"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 133
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw sie 23, 2018 10:13 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor ucieszył się zarówno z zrozumienia CIeszybora jak i Misława. Wszystko układało się jak powinno. Nie wspomniał o oględzinach Drugiej ale po co ich tym martwić. No i zawsze można podciągnąć to pod "rytuały pogrzebowe" Drugich. W końcu dla ludzi ze wsi tamci byli istną zagadką. Nie było potrzeby tłumaczenia im czym jest sekcja zwłok. Dla nich to mógł być rytuał zapewniający dobry spoczynek zmarłemu. Nie musieli wiedzieć jak działa. Tym bardziej że magiczne zbadanie zwłok nie zostawiało śladów. Prawdę mówiąc takie badanie było nawet czymś co z pewnością bardziej pomagało zmarłemu niż bezsensowne rytuały. W końcu tak można było dowiedzieć się czemu umarł i zlikwidować mordercę. Zmarły raczej pragnąłby żeby jego morderca nie mordował dalej. Swoimi rozmyśleniami Kociebor jednak się nie podzielił.
  Przygnębiony myślami o tym co może wiedzieć Cieszybor postanowił wybadać coś więcej. Powiedział więc – Pójdę chętnie na wódkę i nawet postawię ale muszę coś jeszcze załatwić, będę potrzebował, wideł, oszczepów, liny. Kosa też może być zamiast wideł ale ostrze trzeba postawić na sztorc. Oszczepy mogą być z kijków i gwoździ o ile znajdę tu porządne linki na mocowanie ich ale prawdziwym grotem bym nie pogardził. Picie piciem ale ten potwór dalej grasuje pomożecie? Znajdziemy ów sprzęt i jestem do waszej dyspozycji. Oczywiście zapłacę za wszystko, w pieniądzach albo w wódce.– Było jak powiedział a znajomości z chłopami można było dobrze wykorzystać. Nie potrzebował tych broni na dłużej więc nie musiały być solidne. Z resztą z tego co wiedział kosa i widły potrafiły być straszliwą bronią.
  Gdyby jednak udawali sie na poszukiwania nie umieszka poszukać też żywności. Tej nigdy za mało. Z zapasów ojca miał dużo pieniędzy i nie baczył za bardzo ile ta przygoda go wyniesie. Pieniądze te miały pomóc mu się zaaklimatyzować. Z resztą biorąc pod uwagę gdzie szukał wyposażenia i tak nie wydawał ich tak dużo. Na głowie miał maluchy i zastanawiał się co z nimi. Musiał też im coś przynieść co było kolejnym powodem za poszukaniem jedzenia gdy już zajmą się grobem. To był ciężki dzień a będzie dopiero takim gdy Druga zapyta się go co się tu stało. Jak by nie patrzeć sytuacja jest patowa. Ale najpierw ekwipunek a potem chlanie. Z resztą teraz nie mógł pozwolić sobie a tak wiele. Zastanowił się czy zna jakiś sposób na neutralizację alkocholu. Nie było by dobrze gdyby znowu się upił.
Ilość słów: 469

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 104

ndz sie 26, 2018 5:22 pm  

Narrator

  Słowa wieśniaków i ich zmiana postawy z wrogiej na nieco bardziej uradowały chimerę. Chłopak nie chciał robić sobie wśród Podbagnian wrogów, wręcz przeciwnie, przyświecała mu chęć pomocy. Wiedział jednak, że jego sposób myślenia różni się znacznie od rozumowania wieśniaków – ludzi o dobrych sercach, ale prostych umysłach – i nie odważył się podzielić z nimi swoimi przemyśleniami. Dla nich sekcja zwłok była naruszeniem sacrum, zbezczeszczeniem pamięci o zmarłym poprzez naruszenie powłok jego ciała, dla Kociebora – realnym sposobem na odkrycie przyczyny zgonu i zgromadzeniem informacji, które mogą przydać się żywym, o wieleż bardziej przydatnym niż rytuały i obrządku ku czci Onym. Znajdował się jednak na jaksarskiej prowincji i nie oczekiwał, że znajdzie zwolenników swego podejścia. Rozsądnie więc trzymał gębę na kłódkę i nie próbował edukować chłopów wbrew ich woli i poczuciu wrażliwości.
  Mimo jednak tego, że zarówno Cieszybor, jak i Misław zdawali się otrząsnąć ze swych uprzedzeń – a może to tylko przemożna ochota na alkohol owe uprzedzenia wytłumiła – w sercu wojownika pozostała obawa. W końcu lubiany przez niego mężczyzna, który przecież z jakiegoś powodu miał miecz solidnej roboty, zasugerował jakąś nowo odkrytą wiedzę na temat chimery. Kociebor zbyt dbał o to, aby nie zostać odkryty, swoją tajemnicę powierzając tylko zaufanym osobom, aby pozwolić na to, by wątpliwości i domniemywania urosły w pewność. Nie chciał jednak pytać o to przy pozostałych wieśniakach, a zamiast tego wykorzystał sytuację i obiecując wspólną flaszkę, poprosił o cały arsenał wideł, lin i innych narzędzi przydatnych rolnikom, a mogącym się przydać w walce. Mężczyźni popatrzyli po sobie i w końcu – dzięki bardzo porozumiewawczym spojrzeniom – wybrali Cieszybora na rzecznika, który głosem udającym pewność i opanowanie odpowiedział:
  – A jużci, nie będziemy przecież jako te myszy chować się przed tymi potworami. Jak trzeba będzie, zwołamy kogo trzeba i zbierzemy dużo broni. Nie musisz nam płacić, przecież to wszystko pójdzie na obronę domostw. Oszczepy to pewnie tylko ci, co se czasem ryby łowią na bagnach mają, ale pójdzie się do nich, porozmawia, przekona, a jak nie, to flaszką i widłą do pożyczenia przekona – rzekł, z dziwnym błyskiem w oku sprzedając wizję zastraszania rybaków. Oj, chyba ludzie parający się tu łowieniem ryb nie są zbyt lubiani…
  Po przemowie Cieszybora Misław postanowił się wtrącić i swym piskliwym głosem zapewnił, że już oni poszukają zdatnych kos, wideł i innych rzeczy, osobiście przejdą się od domu do domu i jak trzeba będzie, wyrwą je z rąk prawowitych właścicieli, gdyby ci się awanturowali. Trzej wieśniacy byli tak chętni do siłowego tłumaczenia swych racji, że zamierzali już teraz, gdy tylko wrócą do wioski, zająć się zbieraniem broni.
  – My już tam się tym zajmiemy, wiemy dobrze, kto ma czego i ile, to mała wioska, każdy pilnuje swego sąsiada, czy przypadkiem nie za dużo ma narzędzi… A ty już tam grzej miejsce w karczmie, przydałoby się jeszcze przynieść coś do jedzenia, bo ta mała dziewuszka, co gotowała, już nie pracuje –dodał Cieszybor, tym sposobem zsyłając na Kociebora obowiązek zapewnienia obowiązkowej zagrychy i mimowolnie nawiązując – chociaż nieświadomie – do pragnienia wojownika zgromadzenia zapasów jadła. Teraz więc chimera mógł swobodnie puścić swych kompanów na zbieranie wideł, kos i oszczepów od wieśniaków, a sam zająć się tym, co było niezbędne też i jemu. Chyba że nie ufał rozsądkowi swych znajomków i bał się o życie chłopów, od których jego towarzysze chcieli choćby i siłą wyciągnąć potrzebne sprzęty.
Ilość słów: 671

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 133
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn sie 27, 2018 10:43 pm  

  Z jednej strony odpowiedź chłopów uradowała go... Z drugiej wprawiła w osłupienie... Oczekiwał drobnej pomocy, może skierowania do jakiejś osoby z widłami na zbyciu. Otrzymał zakres broni odpowiadający jakiemuś pospolitemu ruszeniu. Chciał jedną kosę i może ze 4 oszczepy a nie wóz wioskowego rynsztunku. Nie nie i jeszcze raz nie... To by zrobiło zbyt duży rozgłos. Potem to już wszyscy by się zastanawiali co się święci i całą konspirację szlag by trafił. O wiele za dużo. Mimo to nie chciał tracić ich wsparcia. Wydukał spokojnie – Dziękuję jesteście bardzo mili ale ja potrzebuję tylko jednej kosy i ze 4/5 oszczepów. Nie więcej i powinienem za płacić. Mimo wszystko tak zarabiacie na życie a ja nie lubię odejmować dzieciom jedzenia od ust. Proszę przynieście tylko mi te 6 rzeczy a będziecie mieli pełnię mojej wdzięczności. I weźcie to... – podarował im kilkanaście srebrnych monet. Nie wiedział czy starczą. Więc zapytał – Jeśli to za mało dołożę... ale nie wyrywajcie nikomu niczego i nie mówcie po co mi to. Nie chciałbym żeby ktokolwiek zachęcony poszedł na ta bagna i zginął. Plotki mogą sprawić że ktoś uzna że kosa i widły wystarczą. – po czym zastanowił się co z jedzeniem. Wiedział że za pewne nie pójdzie idealnie ale nie za bardzo miał wyjście.
  Zajął się zbieraniem jadła i już miał udać się do dziewczyny która gotowała wcześniej ale bał się o jej stan w związku z stanem dziadka. Wybrał się więc najpierw do nowo poznanego myśliwego u którego ojca kupił nieco skórzanego ekwipunku. Mięso zawsze mógł upiec nad ogniem a surowe z pewnością było lepsze dla chimer. O jakąś zieleninę postanowił zapytać potem karczmarza. Mimo to wstąpił przed powrotem do karczmy do Służki... Był ciekawi co u niej i jak choroba jej dziadka.
Ilość słów: 340

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 104

wt sie 28, 2018 4:28 pm  

Narrator

  Determinacja i ogromna chęć pomocy ze strony trzech chłopów była nie tylko godna podziwu i pochwały, ale też w pewien sposób niepokojąca. Chociaż Kociebor doceniał ich gotowość do zebrania każdej sztuki ostrej broni – kto wie, może nawet poczciwe widelce by się nie ostały – to jednak obawiał się reperkusji owych poczynań. Mężczyźni przeszli jego najśmielsze oczekiwania, niestety, ich postępowanie może mieć opłakane skutki. Chimera chciał chronić wieśniaków, pozostawiając ich w stanie błogiej niewiedzy jeśli chodzi o potęgę czyhającego na nich zagrożenia. Jeśli jednak Cieszybor i jego świta będą chodzić od domu do domy, wzbudzą podejrzenia, jeśli będą siłą wydzierać widły i oszczepy. Możliwe więc, że poinformowaliby znajomków o potworach, a stąd już tylko krok do katastrofy – paniki lub pospolitego ruszenia niezdolnych do wyrafinowanej walki z telepatią wieśniaków. Nic więc dziwnego, że Kociebor postanowił ratować sytuację, nim ta zdołała się popsuć, a przy tym podtrzymać dobre chęci mężczyzn. Wieśniacy wysłuchali jego słów, ale niekoniecznie zdawali się przekonani.
  – Ludziska muszą jednak wiedzieć, co się kroi, przecież ktoś, na przykład te debile łowiące ryby, może pójść nad wodę i zginąć! – powiedział wzburzonym tonem Misław, jeszcze bardziej piskliwie niż zwykle. Cieszybor położył rękę na ramieniu towarzysza w uspokajającym geście i przemówił niczym do dziecka, chociaż patrzył na młodzika:
  – Możemy zastanowić się nad tym, czy i w jaki sposób mówić innym o tych potworach. Można ostrzec rybaków, bo w końcu to ich praca ruszać nad wodę, ale nikt inny raczej nie wypuszcza się zimą nad bagna. Bygost chyba jest na tyle rozsądny, jak na psojebcę, by i zabrać od niego oszczepy, i poprosić, by wpłynął na znajomków, by nie wypływali. –Cieszybor załagodził nieco sprawę, jednak kiedy Kociebor podał im pieniądze, spojrzał na młodzieńca jak na wioskowego głupka. Albo jak kogoś, komu wyrosła właśnie wężowa głowa w niestandardowym miejscu. – – A zabierzże to, człowieku. Nic nie trzeba płacić, przecież tu o naszą sprawę idzie. Jeszcze byśmy zdzierali z chłopaka, co to sam w lichej kurcie ze skóry chodzi i nie ma mu kto zapłacić za ubicie potwora…
  W ten oto sposób sytuacja została ustalona – wieśniacy nie będą niepokoić mieszkańców i rozpowiadać wszystkim, w jakim celu chcą zaopatrzyć Kociebora w widły i kosy, za to nie wezmą od niego pieniędzy, gardząc tą propozycją. Chłopakowi nie pozostało już nic innego, niż dalej się kłócić albo spocząć na połowicznym zwycięstwie.
  Młodzian zgodnie z planem udał się do kaletnika, by od jego syna zakupić mięso. Miał szczęście, bo gdy tylko zbliżał się do chaty, dostrzegł chłopaka, który ledwie szedł, niosąc ubitą sarnę. Ciężar zwierzęcia omal nie przygniatał go do ziemi, toteż rozpoznając chimerę, bez żenady poprosił o pomoc we wniesieniu zdobyczy do domu. W chacie razem ułożyli sarnę na dębowym stole. Ojciec musiał pospiesznie ściągnąć z niego właśnie napoczętą robotę – z kawałka skóry wycinał jakieś kształty, które po zszyciu utworzą jakąś kamizelkę, sądząc po ich zarysie. Również rozpoznał swego niedawnego klienta i zapytał, czemuż zawdzięcza jego wizytę.
Ilość słów: 596

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 133
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt sie 28, 2018 7:29 pm  

  Misław miał rację i to było podstawą aktualnej logiki Kociebora – To też racja, nie możemy pozwolić by wypływali ale jak mówi Cieszybor nie trzeba mówić im tego dokładnie. Albo powiedzieć im tylko że grasuje to licho i trzeba chodzić po dwóch przynajmniej coby nikt nie zginął. W zasadzie to i w Podbagnie by się sprawdziło. Stwór atakuje tylko osamotnione osoby toteż jeśli ludzie będą w grupach trochę go to zniechęci. Poza tym potem chętnie pogadałbym z tym Bygostem w sprawie pożyczenia łodzi. Tak czy inaczej niech nikt nie wypływa sam. Oni chyba sami też wiedzą co dzieje się w wiosce. – ucieszył się z odpowiedzi Cieszybora i jego poparcia.
  Widząc reakcję na pieniądze skłonił głowę przepraszająco – Wybaczcie, niech więc będzie jak mówicie. Nie chciałem was urazić, przepraszam... – w końcu nie zamierzał ich urazić ale poczuł w pewnym momencie że tamci jednak nie zdają sobie sprawy z jego tożsamości. Nie był byle chłopiną w skórzni. Nosił taki pancerz z wygody a nie z konieczności. Cięższa zbroja utrudniała ruchy.
  Akceptując połowiczne zwycięstwo ruszył do kaletnika i jak widać opłaciło się, spostrzegł że jego syn dopadł sarnę. Chętnie pomógł i począł wypytywać chłopaka gdzie udało mu się ją zdobyć po czym zapytał czy mógłby kupić nieco mięsiwa na zapasy. Nie wchodził za bardzo w szczegóły i nie chwalił się że celem połowicznie jest on sam a w większym stopni jego dzieci. Za to powiedział że chcę z chłopakami ze wsi dzisiaj też nieco zjeść a w karczmie gotuje tylko karczmarz od kiedy zwolnił służkę a ta przecież zajmuje się teraz dziadkiem i jej zajmować teraz głowę też nie wypada.
Ilość słów: 318

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 104

sob wrz 08, 2018 1:50 pm  

Narrator

  Kociebor raz jeszcze mógł odczuwać wdzięczność talentowi Cieszybora do załagadzania konfliktów. Poparł chłopa w jego chęci ostrzeżenia rybaków – swoją drogą, do tej pory nikt nie mówił o tym, aby ktoś parał się takim zajęciem w Podbagnie – i tylko ich. Ba, młodzieniec nawet przedstawił pewną strategię dla wypływających na bagniste jeziorka mężczyzn, na co jego towarzysze pokiwali głowami.
  – Powiemy Bygostowi, niech on już się męczy z tłumaczeniem, czemu mają chodzić na ryby po dwóch. Trzeba będzie się im dzielić zyskiem, a te psojebce są cholernie skąpe, nawet z własnej rodziny zdzierają za jakieś śmierdzące wypłosze. – Rzekł Misław, po raz kolejny dając upust swojej niechęci do rybaków. Nic dziwnego, że chcieli im siłą wyrwać ich harpuny, skoro podejrzewano ich o chciwość i wciskanie niedobrych ryb nawet spowinowaconym. A w tak małej wiosce każdy jest w ten lub inny sposób powiązany z resztą mieszkańców, tak więc kto wie, może piskliwogłosy mówił z własnego doświadczenia?. – Ano, Bygost może i ma łeb na karku, ale prędzej trzeba mu obić łepetynę wiosłem niż porozmawiać, jak chcecie jego łodzią pływać. Kocha ją i pieści bardziej niż żonę, a kiedyś to była niebrzydka kobieta...
  Wkrótce spotkanie z trzema wieśniakami się zakończyło. Chimera pokajał się, że uraził mężczyzn, nalegając na zapłatę za wypożyczenie wideł, kos i wszelkich innych ostrych narzędzi. Tamci dobrodusznie wybaczyli ten nietakt i całe towarzystwo się rozeszło, każdy w inną stronę. Chłopi ruszyli na zbieranie potrzebnego sprzętu, a Kociebor postanowił udać się do syna kaletnika, młodego, ale bardzo utalentowanego myśliwego. Młodzieniec dostrzegł chłopaka niosącego ubitą sarnę i pewny co do tego, że zdoła od niego odkupić dość mięsiwa dla siebie, swych wysłanników po harpuny i grabie oraz dzieci. Brązowooki pomógł ułożyć martwe zwierzę na stole i zadowolony, zadał kilka pytań. Młody chłopak pokiwał głową i wydawało się, że wszystko pójdzie po myśli chimery. Do czasu, aż tamten się nie odezwał.
  – Dziw prawdziwy, jak ubiłem tę sarnę. Jak ją zobaczyłem, uciekała przed jakimś czarnym stworem, ale ten wpadł w dół. Parę takich wykopałem wiosną, wiele grubego zwierza się aż do jesieni w nie wpadało i zdychało. Łatwa zdobycz. No ale na zimę zasypałem wszystkie doły, poza jak widać jednym. Sarna przeskoczyła i łatwo mi ją było ubić z łuku, ale ten potwór wpadł, a jak się wyczołgał to poszedł w stronę wody. Dobrze, że nie musiałem w niego strzelać, bo ostała mi się jeno jedna strzała.
  Chłopak zamilkł, ale nie wyglądał na przerażonego z powodu widzianego wcześniej stwora. Zupełni jakby uważał ich obecność za coś jak najbardziej normalnego, tak samo jak to, że w razie spotkania należy do nich strzelać, nie pozwoliwszy się zbliżyć na krok. Nim jednak Kociebor mógł zadać dodatkowe pytania, mówił dalej:
  – Ano, rozumiem, rozumiem. Tylko że potrzebujemy mięsa teraz jak nigdy. Siostra urodziła jakiś czas temu dziecko, ale wciąż jest bardzo słaba i Bocianicha kazała ją dobrze odżywiać. W dodatku matka się pochorowała i mamy jak u karczmarza – mężczyźni muszą robić w kuchni, jak kobiety. Nie umiem za wiele, jako garkotłuk jestem mizerny, to i zwykle połowa jadła się marnuje, bo nikt nie jest w stanie jeść czarnego albo twardego mięsa. Jakbym miał oddać trochę na pojedzenie przy chlaniu, to by dla matki i siostry nic nie zostało.
  Tym oto sposobem Kociebor, który już cieszył się na sarninę, musiał obejść się smakiem. A co gorsza, smakiem musiały obejść się jego rozkoszne maluchy i kompani od kieliszka. Jedno spojrzenie na twarz młodego myśliwego wystarczyło, by chimera zrozumiał, że nie uda mu się przekonać. Chłopak w końcu musiał wykarmić rodzinę, tak jak i jasnowłosy. Niestety, oznaczało to, że wojownik będzie musiał niepokoić służkę lub powiadomić rozochoconych wieśniaków, że nie zorganizował zagrychy. Co jednak omal nie złamało mu serca to wizja głodnych chimerąciek, które patrzyłyby na niego błagalnie, prosząc o jedzenie.
Ilość słów: 754

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 133
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw wrz 13, 2018 1:44 pm  

  To co usłyszał od wieśniaków było wystarczające. Tak samo ucieszyło go przyjęcie przeprosin, nie chciał zezłościć wieśniaków ale było mu głupio zabierać im tak ważne przyrządy. Uznał jednak racje ich argumentów i wolał nie ciągnąc tematu. Wystarczy to co go czekało przy odzyskiwaniu materiałów z wierzy. Zakończy wtedy jednak dwie sprawy za jednym zamachem. W końcu ciało maga wskazywało że ta sama istota która wysysa krew zgwałciła go a łapy były identyczne do ów stworów. Im więcej do tego wracał myślami tym bardziej był pewien.
  Chłopak chętnie pomógł młodzieńcowi i wysłuchał jego historii. Gdy jednak usłyszał o stworze wszystkie inne rzeczy odeszły na bok. Swoją drogą wilcze doły to niezły pomysł. Nigdy takich nie robił ale słyszał o nich. Ale istotą problemu było to co stało się stworowi i bark zaskoczenia młodzieńca. Jakby ten wcale się ich nie bał. Słysząc jego mowę o sarnie kiwną głową – Rozumiem i to jak najbardziej. Wam znacznie bardziej potrzebne to mięso niźli mnie. Sprawa jest jednak ważniejsza. Gdzie ten stwór poszedł i w którym momencie wszedł do wody? Jak bardzo był ranny? Wiesz o nim czy o nich coś więcej. Błagam powiedz wszystko co wiesz... Mają może jakieś nienaturalne zdolności? – popatrzył na niego błagalnie. Te informacje mogły uratować całą wioskę. Ale przecież nie mogły to być byle Bagnaki czy tam utopce. Po chwili dodał – Co się tyczy zaś jedzenia jeśli tracicie aż połowę o pomyślcie może coby jakiejś kobiecie dać to do zrobienia za choćby ćwierć. Jedną ćwiartkę z tej połowy tak przyoszczędzicie a kobieta po porodzie dużo jeść musi jak Bocianicha powiedziała. – przez chwilę kusiło go zapytać o resztki. Dla niego i maluchów nie byłby to żaden problem. Oni zjedli by nawet szpik z kości i zwęglone mięso ale to było by zbyt dziwne pytanie. Wolał nie wzbudzać takich podejrzeń teraz.
  Czekał na jego odpowiedz i starał sobie przypomnieć o tym czego ten go nauczył. W zasadzie mógł sam dzisiaj zastawić wyniki i zobaczyć co się złapie. Choć i tak zamierzał iść na razie do służki popytać. Nie miał za bardzo wyjścia, ostatecznie jedzenie karczmarza zostawało. Jakże kiepsko działał ten świat bez kobiet. Ostatnie co przychodziło mu do głowy to poszukać jeszcze gniazd rykkerów. Owady były nie najgorszym jedzeniem dla maluchów. Równie dobre były by larwy. Im więcej nad tym myślał tym bardziej żałował że nie ma jakiegoś miejsca gdzie może osiąść i przygotować wszystko. Tak bardzo potrzebował domu.
  Nawet ptaki by się nadały i nie pogardziłby ich mięsem. Tylko gdzie takowe znaleźć o tej porze roku. Jego myśli powoli zezwierzęcały się i zaczęło go to niepokoić. Głód przejmował nad nim kontrolę. A po męczącej nocy nie było w tym nic dziwnego. Ale teraz był ważniejszy problem w postaci potworów na bagnach i wierzy.
Ilość słów: 560

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość