Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 31, 2018 8:37 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator


  Przeszywający mróz zalęgł się na całym ciele Milczki, zupełnie jak dręczące myśli opanowujące jej umysł. Sama sugestia tego, że ktoś mógłby sam z siebie, z własnej woli, z pychy po prostu pragnąć stać się Pierwszym, wywoływało odruchy wymiotne, a przynajmniej takie miało się wrażenie. Bestie będące w istocie pasożytami wysysającymi ze świata wszelkie życie, jakiego się dotknął, budziły jedynie odrazę – i ciężko było się temu dziwić.
  Ziemia delikatnie zadrżała, wytrącając właśnie przechadzającego się pośród kamieni Hisslera z równowagi. Mężczyzna omal nie przewrócił się prosto w śnieg, jednak w ostatniej chwili zdołał podeprzeć się na mieczu. Zgnilizna wbiła się w glebę, a otaczający ją w promieniu dwóch metrów biały puch przybrał kolor zieleni, z wyraźnie widocznymi ciemniejszymi liniami, które zdawały się pulsować. Przypominały żyły. Zjawisko to stale się poszerzało – a właściwie robiłoby to, gdyby nie właśnie klnący pod nosem Fryderyk, który ostrze wyciągnął. I choć nie umknęło to uwadze Gabriela, ten póki co zdawał się ignorować dziwne zachowania byłego mieszkańca statuy Onych.
  Lekkie trzęsienie było jednak dopiero początkiem. Potem z nieba – miast śniegu – zaczęły opadać kawałki... Właśnie nieba. Spoglądając w górę zauważyć można było jedynie pękającą skorupę, której elementy co rusz odpryskiwały i pozostawiały za sobą jedynie czerń przeplatana miejscami błękitnymi punkcikami. Jak się chwilę później okazało, te ledwo widoczne, pulsujące barwą energii elementy, były połączone jeszcze ciężej dostrzegalnymi liniami. Nie układały się jednak w żaden konkretny wzór.
  Idzie — burknął Hissler — Nie próbujcie z nim rozmawiać, po prostu zarżnijcie jak psa gryzącego karmiącą rękę.
  Rzeczywiście – po paru sekundach spośród rosnących zasp śniegu wymieszanych z nieboskłonem, wyłoniła się postać o nieskazitelnej cerze oraz skórze koloru błękitno-bladego. Smukły mężczyzna o ostrych rysach twarzy był cały nagi, a po jego tors obiegały żłobienia, w których płynęła niestabilna energia. Szare włosie – ścięte niemal na zero – delikatnie oplatało całą głowinę. Podobnie sprawa miała się z zarostem. Jego nagość nie mogła jednak zrazić czy spłoszyć nawet najbardziej pruderyjne osoby, bowiem istota ta nie posiadała przyrodzenia. W miejscu, gdzie winno się ono znajdować, był równie gładki co na reszcie ciała. Brakowało mu również sutków.
  Tak długo — odezwał się, dziesiątkami głosów w jednym momencie. — Tak długo mi to zajęło. A kiedy skończyłem, musiałeś się pokazać — wzrok miał zwrócony w stronę Hisslera. — Powiedz, Fryderyku, kim są twoi nowi przyjaciele? Gdzie nasz ukochany kuzyn? Ahh, tak... — zaśmiał się pod nosem. — Nie było go tu od samego początku. Wysłał ciebie same...
  Zdychaj, popaprańcu — powiedział Gabriel, natychmiastowo przemieszczając się za plecy Gnuśnego i kierując drżące ostrze ku jego szyi.
  Milczeć! — rozległ się pisk tysiąca głosów, a w tym samym momencie Inkwizytor odleciał do tyłu na jakieś pięć metrów, uderzając z impetem o jeden z głazów. — Nie przerywaj mi, kiedy rozmawiam z kuzynem, którego dawno nie widziałem — powiedział już spokojnie.
  Pierdolisz jak potłuczony, Edwinie. Jak zawsze. A ja nie zamierzam tego słuchać. To już dawno zaszło za daleko — Hissler wcisnął coś na rękojeści miecz, tak mocno, że aż skrzypnęło. Teraz Milkcza mogła zauważyć, że miejsce, za które mężczyzna trzymał Zgniliznę, aż roiło się od przeróżnych przycisków. To nie była zwykła broń – to była prawdziwa maszyneria. Ostrze nagle się wydłużyło i wystrzeliło zielono-błękitnym promieniem, który przebił się przez nieskazitelne, idealne ciało Gnuśnego. Ten jednak tylko się uśmiechnął i chwycił za światło. Wchnłonął je.
  Tyle czasu nad nim pracowaliśmy, całą trójką. A teraz chcesz użyć go przeciwko mnie? — spytał z żalem w głosie. — To mnie rani — nagle spoważniał i uniósł się. Machnął ręką, a w stronę Fryderyka wyleciała złota smuga. Ten jednak zdążył coś naklikać na rękojeści Zgnilizny, bo w momencie, w którym miał stracić głowę, otoczyła go szczelna powłoka. Na wszelki wypadek odskoczył jeszcze na bok i zaczął głośno dyszeć. Męczył się.
  Ale jak ja się zachowuję, kiedy mam gości! — szeroko otworzył oczy i zasłonił usta prawą dłonią. Usiadł na najbliższym kamieniu. — Edwin Wagner, specjalista od rytuałów. Dla przyjaciół Ed. Ale my się chyba nie zaprzyjaźnimy — wyszczerzył idealnie białe zęby, a kąciki ust wykrzywił w uśmiechu, który posłał Milczcze. — Jakieś ostatnie słowa, pytania? — z zaciekawieniem przechylił głowę. — Och, prawie nie zauważyłem! Wybacz mój nietakt, już coś z tym robię! — zamknął na moment oczy i pstryknął palcami. Wokól niego unosić zaczęła się energia, która po paru sekundach z impetem wystrzeliła w Adelrunę. Dziewczę poczuło, jakby jej struny głosowe odżyły. Przynajmniej na moment. — No więc jak? — zaśmiał się i puścił oczko do Iwasakiego. Ten zaś stał z miną, jakby przez jego głowę przebiegało właśnie kilka milionów myśli na sekundę.
Ilość słów: 959

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz sie 05, 2018 11:36 pm  

  Osoba Edwina była zaskakująca. Pasowała rzeczywiście do opisu, który zaserwowali im tutejsi mieszkańcy. I tak, przypominał Pierwszego, chociaż kilka elementów, takich jak brak narządów rozrodczych, nieco ją dezorientował. Jeszcze przed jego przybyciem zaczęła tracić niezachwianą pewność siebie, szczególnie, gdy widziała, jak niebo dosłownie pęka nad jej głową. Oczywiście nadal wypierała niektóre fakty z głowy, tłumacząc to na przykład specjalnie wywoływanymi omamami. Miecz także ją niepokoił, szczególnie, gdy Fryderyk wbił go w ziemię. Jednak to postać domniemanego Pierwszego najbardziej ją zaniepokoiła. Nigdy nie mierzyła się z czymś takim, a jej wytrzymałość dawała się już we znaki. Zacisnęła mocniej miecz w dłoni.
  Zaskakująco łatwo pozbył się Gabriela próbującego go ubić oraz równie łatwo zignorował coś, co wystrzeliło ze Zgnilizny – dosyć zaskakującego jak się okazuje, miecza. Adel na razie stała w miejscu, analizując i zbierając się w sobie. Jeśli ich magia tutaj nie działała dobrze, zaś jego już tak, oznaczało to, że ich zadanie właśnie stało się trudniejsze. Nadal nie dopuszczała do siebie myśli o porażce, podchodząc do zadania jak do czegoś, co tylko ją wzmocni. Wystarczyła bowiem wizja tego, że to coś uwolni się na świat i dreszcze przebiegały po jej ciele. Nie mogła na to pozwolić i nie zawiedzie Exitium. Była jedną z pierwszych, którzy dołączyli do Seitaro i walczyła już z kilkoma Pierwszymi. Jeśli te zapiski nie kłamały, on próbował siebie do nich upodobnić, więc nie był niczym więcej, niż kolejnym Pierwszym, z domieszką ludzkiej aury, co ułatwiało jej zadanie. Taki tok rozumowania przyjęła i jego się trzymała.
  Z rozmowy między tym... czymś, a Fryderykiem jasno można było wyciągnąć parę wniosków, w tym jeden najważniejszy – cokolwiek się tutaj działo przed 30 laty, Hissler na pewno był w to zamieszany i nie w sposób, który im przedstawił. Od początku coś jej śmierdziało w stosunku do niego, lecz teraz była już całkiem pewna. Co prawda nie zamierzała oddawać go Zakonowi po wykonanej pracy, lecz i puszczenie go wolno minęłoby się z jej celem. Jeśli w jakiś sposób przyłożył rękę do tego wszystkiego, ktoś coś musiał o nim wiedzieć. Szkoda jednocześnie byłoby go marnować, nawet jeśli był tak chorym popaprańcem, jak Edwin.
  Wzdrygnęła się, gdy skierował on swoją uwagę na nią. Wyprostowana cały czas, spoglądała spod maski na istotę wzrokiem pełnym wyzwania. Była gotowa na zmierzenie się z nim, nawet jeśli oznaczałoby to wyzucie się całkowicie z energii. Ten jednak ciągnął rozmowę, jakby bawiła go ta sytuacja. Był pewien swego, ale i Adelruna nie dopuszczała innych emocji do siebie. Może prócz pogardy i obrzydzenia dla tej istoty, ale to inna sprawa. Zastanawiające było to, że i on wiedział o jej defekcie. Poruszyła się delikatnie, zastanawiając się, czy jej aura to zdradza, czy w jakiś sposób znalazł sposób na dotarcie do jej umysłu. Ostatnio za dużo osób w nim siedziało, a ona tolerowała tylko jedną.
  Odskoczyła jak poparzona, gdy wiązka energii popłynęła w jej stronę, lecz nie uniknęła jej. O dziwo nic się nie stało, prócz tego, że poczuła się jakoś inaczej. Nadal była sobą, ale nie w taki sposób, jak zawsze. Zerknęła podejrzliwie na siebie, ale to nie chodziło o to. Dopiero gdy w jej gardle coś stanęło, odkaszlnęła, samej sobie się dziwiąc, że przyszło jej to z taką łatwością i tak głośno. Wtedy zrozumiała, o co mu chodziło i zadrżała na całym ciele, stojąc jak sparaliżowana. Tyle lat się męczyła, a to coś tak o pstryknęło palcami i ją uzdrowiło? Bała się nawet oddychać, gdy się zorientowała. Świadomość, że mogłaby teraz coś powiedzieć i nie byłoby to charczeniem czy niesłyszalnym szeptem, przerażała ją i jednocześnie w pewien sposób ekscytowała. Z drugiej strony nie chciała takiego daru od czegoś tak obrzydliwego. Dlatego z poprzednimi emocjami przyszła wściekłość, że to coś śmiało ingerować w jej ciało. To miał być jej własny sukces, a nie podarunek od hybrydy, która nie miała prawa istnieć.
  Nie zamierzała się odzywać, nie chcąc dawać satysfakcji temu czemuś. Widziała jednak, że z Kaito dzieje się coś nie tak i podejrzewała, że Edwin zainteresował się nim oraz jego aurą. Nie chciała, żeby ktoś grzebał w jego umyśle, dlatego podeszła do niego powoli, łapiąc go wolną ręką za nadgarstek. Uchyliła usta i spróbowała coś powiedzieć, po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat. Prawdopodobnie głos miała zachrypnięty, a słowa mogły się jej plątać, w dodatku na pewno nie brzmiało to jak głos, który sobie wyobrażała, ale nie zamierzała pozwolić tej istocie grzebać w umyśle jej towarzysza. — Kaito. Wyrzuć go z głowy. Nie pozwól mu na to. Potrafisz to zrobić.
Ilość słów: 929

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 06, 2018 8:56 pm  

Narrator


  Milczce najwidoczniej nie spodobał się prezent, jaki otrzymała od tajemniczego, blado-błękitno-licego jegomościa. Kobieta nad wyraz urażona gestem prześmiewczej litości, postanowiła zbytnio nie reagować na to, cóż właśnie miało miejsce. Nie otworzyła ust, a przynajmniej nie w kierunku przedziwnej istoty, od której aż biło energią. Zaś owa energetyczna bestia zdawała się być rozbawiona całą tą sytuacją – zupełnie jakby wszystko szło po jej myśli. Jak też zresztą zapewne było. Zaśmiał się pod nosem, po czym wzbił w powietrze. Mimo wszystko, instynkt podpowiadał Adelrunie – jak i reszcie kompanii – iż coś postać tę niepokoi. Szczególnie wtedy, kiedy wpatrywała się w Hisslera.
  Fryderyk zaś cały był zdenerwowany – i w żadnym wypadku nie chodziło o to, że ogarnął go strach! O nie! Krew mężczyzny wręcz wrzała, całe jego lico przybrało kolor szkarłatu. Żyły napęczniały tak mocno, że zdawało się, iż za moment popękają. Dawny zaklinacz zmrużył oczy i ponownie coś poprzestawiał w rękojeści Zgnilizny. Ostrze ponownie się wydłużyło, sięgając około dwóch metrów. Ręce właściciela miecza pokryły zaś długie, energetyczne rękawice, które stale zdawały się rozrastać. Błękit wymieszany z ciemnozielonym kolorem – niekiedy również z brązowymi akcentami – wywoływał niezrozumianą odrazę. Hissler chyba sklął pod nosem. Chyba, bo ciężko było stwierdzić, czy było to przekleństwo, czy coś innego – dziwne słowo wypowiedziane w Sanctinie, brzmiało wyjątkowo agresywnie i obrzydliwie. Kliknął raz jeszcze, a całe jego ciało opatuliła potężna zbroja. Całość na pierwszy rzut oka zdawała się być stalowa, wykonana jednak była ze zdecydowanie trwalszego materiału – silnie skondensowanej energii. Przyłbica przypominająca łeb dzikiej bestii z dawnych przekazów. Naramiennika skonstruowane na zasadzie kolejnych łusek, ostro zakończone. Tułów okryty pojedynczymi elementami łączonymi grubymi pasami o ogromnych klamrach – od ktorych zresztą roiło się w całym tym tworze. Nogi ochraniało coś, co przypominało bardziej spódnicę – ponownie jednak, niemal nieruchomą, stworzoną z kolejnych warstw zbitej w grubą kupę energii. Z tego, co chronić miało łydki, spoglądał posępny wzrok niewzruszonych, stalowych oczu jakiegoś dzikiego ptaka o haczykowatym dziobie. Gdyby zaś kopnąć kogoś tym, w co włożone miał nogi Hissler, prawdopodobnie można byłoby ową osobę przebić na wylot. Tym razem całość mieniła się już w kolorach jedynie błękitu, czerni i brązu. Zieleń zniknęła całkowicie – na samej Zgniliznie również. Zresztą i ona w pewien sposób się zmieniła – teraz była długą halabardą.
  Edwin widząc to, natychmiast się speszył. Na jego nieskazitelnej dotąd twarzy wymalowało się obrzydliwe zakłopotanie. Wystrzelił kolejną wiązką czystej energii prosto we Fryderyka, ten jednak zwyczajnie odbił ją przy pomocy nowej wersji swojej broni.
  O czym ty mówisz? — odparł przejęty Kaito, w tym samym momencie, w którym zaklinacz jeszcze poprawiał ustawienia Zgnilizny. — Po prostu zastanawiam się jak bardzo jesteśmy w czarnej dupie i w ilu kawałkach nas znaj... — przerwał w chwili, kiedy rudą czuprynę Fryderyka zakryła już przedziwna przyłbica, a Gnuśny wystrzelał kolejny promień.
  Okazję tę wykorzystać postanowił też Gabriel, który powoli już dochodził do siebie. Wyskoczył w stronę lewitującego nad ziemią Edwina, próbując pozbawić go nogi. I choć śnieżnobiałe, wibrujące ostrze trafiło, tak było w stanie jedynie delikatnie zagłębić się w skórze bestii, by potem natychmiast wystrzelić z rany, ciągnąc za sobą Inkwizytora. Ostatecznie udało mu się wymanewrować na tyle, by wylądować na obu nogach i znów się nie poobijać.
  Dość tego, jesteście zbyt krusi, by realnie mi zagrozić — wykrzyknął w złości, zsyłając z czarnego nieba długie sople o ostrych końcach. Kaito zdążył jedynie wywołać pewną auralną anomalię, która ociepliła pewien obszar nad głową swoją oraz Adelruny. Lód stopniał, zamieniając się po prostu w wodą. Hissler nawet nie próbował tego blokować, jedynie powoli zbliżał się w kierunku Edwina. Gabriel sparował to zaś tarczą na swym ramieniu.
Ilość słów: 730

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob sie 18, 2018 11:25 pm  

  Kaito w pewien sposób miał rację. Cała czwórka była w czarnej dupie i nie sposób tego było nie zauważyć. Edwin zdawał się być ponad ich siły, chociaż ciężko było jej to przyznać. Gospodarz tego okropnego miejsca wyglądał na wyjątkowo pewnego siebie, szczególnie, gdy przychodziło mu używać magii. Wyrażał się tak, jakby jego przeciwnicy byli nic nieznaczącymi ziarenkami piasku w jego oku.
  Bardziej niesamowity okazał się miecz wyłowiony z rzeki. Mnogość ustawień na jego rękojeści pozwalała na coś, co normalnie było nie do pomyślenia. Fryderyka zaraz zaczęła otulać od stóp do głów energetyczna zbroja, zaś sama Zgnilizna zmieniła się w halabardę. Wszystko to robiło wrażenie, ale jednocześnie wzbudzało brak zaufania w stosunku do Hisslera. Jednego jednak odmówić nie mogła – był przydatny, nawet jeśli wiedział za dużo. Właściwie teraz zdawał się być jedyną osobą, której Gnuśny się bał i która mu realnie zagrażała.
  Obserwując spadające z nieba sople i próbując uniknąć ich, przeszło jej przez myśl, czy i on posiada wytrzymałość. Jeśli pozostały w nim resztki społeczeństwa, powinien się w końcu zmęczyć. Z drugiej strony wyglądał na wyjątkowo mocnego i unikanie jego zaklęć byłoby dosyć ryzykownym zajęciem. Zastanawiało ją także to, w jaki sposób się żywił przez ten czas. Prawdopodobnie nie miał już czysto fizjologicznych potrzeb, więc i nie potrzebował pożywienia. Jeśli więc doszło do tego, musiał pożerać czyjeś aury. Okolicznej fauny, flory, ludzi. Jego istota była w tym momencie jednocześnie fascynująca, obrzydzająca oraz przerażająca. I dlatego należało się jej pozbyć za wszelką cenę.
  Gabriel zdołał zranić Gnuśnego, chociaż efekt był raczej opłakany. Jego ostrze, efektywne w przypadku poprzednich potworów, teraz było po prostu zwyczajnym mieczem. Niemalże drasnęło nogę Edwina, nie robiąc mu większej krzywdy.
  Widząc to, a także czując oblewającą ją stopniałą wodę, Adel wysunęła prawą dłoń do przodu i natychmiast pociągnęła energię wprost do siebie. Czuła się już obolała i wiedziała, że nie wyjdzie z tej walki w pełni sił. Nawet nie wiedziała, czy wyjdzie z niej o własnych nogach, bądź czy w ogóle z niej wyjdzie. Nie było jej już stać na Entropię, więc wysunąwszy prawą dłoń w stronę abominacji, ponownie pociągnęła energię prosto z trzewi ziemi, pozwalając rozlać się jej, powodując nieprzyjemne uczucie, na końcu zaś kształtując w wyładowanie elektryczne, które docelowo miało wystrzelić właśnie w Edwina. I tym razem nie planowała tego przerywać, zamierzając tak długo utrzymywać zaklęcie, dopóki mogła. Jeśli wszyscy naraz go zaatakują, w końcu się rozproszy i opuści nieco gardę.
Ilość słów: 522

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw sie 23, 2018 2:20 pm  

Narrator

  Kiedy tylko sople stopniały, tworząc na podłożu głębokie kałuże, Adel zaczerpnęła z ziemi nieco energii. Szybko zaczęła ją formować w jedno z zaklęć, które posiadała w całym swym repertuarze. Potężna, potrójnie wzmocniona błyskawica w jednym momencie wystrzeliła w stronę – skupiającego się w tej chwili na Hisslerze – Gnuśnego. Ledwo przebiła się przez energetyczną tarczę uformowaną wokół tej istoty – lekkie porażenie wystarczyło jednak, aby odwrócić uwagę Edwina. Gdy tylko ten spojrzał na Milczkę, jego korpus przebiła na wylot cholernie długa halabarda. Hissler cisnął nią w potwora z impetem, tracąc tym samym na moment zbroję.
  Gnuśny poleciał do tyłu. Na jego twarzy widniało zdziwienie. Jednak gdy tylko do oczu bestii dotarło, że zaklęty przedmiot wraca do Fryderyka, wykorzystał moment i wystrzelił w broń wiązką energii. Ta zboczyła z kursu i wbiła się w ziemię kilka metrów dalej. Ranny Edwin wystrzelił w stronę bezbronnego Hisslera i zdawałoby się, że tak miał wyglądać koniec żywota Wielkiego Zaklinacza. Stało się jednak coś niespodziewanego – w Gnuśnego dosłownie wpadł Gabriel, wytrącając go z równowagi. Ostrze drgającego, zaklętego miecza zagłębiło się w nieskazitelnej skórze, a potem mięsie mieszańca. Z rany w udzie chlupnęła błękitna krew. Inkwizytor natychmiast odskoczył na kilka metrów, spodziewając się zabójczego ataku. Te parę chwil wystarczyło, by Hissler dostał się do broni, a jego ciało znów spowijał dziwaczny pancerz.
  Widzisz, Edwinie. Przypomnij sobie, jak ojciec zabierał cię na polowania i jak wykańczało się dziką zwierzynę. Niedźwiedzie zawsze były silniejsze od ludzi, jednak to spryt i przewaga liczebna decydowała o zwycięstwie. A tobie brakuje jednego i drugiego. Choć dysponujesz potężną siłą, nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co zrobi każdy z nas — Fryderyk postanowił nieco pograć na nerwach Gnuśnego, co poskutkowało głośnym rykiem i kolejnym atakiem, tym razem w postaci języków ognia wymieszanych z jakąś czarną materią, która gdy tylko czegoś się tknęła, wysysała z tego całą aurę oraz energię, rosnąc przy tym do większych rozmiarów.
  — Ja jestem jedynie ogniwem. Nas jest wielu, niewidocznych dla twojego oka. Tylko głupiec mógłby pomyśleć, że słabe i kruche ciało Drugiego mogłoby być w stanie przeprowadzić tak skomplikowane rytuały. Nawet jeśli tu zginę, moje dzieło trwać będzie dalej. Tego już nic nie powstrzyma, Fryderyku — Gnuśny cisnął w Hisslera wiązką skondensowanej energii, którą ten z kolei przeciął wpół przy pomocy ostrza halabardy. Broń ją wchłonęła.
  Głównym problemem teraz były jednak języki ognia szalejące po całym polu bitwy. A przecież Adelruna czuła się coraz gorzej, coraz słabiej.

Spoiler:
-9 PW, czujesz się osłabiona.
Ilość słów: 502

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw sie 23, 2018 7:59 pm  

  Wszechogarniająca niemoc wywoływała na ciele Alruny ciarki. Czuła, jak włosy stają jej dęba – wszystko przez paniczny strach o to, że okaże się tutaj być najsłabsza. Nie stać jej było już na żadne silne zaklęcie ani nawet eksperymenty z nowymi, co nawiasem mówiąc i tak by się nie udało. I to ją pogrążało, świadomość własnej porażki. Widziała wyraźnie, że błyskawica, w którą władowała sporo mocy, jedynie przebiła się przez tarczę Gnuśnego i lekko go poraziła. Ona tymczasem poczuła się słabo, będąc zdecydowanie zbyt wycieńczoną, jak na tak zaawansowaną walkę. To nie był Pierwszy, ale też i nie Drugi. Coś pomiędzy doświadczonym magiem, a równie doświadczoną bestią. Zawsze pyszna, teraz poczuła prawdziwy strach o swoje życie i chyba pierwszy raz ukorzyła się sama przed sobą, nie wykazując zbytniej dumy. Poza tym nadal była zdeterminowana i nawet jeśli miało ją to kosztować stracenie przytomności, a nawet i śmierć, zamierzała wykorzystać całą swoją energię. Taki był jej cel i nie chciała zboczyć z tej ścieżki. Jeśli raz wkroczyło się w progi Exitium, nie wychodziło się stamtąd. Wielu zginęło i Adel liczyła się z tym, że i jej to może się w końcu przytrafić.
  Gnuśny nie był niepokonany. Kiedy jedna osoba odwracała jego uwagę, dwie inne natychmiast go atakowały, wykorzystując osłabioną czujność. W ten sposób właśnie z rany na udzie tryskała mu krew, a on sam wyglądał na rozwścieczonego. Nie byli mrówkami, które można było rozdeptać. I chociaż każde słowa Fryderyka napawały ją jeszcze większą podejrzliwością, było w nich trochę racji. Mogli coś zrobić tylko współpracując, jak teraz. Niestety Edwin nadal nie był wystarczająco ranny, by móc stwierdzić sukces. Zaklęcie było bardzo potężne, aż gdzieś w środku ją skręciło od zazdrości. Stanęła w miejscu, na razie się nie ruszając.
  Bolał ją już każdy mięsień ciała, jakby właśnie skończyła wyjątkowo bolesny trening. Wciąż odczuwała skutki Entropii, której poniekąd teraz żałowała, że nie zostawiła na później. Przysunęła się bliżej Kaito, przyglądając się, jak bardzo zaklęcie się rozrasta w ich stronę oraz czy Gnuśny wykazuje chociaż odrobinę zmęczenia i czy rana zadana przez Gabriela była poważna. Potem z wyraźną niechęcią wykorzystała ten jakże niechciany dar, aby odezwać się do Cesarskiego: — Możesz zmienić ich aurę? Zatrzymać to jakoś?— obserwowała przy tym, jak języki ognia reagują w kontakcie z wodą – czy ją zasysają, czy paruje w kontakcie z nimi. Wedle poprzednich słów Kaito woda nie miała aury, a to tykało się wszystkiego co żywe i posiada energię. Fauna, flora. To było niczym odżywka dla tego zaklęcia. Dlatego też przeszukała wzrokiem pole, aby znaleźć najbliższy głaz, za którym można byłoby się ewentualnie schować, po przeciwnej stronie płomieni. Głazy nie posiadały własnej energii i aury, były martwą materią... o ile nie ładował w nie żadnych zaklęć, ale to powinno być raczej do wyczucia nieco wcześniej, intuicyjnie. Jeśli więc po którejś stronie któregoś z głazów nie było jęzorów, powinny stanowić dobrą obronę, przynajmniej na krótką chwilę. I tak też postanowiła zrobić, ciągnąc za sobą Kaito, o ile takowy kamień się znalazł. Przykucnąwszy przy nich, zerknęła natychmiast na to, co się dzieje pomiędzy Edwinem a pozostałą dwójką towarzyszy. Przy okazji obserwowała, w jakim stanie jest Gnuśny. Jedyne, co na razie zdołała zauważyć, to fakt, iż lewituje on zdecydowanie niżej niż zwykle. Wtedy też połączyła fakty. O ile zdołałby dotknąć rozmoczonej od sopli lodu ziemi, bądź wylądować chociażby w którejś z kałuży, mógłby zostać ponownie potraktowany prądem z racji przewodzenia tego typu energii przez wodę, jak i ludzkie ciało. Oczywiście, o ile z człowieka coś w nim zostało. Zawsze istniało ryzyko, że prawa fizyki działające na ludzi, nie zadziałają na niego. Należało się z tym liczyć, ale bez ryzyka nie ma zabawy. Jeśli więc zmęczy się go wystarczająco, by stanął na ziemi, to stanie się podatny na ów prąd, a być może nawet własne zaklęcie.
  — Nie możesz spróbować zmienić aury tej bestii? Albo chociaż żeby ją jakoś zmęczyć — dziwnie się jej mówiło, ale musiała przyznać, że to jest najbardziej efektywny sposób komunikacji z jej towarzyszem. Wiedziała doskonale, że nie jest on typem ofensywnego maga, acz nawet drobna zmiana w aurze Edwina mogłaby być przydatna. Wystarczy tylko przytrzymać go na ziemi. Im bardziej go męczyli, tym gorzej się czuł. Trzeba tylko było przetrwać najgorsze, czyli jęzory ognia.
Ilość słów: 892

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz sie 26, 2018 5:08 pm  

Narrator

  Druga nie była już tak pewna siebie, jak miało to miejsce na początku. Śledztwo w Grottham można było spokojnie określić mianem przekleństwa, które siłą rzeczy musiało odbić się na charakterze oraz przyszłej mentalności kobiety. Jednak nie tylko jej się to tyczyło – Kaito również po raz pierwszy w swym życiu mógł zobaczyć na własne oczy tak miażdżącą moc. Oboje doskonale wiedzieli, że jeśli teraz się poddadzą, to będzie ich koniec. Dlatego też, mimo sytuacji na pozór tragicznej, nie pozostawało nic innego, niż dalsza walka.
  Nie, otacza go jakaś bariera. A te języki zachowują się tak, jakby pochłaniały wszystko wokół, ale też odrzucały. Aura, której tkną po prostu znika. Nie przejmują jej. To zwykły ogień, tylko kontrolowany. Za to spróbuję czegoś innego — Iwasaki wychylił się zza głazu, za którym się chowali, a potem pobiegł za inny, zwinnie omijając próbujący dopaść go ogień.
  W czasie, kiedy Cesarski próbował zrobić coś, czego wcześniej nikomu nie wyjaśnił, zarówno Gabriel, jak i Fryderyk nadal ścierali się z Edwinem. Istota co rusz ciskała w obu mężczyzn energetycznymi wiązkami, wyładowaniami elektrycznymi, bądź nićmi ognia. O ile Hissler radził sobie całkiem nieźle, tak Inkwizytor zdawał się być już zmęczony tak długotrwałą walką. Tarcza na jego ramieniu zaczynała zanikać, a on sam jakby spowolnił. Po chwili z ziemi wyłonił się wysoki szpon, zmierzający w stronę mężczyzny. Zakonnik zdołał jedynie obrócić głowę, a potem było słychać tylko chrzęst pękających kości, chlupot krwi i ciętą skórę. Kamienne ostrze przebiło człowieka na wylot, a ten spoglądał w dół z niedowierzaniem, szamocząc się i próbując uwolnić.
  Jednego mniej — skwitował Gnuśny, wznosząc przed sobą kolejny kamienny twór – tym razem ścianę, która miała powstrzymać nadciągającą szarżę Hisslera.
  Edwin zapomniał jednak, że przeciwników na polu bitwy było znacznie więcej. Nie spostrzegł nawet, gdy Kaito znalazł się tuż za nim, korzystając z błękitnej krwi tryskającej z rany bestii. Gnuśnego opatulił iglasty bluszcz, zaciskający się z każdą sekundą i siejący spustoszenie na ciele istoty. Był nieruchomy.
  Kamień okazał się być słabym przeciwnikiem dla Fryderyka, bo ten bez problemu przebił się przez niego i raz jeszcze zagłębił ostrze halabardy w swoim oponencie – konkretniej, w jego szyi.
  To koniec, Edwinie. Zgubiła cię duma — wymamrotał Hissler.
  Moja ścieżka kończy się tutaj, ale Zera kroczą dalej. To nigdy nie była herezja, Fryderyku. To nasza przyszłość — odparł, wydając ostatnie tchnienie. Jego ciało zawisło w bezwładzie na ostrzu. Zaklinacz zepchnął go kopniakiem i wyłączył zaklęcie. Zgnilizna powróciła do stanu normalnego – jednak nie takiego, jaką po raz pierwszy Adel ją ujrzała. Teraz to był zwykły, długi miecz o nieco przekombinowanej rękojeści, schowany do zdobionej pochwy.
  Pomóżcie mu — burknął, kiwając głową w stronę wiszącego na kamiennym ostrzu, wciąż żywego Gabriela. — Ja... Ja muszę odpocząć — przysiadł na jednym z głazów. Wyglądało na to, że to koniec tej bitwy.
Ilość słów: 564

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn sie 27, 2018 5:29 pm  

  Adel nie wiedziała, co kombinował Kaito, ale ufała mu. Był dobrym magiem, chociaż nie lubił otwartych starć. Poza tym sfera aur była nadal nie w pełni odkryta, co znaczyło, że zwyczajnie nie odkrył całego swojego potencjału. Należało dać mu szansę, aczkolwiek obserwowała go uważnie zza swojej maski. Nawet drgnęła, gdy jeden z płomieni niemalże go liznął. Na szczęście nic poważnego się nie stało, a ona na chwilę skupiła się na głównym polu bitwy. Tam niestety nie było lepiej. Cała trójka, podobnie do niej, była zmęczona. Widać to było każdym, szczególnie po Gabrielu, którego podtrzymywane zaklęcia słabły z sekundy na sekundę. Wychylając się nieco bardziej, ujrzała, jak przebija go na wylot jeden z kamiennych ostrzy. Skrzywiła się nieznacznie, widząc obrażenia zadane zakonnikowi. Nie była pewna, czy się z tego wyliże, szczególnie, iż ona sama była zbyt zmęczona, by mu pomóc magią. Jeden nieprzytomny to i tak za dużo.
  Już miała wychynąć i ponownie rzucić jakieś zaklęcie, ale wtedy ujrzała za plecami Edwina Iwasakiego, który do tej pory był praktycznie ignorowany przez bestię. Akcja była szybka i gdy tylko Gnuśny został unieruchomiony przez Drugiego Aur, Fryderyk momentalnie przebił jego gardło, w przeciągu kilku sekund kończąc żywot istoty, jaką stał się były mag. Jego ostatnie słowa nie napawały jednak optymizmem. Drogą dedukcji Alruna uznała, że tak nazwał twór, którym był. Zero. Miało to o tyle sens, że stawiał w tym zestawieniu siebie przed Pierwszymi i Drugimi. A będąc potężniejszym od priori, był sporym zagrożeniem. Kobieta miała nadzieję, że jego słowa się nie ziszczą i był jedynym takim wynaturzeniem. Jeśli nie... to nie będzie lekko.
  Wstała od głazu, gdy płomienie zniknęły. Rozejrzała się po okolicy – czy mgła zniknęła, czy drzewa powróciły do stanu wcześniejszego oraz czy niebo się unormowało. Następnie odchrząknęła jak najgłośniej, sprawdzając, czy zaklęcie Gnuśnego i tutaj przestało działać. Tak czy siak podeszła do Gabriela, samej czując ogarniające ją zmęczenie. Mogłaby go uleczyć, ale kosztem własnej przytomności. Jednak z tego co pamiętała, nie wziął on wszystkich swoich templariuszy tutaj, więc można byłoby ich sprowadzić, aby zajęli się swoim dowódcą. W każdym razie obejrzała ze wszystkich stron mężczyznę, zastanawiając się, czy zdjęcie go stąd teraz jakkolwiek mu pomoże. Patrzyła, jak głęboko tkwi w tym szpicu i jak bardzo teraz krwawi. Mogła zatamować krew na czas przyjazdu jego ludzi bądź tuż po wyjęciu, by dało się go spokojnie przewieźć, ale kosztowałoby ją to jej własną świadomość. Na szczęście było już po wszystkim i nie musiała się martwić o życie. Dlatego też na razie orientowała się we wszystkim, by zaplanować dalsze działanie. Na pewno któreś z nich pójdzie po templariuszy, a drugie zostanie z Gabrielem i Fryderykiem, którego należało nie spuszczać z oczu.
Ilość słów: 566

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 27, 2018 6:47 pm  

Narrator

  Chwila wytchnienia okazała się – dla słabnącej z momentu na moment Adelruny – chwilą wręcz zbawienną. Kiedy tylko mordercze płomienne języki zniknęły, kobieta wstała i zaczęła się rozglądać. Powoli wszystko wracało do normy. Drzewa się prostowały, kawałki nieboskłonu, które wcześniej wbiły się w zamarzniętą ziemię, zaczęły parować, a wraz z tym powracać na swoje miejsce. Czerń miejscami ustąpiła pulsującym, małym punkcikom oraz księżycowi w pełni, który już drugi dzień z rzędu był zabarwiony szkarłatem – chociaż słabiej, niż poprzednio. Mgła opadła, a wraz z nią przeszywający mróz, który teraz był już tylko typowym dla tej pory roku chłodem. Wszelkie wypowiedziane słowa brzmiały normalnie – szept nie był już zwyczajną mową, a zwyczajna mowa krzykiem. Dosłownie wszystko wracało na swoje miejsce. Oprócz Gabriela zwisającego na kamiennym ostrzu.
  Głaz nie był co prawda wyjątkowo szeroki, ale wystarczający, by Inkwizytor przez swoje wierzganie się przypadkowo nie przeciął się jeszcze bardziej. Mężczyzna był po prostu nabity. Przekleństwa wymieszane z pojękiwaniem sączyły się z jego ust, niczym jad z jęzora węża.
  Przestań się tak szarpać, bo tylko bardziej się uszkodzisz, kretynie — Hissler uniósł na chwilę głowę do góry i zrugał Waldgrosseńczyka za jego nieprzemyślane zachowanie. Gabriel rzucił mu gniewne spojrzenie, ale chwilę później rzeczywiście zaprzestał prób uwolnienia się samemu.
  Adel, trzeba go zdjąć i szybko zatamować krwawienie. Od wewnątrz pewnie jest zmasakrowany, to nie będzie zwykłe szycie — Iwasaki położył dłoń na ramieniu Milczki. Drugi wcześniej ziejący nienawiścią wobec Zakonników, teraz odczuwał pewien dług wdzięczności. Ostatecznie to głównie Hissler i Inkwizytor walczyli z Edwinem, a Kaito włączył się do bitwy pod sam koniec – mimo wszystko sporo pomagając. Fryderyk przebiłby się przez kamienną ścianę i bez tego, ale za to nieruchomy Gnuśny był Gnuśnym łatwiejszym do wyeliminowania.
  Dasz sobie radę? — spytał, nieco niepewnym głosem. Odwrócił swój wzrok w stronę Gabriela, po czym zdjął maskę ukazując swe Cesarskie oblicze. Skośne oczka uważnie przyglądały się nieciekawie wyglądającej rany, z której powoli sączyła się krew. Skupił na niej całą swą uwagę, marszcząc przy tym całą twarz. Po chwili Zakonnik zaczął powoli zsuwać się z kamiennego ostrza – a to była bez wątpienia robota Iwasakiego.
Ilość słów: 434

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn sie 27, 2018 7:29 pm  

  Wszystko wracało do normy, oprócz samego Gabriela, który akurat pogarszał swoją sytuację. Chrząknięcie Alruny pokazało natomiast, że nadal zaklęcie się trzyma. Nie wiedziała teraz, co o tym myśleć, więc nie myślała w ogóle, zbyt zaabsorbowana zwisającym zakonnikiem. Utrata takowego, nie mając przy sobie żadnych postronnych świadków, byłaby niefortunna. Bardzo niefortunna, więc należało go za wszelką cenę uratować.
  — Trzeba jak najszybciej przysłać tutaj templariuszy, żeby mogli się nim zająć — powiedziała cicho, załamującym się głosem. Niespecjalnie potrafiła się nim posługiwać, więc wychodziły z niej dziwne dźwięki. Odchrząknęła i spojrzała na Hisslera, po czym i do niego się odezwała. — Ten twój miecz potrafi coś, co teraz by się przydało? — szukała każdej możliwości, ale wiedziała, że jeśli naprawdę chce utrzymać Gabriela przy życiu, będzie musiała użyć swoich zdolności.
  Tym bardziej była zaskoczona, gdy Kaito tak szybko przeszedł do działania i zaczął wysuwać Wachtlera z kamiennego szpikulca. Adel natychmiast stanęła obok Inkwizytora, będąc już praktycznie gotową do własnego zaklęcia. Nie wiedziała dokładnie, czy to było tylko wysuwanie Gabriela z kamienia, czy być może jednocześnie robił coś innego, ale nie przeszkadzała mu, dopóki nie dokończył swego zaklęcia. Dopiero wtedy, gdy zakonnik upadł na trawę, odezwała się do Kaito, natychmiast klękając przy rannym, oceniając spustoszenie w jego brzuchu. Wiedziała, że czasu będzie naprawdę niewiele, dlatego oględziny musiały być naprawdę szybkie. Mogła zwolnić pompowanie krwi do żył, dzięki czemu nie straciłby jej tak dużo, mogła spróbować nieco naciągnąć niektóre części, ale przede wszystkim nie mieli żadnych chirurgicznych narzędzi, co znacznie utrudniało im sprawę. — Masz jakiś plan poza tym? Mogę spróbować go połatać tak, aby nie umarł, ale jestem niemal pewna, że będziesz miał tuż po tym dwa ciała, nie jedno. Trzeba ściągnąć medyka i templariuszy jak najszybciej. Jeśli mam się nim zająć sama, to lepiej biegnij już teraz do konia i sprowadzaj ich.
Ilość słów: 383

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz wrz 02, 2018 6:14 pm  

Narrator

  Młoda Druga nadal była zdziwiona obrotem, jaki przybrały sprawy w Grottham – a dokładniej to na jego dalekich obrzeżach, w jednym z wielu rosnących wokół miasteczka zagajników. Nie spodziewała się, że głos odzyska w taki właśnie sposób. Kobieta miała nadzieję naprawić swe struny głosowe samemu, zdobywając moc, która urzeczywistni jej marzenie. Teraz jednak zostało ono wymazane przez istotę nakazującą zwać się Zerem, stawiać zarówno przed Drugimi, jak i przed Pierwszymi. Jej potęga sięgała wyżyn. Milczka mogła być pewna, że gdyby tylko Gnuśny miał nieco więcej czasu na opanowanie swoich nowych zdolności, byliby – jak to określił wcześniej Kaito – w czarnej dupie. Nadal nieoswojona ze swoim starym-nowym sposobem komunikacji zwróciła się w stronę Hisslera. Jej pytanie właściwie samo nasuwało się na myśl, co jednak tak oczywiste dla Fryderyka nie było.
  A wygląda ci na taki? — uniósł do góry brwi, krzywiąc się lekko. — Miecze z reguły służą do zabijania, nie leczenia — odparł. Wrócił do swojej dotychczasowej zadumy. W tym samym czasie Kaito zdążył ściągnąć z kamiennego ostrza Wachtlera, który powoli – zapewne jego ciało kontrolowane było przez energię Iwasakiego – opadł na trawę.
  Znajdę konie i pojadę jak najszybciej do wioski. Teraz jest nieprzytomny, więc powinien wytrzymać trochę dłużej. Rób z nim co chcesz, ale ja po prostu nie chcę mieć na głowie martwego Inkwizytora. Pal licho templariusza, ale ten mi nie wyglądał na zwykłego pionka — Cesarski w końcu powiedział, o czym przez cały ten czas myślał naprawdę – jak zwykle o ochronie własnego tyłka. Choć rzeczywiście martwy, wysoko postawiony członek Zakonu Niebiańskiego Płomienia mógł być wyjątkowo upierdliwym wrzodem na dupie. Drugi wstał i rozejrzał się wokół, poszukując wzrokiem kierunku, z którego tu przyszli. Chwilę potem pędem udał się w tę stronę.
  Gabriel pozostawał nieprzytomny. Oddychał ciężko, a każda kolejna sekunda zbliżała go do śmierci. Hissler nadal nad czymś myślał, siedząc na kamieniu, aż w końcu coś go drgnęło.
  Wspominaliście coś o Exitium. Gdzie dokładnie znajduje się to miejsce? Ściśle podlega pod Initium? — spytał nieco niepewnie, spoglądając na Adel spod ukosa.
Ilość słów: 408

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości