Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Żuk w mrowisku

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 168

czw cze 14, 2018 9:46 pm  

Żuk w mrowisku

Leonard Steinhöfer
Initium, 1527 rok


  Odkąd na waldgrosseńskich bagniskach odkryto Maszynę, zaszły tutaj wielkie zmiany, począwszy od wysuszenia terenów, a na wzniesieniu całego kompleksu budynków kończąc. Powstała niezależna od reszty państwa placówka wybudowana na planie koła. Złożona z trzech części, porażała ludzi zmierzających szlakiem kupieckim ku Löwitz swoim ogromem, jednak żaden przechodzień nawet nie podejrzewał, że prawdziwa potęga Initium nie objawiała się w zewnętrznych murach chroniących skromną tak naprawdę część mieszkalną. O wieleż istotniejsze były kolejne, bardziej wewnętrzne pierścienie. O bogactwie zbiorów tutejszej biblioteki i przepychowi gmachu uniwersytetu krążyły legendy, ale tak naprawdę największym skarbem kompleksu było zejście do Maszyny, gdzie odbywała się przemiana ludzi w Drugich i Egzarchów. Wstęp tutaj jednak mają nieliczni spoza grona magów i najbardziej zaufanych współpracowników samego Ernesta von Angerera, gdyż Initium zazdrośnie strzegło swego najważniejszego elementu, bez którego istnienia nigdy by nie powstało.
  Pierścieniowy układ kolejnych części miał w zamierzeniu chronić Maszynę przed wtargnięciem niepowołanych, jednocześnie porządkował budynki zgodnie z ich ważnością. Najbardziej na zewnątrz znajdowały się budynki mieszkalne, a właściwie mnisie cele, gdyż to właśnie przypominają stale niedogrzewane, surowe komnaty pozbawione wyszukanych luksusów. Oprócz tego znajdowały się tu cechy, stajnie, kuźnie oraz inne budynki i placówki, czyniąc zamieszkujących tu magów niezależnymi od dostaw z okolicznych wsi i miast. Dalej znajdowała się uczelnia z przepiękną biblioteką mieszczącą się w strzelistej wieżycy z białego kamienia. Tutaj znajdował się też plac treningowy oraz inne budynki, które pozwalały adeptom ćwiczyć również tężyznę fizyczną. Krąg wewnętrzny stanowiły budynki administracyjne, biura i gabinety, w tym posiadłość Mistrza, a także zejście do podziemi, odpowiednio zabezpieczone zarówno pod względem architektonicznym jak i magicznym w postaci wielokrotnie nakładanych rytuałów ochronnych.
Ilość słów: 386

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pn cze 18, 2018 5:13 pm  

Narrator

  Kondycja całego kontynentu, ba, świata, stanęła pod znakiem zapytania, a Leonard tymczasem siedział w Initium w poczuciu bezczynności. Poczuciu tym większym, że wcześniej zapewniono mu pewną namiastkę wolności, umożliwiając podróże pod czujnym okiem doświadczonych sługusów Angerera. Tymczasem teraz, gdy Pierwsi postanowili na powrót dać znać o swoim istnieniu, a Waldgrossen rozdzieliła wojna domowa, Wielki Mistrz z udawaną troską powiedział, że czasy stały się zbyt niebezpieczne na wędrówki. Wprost nie wypowiedziano żadnego rozkazu bądź nakazu, mężczyzna jednak wyraźnie odczuł, że oto dookoła niego zaciska się stalowa łapa, przytrzymująca go w miejscu. Pod płaszczykiem obawy o jego życie usadzono go w miejscu, mimo że tyle rzeczy mógłby zdziałać wykształcony człowiek posiadający autorytet, erudyta, gdyby tylko pozwolono mu na spotkanie z przedstawicielami tej czy innej frakcji. Oczywiście gdyby tylko takie spotkanie nie pozostało w sferze gdybań. Na razie Leonard tkwił na powrót uwięziony w twierdzy magów, otoczony przez najtęższe umysły, jakimi dysponowało Initium i mógłby kontynuować dowolne badania naukowe. Niestety, owe potężne głowy zajmowały się teraz bardziej przyziemnymi problemami i ledwie dostrzegały kogoś, kto w realny sposób przyczynił się do rozwoju nauki. Arlekin stał się pariasem, samotnikiem pośród setek ludzi, którzy z zakłopotaniem lub zdziwieniem od czasu do czasu przypominali sobie o jego istnieniu, chociaż wszystko to było o wiele bardziej subtelne dla kogoś z zewnątrz. Gdyby Leonard nie odczuł wcześniej serdeczności Drugich i Egzarchów doceniających jego zmyślność i intelekt, może i teraz nie wiedziałby, że jego położenie stało się żałośnie złe. Posiłki jadał sam, ale otoczony był przez luksus typowy dla wewnętrznego kręgu twierdzy. Nikt z nim nie rozmawiał, ale wrota przepięknej biblioteki stały dla niego otworem. Czegóż chcieć więcej dla naukowca?
  Nie minął tydzień takiego traktowania, a do komnat mieszkalnych Jaksarczyka zawitał adept. W pierwszej chwili, sądząc po zakłopotaniu młodzika, który jąkał się i rumienił niczym nieśmiała panna na wydaniu, można go było wziąć za zagubionego ucznia. Trzymana w jego prawej dłoni koperta, zalakowana i opieczętowana pieczęcią samego Angerera, zdradzała jednak prawdziwą naturę młodzieńca – był on posłańcem, a właściwie chłopcem na posyłki. Wyrostek sprawiał bardzo niepozorne wrażenie ze swoim patykowatym ciałem o trochę za długich nogach i rękach, bladej cerze pokrytej miriadami piegów i rozczochranymi włosami w kolorze pszenicy. Nikt zapewne nie zwracał uwagi na postać tak pospolitą, przywodzącą na myśl raczej zwykłego wieśniaka niż adepta sztuk magicznych.
  – Jaśnie wielmożny… ee… Leonard Stein-hö-fer? – wydukał młodzik, przezornie dzieląc trudne nazwisko na sylaby, aby uniknąć omyłki. Jasnowłosy po chwili namyślił się i dygnął jak dziewczyna, nieprzyzwyczajony do ukłonów. Z napięciem czekał na odpowiedź, mieląc w dłoniach kopertę. Na drogim, sprowadzanym aż z Cesarstwa papierze pojawiły się już pierwsze zagięcia.
Ilość słów: 544

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz cze 24, 2018 10:33 am  

  Zamknięty pośród czterech ścian niczym przesłuchiwany zbrodniarz wojenny za swe niecne czyny, mężczyzna pochodzący z Jaksaru już dobitnie zaczynał odczuwać zmęczenie egzystowania pośród luksusów Initium, aczkolwiek wynikało to wyłącznie z patowej sytuacji, w której został postawiony poprzez surowe ultimatum. Leonardowi nie przeszkadzało bytowanie przez długi okres czasu w jednym miejscu, gdyż naturalnie przyzwyczaił się do ślęczenia nad papierzyskami lub własnymi wynalazkami jako rozwijający się naukowiec w swej pracowni laboratoryjnej. Chodziło w istocie o metaforyczny łańcuch, który założył jemu potężny, a zarazem bezwzględny Mistrz Zakonu. Steinhöfer został niemalże odcięty od świata, gdzie sprawa klarowała się jasno – był potrzebny Ernestowi jak złoto. Jako jeden z niewiele członków jego grupy badawczej potrafił precyzyjnie wykonać oględziny aktualnej Maszyny, a następnie zaprojektować modyfikacje, które jak mniema będą niebawem stopniowo wprowadzane do robót praktycznych. Arlekin doskonale wiedział w jaki sposób będzie traktowany i dlaczego, wszak takim stwierdzeniem uraczył jego Angerer na samym początku ich znajomości, a przecież zwykły człowiek nie miał nawet szans przeciwstawić się tak potężnej personie jaką był aktualny lider tak wpływowego ugrupowania w każdej możliwej kwestii.
  Dojrzały geniusz nawet miał przebłysk pomysłu na ucieczkę, lecz szybko jego zaniechał z dość oczywistych powodów. Na przededniu ostatnich dób wyczekiwał jakichkolwiek informacji ze świata zewnętrznego, nieustannie próbując ukoić narastające napięcie poprzez zagłębienie się w pomniejsze patenty przy każdej możliwej wolnej chwili, nie dając sobie nawet krzty odpoczynku. Tego miał najwyraźniej aż ponadto. Na biurku mężczyzny poza garścią narzędzi z jego pozostałym osprzętowieniem, znajdował się elegancko zwinięty papier z pieczęcią nałożoną na jego złączeniu. Przygotowując list do Henry’ego liczył na nawiązanie powtórnego kontaktu ze swym ojcem, choć żaden wysłannik nie zjawił się w jego komnacie pomimo wielu próśb. Pogrążony w tej melancholii łapał się za głowę, odczuwając niesamowity ból związany z przytłaczającą sytuacją polityczną krainy, jak również tą osobistą. W jednej chwili zażył garść medykamentów ze swej podręcznej apteczki z torby, masując skronie.
  Ten marazm został zaburzony ku jego szczęściu jak powrócił z biblioteki nie tak dalej jak godzinę później z garścią ksiąg dotyczących szeroko rozumianego przemysłu. Pewien nieznajomy jemu młodzieniec zapukał do solidnych drzwi pokoju, przekraczając próg wejścia z duża dozą nieśmiałości, a Leonard bacznym okiem obserwował nową postać, uchylając okulary korekcyjne w dół policzków. Miarowo zlustrował jego sylwetkę, dokładnie wysłuchując jego wstępnym słów. Niestety, usłyszał tylko własne, niewyraźnie wydukane miano. – Leonard Steinhöfer, Szanowny Panie. Tak, to jestem ja. – oznajmił pogodnie, wpatrując się następnie w swoistą wiadomość tak kurczowo trzymaną w dłoniach rekruta zakonu. – Rozumiem, że to sprawa wielkiej wagi, która nie cierpi zwłoki? – rozpoznał momentalnie inicjały pochodzące z Czterech Wysp, mrużąc oczy. Gestem dłoni wskazał skinięciem podbródka na zagięte rogi koperty. Westchnął lekko, powracając spojrzeniem na oblicze młokosa i tym samym wyczekując kolejnej reakcji posłańca.
Ilość słów: 573

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr lip 04, 2018 5:30 pm  

Narrator

  Nieważne, że klatka, w której znajdował się Leonard, była pozłacana – na co w jego sytuacji składały się wszelkie luksusy wygodnej siedziby, dostęp do prawdopodobnie najlepiej wyposażonej biblioteki w kraju a nawet na kontynencie, teoretyczna możliwość skorzystania z wiedzy najtęższych umysłów pośród magusów – nie czyniło to owego więzienia bardziej znośnym. Mężczyzna dość już miał swojej sytuacji, niestety nie wiedział, w jaki sposób może zerwać się z niewidzialnego łańcucha, który zatrzymywał go w Initium. Gdyby tylko Angerer nie zostawił czujnych szpiegów w pobliżu Arlekina… Być może nieskłonny do brawury naukowiec zdecydował by się na ryzykowną ucieczkę, teraz jednak miał bolesną świadomość, że sam nie jest w stanie wpłynąć na swój los. Cóż z tego, że został doceniony przez Mistrza, skoro teraz stał się jego więźniem? Ta chwila, gdy usłyszał pochwałę już na samym początku ich znajomości teraz wydawała się wyjątkowo gorzka.
  Mężczyzna rzucił się w wir różnych pomniejszych prac badawczych. Żadna z nich nie była ani szczególnie prestiżowa, ani też przełomowa, jednak razem spełniały swoją funkcję; Jaksarczyk, skupiony na swych zajęciach, czasem zdołał zapomnieć o narastającym napięciu. Oprócz tego pisał list, który mógłby zaowocować odnowieniem kontaktów z ojcem. Nic jednak nie było w stanie skutecznie zdusić niepokój i poczucie apatii, zwłaszcza że do komnat Leonarda nie przybył żaden posłaniec z odpowiedzią. W końcu w drzwiach siedzimy naukowca zjawiła się nadzieja. Wybrała dość niepozorną postać, gdyż zahukany, jasnowłosy młodzian nie sprawiał piorunującego wrażenia, ale jednak przybyła. Gdy nieznajomy wydukał nazwisko Arlekina, ten wyraźnie wyczuł jaksarski akcent. Jego krajan przyniósł list, a sądząc po pieczęci, wieść ta może w końcu zmienić położenie mężczyzny. Nie wiedział jeszcze, w jaki sposób, ale w jego sytuacji każda zmiana wydawała się błogosławieństwem Onych. Wszystko było lepsze niż te ciche dni bezczynności.
  – Onym niech będą… Już myślałem, że zgubiłem się, co jedna siedziba tutaj to piękniejsza… – rzekł jasnowłosy z wyraźną ulgą. Zorientowawszy się, że pozwolił sobie na zbytnią poufałość wobec tak ważnej persony jak Steinhöfer, zarumienił się, a na jego piegowatej twarzy utworzyły się jasne plamy odcinające się od zaczerwienionej skóry. Odchrząknął i zebrawszy się na odwagę, odpowiedział: – Tak jest, przybyłam z polecenia samego Mistrza. Wszemir Maciesza – dorzucił własne nazwisko, wręczając kopertę z drogiego, sztywnego papieru niezwykle gładkiego w dotyku. Nawykły do luksusów Leonard bez trudu rozpoznał dzieło Cesarskich. Jeszcze łatwiej odkrył, że pieczęć broniąca dostępu do dokumentu należała do Angerera. Tymczasem posłaniec w końcu zdołał zebrać się w sobie i dygnąwszy niezgrabnie, pożegnał się z naukowcem. – Ja… Chyba nie powinienem czekać na odpowiedź. Przekazano mi, że moja rola kończy się tutaj. Do widzenia więc.
  Młodzian wyszedł, po drodze potykając się o fotel, który nawet nie znajdował się bezpośrednio pomiędzy nim a drzwiami. Maciesza znów się zaczerwienił i zbeształ sam siebie, na tyle głośno, by do uszu starszego mężczyzny mogło dojść swojskie, ale dość prostackie przekleństwo.
  List tymczasem rzeczywiście zdawał się być dziełem Mistrza, o czym świadczył nie tylko podpis, ale i sam charakter pisma. Wiadomość pozbawiona daty czy też miejsca pobytu autora była zwięzła i zamykała się w zaledwie kilku linijkach:

  Przyjacielu,
  Czasy nadeszły niespokojne, toteż Zakon zmuszony jest prosić Cię o pomoc. Sprawa jest niezmiernie delikatna, zbyt subtelna, by powierzać ją papierowi. Potrzebny jest nam Twoja przenikliwość umysłu, gdyż trzeba odnaleźć pewną osobę, która jak dotąd usilnie pragnie pozostać ukrytą. Zakon przekaże wszelkie środki, aby umożliwić poszukiwania, towarzyszyć Ci też będą znani już kompani, toteż nie musisz lękać się niebezpieczeństw.
  Będę dozgonnie wdzięczny za pomoc,
  Wielki Mistrz Initium
  Ernest von Angerer
Ilość słów: 711

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 08, 2018 3:51 pm  

  Wykształcony mąż z dużą dozą gracji oraz swoistej zręczność przyjął wiadomość do ręki, dzięki czemu zapisany papier wewnątrz koperty nie został jeszcze totalnie poniszczony przez prostego chłopca na posyłki. Długowłosy Jaksarczyk nigdy nie wyśmiewał się ani nie zrównywał z ziemią robotników czy też pozostałych ludzi pracy z zawodów charakterystycznie fizycznych, aczkolwiek z czystym sumieniem przyznawał się do braku tolerancji wobec tych, którzy nie potrafili zachować się w towarzystwie oraz wykonywać swoich obowiązków należycie. Tutaj można było poniekąd odwołać się do punktu drugiego. Nie mniej jednak pilny list został dostarczony do odpowiedniej osoby, a to się liczyło najbardziej w tym momencie niżeli nadmierna kurtuazja. – Piękne pokoje mają też tabliczki na drzwiach, Szanowny Panie. – nadmienił niezłośliwie, informując na przyszłość młodego delegata o wzmocnieniu zdolności orientacji w terenie.
  Odebrawszy niezwykle elegancką korespondencję, Leonard najpierw spojrzał mimowolnie na oblicze nieletniego kuriera przed jej otwarciem. – Zanim Pan pójdzie, niech Pan weźmie to. – dał jemu do ręki trzy korony wraz z pismem do swego rodzica. – Proszę dostarczyć tę wiadomość pod wskazany adres. To, co jest zawarte w tej pieczęci jest dla mnie niesamowicie cenne. Będę tym samym Panu dozgonnie wdzięczny, Panie Maciesza. Otrzyma Pan zapłatę na miejscu. – ze słów Arlekina płynęła radość z pogodnością, lecz oczywiście przykryte to było sporą dawką powagi w połączeniu z wymaganą pośród salonów galanterią, czego młodzieniec mógł nie przejrzeć w jego wypowiedzi. – Do zobaczenia. – zaraz potem podlotek z burzą na głowie pokierował się niezdarnie z powrotem do drzwi, aby je przekroczyć przy utracie równowagi o wygodne siedzisko. W innym towarzystwie można by było to uznać za coś śmiesznego, lecz naturalnie Steinhöferowi nie było do śmiechu. Pokręcił tylko głową na boki jak już Wszemir zniknął z jego pola widzenia na skutek ledwo posłyszanego wulgaryzmu, choć można powiedzieć, że ukradkiem do samego siebie lekko się uśmiechnął. Zabicie monotonii było w istocie zbawienne, a może jeszcze ktoś nie szukający zwady czy też wtyki przekaże bez żadnych uprzedzeń osobistą notkę bez alarmowania służb uniwersytetu. Tylko takiej błahostki teraz zapragnął okularnik, już bardziej rozbudzony widokiem żywej duszy.
  Nie minęło dłużej jak kilka sekund od ich pożegnania, gdy naukowiec odpieczętował depeszę, która trafiła do jego dłoni przed chwilą, ażeby następnie rozpocząć chłonięcie zawartych tam słów. Z każdym kolejnym zdaniem zapisanym własnoręcznie przez Ernesta, Leonard nabywał coraz to bardziej mieszanych uczuć. Klasycznie nazwany „przyjacielem” miał zostać wystawiony na kolejną próbę, choć już tym razem poza murami metaforycznego lochu, do którego został siłą wrzucony. Z prawie poprawionego humoru znowu posmutniał niczym przy pomocy działania magicznej różdżki. Może jednak podróż w gronie znajomych Drugich wydawała się być przynajmniej odrobinę bardziej interesującą, a chociażby tak właśnie starał sobie to tłumaczyć. Westchnął głęboko, odkładając wiadomość von Angerera na krawędź biurka, by potem przymknąć zmęczone oczy. Nie znał swojej przyszłości, choć tak uporczywie umysł mu się kołatał pośród miliona problemów każdego, kogo dotknął konflikt wewnętrzny Waldgrossen.
  Powrócił po pięciu minutach ciszy do analizy zbiorów, kontynuując swój dzień jak gdyby nic się nie wydarzyło. Wewnątrz jednak czuł, że ta misja nie plasuje się w kategorii wakacji na wyspie. To mogła być jednak szansa do dalszego posuwania jego stopniowo kiełkującego planu. Nastał okres oczekiwania, aby wyruszyć pod wodzą Dustina w nieznanym kierunku. Ciekawiło go kiedy to się stanie. No i kim była ta ukrywająca się osoba?
Ilość słów: 653

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pn lip 09, 2018 4:32 pm  

Narrator

  Leonard chwycił kopertę z drogiego importowanego papieru, jakby była skarbem. Piegowaty młodzik mógł się od niego sporo nauczyć w kwestii postępowania z tak delikatnymi przedmiotami, ale adept zdawał się zbyt pochłonięty podziwianiem wszechobecnego przepychu, by zwracać uwagę na takie szczegóły jak to, w jaki sposób prawidłowo chwyta się przesyłkę. Nie umknęła mu jednak uwaga o tabliczkach. Nawet pomimo braku wyczuwalnej złośliwości w głosie naukowca potraktował to jako obelgę, co można było poznać po mimowolnym drgnięciu ciała, jakby właśnie wymierzono mu siarczysty policzek. Zmieszał się jeszcze bardziej, widać było, że marzy tylko o tym, by jak najszybciej opuścić te gustownie urządzone komnaty. Nim jednak mógł tego dokonać, Arlekin wręczył mu korony i list z uprzejmą, ale stanowczą prośbą przekazania go do adresata. Nawet pomimo dość dużego prawdopodobieństwa, że nim dotrze do odbiorcy, zostanie mocno wymiętoszony przez spocone palce Macieszy.
  Wkrótce ów niezapowiedziany gość zniknął, zostawiając po sobie jedynie elegancko opakowany list od samego Angerera i fałdę na dywanie w miejscu, w którym się potknął. Steinhöfer został sam na sam ze swoimi myślami. Oto miał przed sobą przedmiot, który zwiastował tak tęsknie wyczekiwane zmiany. Nic więc dziwnego, że gdy mężczyzna poczuł się na tyle bezpiecznie, by nie obawiać się żadnego podsłuchiwania ze strony niezgrabnego młodzika, otworzył dokument. Jego treść zostawiła Leonarda z mieszanymi uczuciami. Radość z przełamania monotonii mieszała się z niepokojem i poczuciem bycia wykorzystywanym. Z jednej strony w końcu będzie mógł opuścić złotą klatkę, z drugiej – wyglądało na to, że zostaje uwolniony ze swojego więzienia tylko po to, by przejść do następnego. Wszak jego towarzysze pełnią w istocie funkcję strażników, a misja zlecona przez Mistrza mogła zostać przekazana naukowcowi tylko po to, by zająć go czymś i uśpić jego czujność. Mężczyzna odłożył list i pogrążył się w rozmyślaniach. Tymczasem nie podejmował żadnych działań i na powrót oddał się bezczynności pod płaszczykiem tysiąca przyziemnych czynności.
  Mijały kolejne godziny. Słońce wędrowało po widnokręgu, czemu towarzyszyło wydłużanie się cieni rzucanych przez wyszukane meble. Słychać było trochę zbyt pospieszny koncert pierwszych świerszczy. Przez głośne cykanie Leonard usłyszał stukot kołatki u drzwi. O ile można tak powiedzieć, znał ten rodzaj pukania. Gdy otworzył, zobaczył przed sobą niewysoką, smukłą postać.
  – Witaj, Leonardzie – powiedziała miękko Vanya. Nie widać było tego pod maską, ale Arlekin mógłby przysiąc, że niewiasta się uśmiechała. Długie pukle jasnych włosów wystawały spod kaptura skórzanej kurty i był to jedyny element wyglądu Jaksarki, jaki dane było zobaczyć mężczyźnie. Druga odziana była od stóp do stóp w odzienie ochronne, a mimo to nie sprawiała typowego dla magusów wrażenia osoby izolującej się od zwykłych ludzi. Teraz nawet wyczekująco popatrzyła za plecy naukowca, oczekując, że ten zaprosi ją do środka.
Ilość słów: 548

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 09, 2018 11:49 pm  

  Kiedy już jedyny przybyły dotychczas posłaniec opuścił jego gustowne lokum, mężczyzna z kucykiem siedział pogrążony w lekturze oraz własnej zadumie. W międzyczasie podczas pobierania wiedzy z zapisanych kart grubych tomów poprawił wygniecioną wykładzinę, dając znać o swoim pedantyzmie. Nie stanowiło to jednak ogromu kształtu charakteru badacza, a tylko jej nieistotny skrawek. Podsumowując, Leonard należał do grona ludzi, którzy nie szczycili się zdolnościami przywódczymi. Odnajdywał się znacznie lepiej w byciu skrybą oraz skarbnikiem, gdyż takich atrybutów nabrał wraz z wiekiem oraz poprzez wysoce rozbudowaną ścieżkę edukacji. I to być może stanowiło o jego bezradności w polityce prowadzonej przez Wielkiego Mistrza Zakonu, który naturalnie posiadał przerośnięte ego ukryte pod płaszczykiem surowych, chłodnych kalkulacji w kolejnych działaniach na arenie kontynentalnej łącznie z dyplomacją prowadzoną na terenach wysp. Z wielkim rozczarowaniem spoglądał na poczynania „przyjaciela”, toteż w ciszy musiał znosić konszachty zachodzące poza jego jurysdykcją. Jednakże pragnienie zmian nie opuszczało tęgiej głowy Arlekina, bo przecież Ernest von Angerer nie mógł prowadzić swej gry przez nieskończoność. Powoli zbliżały się sądne dni wielu możnowładców, a Initium będzie musiało reagować. Być może to właśnie będą nowego początki. Początki czegoś, co wielu reformatorów śmiało zwie rewolucją.
  Kolejne skrawki czasu mijały geniuszowi błyskawicznie na dalszych oględzinach obszernych woluminów z tematyką techniczną, kiedy nasz poczciwy człowiek nawet nie kwapił się ułożyć do błogiego snu. W przeciągu tego okresu wytrwałej nauki w samotni kreślił coś, co bez wątpienia wyglądało jak zewnętrzna obudowa Maszyny – tej znanej każdemu magowi, która zasiedlała swą potęgą samo serce uniwersytetu. Szkice tego niezwykłego mechanizmu były wykonywane przez syna Henry’ego bardzo starannie, gdzie dodatkowo posiadały autorskie modyfikacje dołożone do oryginalnego tworu z dużą dawką matematycznych opisów określających zmiany, które można tam wprowadzić w stosunku do pierwowzoru. Nakręcony nestor mógłby tak siedzieć pewnie jeszcze z dobrych kilka godzin więcej, posilając się w trakcie przerwy czy też zaspokajając wyłącznie potrzeby fizjologiczne. Strasznym był fakt jak ktoś pełen ambicji potrafił zanurzyć się w tych tak znienawidzonych przez wielu czynnościach bezpowrotnie, lecz ukazało to w jaki sposób utorował sobie drogę do światowego sukces i majątku, jakimi mógł się szczycić.
  Niestety albo wręcz przeciwnie, ktoś powtórnie przerwał mu osobistą burzę idei w mózgu. Podniósł się nieśpiesznie, zażywając uprzednio garść tabletek z apteczki jakoby odruchowo pamiętał, że nadeszła pora na ich spożycie. Uchyliwszy drzwi, wzrokiem przejechał po zamaskowanym obliczu pięknej dziewczyny. Garść włosów wraz z jej głosem zdradziły mu jej osobę. – Dzień dobry, Panno Lovric. Zapraszam do środka. – gestem dłoni ukłonił się przed nią, aby po chwili stanąć z boku przejścia od strony zawiasów, tym samym dając przedstawicielce płci przeciwnej przestrzeń potrzebną do pokonania strefy korytarza. W kolejnym odruchu przeniósł spojrzenie na pobliski fotel, który stał się ofiarą nieuwagi chłoptysia, sugerując jej spoczynek na materiałowym krześle. Od lewej strony ciepłej posadki znajdował się okrągły stoliczek z imbryczkiem oraz dwoma filiżankami. Jaksarczyk nalał gorącej herbaty znajomej, a następnie sam zasiadł z powrotem na swe siedzisko. – Częstuj się. – zaznaczył z góry, aby po chwili rozwinąć wypowiedź. – Otrzymałem już wiadomość od Wielkiego Mistrza. Rozumiem, że taki jest cel twojej wizyty w mych progach? – zapytał dość retorycznie, upijając rozgrzewający napój przy pomocy mechanicznej protezy. Był poniekąd zaskoczony brakiem obecności Dustina, który zwykle osobiście odbierał wynalazcę z jego komnat. I jeszcze bardziej dziwił się, że Vanya poruszała się po kompleksie bez nauczyciela, co stanowiło niezwykle rzadki widok. – Czy w chwili obecnej mogę wiedzieć coś więcej na temat naszej wyprawy? Kogo poszukujemy? – dopytał bez wahania, wnikliwie przeszywając Drugą oczętami. Gdyby obecny tu uczeń członka rady potrafił czytać emocje to dojrzałby niepewność narastającą w inteligencie. Optymizm ginął na w morzu przypuszczeń oraz realnych wizji niebezpieczeństw.
Ilość słów: 731

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr lip 11, 2018 5:20 pm  

Narrator

  Arlekin pogrążył się w pracy, przelewając na papier nie tylko zarys Maszyny, ale też własne propozycje poprawek. Był to proces bardzo żmudny, zwłaszcza dla kogoś tak skrupulatnego jak Jaksarczyk. Każda zmiana była opatrzona stosownym komentarzem i szeregiem wzorów, mających jasno wykazać poprawność toku myślowego owego zacnego człeka. Nie dane mu było jednak skończyć owych prac. Stanowcze pukanie do drzwi oderwało go od stosu papierzysk. Mężczyzna nie spieszył się jednak, by odkryć tożsamość swego gościa. Zażył lekarstwa i spokojnym krokiem podszedł do drzwi, aby je uchylić. Jak się okazało, tym razem intruz przybrał postać niewiasty, w dodatku dobrze znanej Leonardowi. Co prawda jej piękne oblicze skrywała maska, ale głos o przyjemnym brzmieniu nie pozostawał wątpliwości. Panna Lovric osobiście odwiedziła Steinhöfera o dość dwuznacznej porze, nie zważając na konwenanse. Co jednak bardziej zaskakujące, zawitała bez towarzystwa swego mentora, co dotychczas jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Leonard przezornie nie skomentował owego odstępstwa od normy, a zamiast tego wcielił się w uosobienie dobrego gospodarza i po zaproszeniu niewiasty do środka, zaproponował jej herbatę, a właściwie poprosił ją, aby się poczęstowała. Kobieta skwapliwie skorzystała z zaproszenia i wlała napar do filiżanki z cienkiej jak papier filiżanki. Ujęła ją w obie dłonie, aby ogrzać zziębnięte palce i wysłuchała pytań mężczyzny, przechyliwszy głowę jak ciekawska sówka. Wyglądało to dość komicznie, gdyż jej twarz nadal zasłaniała gładka, metalowa maska, ale w owej chwili Arlekin nie był w nastroju, by docenić ów zabawny charakter sytuacji.
  – Owszem, miałam odwiedzić cię tak prędko, jak tylko zapoznasz się z poleceniem Mistrza. –Zaczęła swoją wypowiedź, potwierdzając już domysły Leonarda. Nim jednak podzieliła się dalszymi spostrzeżeniami, upiła łyk herbaty. A potem jeszcze jeden. W końcu odstawiła ją na spodeczek i mimowolnie wyprostowała się jeszcze bardziej, zupełnie jak uczennica recytująca lekcję przed nauczycielem. – Poszukujemy byłego członka naszego zgromadzenia, Adelgera Feiga. Poszukiwany jest już od niepełnych trzech miesięcy, a został wydalony pięć miesięcy temu. Można powiedzieć, że tego czasu oficjalnie słuch o nim zaginął. Możliwe jednak, że ukrył się w majątku rodzinnym ojca lub matki, tak przynajmniej twierdzą niektórzy służący i parobkowie. Żaden jednak z nich nie zdecydował się na to, by potwierdzić owe słowa w obliczu wysłanników Initium.
  Ostatnie słowa kobieta wypowiedziała z żalem. Dopiła herbatę i pochwaliła wybór gatunku. Widać było, że pomimo braku wcześniejszego zainteresowania owym napojem, dzisiejszego wieczoru wyjątkowo miała ochotę rozwodzić się nad aromatem liści i klarownością napoju. Obracała pustą filiżankę w dłoni, jakby chciała ocenić smugi pozostawione na wewnętrznych ściankach przez napar. W końcu Vanya odłożyła naczynie na spodeczek i niedbałym gestem odgarnęła pukiel włosów z czoła, zupełnie jakby mogła je poczuć przez maskę.
Ilość słów: 534

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt lip 13, 2018 6:34 pm  

  Spoglądał uważnie na każdy ruch rozmówczyni, w spokoju popijając swoją filiżankę herbaty, co przychodziło mu znacznie wolniej niżeli u Vanyi. Ktoś szukający charakterystycznych cech u obserwatora dojrzałby bez wątpienia, że Leonard nawet przepełniony garścią przeróżnych emocji nie spuszczał wzroku ani na moment z zakrytego oblicza młodej kobiety, toteż mogło to mówić zarówno o jego szacunku wobec uczestnika dyskusji oraz że utrzymywał stan czujność tak długo, jak ktoś potężniejszy od niego przebywał w jego najbliższym otoczeniu. Sam całkiem skrzętnie zakładał maskę, lecz w pełni metaforyczną przy próbie zatajenia słabości pod względem osobistych lęków. Niestety nie miał prawa wiedzieć na ile sprytna czy też przenikliwa była postać dojrzewającej Drugiej. Jak zwykle w swej naturze starał utrzymywać fachowy fason. – Skoro już o tym wspomniałaś to w istocie nie widziałem Pana Feiga od dawna. Ostatni raz wspominał mi wyłącznie o swych badaniach i że był zadowolony z prac swoich podopiecznych. – dopił po kilku chwilach także resztki własnej herbaty, unosząc głowę do góry z wymalowanym pogrążeniem się w garnku kreowania podejrzeń. – Choć nie wiem jak mógłbym tutaj pomóc. Najwidoczniej nasz Mistrz ma wobec mnie odmienne plany. – wypowiedział na głos poprzednie myśli z pełnią powagi, które wszak nie niosły szczególnej wagi ze sobą, choć mogły definitywnie podrzucić kilka wskazówek odnośnie nastawienia Arlekina do nieuniknionej wyprawy. I zagwozdki maszynerii wraz z jej wrażliwym rdzeniem musiały zostać odstawione na bok.
  Podniósł się z siedziska, nalewając sobie jeszcze jedną filiżankę naparu, ponownie utrzymując perfekcyjnie wyuczony krok wzorowego profesora szkoły magów. Smak tego pysznego płynu wskazywał na rośliny sprowadzane z Cesarstwa, będąc mieszanką dzikich owoców oraz kwiatów z tamtejszych rejonów, czyli dokładnie to, czym na co dzień raczył siebie Steinhöfer. Naukowiec mimowolnie spojrzał na zaparowaną okiennicę, a dalej po chwili powrócił spojrzeniem na tajemniczą ochroniarkę. – Sądzę, że odpowiedź moglibyśmy znaleźć tam, gdzie zwykł przebywać Pan Feig. Dom rodzinny stanowił dla niego wyłącznie tymczasową przystań. Mam na myśli inne miejsce. – tutaj spauzował, doganiając całą gamę wspomnień w dosłownym mgnieniu oka. Badacz zasiadł w fotelu z niemalże identyczną postawą jak wcześniej, wychylając dłoń aby dać do zrozumienia adeptce arkan sztuk magicznych, że bez skrępowania może w dalszym ciągu próbować unikatowego wywaru z ziółek. – Chodzi mi o okolice Śnieżnej Przystani. Prowadził tam pewien interes portowy i często tam zaglądał. To jednak byłoby zbyt oczywiste w jego przypadku, zapewne… – dodał ostatnie zdanie iście detektywistycznym tonem, jednak odstępującym od tego widzianego w stereotypowych opisach książkowych purystów. – To będzie niezwykle ciężkie zadanie. – westchnął lekko. – Czy Pan Dustin Kirchner podjął decyzję odnośnie biegu tej wyprawy? – Leonard miał w istocie na myśli kiedy wyruszają łącznie z pierwszym miejscem, do którego zawitają. Pełno pytań rodziło się w umyśle niespokojnego, światłego człowieka. Potrzebował coraz bardziej konkretów.
Ilość słów: 543

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pt lip 13, 2018 10:28 pm  

Narrator

  Kolejne emocje przejmowały chwilową kontrolę nad Steinhöferem jak w kalejdoskopie, gdy ten obserwował uważnie Drugą. Twarz kobiety skrywała maska, mężczyzna wiedział jednak, że wiele można odczytać po brzmieniu głosu, postawie i tysiącu drobnych gestów, które wykonuje się bezwiednie, tak jak wtedy, gdy niewiasta kręciła w dłoni pustą już filiżankę. Vanya wydawała się w tym momencie zrelaksowana, może nawet trochę zbyt zrelaksowana. Zupełnie jakby teraz chciała koniecznie odegrać pewną określoną rolę, a zdenerwowanie bądź inne emocje usiłowała ukryć pod płaszczykiem niefrasobliwości czy też raczej spokoju ducha. Dopiero gdy Arlekin wspomniał znanego sobie Feiga, poważnego maga dysponującego zadziwiającą wiedzą na temat konstrukcji maszyn, zainteresowanego żywo nowinkami technicznymi, Jaksarka wyłamała się z dotychczasowego schematu. Zachichotała, zaraz jednak spoważniała. Takiego zachowania na pewno nie pochwaliłby ów wspomniany Drugi. Mężczyzna ten, osiągnąwszy stateczny już wiek, nie bawił się w konwenanse. Nie przepadał za rozmowami prowadzonymi z czysto towarzyskich pobudek, a przejawami humoru w przypadku omawiania ważnych kwestii gardził z całego swego skostniałego serca.
  – Przepraszam, ale zaszła pomyłka. Myślisz zapewne o sir Feigu. Rzeczywiście, wyjechał parę tygodni, by ocenić postęp pewnego inżyniera, który od lat z nim współpracował a pochodził właśnie ze Śnieżnej Przystani i tam prowadził warsztat. Chodzi o konstrukcję jakiegoś naczynia, które zostanie włączone w bardziej skomplikowany układ. Poszukiwany jest natomiast jego syn. Mogłeś nie mieć okazji go poznać, ponieważ nie był zainteresowany badaniami, skupiał się na osobistym rozwoju talentów. Pamiętam wspólne treningi… Nie, on jest równie zamknięty w sobie, co ojciec, toteż wątpliwe, byś mógł go kiedykolwiek spotkać osobiście, zamienić parę słów – wyjaśniła jasnowłosa, tym samym informując Arlekina, że sir Feig miał jakąkolwiek rodzinę. Zamknięty w sobie, skupiony na badaniach mag nie był zbyt rozmowny, mimo to jednak zaskakiwało, że jego własny syn również dołączył do Initium. A także, że został z niego wyrzucony, a mężczyzna nawet słowem się o tym nie zająknął. – Mistrz wierzy w twoją przenikliwość, o ile dobrze zrozumiałam Kirchnera. Problemem też jest to, że służba oraz wszystkie osoby, które rozsiewają mniej lub bardziej prawdziwe – co trudno nam ocenić – informacje o Adelgerze, milkną, gdy tylko zrozumieją, że mają do czynienia z przedstawicielem Initium. Mistrz zdecydował się więc skorzystać z twojej pomocy. Ufa w twoją lojalność, a przecież jako człowiek nie władający magią nie jesteś kojarzony z Zakonem przez ludzi spoza naszego kręgu. Oczywiście owa sprawa nie ma w swym założeniu odciągać cię od pracy, poszukiwania prowadzone przez naszą grupę mają ograniczyć się jedynie do bliskiego otoczenia Initium, to jest posiadłości rodowej Feiga i jego matki, a także wiosek, z których pochodzi większość służby.
  Tym samym panna Lovric całkowicie zaprzeczyła domysłom Leonarda. Okazało się, że to nie ojciec, a syn jest pożądany z jakiegoś powodu przez Angerera. W dodatku naukowiec dowiedział się, co takiego sprowadzało znanego mu Drugiego do Śnieżnej Przystani – ot, zwykła współpraca z inżynierem, który zapewne poza byciem wybitnym rzemieślnikiem miał na tyle przenikliwy umysł i niestandardowe pomysły, by zdobyć uznanie wybrednego maga. Co gorsza, misja poszukiwawcza, która miała uwolnić Arlekina z więzienia, jakim stało się dla niego Initium, dodatkowo uwiązywała go do owego miejsca. Z tonu kobiety wynikało, jakoby owo zadanie miało być krótkotrwałe i raczej rutynowe. Jedynie powody, dla których to badacz został wybrany do wykonania tej niewdzięcznej pracy, mogły stanowić w tej kwestii zagadkę.
Ilość słów: 652

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość