądu. Rybacy w oddali wracali z połowu, minęło już sporo czasu w knajpie choć wcale nie wydawało się by czas tak szybko leciał. Do wieczora jednak wciąż było kilka godzin ot leniwe popołudnie. Młody Yashiro szybko dotarł do swojego okrętu. Trap był opuszczony a załogi nie było widać. Z środka dochodziły jednak odgłosy miarowego stukania. Ciągle trwającego stukania. O ile miejsce stukania było umiejscowione na dziobie o tyle z tyłu statku w nadbudówce paliło się światło. Sądząc po hałasie który nagle wybuchł i wylatującej przez okno wraz z jego startem butelce grali w karty. A czemuż to można było podejrzewać karty, cóż cytat brzmiał – W dupę chędożony skurwysynie pierdolony oszuście jebany, oddaj mi kurwa moje pieniądze. Toż to kurwa cud jakiś albo twoje pierdolone czary coby takie karty trafić kutasie. – wiązanka ciągnęła się w najlepsze aczkolwiek dalsza jej treść jest zbędna z uwagi na podobny charakter. Cóż po chwili przez okno wyleciał jeszcze stół a chwilę potem lampa oliwna spadła i zamiast ton przekleństw nastąpiły odgłosy gaszenia pożaru. Ktoś grubszym głosem krzyczał – Leć po szmaty kutasiarzu. Wodę to w dupę możesz sobie wsadzić chyba że chcesz nas z dymem puścić. – w tym czasie odgłosy miarowego stukania nie ustały ba nawet przyśpieszyły.
Ilość słów: 429

Awatar użytkownika
Kippek
Człowiek
Posty: 21
Lokalizacja: Szczecin
Miano: Kenji Yashiro
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=139
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 80
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr maja 16, 2018 1:35 pm  

  Szedłem przed dobrze znane mi ulice i pochłaniałem widoki i architekturę. W sumie całe życie na to patrzyłem i nigdy nie sądziłem że może mi tego zabraknąć, jednak im bliżej wypłynięcia tym bardziej zaczynałem się nad tym zastanawiać. Płynąłem do Jaksaru na moje pierwsze zlecenie. Nigdy tam nie byłem, jedynie dużo czytałem. Wiedziałem że to co tam zobaczę to całkiem inny świat, inne jedzenie, inna architektura no i przede wszystkim inni ludzie. Patrząc na różnorodność jaką zastałem tutaj. Od nowych przy tępawych członków mojej załogi, a na możnowładcy nadzorującego zlecenie kończąc. Rozbieżność osobowości niesłychana, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Nie wiedząc co mnie czeka podziwiałem zatem budowle i miejsce w którym się wychowałem. Co prawda nie często przechadzałem się sam sobie po mieście, jednak stawałem się coraz bardziej dorosły i doświadczałem nowych rzeczy, a i nowe obowiązki dochodziły do mojego repertuaru. Co za tym idzie musiałem się uwłasnowolnić i przestać żerować na rodzicach i spokojnym życiu w naszym domu.
  Gdy przemierzałem kolejne uliczki dostrzegłem wiele rzeczy na które nie zwracałem uwagi za dnia, przez to że ich główny cel to wieczory i noce w porcie. Chodziło mi tutaj głównie o domy uciech. Sam nie zwróciłem uwagi kiedy ich tyle wyrosło. Co prawda wiedziałem że port sam w sobie bardzo się rozwija i coraz więcej rzemieślników z okolicy przenosiło się tutaj by założyć swój własny przybytek i zarobić nieco więcej grosza. Jednak nie wiedziałem że prócz powiększenia się miast, zwiększa się także popyt na taką gałąź usług. Kto wie może i mi w przyszłości przyjdzie czy to skorzystać czy to założyć swój własny dochodowy interes. W sumie biorąc pod uwagę moje przyszłe plany ten cel mógłby się wydawać bliższy mojej głównej wizji niż mogło się wydawać na początku. Jednak nie ma co się nad tym teraz zastanawiać. Najpierw trzeba zarobić, a potem myśleć o inwestycjach. Całą moją drogę podziwiałem ponętne kształty Panienek które zachęcały skorzystania z usługi i wejścia do przybytku, przebiegło mi to przez głowię jednak jasno stwierdziłem że nią ma dzisiaj miejsca na rozrywkę. Ten dzień był dniem obowiązków i zamierzałem go spełnić w stu dziesięciu procentach. Dziękując za uprzejmość tabunom kobiet ostatecznie dotarłem pod mój nowy okręt i wszedłem po schodkach na pokład. No i wtedy się stało to czego nie zakładałem przez cały dzień.
  To musiała być chyba podstawowa cecha marynarzy że lubią wypić, grać w karty czy tam kości i wyzywać się wzajemnie, no i przy okazji podczas swojego wolnego czasu próbować spalić, bądź zatopić swoje miejsce pracy jakim był okręt. Wchodząc usłyszałem wymowną wiązankę i coś co nie przypadło mi do gustu. Ponoć mój statek zajął się od jakiejś lampy bądź czegoś co dawało światło tym nierobom. Tego było za wiele. Kierując się do środka prócz latających mebli usłyszałem jeszcze jakieś dziwne stukanie i pukanie na dziobie, a im bliżej pożaru docierałem tym stukanie było szybsze. Zamierzałem to sprawdzić jednak teraz priorytetem było ogarniecie tej zgrai zaszczanych nierobów. – Co tu się kurwa odpierdala do jasnej cholery? Możecie mi to wytłumaczyć nieroby?! Który został obarczony odpowiedzialnością za ten statek przez mojego wuja co? – wydarłem się wniebogłosy żeby wszyscy mogli mnie usłyszeć i stwierdzić że nie zamierzam się z nimi cackać. Nie wiedziałem czy to alkohol tak działał, czy po prostu taki miałem charakter w momencie zaniedbań ze strony ludzi mi podwładnych, wszak byłą to nowa sytuacji. –I jeszcze jedno psie syny, co to za stukanie na dziobie, tam też coś rozjebaliście, to wasza sprawka? – nie zamierzałem spuszczać na razie z tonu jednak tez nie mogłem się za bardzo rozpędzać. Wszak byłem tu sam i mimo iż byłem kapitanem mogło się to różnie dla mnie skończyć. Zwłaszcza że nie miałem tutaj swojej brygady wsparcia z karczmy. Musiałem się pilnować jednak wszystko obejmowałem wzrokiem. Przynajmniej taką miałem cichą nadzieję.
Ilość słów: 794

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 155
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw maja 17, 2018 5:49 pm  

Narrator

  Droga zeszła więc niedoszłemu kapitanowi na oglądaniu panienek podczas gdy jego załoga prawie spaliła statek. Cóż nad tym ostatnim nie mógł zapanować, a większa załoga była konieczna. Co się zaś tyczy załogi na statku można było odnieść wrażenie że ta nie jest najlepsza. A przynajmniej z daleka.
  Gdy znalazł się na statku dostrzegł że pod dachem na dziobie za kotara coś się rusza równie rytmicznie jak stukanie. Na jego wrzask coś gruchnęło i materiał spadł razem ze stołem i dwójką nagich facetów w niezbyt przyzwoitej pozycji. Cóż widok był z całą pewnością nie da dzieci. Tym bardziej że ten znajdujący się z przodu na widok pożaru popuścił już i tak wątłe zwieracze brudząc pokład brązowa mazią. Jego partner natomiast zasalutował zawstydzony tym że razem z nim zasalutowało też coś co powinno znajdować się w gaciach po czym wydukał – Ja jestem pierwszym oficerem Saji Oro. – kwestia rozjebania na dziobie stała sie naraz oczywista. Tym razem destrukcji uległ tyłek jednego z załogantów.

  Z środka pomieszczenia na rufie z którego wyleciały krzesła wyleciało trzech ludzi w tym jeden w fartuchu kucharza. Z tym że brudna od zaschłej zupy odzież w przypadku tego ostatniego dzwoniła aż od monet. Chyba wyjaśniło się kto wygrał wcześniejszy mecz. Kucharz spoglądał z groźną miną na dwóch pozostałych po czym zasalutował i powiedział. – Melduje ugaszenie pożaru kapitanie, ogień został zduszony w zarodku. – co ciekawe wszyscy troje mieli znoszone mundury cesarskiej floty po kilku przeróbkach. Kolory Cesarstwa zastąpiły kolory rodziny Yashiro. Ich salut był naturalny i odruchowy. Cała trójka musiała być weteranami.
  Po chwili spod pokładu wyszła jeszcze jedna postać, o co prawda dziewczęcej urodzie ale chytrym błysku w zaspanych oczach. Co ciekawe jego mundur był nienaganny i wyglądał na pochodzący wprost z magazynu. Nawet przeróbek było niewiele gdyż o przynależności świadczyła tylko przepaska na ręce. Zasalutował od razu – Nagisa Shirogane, sternik melduje gotowość. – wojskowy ton i pełne pogardy spojrzenie na resztę załogi mówiło wszystko.
Ilość słów: 385

Awatar użytkownika
Kippek
Człowiek
Posty: 21
Lokalizacja: Szczecin
Miano: Kenji Yashiro
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=139
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 80
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw maja 17, 2018 7:41 pm  

  Tego co ujrzałem po wejściu na statek nie przeczytałem w żadnej książce, ani nie byłbym wstanie wymyślić po niewiadomej ilości alkoholu. To co się tutaj działo od rana, do teraz przechodziło ludzkie pojęcie . Jakichś dwóch pachołów zabawiało się ze sobą tworząc coś na co bym nie wpadł, reszta chciała nas spalić przez grę w karty, a ostatni który wydawał się najbardziej elokwentny umywał od wszystkiego ręce i spał. Musiałem zaprowadzić tutaj porządek i to w tej sekundzie. – Spocznij Panie były pierwszy oficerze i znajdź sobie coś do ubrania wraz ze swoim kolegą do jasnej cholery. Nie świeć mi kolbą przed oczami! – od tego trzeba było zacząć jednak nie ma opcji żeby reszcie uszło to płazem. Podpalenie statku było gorsze i nie zamierzałem odpuścić pozostałej części załogi grającej w karty. – To miłe że nie spaliliście mojego okrętu, ale czy możecie mi wyjaśnić marynarzu czemu w ogóle pojawiło się takie zagrożenie będąc przycumowanym do portu? Wydaje mi się że to raczej nie zbyt codzienna sytuacja czyż nie?! – Wyjaśniając kolejną kwestię zamierzałem zebrać wszystkich w jednym miejscu i ogarnąć kto jest kim i czemu mój wuj ich zwerbował. Najbardziej osobliwy i odpowiedzialny wydawał mi się ten cały Nagisa, który to podawał się za sternika. – Dobra wyjaśnijmy sobie wszystko od razu, dawać krzesła albo jak chcecie to stójcie. Macie dwie minuty żeby się ogarnąć i przystąpimy do weryfikacji waszych stanowisk, bo po tym co tutaj zobaczyłem mam mieszane uczucia czy jesteście lepsi niż ta zbieranina z karczmy która ma was uzupełnić.
  Po odczekaniu danego czasu spojrzałem po wszystkich i po raz kolejny zweryfikowałem ich kaprawe mordy. Wnerwili mnie nie na żarty, a korzystając z tego że darzą mnie szacunkiem mogłem sobie pozwolić na więcej niż planowałem. Chciałem po kolei usłyszeć co i kto tu jest od czego. –Dobra, teraz po kolei i na spokojnie proszę o zaprezentowanie siebie. Do czego się nadajecie, do czego nie, co potraficie i czemu w ogóle tutaj jesteście, bo jak tak na was patrzę to niektórzy musieli mieć niezłego haka na mojego wuja że się załapali na tę łajbę. – po tych słowach znalazłem jakiś stolik i krzesło i wyciągając swój dziennik przystąpiłem do notowania wszystkiego co mieli do powiedzenia Ci wielcy marynarze.
Ilość słów: 438

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 155
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt maja 18, 2018 8:45 am  

Narrator

  Gdy tylko Kenji ryknął zaczęło się szybkie wciąganie gaci które leżały gdzieś w kącie. No i tutaj pojawiła się spora niespodzianka. Były pierwszy oficer zakładał właśnie mundur oficerski cesarskiej floty z znajdującym się na naramienniku znakiem rodziny Yashiro. Prawdziwym zaskoczeniem mogło być jednak ubranie przez pierwszego oficera pasa z bronią i jednym z rzadkich nadawanych przez samego Cesarza Tanto. Legenda głosiła że było ich tylko setka. Drugi z tej dwójki natomiast ubrał się szybko w zwyczajny mundur marynarski. Wyglądał przy kochanku nadzwyczaj ubogo. Szczególnie że jego mundur był w kilku miejscach przedarty.
  W tym czasie reszta załogi przekrzykując się odpowiadała, coś o tym że to Yusuke się wściekł i zrzucił lampę niechcący co skończyło się rozlaniem oliwy i że wszystko było pod kontrolą i że to tylko mały pożar był i wypadek i że to się już nigdy nie zdarzyło. Wszyscy poza kucharzem zarzekali się że to się już więcej nie powtórzy i już więcej nie będą nawet tykać hazardu. Wszyscy poza kucharzem który zaczął liczyć monety w kieszeniach. Zasadniczo było tego całkiem sporo.
  Gdy poprosił o krzesła wszyscy rozejrzeli się w poszukiwaniu czegoś lecz nic tutaj nie było, sternik wziął coś z pomieszczenia na rufie i podał kapitanowi a resztą siadła na pokładzie poza stojącym sternikiem i pierwszym oficerem. Oboje stali nienagannie na baczność.

  Zaczął więc były oficer, był wysoki, prawdopodobnie najwyższy na statku miał jaki metr osiemdziesiąt. jako że wcześniej już można było podziwiać jego ciało wiadomy było że pod mundurem kryją się potężne muskuły. Ewidentnie były to jednak muskuły szermierza a nie robotnika. Na powierzchni rozmieszczone były cienkie jak nić blizny. Tworzyły one misterną sieć pokrywającą całe jego ciało, nie było pewne czy to dziwna skaryfikacja czy coś innego widywanego u egzarchów. Aktualnie jego sylwetka skryta była pod strojem. Włosy miał długie i były spięte w kok, oczy niebieskie a twarz pełną mocnych rys. Na prawym policzku potężną bliznę po cięciu mieczem. – Saji Oro, były porucznik marynarki, specjalista od strategi i logistyki i ognia artyleryjskiego. Służbę zakończyłem rok temu przechodząc do cywila za wnioskiem pana wuja i za zgodą samego Cesarza. Wcześniej dowodziłem sampan-em i nie raz zdarzyło mi się walczyć z piratami. Raz nawet udało mi się nawet uczestniczyć w ochronie konwoju jego cesarskiej mości za co zostałem nagrodzony tą oto bronią. – pokazał gestem tanto. Po chwili kontynuował – Nigdy nie dowodziłem szuanem choć zdarzyło mi się zatapiać takie okręty. Jestem na pańskie rozkazy kapitanie jeśli stanowisko dalej jest aktualne. – popatrzył na niego oczkując odpowiedzi ale dał mówić kolejnej osobie i zasalutował po czym dalej stał na baczność. Kolejnym był sternik, dziewczęca uroda, ciemne długie spięte w kok włosy i zielone oczy. Miał dośc jasną cerę ale na lewej dłoni ciemniejsza skóra świadczyła o poważnym zranieniu i leczeniu magią. Wyglądało to tak jakby Drodzy musieli zregenerować mu połowę dłoni. Resztę jego ciała zakrywał mundur ale na szyi zaczynała się podoba szrama. Głos miał przyjemny dla ucha lecz było w nim coś niepokojącego jakby był osobą która przebyła prawdziwe piekło. – Nagisa Shirogane, sternik jak mówiłem, były starszy chorąży marynarki. Pracuję dla rodziny Yashiro od zwolnienia z marynarki z powodu odniesionych urazów. Jestem sternikiem ale nie obce jest mi też dowodzenia jak i rola bosmana. Mogę pracować jako ktokolwiek na statku. Wiem co nieco o nawigacji jak i o medycynie. Melduje gotowość do służby. – gdy już miał kończyć Kucharz wydarł się na cały głos – Dodaj jeszcze ile osób przeżyło oprócz ciebie na Czarnej Chimerze podczas walki z Czerwonym Sari i jego Pomiotami Kumaru. Na próżno szukać lepszego działowego, sam widziałem ze Żmiji jak z tonącego wraku Chimery Nagisa zabił Sariego strzelając mu w twarz. Resztki jego łepetyny pokryły połowę ich pokładu czerwonym nalotem. I to z czego z pełnej kolumbryny z przeszło 500 metrów. I obsługiwał ją sam blokując ją linami. Toż to jakiś diabeł a nie człowiek. – w jego oczach było widać jednak poważanie i strach.
Nagisa dodał cicho w odpowiedzi – Nikt poza mną. – po czym najwyraźniej postanowił zaprezentować się Kucharz.
  Jestem Sanji Orgoro, kucharz okrętowy. Kiedyś byłem przemytnikiem ale wasza rodzina płaci nieźle i mam u niej dług za uratowanie mnie przez powieszeniem z rąk tych dwóch wyżej. Służyłem potem pod twoim wujem na Żmii przez ostatnie dwie dekady. Oprócz kuchni znam się na takielunku jak każdy marynarz ale lepiej idzie mi gotowanie. No i lepiej niż zabawa z takielunkiem gdy przychodzi co do czego idzie mi śpiewanie szantów do synchronizacji chłopaków. Ba umiem im śpiewać z mojego stołka w kuchni wiedząc co zaintonować i do czego. Do usług mości kapitanie. – słusznie był to starszy już człowiek o nieco siwiejących włosach, mimo to miał chytry błysk w brązowych oczach. Swoje na pewno ważył mając pokaźny piwny brzuch ale ręce miał grube jak pnie. Grube żyły ciągnęły się po nich jak jakieś zawiłe drzewo. Twarz miał raczej okrągłą a nos spłaszczony. Jedyne co przychodziło do głowy patrząc na jego twarz to skurzony dzik. Tylko kłów brakowało. Poza tym miał paskudny nieogolony zarost i pojedyncza rozrośniętą brew.
  Co się tyczy trójki pozostałej ta zaczęła się jąkać i zacinać w końcu jeden z nich wyglądający nieco jak krasnal powiedział – Yusuke Shogore, marynarz od 15 lat, dawniej służyłem też w Cesarskiej Flocie. Znam się na takielunku i żegludze, niewiele rzeczy jest których nie umiem na statku i tyczą się one bardziej umysłowej roboty. Melduje gotowość kapitanie. –, miał jasny bląd włosy i brązowe oczy, sylwetkę umięśnioną i krępą, jako że reszta dalej dukała Yusuke potraktował tego po swojej prawej łokciem. Ten zerwał się jak opętany i zaczął mówić jak gdyby był przesłuchiwany – – Hikaru Amaya, marynarz od 7 lat, po dwóch latach służby we flocie oddelegowany do załogi Żmiji pod twoim wujem w ramach uzupełnień za straty poniesione w walce z Czerwonym Sari. Dowództwo pozwoliło mi tutaj zostać i tak pływam z twoim wujem a teraz z tobą. Umiem wszystko co trzeba do prowadzenia statku i kiedyś uczyłem się na strzelca wyborowego zanim dołączyli mnie do floty. – co się zaś go tyczy miał kruczoczarne włosy i ciemne oczy. W oczy rzucał się pokaźny nos i duże uszy. Ciało miał bardzo dobrze zbudowane i silne. Przypominał nieco galernika z uwagi na ogromne muskuły.
  Z marynarzy został więc ostatni, ten który był za kotarą z pierwszym oficerem – Waotaka Kase , też marynarz przydzielony tutaj tak samo w ramach uzupełnienia strat. 10 lat doświadczenia i tak samo od 5 lat służyłem na pokładzie żmii. Umiem zajmować się takielunkiem jak i sterować. Znam się na prowadzeniu każdego typu okrętu lecz ostatnie 5 lat spędziłem na żmii podobnie jak Yosuke Hikaru i Nagisa. Muszę wszak nadmienić że Żmija była Baochuanem. Ten statek jest mały więc powinno być dużo łatwiej. Melduje gotowość! – powiedział głośno praktycznie wykrzykując, miał normalną budowę ciała ale był wysoki na przeszło 175 cm. Jego twarz była ostra a jasne włosy i szaroniebieskie oczy jak i dziwne rysy nieco odstające od Cesarskich sugerowały że był mieszańcem Jaksarskiej półkrwi.
Ilość słów: 1380

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość