"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 134
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn cze 11, 2018 5:38 am  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Chimera obserwował szarpaninę z przerażeniem, stan psychiczny jego wybawiciela się pogarszał. Musieli działać i to szybko. Zanim jednak ruszył do tarmoszenia firycyka wrócił do upatrzonego miejsca po jakiekolwiek rykery. Choćby i jednego. Jeśli udało się coś znaleźć pakuje robaka albo dwa w poły płaszcza. Wcześniej jednak wykręca im bezceremonialnie głowy i kończyny jak i odwłoki. Tak dla pewności jakby odtajały i zamierzały gryźć. Potem Kociebor słysząc słowa kobiety powiedział – To chyba jedyna opcja, unieruchom albo poślij pędem do wioski gnanego strachem. W każdym razie trzeba działać szybko bo z każdą sekunda jego umysł będzie coraz słabszy a on już traci resztki umysłu. – po tym zdaniu skupił się na swoich myślach i postanowił sprawdzić co będzie jeśli wyda firyckowi rozkaz własną synapsą jak to robił z własnymi dziećmi by stał w miejscu jak rażony – Stój! – wrzasnął w myślach poza ograniczeniem się do obsługi synapsy od razu przystąpił do pomocy w fizycznej pacyfikacji lekko oszalałego. Wszystko dla jego dobra.
  Nie był zadowolony z tego że prawdopodobnie przyjdzie mu nieść go aż do wioski. Nie miał jednak wyjścia. Nie zamierzał go tutaj zostawić. Czekał więc aż kończyny mężczyzny przestaną się wiercić. Myślał nad użyciem niewielkiej dawki jadu ale wstrzymał się. Zbyt trudno było przewidzieć jak zareaguje jego wycieńczony organizm, musiał więc czekać na działania Drugiej.
Ilość słów: 261

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 107

czw cze 21, 2018 7:13 pm  

Narrator

  Jak się okazało, na bagniskach noc jeszcze była młoda. Nie miało to jednak związku z balowaniem jakichś beztroskich młokosów, o nie. Po prostu, mimo że cała drużyna z powrotem zebrała się na cyplu, niebezpieczeństwa jeszcze się nie zakończyły. Tym razem grozę budził fircyk, a raczej jego przemożna chęć do znalezienia się ponownie w wieży. Kociebor przyglądał się z przerażeniem poczynaniom młodzika i rozpoznając w jego zachowaniu objawy jakiejś chorej więzi, wariacji na temat synapsy między rojem a chimerą. To wszystko sprawiło, że szybko przystał na propozycję kobiety. Druga kiwnęła głową i prawdopoodbnie zaczęła rzucać zaklęcie, gdyż ciało nagiego młodzieńca nagle zaczęły przeszywać rytmiczne drgawki.
  W tym czasie wojownik zdecydował się na rozpaczliwą próbę zatrzymania fircyka na brzegu. Jeden nieostrożny krok do wody, w której czaić się może więcej rybio-ludzkich stworów, a stracą go na zawsze. Niestety, chociaż Kociebor był pewien, że wydał komendę, jej treść nie dotarła do młodzika. Chimera miał wrażenie, jakby znów zadziałał ten magiczny mechanizm uszczelniania, który działał wewnątrz wieży, tym razem jednak zamiast blokować krzyki ze środka, uniemożliwiał wniknięcie do umysłu błękitnookiego. W dodatku owa osłona nie była bierna, gdyż gdy wojownik rozpaczliwie próbował zatrzymać towarzysza, nieprzyjemne trzeszczenie, przypominające trzask suchego drwa, ale zwielokrotnione i głośniejsze niż zwykle, rozległo się w jego głowie. Był to sygnał ostrzegawczy, jednak od tego czasu Kociebor miał wrażenie, że nieopatrznie zwrócił na siebie uwagę tego tajemniczego czegoś, co tak wzywało do siebie fircyka.
  Wojownik zrobił więc jedyne, co mógł w tej sytuacji – posilił się zamarzniętymi rykerrami. Stawonogi od dawna już były martwe, nawet pomimo zagrzebania w kopcu nie uniknęły przemarznięcia, gdy mróz skuł ziemię. Chimerze jednak to nie przeszkadzało, gdy chował kolejne robaki do kieszeni skórzanego palta, jednocześnie przyglądając się trwającej przez jakiś czas bójce pomiędzy braćmi. Skurcze, które opanowały fircyka, były coraz silniejsze, na tyle, że gdy brązowooki odciągał rękę swego wybawcy od włosów brata, to paniczyk sam z siebie zaczął osuwać się. Nie stawiał już oporu, ale gdy tylko fala drgawek minęła, jego ciało było bezwładne niczym zwłoki. Jego brat przerażony patrzył na trupiobladą twarz i tak samo bladą skórę. Nie dało się nie zauważyć, że jasnowłosy był bliski śmierci z wyziębienia. Dziwnym trafem nikt o tym nie myślał, gdy skupiono się na powstrzymaniu go ku wyprawie wprost w objęcia potwora.
Ilość słów: 472

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 134
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw cze 21, 2018 7:46 pm  

  Czując nieznaną mu siłę poczuł się zagrożony, nie dość że nie mógł pomóc to potwierdziły się jego najgorsze obawy, to coś było bardzo podobne i mało tego teraz wiedziało o jego zdolności. Wolał już gdyby nic nie dotarło ale było na to za późno. Nieznana istota stawiła zbrojny opór jego mocy co rodziło poważne pytania czy Kociebor będą w podobnej sytuacji zdoła jej się przeciwstawić. Wyglądało na to że jest gorzej niż sądził.
  Nie mogąc pomóc pakował do kieszeni robale w nadziei że uda mu się coś z nich wyciągnąć. Bójka między braćmi trwała w najlepsze a on był wolnym obserwatorem. I w sumie dobrze, nie zamierzał na razie ryzykować że to coś opęta też jego. Skończywszy z kilkoma próbkami wyszeptał do kobiety – Chciałem sprawdzić co to jest i poczułem wokół niego jakby osłonę, coś jak z dźwiękiem w wierzy ale gorzej, oparło mi się i kontrowało. Nie jest dobrze to nieznany mi jakiś rodzaj zbiorowej świadomości. –
  Gdy podszedł i próbował odciągnąć rękę znanego już mu lepiej siostrzeńca ten zemdlał, skurcze ustały i jego ciało z wolna opadło. Gdy tylko jego brat zaczął patrzeć przerażony Kociebor szybko założył swoje ubrania i przykrył Firycyka jego ubraniami wytrzepawszy je szybko. Nie mają siły ich zakładać liczył że albo zrobi to ktoś inny (tu miał na myśli jego brata), był za to gotowy pomóc nieść go we dwóch. – Bierzmy go szybko zanim zamarznie, tak on jak i my, biegiem do wioski. Bocianicha musi go zobaczyć, poza tym wyjdziemy z zasięgu tego czegoś. Niesiemy we dwóch czy bierzesz go na kark i nieco ogrzejesz? – mówił szybko i nie ukrywał lekkiego przerażenia działaniem tajemniczej siły, bał się cholernie co to było i nie był pewien na ile jest w stanie to zatrzymać. Pytanie nie brzmiało tylko czy ochroni kogokolwiek innego tylko czy zdoła ochronić siebie. Ale musieli już ruszać, było za zimno na dysputy.
  Idąc prowadził ich najszybszą drogą ponaglając tylko – Biegiem, biegiem póki starczy sił.
Ilość słów: 388

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 107

sob cze 30, 2018 7:57 pm  

Narrator

  Rozpaczliwa próba zatrzymania fircyka dała Kocieborowi cenną wiedzę. Niestety, wiedza ta była przerażająca i świadczyła o niebezpieczeństwie. Młodzieniec wiedział już, że cokolwiek zawładnęło umysłem błękitnookiego, posiadało moc na tyle potężną, by skutecznie stawiać opór atakowi, a nawet pójść o krok dalej. Chimera mógł tylko przeczuwać, co go czeka w przyszłości, gdy przyjdzie mu zmierzyć się z tą siłą. Wizja owa nie napawała go entuzjazmem, zwłaszcza że wątpił w to, że sam da radę zmierzyć się z tą mącącą umysł istotą. Młodzieniec, pogrążony w takich właśnie ponurych – ale przecież w pełni uzasadnionych, biorąc pod uwagę rozwój sytuacji – rozmyślaniach, zbierał kompulsywnie kolejne zamarznięte robaki. Rykerry tkwiły w stanie hibernacji, niezdolne do ataku. Ich zakończone ostrymi niczym sztylety pazurami odnóża były nieruchome i kruche, często łamały się, gdy chimera chwytał je nieostrożnie. Młodzik był jednak zbyt zaabsorbowany ważniejszymi sprawami, by zwracać uwagę na to, że rozsypuje dookoła szczątki stawonogów, a sam na dłoniach ma drobne ranki powstałe w wyniku zacięcia. W końcu gdy człek bądź chimera jednej nocy kilkakrotnie uniknie śmierci, nie zwraca uwagi na tak trywialne rzeczy, jak gęste, ale nieliczne krople własnej krwi ściekające na śnieg...
  Tymczasem Kociebor jedynie obserwował walkę pomiędzy siostrzeńcami Drugiej, jednocześnie napełniając swoje kieszenie. Bał się na razie zainterweniować, zupełnie jakby przez dotyk nagiej skóry fircyka mogło na niego przejść owe opętanie. Czego jednak nie bał się zrobić, to poinformować ciemnowłosą o swoim odkryciu. Kobieta na pozór zachowała spokój, ale młodzieniec zauważył, jak spod starannie nałożonego makijażu przebijała się trupio-blada skóra. Oczy niewiasty zrobiły się wielkie ze strachu, a źrenice powiększyły się co najmniej dwukrotnie. Ciało się spięło, instynktownie gotowe do ataku. Oczywiście, wszystkie te reakcje, choć zupełnie nienaturalne, na nic nie mogły się zdać w obliczu czyhającego na nich niebezpieczeństwa.
  – To jest… stanowczo zbyt silne, by mój mąż mógł za tym stać. Nie sam –Druga wydała się przerażona, chociaż już wcześniej mówiła, że zniekształcenia wokół wieży nie mogły być spowodowane działaniem jednej osoby. Po chwili bogaczka zebrała myśli i zapytała, akurat w chwili, gdy jeden z braci silniej pociągnął za jasne włosy, wyrywając ich całą garść: – W jaki sposób zwykle działa znana ci zbiorowa świadomość, skoro to nie jest to, z czym mamy do czynienia tutaj?
  Minęło jeszcze trochę czasu, a walczący bracia zostali w końcu rozdzieleni. Nagi fircyk leżał na ziemi, bezładnie okryty własnymi ubraniami przez Kociebora. Drugi siostrzeniec ciemnowłosej przez chwilę klęczał obok, dysząc ciężko. Był zmęczony walką i oszołomiony, jednak na widok skóry tak jasnej, że aż błękitnawe, zebrał się w sobie i zaczął żmudny proces ubierania. Nie było to łatwe, gdyż ofiara wieży czy też potworów z nią związanych była nieprzytomna i nie mogła współpracować. Z wszystkich sztuk odzieży najbardziej uporczywe były spodnie. W końcu jednak nieprzytomny fircyk nie raził swą nagością i wyglądałby całkiem przyzwoicie w swym drogim, gustownym ubraniu, gdyby tylko nie było one oblepione wodorostami a on sam nie sprawiał wrażenia, jakby ktoś go przeżuł i wypluł. Nikt jednak w tym towarzystwie nie przejmował się względami estetycznymi nieprzytomnego towarzysza. Kociebor zarządził jak najrychlejsze zaniesienie go do Bocianichy i gdy już razem z fircykiem brali go na ręce, Druga wyraziła swe wątpliwości.
  – Czy ufasz tej kobiecie na tyle, by… Pokazać jej mojego siostrzeńca? Może okazać się podejrzliwa, gdy przyniesiemy do niej nieprzytomnego młodzieńca w pełnym rynsztunku. – Oczywiście ostatnie słowa kobiety były przesadzone. Fircyk nie miał już kuszy, a niewprawne oko raczej nie dostrzegłoby w nim wojownika. Jedyne, co rzucało się w oczy od razu, to to, że młodzieniec ów niewątpliwie kąpał się w wodnej toni i teraz jest na skraju życia i śmierci.
  Tymczasem brat nieprzytomnego, zniecierpliwiony tym nagłym opóźnieniem, przerzucił ciało przez ramię niczym wór kartofli. Spojrzał z gniewem i przerażeniem na swoją ciotkę, nie śmiejąc zadać pytania, czy bardziej obawia się o życie krewnego, czy o to, że jakaś wiejska baba domyśli się powodu nocnej wyprawy.
Ilość słów: 790

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 134
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob cze 30, 2018 10:11 pm  

  Ignorując ranki na dłoniach Kociebor patrzył się w przestrzeń jak tamci dwaj sobie radzą. Nawet zamarznięte Rykerry okazały się groźne. I dobrze w końcu to na tym mu zależało. Jego zgęstniała krew ciekła po śniegu zostawiając ciemne plamy. Był przytłumiony i wykończony. Musiał szybko zając się sobą. Tak to prawda bał się. Cokolwiek było w tej wierzy było błędem. Potwornym błędem.
  Widząc Drugą zrozumiał że nawet ona się boi, on też odczuwał strach ale ten powoli zaczynał zmieniać się w coś innego. Konkurencję, coś jak gdy jedno mrowisko odkryje inne. Teraz musiał zmierzyć się z czymś tak podobnym że czuł jeszcze większy przymus bo zabić to coś i zniszczyć to przeklęte miejsce. Słysząc jej bezwładne słowa a potem pytanie odparł tylko – Powiem w drodze madam, nie teraz czas na to i nie jest to dobre miejsce.
  Gdy w końcu powalony młodzian leżał na ziemi i Kociebor wraz z drugim z braci szykowali się by go zabrać zabrzmiało pytanie Drugiej. Lata ukrywania się i skrytobójstwa zrobiły swoje, wiedział już jak myśli Druga, oni byli jej narzędziami. Nie karcił jej w głowie już, rozumiał jej strach. Faktycznie to mogło zgubić nie tylko ją ale też i samego chorego gdyby wydarzyło się tam coś złego ale nie był to na to czas. Odpowiedział jej – Ufam bo mnie nie wydała a mogła i ufam bo właśnie jest u niej cała moja gromadka potworków, ufam jej bardziej niż komukolwiek w tej zaplutej wsi. Ale to nic nie zmienia bo nie mamy czasu. On tutaj umrze jeśli nie ruszymy się a i my do niego dołączymy w najbliższym czasie. I daj boże pełny rynsztunek, jeśli widziała wężowy ogon to byle pancerz nie zrobi na niej wrażenia. A tera w drogę, mam jeszcze sporo do wyjaśnienia. – skinął dłonią i poprowadził ich w stronę wioski tak szybko jak się dało.
  Po drodze zaczął zaś mówić cicho i powoli – Co się tyczy tego czegoś i ogólnie zbiorowej jaźni. To co ja znam ma pewne zabezpieczenie, nacisk woli poszczególnych jednostek nie akumuluje się. Każda z podległych synaps jest traktowana osobno i o ile mogę na raz wydawać im rozkazy to o tyle ich umysły nie mogą łączyć się razem. Mój może połączyć się z każdy ale ich mogą tylko ze mną. A raczej z synapsą dominującą. Tutaj coś jest nie tak, nie wiem czemu ale on został zarażony obłędem przez jedną istotę a korzysta z tego inna. Inna wydaje rozkazy i on czuje ból innej. Tak nie powinno być, umysły tych dwóch są połączone. Gorzej ich moc jest połączona a to sugeruje mi jedno. Choć oczywiście mogę się mylić. – skupił się na chwilę po czym kontynuował idąc przez śnieg i zaspy – Zacznijmy o tym od czego zaczęłaś jeśli mogę mówić ci per ty madam. To jest możliwe, wystarczy by nie zabezpieczył się przed wpływaniem na siebie umysłów podległych mu istot. Wtedy one rosną w siłę a kiedy ich moc jest dość duża ich dusze wchłaniają jego. Ten twór jest zlepkiem umysłów ale nawet jesli stoi za nim twój mąż to dawno nie żyje stłamszony przez instynkt. Nie rozumiem tylko jak potrafi wpływać na inne obiekty bez synapsy odbierającej, to nie powinno się zdarzyć. Jedyne co ma wyjaśnienie to że ów umysł podłączony jest do maga i jego aura roznosi się poprzez jego sługi. To nie on rzuca zaklęcie ale cały rój przez niego. Tak czy inaczej moja synapsa a przynajmniej moich stworów nie przyjmuje rozkazów od nikogo poza mną. Może za to ją zakłócić ale to czego się boję to że spróbuje wtargnąć do mojego umysłu lub kogokolwiek z nas. Im więcej pochłania tym silniejszy sie staje. Żywe organizmy to dla niego tylko budulec, stąd pewnie taka dekoracja ścian. Nie bój się pani, zwyciężymy to bo każda inteligencja zbiorowa ma jedną wadę którą znam dobrze. – ściszył głos – One czują nawzajem swój ból, jeśli chcemy wygrać trzeba ich męczyć. Zadawać im tak potworny ból aż poczują go wszystkie organizmy w sieci. Z tego co widzę już podpalenie odniosło skutek. Ale pomyśl proszę jak poczują się inne stwory jak w jednego w nich wejdzie taki robal i zacznie torować sobie drogę wzdłuż wnętrzności. Co poczują gdy jego skóra zacznie płonąć a ich ciała zatrują toksyny. Odpowiedzią jest niewyobrażalny ból. Wtedy instynkt przejmie nad nimi władzę i ruszą do ataku z wszystkim co mają chcąc skończyć ten koszmar. I wtedy ich zabijemy, z każdym zabitym będzie gorzej dla nich. Nie bój się więc Droga pani. Nasze życie nie jest zagrożone tak bardzo jak myśleliśmy. Ale cieszę się że stamtąd wyszedłem. Żywy... i ty też odzyskasz i swój towar i oszczędzisz żywota. – pociągnął smętnie i skinął – Ruszajmy szybko.
Ilość słów: 907

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 107

wt lip 03, 2018 7:40 pm  

Narrator

  Jeśli rację mieli ci, którzy mówili, że zapach strachu da się wyczuć nawet z ogromnych odległości, to drużyna musiała się liczyć z tym, iż mogą zostać łatwo odkryci. Wszyscy, poza nieprzytomnym młodzikiem, lękali się o swój los. Kociebor, który apatycznie zbierał kolejne rykerry i niewiele sobie robił z drobnych, ale licznych ran, a nawet z tego, że krwawił. Druga, która wcześniej zdawała się tak pewna siebie, a teraz z przestrachem rozglądała się dookoła, z niechęcią ale i podziwem patrząc na wieżę, źródło wszelkiego zła. Drugi z fircyków, którego brat nie tylko omal nie zginął – i to dwa razy! – ale też pod wpływem jakiejś klątwy chciał ponownie ruszyć ku niebezpieczeństwa, do którego lgnął jak ćma do lampy, nie bacząc na to, że zdradzieckie światło przyniesie mu śmierć. Wkrótce jednak Kociebor wyrwał się z tego kręgu przerażonych. Nim chimera zdołał pogrążyć się w całkowitej apatii wynikającej z czysto zwierzęcego strachu, dał się ponieść kolejnemu instynktowi – chęci walki. Czuł, że cokolwiek to było, co egzystowało w zatopionej twierdzy, musi się z tym zmierzyć. Wstąpiła w niego determinacja właśnie wtedy, gdy czarnowłosa zdawała się nieco przygasać, gdy zadała pytanie o zbiorową świadomość. Chłopak jednak wiedział, że nie czas to był ni miejsce – zwłaszcza to drugie – aby pozwolić sobie na edukowanie innych. Należało jak najprędzej oddalić się od jeziora i zregenerować siły. A także nie pozwolić, by błękitnooki zmarł z przechłodzenia.
  – Dobrze, masz rację, nie jest to… Musimy stąd odejść –zgodziła się kobieta, tylko po to, by po chwili znów zaprotestować. Kociebor jednak nie odczuł irytacji, w przeciwieństwie do siostrzeńca Drugiej. Chimera dobrze wiedział, co to znaczy być zmuszonym do dbania o zachowania tajemnicy własnej tożsamości. Wiedział, że wieśniacy, chociaż słabi w pojedynkę, mogą zesłać spore kłopoty, gdy zaczną drążyć. Zwłaszcza, gdy tym samym zwrócą uwagę kogoś, kto rzeczywiście może stanowić godnego przeciwnika. Młodzian postanowił więc czym prędzej uspokoić obawy niewiasty, nie tracąc cennego czasu. Nigdy nie wiadomo, jak długo ciało fircyka będzie w stanie walczyć. Ani, czy kolejny tabun potworów nie czai się gdzieś w pobliżu. Druga odetchnęła, czemu towarzyszyło wytworzenie się sporego obłoku pary. Spojrzała na swojego siostrzeńca i skinęła głową na znak zgody. Dopiero gdy ruszyli, odpowiedziała:
  – Ta kobieta… Wydaje się odpowiednią osobą w takim razie. Mam nadzieję, że nas nie zdradzi, chociaż w naszej sytuacji rzeczywiście lepiej jest działać niż wszystko roztrząsać –po tych słowach nastąpiła cisza. Fircyk niósł swego brata, co chwilę musząc poprawić zsuwające się z pleców, bezwładne ciało. Nie pozwolił jednak nikomu odebrać sobie tego ciężaru, co było tylko z korzyścią dla chimery. Chociaż młody wojownik starał się jak mógł, nie mógł poruszać się tak szybko jak zwykle. Jego krok był ciężki, mięśnie obolałe i sztywne, a oddech dość płytki. I on potrzebował odpoczynku, a niesienie swego wybawcy mogłoby go zbyt zmęczyć. W dodatku szedł przodem, przedzierając się przez krzewy otaczające wioskę, a potem przemykając między budynkami. Szczęśliwie wszyscy spali, jedynie z okien domu brata Cieszybora sączyło się niezbyt mocne światło świecy. Pochłonięty żądzą pomszczenia swego dziecka ojciec musiał siedzieć do późna i obmyślać różne plany zemsty. A może to jego potulna żona modliła się do Onych, aby Salusia miała dobry żywot w zaświatach, a jej mąż pogodził się ze stratą? Nikt jednak nie zwrócił na nich uwagi, gdy chimera tłumaczył zasady działania zbiorowej świadomości, a Druga zadawała dodatkowe pytania.
  – Połączone? To możliwe, jeśli oba te potwory pochodzą z tego samego źródła, prawda? Jeśli powołał je do życia jeden rytuał, albo… –zasugerowała zaintrygowana niewiasta. Widać było, że pomimo wizji niebezpieczeństwa, czuje ekscytację. Obudziła się w niej dusza naukowca, zapragnęła zbadać owo dziwaczne zjawisko. W tej chwili nie chodziło jej o życie własne lub siostrzeńca. Kobieta jednak dała Kocieborowi dokończyć myśl i dopiero na koniec zasypała go kolejnymi przemyśleniami, a właściwie myślami, które przyszły jej do głowy, gdy słuchała wyjaśnienia młodziana. Mówiła szybko, jakby chciała, aby słowa nadążały za ideami, które zjawiły się w jej umyśle. Jakby miały jej uciec, gdyby nie wyrzuciła ich z siebie dostatecznie prędko. – A jeśli to nie mag od początku łączył się z tymi istotami, tylko synapsą dominującą uczynił jednego z tych potworów? Czy to nie byłoby lepsze, gdyby ufał, że są dostatecznie krwiożercze, by spełnić jego cel? Nie zostałby wtedy stłamszony przez swój „rój”, ale… I och, to pewne, że te stwory mogą być w pewien sposób samodzielne? Że to one, nie mag, reagują na interwencję i to one podejmują działanie bez szczegółowych instrukcji… Jesteś pewny, że ból jest ich jedyną słabą stroną? I czy jeśli taka istota nie przejmie nad tobą kontroli, nie zacznie kontrolować też twych dzieci?
  Gdy Kociebor odpowiedział już na wszystkie pytania, oto znaleźli się przed chatą Bocianichy. Gdy już jasne było, że drużyna zmierza to tego nędznego budynku, fircyk wydał z siebie – trochę głośniejsze, niż było to konieczne – westchnienie ulgi. Po chwili ze środka wyszła akuszerka i widząc twarze swoich gości, z pośpiechem zaprosiła ich do środka. Chatynka, chociaż zbyt ciasna dla tylu osób i bardzo uboga, po wydarzeniach tej nocy wydawała się niezwykle przytulna. Dzieci Kociebora kuliły się razem w posłaniu utworzonym ze starej derki, a na widok swego rodziciela, w końcu się odprężyły.
  – Trzęsły się jak osika od dobrej godziny. Próbowałam je uspokoić, nic jednak nie wskórałam. Zbiły się w kupę i nie reagowały, jakby sparaliżowane strachem – powiedziała niewiasta, jednocześnie wlewając wody ze dzbana do kociołka, który powiesiła nad paleniskiem. – Ale, widzę, że wasz towarzysz przemarzł. Zimowa kąpiel w jeziorze nie jest dobrym pomysłem. – Powiedziała staruszka surowo, jakby karciła niesforne dzieci. Jednocześnie zmierzyła Drugą niechętnym spojrzeniem. Czarnowłosa jednak zdawała nic sobie z tego nie robić, zamiast tego przyglądała się wiązankom ziół uwieszonym u stropu, mimo że przecież musiała zauważyć wzrok starowinki.
Ilość słów: 1170

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 134
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt lip 03, 2018 9:52 pm  

  Gdy ruszyli chimera poczuł ulgę, w końcu wracali z tego lodowatego piekła. Droga powrotna ubywała mu na rozmowie z Drugą jak i obserwacji otoczenia. Słysząc jej zgodę na pomoc akuszerki odetchnął z ulgą. Inaczej fircyk prawie na pewno by zmarł, teraz powinno się udać i go wyleczyć i pozbyć się tego efektu synapsy.
  Rozmawiając w ciemności z Drugą odpowiedział na jej sugestię cichym i zziębniętym głosem – Bardzo prawdopodobne, albo powstały w jednym albo wszystkie one są skutkiem jednego. Skutkiem w sensie one powstają w wyniku rytuału albo przynajmniej tak się komunikują. Tak trzeba przyjąć, to najlepsza na razie teoria. – rozmawiając dalej na jej słowa o jej byłym mężu popatrzył się jakby składając kondolencję w spojrzeniu. Nie sądził żeby mag żył, nie pasowało mu to do koordynacji przeciwnika i tej magicznej aury, tak samo jak oddziaływanie z otoczeniem. Coś jeszcze musiało się tu kryć. Zaczął kolejny wywód – Jest to możliwe tylko nie rozumiem w jaki sposób mógłby wtedy przejąc kontrolę nad człowiekiem. Coś mi tutaj nie pasuje ale to najbardziej logiczne rozwiązanie. Pytanie tylko czy posunął się do niego. Załóżmy jednak że masz rację, to oznacza że w jakiś sposób twój Siostrzeniec musi odbierać sygnały. Możemy sprawdzić tę teorię jeśli go dokładnie przebadasz. Musi istnieć coś zdolnego odbierać to co robi ów rój. Martwi mnie jednak podobieństwo między tymi dwoma synapsami. Nie powinienem być się w stanie połączyć z nim i vice versa. To znaczy że magia która stworzyła to coś jest bardzo podobna do tego co opracował mój ojciec. I dobrze podsumowałaś. Jeśli przejmie kontrolę nad moją osobą wszystko mi podległe będzie w jego mocy. Temu nie chcę brać żadnych dużych stworów. Tym bardziej że może zagłuszyć moją komunikację albo nawet przejąć kontrolę. Ja powinienem mimo wszystko stawić opór. Z tego co wiem nigdy nie miałem połączenia odbierającego. Jak by to powiedzieć. Hmmmm nigdy nie byłem sługą w tym połączeniu, mój organizm nie działał nigdy w roli przenośnika czyjejś woli. Ale jest jeszcze inna droga. Owszem nie tylko ból jest słabością. Zagłuszanie mianowicie działa w obie strony. Mogę spróbować zagłuszyć ich komunikację tak jak oni moją i po to mi rykerry. Jeśli podłączę się do roju dziesiątek małych stworków powinienem być w stanie wytworzyć "hałas" tak silny iż zagłuszy ich komunikację. No i w razie czego robale łatwo spalić. – podsumował – Jest bardzo dużo niewiadomych ale musimy polegać na sile ognia i przewadze zasięgu. Jeśli masz rację i w tym umyśle nie ma ludzkiego pierwiastka lepiej dla nas bo nie zna taktyki i możemy swobodniej podchodzić. – skinął na okoliczne domy – Jesteśmy już blisko, uważajmy teraz. Tę rozmowę trzeba jeszcze kiedyś dokończyć. Proszę tylko nie lękaj się madam. Pozbycie się tego plugastwa nie będzie takie trudne tylko nie wolno nam dać się opanować panice. – od niechcenie mrugnął przyprószonym śniegiem okiem.
  W środku powitał Bocianichę radosnym uśmiechem – Witaj i niech cię Oni prowadzą! Przybywamy z tych przeklętych bagien. Nigdy bym nie spodziewał się takich rzeczy. W każdym razie dziękuję za opiekę nad maluchami. Jestem twoim dłużnikiem jeśli mogę się jakoś odwdzięczyć daj znać. – słysząc o zachowaniu maluchów powiedział do staruszki – Musiały wyczuć brak mojej obecności i spanikować. Maluchy są bardzo przywiązane jak to małe zwierzaki trzymane od urodzenia.
Choć szczeniaki chyba bardziej się przywiązują, te to chyba by się uspokoić nie dały bez ich właściciela. Ale też może być inny powód ale no o tym potem.
– widząc jak patrzy się na fircyka i słuchając jej słów zapytał – Mogłabyś się nim zająć, w tym tempie dostanie hipotermii. Wybacz skok do wody to był jedyny sposób. – Kociebor tez był zziębnięty toteż czym prędzej udał się w pobliże ognia czy to z pieca czy z kominka czy z paleniska. Oni tylko wiedzą co byle tylko grzało. Widząc minę Drugiej wyczuł napiętą atmosferę i popatrzył od niechcenia w ziemię patrząc po kobietach, wiedział skąd ta różnica i wiedział czemu Bocianicha nie znosi Drugiej, nie chciał narażać się ani jednej ani drugiej. Onie były cennymi sojuszniczkami i czół że potrzebuje oby by rozwiązać zagadkę tej wsi. Tylko jak sprawić by Druga zaufała Wieśniaczce a Wieśniaczka jej. Nie miał pomysłu, odezwał się do siebie w głowie czując że Druga może spróbować szperać mu w głowie szczególnie teraz – Mogłabyś spróbować być milsza, jak by nie patrzeć to dobra i chyba najmądrzejsza po tobie kobieta w okolicy. Macie więcej wspólnego niż sądzisz. – zadał to bardziej w formie testu niż rzeczywistego podejrzenia ale jednak ciekawiło go to nieco czy Druga posunie się do czytania w jego myślach.
Ilość słów: 880

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 107

ndz lip 08, 2018 8:29 pm  

Narrator

  Na szczęście Druga nie była aż tak skupiona na konieczności ukrywania się, że odrzuciła pomysł skorzystania z pomocy Bocianichy. Kociebor odetchnął z ulgą, a cała kompania ruszyła przez zaspy ku Podbagnie i stojącej na jego skraju chatynce akuszerki. Chimera liczył na to, że z dala od wieży, po wyleczeniu przez starowinkę, fircyk zerwie się z więzi łączącej go z hordą potworów. Jak na razie nic na to nie wskazywało, przynajmniej nie wtedy, gdy twarz pięknisia przypominała raczej oblicze nieboszczyka – zarówno z powodu bladego, błękitnawego wręcz kolorytu, jak i zastygnięcia w jednej, pełnej godności minie – a on sam był wciąż nieprzytomny.
  Cała kompania podróżowała w wyjątkowo pięknych okolicznościach przyrody. Czapy śniegu pokrywały nieliczne drzewa, nadając im fantastyczne kształty. Przykrywały też niedostatki wioskowych chat. Drobne płatki śniegu wirowały w powietrzu, niesione ożywczym, przeszywająco zimnym wiatrem. Dookoła panowała cisza, zakłócana tylko przez rozmowę między ciemnowłosą a chimerą. Oboje mówili szeptem, aby nie zaburzyć tej atmosfery i nie zwrócić uwagi mieszkańców Podbagna. Musieli wszak wymienić się swymi poglądami, a zależało im też na dyskrecji. Gdyby jakiś wieśniak usłyszał o synapsach, rytuałach i innych takich rzeczy, niechybnie sprowadziłby na nich kłopoty, chociażby alarmując jakiś zbłąkany oddział Zakonu, o ile takowy stacjonuje gdzieś nieopodal, zaniepokojony anomaliami związanymi z zatopioną wieżycą. Nim jednak którykolwiek z rozmówców o tym wspomniał, trzeba było poruszyć kwestię o wiele bardziej palącą – możliwy mechanizm funkcjonowania potworów.
  – Możliwe wszak, że rytuał nałożony na gniazdo tych monstrów nadał im nowe umiejętności, prawda? –rzekła Druga, potwierdzając raz jeszcze domysły Kociebora. Kobieta zignorowała bądź też nie dostrzegła wyrazów sympatii, jakie zwykle towarzyszą żałobnikom podczas składania kondolencji rodzinie zmarłego. Zamiast tego jednak skupiła się na pewnym szczególe, co też od razu wypomniała, gdy tylko chimera skończył swój wywód: –Zastanawiam się, czy możliwe jest, że mój siostrzeniec został celem z tego tylko powodu, że jest ze mną spokrewniony. Czyli że potwór miał wyczuć mnie, ale, ponieważ mój krewny był wtedy bliżej niego, to na nim skupiły się jego wysiłki. A gdy już wybrał ofiarę, to kolejny potwór skorzystał z więzi. To jednak nie tłumaczy podobieństwa z twoją więzią. Tak jak mówiłeś, może bazą rytuału było to samo, co posłużyło do dania ci możliwości tworzenia synaps? Temu też uważam, że powinieneś uważać na tę więź. Jeśli jest dostatecznie silna, może będzie tą, która uczyni cię odbiorcą? Mówisz, by osłabić ich, tworząc setki odbiorników? Tylko czy to nie osłabi też twojego potencjału? I nie wiem, czy brak ludzkiego pierwiastka ułatwi nam planowanie. Te potwory mogą w końcu mieć znaczną przewagę w odbiorze rzeczywistości, która umożliwia im szybsze reagowanie na nasze działanie, nawet jeśli za owym ich działaniem stał będzie jedynie instynkt. – Kobieta zakończyła w końcu sianie wątpliwości. Oczywiście trudno było posądzać ją o szukanie dziury w całym – zwłaszcza że, jeśli porównywać ich sytuację do przedmiotów codziennego użytku, bliżej im było do rzeszota, trzymającego się w jednym kawałku na zaledwie kilku witkach. Niewiasta, do głębi przerażona potęgą ich przeciwnika, chciała jedynie rozważyć wszelkie możliwe opcje, jednocześnie żadnej nie zawierzając na tyle, by czuć się zbyt pewnie.
  Kociebor wkrótce zakończył tę rozmowę, raz jeszcze uspokajając ciemnowłosą. Trudno powiedzieć, na ile udało mu się dodać jej otuchy, ale próg lichej chatynki Bocianichy bogaczka przekroczyła już z dumnie podniesioną głową. Chimera natomiast serdecznie przywitał się z akuszerką. Staruszka, chociaż zaskoczona widokiem kompanii i przerażona stanem nieprzytomnego fircyka, nie mogła ukryć własnej radości ze spotkania z wojownikiem. Machnęła niedbale ręką, gdy ten wspomniał o byciu dłużniku. Zbyła owe przejawy lekkich wyrzutów sumienia, spojrzała jednak baczniej na rodzica czwórki maluchów, gdy ten wspomniał o innym możliwym powodzie paniki swych dzieci.
  – Ano, teraz nie ma czasu na gadanie po próżnicy. Kładźcie go na stole – rzekła, ostrożnie zsuwając z blatu drewniane naczynia, herbiarz i jakieś odzienie, sądząc po stanie dopiero w trakcie zszywania głównym elementów. – Rozebrać trzeba go prędko, a jak już rozgrzejemy go skórami – jak to dobrze, że mole nie zeżarły tego niedźwiedziego futra do szczętu – to włożymy go do wanny i tam już się ogrzeje dobrze. Duży to chłop, mam nadzieję, że jednak się zmieści. Mój małżonek kiedyś zawsze gderał, że nie może się swobodnie zmieścić, nigdy jednak nowej nie zrobił, tyle że ględził mi przy uchu…  Akuszerka umilkła i zaczęła badać twarz pięknisia. Jego brat ułożył go na stole i prędko zaczął rozpinać kolejne haftki i guziki, a starowinka tymczasem popatrywała w źrenice nieprzytomnego. Nachmurzyła się i spojrzała na ciemnowłosą, właśnie wtedy, gdy Kociebor przekazał Drugiej swoją prośbę o poprawę podejścia wobec wieśniaczki.
  [dialog]– Pani, czy mam rozumieć, że on nieprzytomny jest nie bez powodu? – zapytała Bocianicha drżącym głosem, który zdradzał jej lekki strach w tym samym stopniu, co dłonie kurczowo międlące fałdę szerokiej, kwiecistej spódnicy. Bogaczka skinęła głową i dość spokojnym głosem, patrząc staruszce w oczy, odparła:[/dialog]
  – Tak, musieliśmy umieścić go w tym stanie, aby zabrać go z dala od niebezpieczeństwa. Kąpiel w jeziorze o tej porze jest jeszcze gorszym pomysłem, niż ktokolwiek mógł podejrzewać.  Na te słowa akuszerka odetchnęła głęboko. Nakazała Kocieborowi ściągnąć spod pułapu pęk suszonego kopru i kolendry, a sama ze skrzyni wyciągnęła nieco już wyliniałą skórę z niedźwiedzia, a także flaszę z ciemnego szkła, dogadując do siebie, że teraz trzeba szybko przygotować rozgrzewający napar. Gdy chimera miał już w ręce pierwsze z ziół, usłyszał w swojej głowie odpowiedź Drugiej: Spokojnie, nie chcę uczynić wroga z kogoś, kto może odratować mojego siostrzeńca. Bardzo ją szanujesz, prawda?
Ilość słów: 1134

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 134
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw lip 12, 2018 11:28 pm  

  Słysząc o rytuale Kociebor zasępił się, było to jednak możliwe. Mogło to jednak mieć katastrofalne skutki, ciągle działający rytuał mógł wypaczać okolicę wiecznie. Wtedy nadeszło go podejrzenie czy właśnie to by nie zgadzało się z zapotrzebowaniem na krew. Może używano jej w gnieździe i przy jej pomocy rytuał tworzył nowe stwory, albo coś podobnego. Musiał to jeszcze ustalić.
  Słysząc jej kolejne słowa skinął głową – Masz rację, faktycznie może być dość silna. Zastanowię się jeszcze nad użyciem Rykerrów. – w tym czasie doszedł do innego wniosku który łączył się z tym od Drugiej. Jego reakcja będzie na pewno wolniejsza niż grupy umysłów co sprawiło że ten mogły powoli wydzierać mu robale spod woli i włączać je do swojej woli. W ten sposób szybko rób obrócił by się przeciw niemu. Nie mógł użyć roju. Miast tego pomyślał o innej taktyce i o oszczepach. Sądził że jeśli podszkoli się w opieraniu woli kogoś innego a do tego potrzebował pomocy Drugiej będzie w stanie utrzymać nad sobą kontrolę jak i utrzymać ją nad kilkoma stworzonkami. Na przykład rykerrem na oszczepie. Potem mógłby kazać owemu stworkowi po wbiciu się oszczepu podążyć dalej aż do gardła stwora. To mogło być prostsze niż torturowanie. Ostatecznie jednak w większym stopniu musiał polegać na konwencjonalnej broni i innych zdolnościach. Sądził że duża porcja trucizn przyda mu się bardzo toteż musiał poprosić maluchy w najbliższym czasie o więcej.

  Gdy znaleźli się w środku i Babka zapytała o nieprzytomność fircyka mógł usłyszeć tylko odpowiedź Drugiej. Enigmatyczną choć mówiącą więcej niż się wydawało. Cóż Bocianicha pewnie za niedługo sama dojdzie do tego co się stało gdy znajdzie ślady szarpaniny z pierwszym potworem. Chłopak postanowił wykonywać polecenia akuszerki bez wahania. Cóż na pewno wiedziała co robi. Inaczej i on już by nie żył. Wtedy zdarzyło się coś czego się nie spodziewał .
  W jego głowie zabrzmiał głos Drugiej. Chłopak nie sądził ze test się uda ale nie był bardzo zaskoczony raczej zaciekawiony i rozbawiony. – Szanuję to prawda. Mało kto nie reaguje odrazą na coś takiego. No i uratowała mi życie... Ale wracając do tego "może", sądzę że na pewno jej się uda. To tylko hipotermia i obłęd. Żadnych głębokich ran i wielkich uszkodzeń. Nie może być tak źle. Trzeba go jednak ogrzać. – podawał kolejne zioła kontynuując – Pozwól że zapytam, jak wiele myśli możesz w ten sposób odczytać? Nie żebym zamierzał oponować, najpierw z resztą bym musiał wiedzieć jak.
Ilość słów: 475

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 107

pt lip 13, 2018 6:16 pm  

Narrator

  Wzmianka o rytuale pobudziła umysł Kociebora, niestety zsyłając na niego dość ponure wizje. Młodzieniec jednak się nie poddawał, rozbudził w sobie nawet pewną namiastkę pragnienia dogłębnych badań, jakie odczuwała Druga. Chimera wiedział, że przed następnym starciem trzeba poczynić bardziej staranne przygotowania, czerpiąc z wiedzy i domysłów, które dała im dzisiejsza, niezbyt owocna pod innymi względami wyprawa. Jednym z owych przygotowań miał być trening siły woli przy pomocy ciemnowłosej. Pomysł ów wpadł wojownikowi do głowy, gdy rozważał bezpieczeństwo korzystania z armii rykerrów. Podejrzewał, że ich przeciwnik mógłby systematycznie przejmować kontrolę nad kolejnymi robakami, a oni sami zorientowaliby się, gdy byłoby już za późno. Skoro więc kobieta potrafiła wdzierać się do umysłu chłopaka z wielką swobodą – skoro robiła to nawet teraz, gdy była znacznie osłabiona po poprzednich zaklęciach – czemu by więc nie wykorzystać jej zdolności w taki sposób? Z pewnością dałoby to im pewną przewagę, tak przynajmniej rozumował brązowooki.
  Gdy cała kompania znalazła się w przytulnej, chociaż ciasnej chatce Bocianichy, młodzieniec zdecydował się całkowicie poddać rozkazom starszej kobiety. Tak samo postępował brat nieprzytomnego, który już po rozebraniu brata okrył go niedźwiedzim futrem, a właściwie swego rodzaju kocem wykonanym z oprawionej skóry zdartej z grzbietu dorosłego zwierzęcia. Potem przygotował rozgrzewającą kąpiel, zgodnie z zaleceniem akuszerki pilnując, by woda nie była zbyt gorąca.
  – Najgłupszą rzeczą, jaką można zrobić z człowiekiem zamarzającym na śmierć jest posadzenie go przed ogniskiem w przemoczonych ubraniach, szczelnie owiniętym okryciem. One świetnie izolują – utrzymują zimno. Najlepszą metodę od lat stosują marynarze. Gdy któryś wypadł do wody, wsadzali takiego do ciepłej wody. Nie gorącej, po prostu ciepłej. Potem można dolać nieco cieplejszej wody, ale nigdy wrzątku –pouczała fircyka, gdy ten ręką sprawdzał temperaturę w balii z desek ułożonych w typowy sposób, na styk. Oparł się o metalową obręcz sczepiającą deski i poddźwignął do góry. Potem za poleceniem kobiety poszedł do studni po więcej wody, którą należało dogrzać, aby dolać jej w trakcie kąpieli. W tym momencie Druga została zaangażowana w pomoc. Akuszerka kazała jej rozdrobnić zdjęte spod powały przez chimerę zioła i dolsypać je do garnka, w którym tymczasem rozgrzewała napój z flaszki. Kociebor dobrze znał przyjemny, słodkawy zapach napoju, mimo że do czasu pamiętnej pierwszej nocy w karczmie nie miał dużego doświadczenia z alkoholem. Malinowa nalewka, w której zabezpieczono aromat owoców. Wtedy też Bocianicha uśmiechnęła się niczym chochlik z bajek i dodała: – Mój dziadek był marynarzem, pływał najpierw na kutrze rybackim z Portu Gawron, potem dalej, aż w końcu poznał moją babkę. Wtedy miał dość pływania, bo nie widział żony tak często, jak chciał. Został wieśniakiem i odtąd cała moja rodzina osiadała na wsi. Jakbym miała syna, to może bym pytała, czy nie chciałby zająć się morską tułaczką ale… Oni nie dali mi syna, tylko córkę.
  Ciemnowłosa uśmiechnęła się uprzejmie i gdy jej siostrzeniec wkładał nieprzytomnego bliźniaka do wody, spróbowała nawiązać z akuszerką przyjacielską rozmowę, jednocześnie odpowiadając na pytania Kociebora, które zadał jej w myślach: – Obyś miał rację. Nie jestem może najczulszą ciotką, nie chcę jednak, by ukochani synowie mojej drogiej siostry zginęli. Jeśli zaś chodzi o podsłuchiwanie, najłatwiej jest robić to wtedy, gdy ktoś sam kieruje je do mnie lub też myśli bardzo świadomie. Najtrudniej jest przedrzeć się przez szereg niesprecyzowanych myśli.
  Gdy chimera słuchał tej odpowiedzi, obie kobiety rozmawiały o tym, jak ciężko jest utrzymać małżeństwo, gdy małżonkowie się nie widują. Jak się okazało, Bocianicha również rozstała się z mężem, czy raczej on się z nią rozstał, odchodząc do innej kobiety, którą poznał podczas wypraw do miasta na targ. Żeby dodać goryczy, to właśnie starsza kobieta, wtedy jeszcze w kwiecie wieku, odbierała poród dziecka owej pary. Druga współczująco pokiwała głową.
Ilość słów: 743

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 134
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lip 13, 2018 11:06 pm  

  Kociebor poświęcił się zaś obserwowaniu akuszerki i słuchaniu jej. Jej historia o ojcu i matce nieco go zaciekawiła. To było coś. Dawno nie widział morza. Kiedy to było... Gdy dawno temu wykonywał jakąś misję. Chętnie ujrzał by je ponownie ale po tej opowieści poczuł więcej ciepła do staruszki. Zastanawiało go czy też i jej córki nie ciągnie w świat ale widząc tutaj jej wnuczkę spodziewał się iż zdecydowanie tak nie jest. Było coś magicznego w tym miejscu.
  Ucieszyło go gdy dwie kobiety zaczęły się dogadywać i chętnie słuchał ich opowieści. Szczególnie smutno zrobiło mu się gdy dowiedział się co spotkało Bocianichę. Jej mąż musiał być strasznym łajdakiem. Z tego co wiedział ludzie łączyli się w pary na stałe. Zostawienie kobiety z którą ma się potomstwo było wyrazem ignorancji i braku dbałości o to potomstwo. Co prawda taka strategia gwarantowała większa liczbę ogólnego potomstwa ale nie była dobrze postrzegana. Poza tym było w niej coś zdradzieckiego. Kociebor był uczony bezgranicznej lojalności więc koncept złamania przysięgi lojalności wydawał mu się okropieństwem. Wbrew pozorom poczuł tutaj pewien dyzonans. Jego wiedza mówiły jedno podobnie jak wychowanie ale zwierzęca natura skłaniała się ku zaakceptowaniu wyboru mężczyzny jako logicznego. Sądził że prawdopodobnie mężczyznom ciężko było powstrzymać własną naturę. Jego ten problem nie dotyczył, z tego co wiedział nie mógł mieć normalnych dzieci. Było mu żal starszej kobiety, mimo że przeanalizował powód zachowana mężczyzny dalej uważał to za zdradę i potworną niesprawiedliwość.
  Najwyraźniej tutaj nie uczono iż zdrada równa się śmierci. W jego starym świecie złamanie rozkazów ojca mogło skończyć się karą. Czół do tej pory jak magiczna moc miażdży mu rękę. Zlekceważenie słów ojca było złe. Bardzo złe. I wtedy nie dostawał jedzenia. Musiał dużo polować. Nie dostawał nic do momentu odpokutowania swojej winy. Najbardziej wtedy brakowało mu posłania i zwyczajnej rozmowy. Ale to była już przeszłość. Teraz było tu i teraz, jego ojciec nie żył.
  Powiedział do Drugiej – Nie jesteś złą osobą, wiedzieli jakie jest ryzyko, nie zrobiłaś nic złego co więcej uratowałaś mu życie paraliżując go. Może nie każdy uznał by to za troskliwość ale nie jest to obojętność. Wracając jednak do rozmów w ten sposób, tak więc im większy chaos myśli tym trudniej się w nich połapać. Ma to sens tylko czy da się to kontrolować. Może w podobny sposób można zakłócić moc tego roju. Swoją drogą nie sądziłem że mężczyźni tak oddają się swoim rządzą to tutaj normalne? Tak porzucić matkę swoich dzieci?
Ilość słów: 501

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość