"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Żuk w mrowisku

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 157

czw cze 14, 2018 9:46 pm  

Żuk w mrowisku

Leonard Steinhöfer
Initium, 1527 rok


  Odkąd na waldgrosseńskich bagniskach odkryto Maszynę, zaszły tutaj wielkie zmiany, począwszy od wysuszenia terenów, a na wzniesieniu całego kompleksu budynków kończąc. Powstała niezależna od reszty państwa placówka wybudowana na planie koła. Złożona z trzech części, porażała ludzi zmierzających szlakiem kupieckim ku Löwitz swoim ogromem, jednak żaden przechodzień nawet nie podejrzewał, że prawdziwa potęga Initium nie objawiała się w zewnętrznych murach chroniących skromną tak naprawdę część mieszkalną. O wieleż istotniejsze były kolejne, bardziej wewnętrzne pierścienie. O bogactwie zbiorów tutejszej biblioteki i przepychowi gmachu uniwersytetu krążyły legendy, ale tak naprawdę największym skarbem kompleksu było zejście do Maszyny, gdzie odbywała się przemiana ludzi w Drugich i Egzarchów. Wstęp tutaj jednak mają nieliczni spoza grona magów i najbardziej zaufanych współpracowników samego Ernesta von Angerera, gdyż Initium zazdrośnie strzegło swego najważniejszego elementu, bez którego istnienia nigdy by nie powstało.
  Pierścieniowy układ kolejnych części miał w zamierzeniu chronić Maszynę przed wtargnięciem niepowołanych, jednocześnie porządkował budynki zgodnie z ich ważnością. Najbardziej na zewnątrz znajdowały się budynki mieszkalne, a właściwie mnisie cele, gdyż to właśnie przypominają stale niedogrzewane, surowe komnaty pozbawione wyszukanych luksusów. Oprócz tego znajdowały się tu cechy, stajnie, kuźnie oraz inne budynki i placówki, czyniąc zamieszkujących tu magów niezależnymi od dostaw z okolicznych wsi i miast. Dalej znajdowała się uczelnia z przepiękną biblioteką mieszczącą się w strzelistej wieżycy z białego kamienia. Tutaj znajdował się też plac treningowy oraz inne budynki, które pozwalały adeptom ćwiczyć również tężyznę fizyczną. Krąg wewnętrzny stanowiły budynki administracyjne, biura i gabinety, w tym posiadłość Mistrza, a także zejście do podziemi, odpowiednio zabezpieczone zarówno pod względem architektonicznym jak i magicznym w postaci wielokrotnie nakładanych rytuałów ochronnych.
Ilość słów: 386

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 37

pn cze 18, 2018 5:13 pm  

Narrator

  Kondycja całego kontynentu, ba, świata, stanęła pod znakiem zapytania, a Leonard tymczasem siedział w Initium w poczuciu bezczynności. Poczuciu tym większym, że wcześniej zapewniono mu pewną namiastkę wolności, umożliwiając podróże pod czujnym okiem doświadczonych sługusów Angerera. Tymczasem teraz, gdy Pierwsi postanowili na powrót dać znać o swoim istnieniu, a Waldgrossen rozdzieliła wojna domowa, Wielki Mistrz z udawaną troską powiedział, że czasy stały się zbyt niebezpieczne na wędrówki. Wprost nie wypowiedziano żadnego rozkazu bądź nakazu, mężczyzna jednak wyraźnie odczuł, że oto dookoła niego zaciska się stalowa łapa, przytrzymująca go w miejscu. Pod płaszczykiem obawy o jego życie usadzono go w miejscu, mimo że tyle rzeczy mógłby zdziałać wykształcony człowiek posiadający autorytet, erudyta, gdyby tylko pozwolono mu na spotkanie z przedstawicielami tej czy innej frakcji. Oczywiście gdyby tylko takie spotkanie nie pozostało w sferze gdybań. Na razie Leonard tkwił na powrót uwięziony w twierdzy magów, otoczony przez najtęższe umysły, jakimi dysponowało Initium i mógłby kontynuować dowolne badania naukowe. Niestety, owe potężne głowy zajmowały się teraz bardziej przyziemnymi problemami i ledwie dostrzegały kogoś, kto w realny sposób przyczynił się do rozwoju nauki. Arlekin stał się pariasem, samotnikiem pośród setek ludzi, którzy z zakłopotaniem lub zdziwieniem od czasu do czasu przypominali sobie o jego istnieniu, chociaż wszystko to było o wiele bardziej subtelne dla kogoś z zewnątrz. Gdyby Leonard nie odczuł wcześniej serdeczności Drugich i Egzarchów doceniających jego zmyślność i intelekt, może i teraz nie wiedziałby, że jego położenie stało się żałośnie złe. Posiłki jadał sam, ale otoczony był przez luksus typowy dla wewnętrznego kręgu twierdzy. Nikt z nim nie rozmawiał, ale wrota przepięknej biblioteki stały dla niego otworem. Czegóż chcieć więcej dla naukowca?
  Nie minął tydzień takiego traktowania, a do komnat mieszkalnych Jaksarczyka zawitał adept. W pierwszej chwili, sądząc po zakłopotaniu młodzika, który jąkał się i rumienił niczym nieśmiała panna na wydaniu, można go było wziąć za zagubionego ucznia. Trzymana w jego prawej dłoni koperta, zalakowana i opieczętowana pieczęcią samego Angerera, zdradzała jednak prawdziwą naturę młodzieńca – był on posłańcem, a właściwie chłopcem na posyłki. Wyrostek sprawiał bardzo niepozorne wrażenie ze swoim patykowatym ciałem o trochę za długich nogach i rękach, bladej cerze pokrytej miriadami piegów i rozczochranymi włosami w kolorze pszenicy. Nikt zapewne nie zwracał uwagi na postać tak pospolitą, przywodzącą na myśl raczej zwykłego wieśniaka niż adepta sztuk magicznych.
  – Jaśnie wielmożny… ee… Leonard Stein-hö-fer? – wydukał młodzik, przezornie dzieląc trudne nazwisko na sylaby, aby uniknąć omyłki. Jasnowłosy po chwili namyślił się i dygnął jak dziewczyna, nieprzyzwyczajony do ukłonów. Z napięciem czekał na odpowiedź, mieląc w dłoniach kopertę. Na drogim, sprowadzanym aż z Cesarstwa papierze pojawiły się już pierwsze zagięcia.
Ilość słów: 544

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 6
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz cze 24, 2018 10:33 am  

  Zamknięty pośród czterech ścian niczym przesłuchiwany zbrodniarz wojenny za swe niecne czyny, mężczyzna pochodzący z Jaksaru już dobitnie zaczynał odczuwać zmęczenie egzystowania pośród luksusów Initium, aczkolwiek wynikało to wyłącznie z patowej sytuacji, w której został postawiony poprzez surowe ultimatum. Leonardowi nie przeszkadzało bytowanie przez długi okres czasu w jednym miejscu, gdyż naturalnie przyzwyczaił się do ślęczenia nad papierzyskami lub własnymi wynalazkami jako rozwijający się naukowiec w swej pracowni laboratoryjnej. Chodziło w istocie o metaforyczny łańcuch, który założył jemu potężny, a zarazem bezwzględny Mistrz Zakonu. Steinhöfer został niemalże odcięty od świata, gdzie sprawa klarowała się jasno – był potrzebny Ernestowi jak złoto. Jako jeden z niewiele członków jego grupy badawczej potrafił precyzyjnie wykonać oględziny aktualnej Maszyny, a następnie zaprojektować modyfikacje, które jak mniema będą niebawem stopniowo wprowadzane do robót praktycznych. Arlekin doskonale wiedział w jaki sposób będzie traktowany i dlaczego, wszak takim stwierdzeniem uraczył jego Angerer na samym początku ich znajomości, a przecież zwykły człowiek nie miał nawet szans przeciwstawić się tak potężnej personie jaką był aktualny lider tak wpływowego ugrupowania w każdej możliwej kwestii.
  Dojrzały geniusz nawet miał przebłysk pomysłu na ucieczkę, lecz szybko jego zaniechał z dość oczywistych powodów. Na przededniu ostatnich dób wyczekiwał jakichkolwiek informacji ze świata zewnętrznego, nieustannie próbując ukoić narastające napięcie poprzez zagłębienie się w pomniejsze patenty przy każdej możliwej wolnej chwili, nie dając sobie nawet krzty odpoczynku. Tego miał najwyraźniej aż ponadto. Na biurku mężczyzny poza garścią narzędzi z jego pozostałym osprzętowieniem, znajdował się elegancko zwinięty papier z pieczęcią nałożoną na jego złączeniu. Przygotowując list do Henry’ego liczył na nawiązanie powtórnego kontaktu ze swym ojcem, choć żaden wysłannik nie zjawił się w jego komnacie pomimo wielu próśb. Pogrążony w tej melancholii łapał się za głowę, odczuwając niesamowity ból związany z przytłaczającą sytuacją polityczną krainy, jak również tą osobistą. W jednej chwili zażył garść medykamentów ze swej podręcznej apteczki z torby, masując skronie.
  Ten marazm został zaburzony ku jego szczęściu jak powrócił z biblioteki nie tak dalej jak godzinę później z garścią ksiąg dotyczących szeroko rozumianego przemysłu. Pewien nieznajomy jemu młodzieniec zapukał do solidnych drzwi pokoju, przekraczając próg wejścia z duża dozą nieśmiałości, a Leonard bacznym okiem obserwował nową postać, uchylając okulary korekcyjne w dół policzków. Miarowo zlustrował jego sylwetkę, dokładnie wysłuchując jego wstępnym słów. Niestety, usłyszał tylko własne, niewyraźnie wydukane miano. – Leonard Steinhöfer, Szanowny Panie. Tak, to jestem ja. – oznajmił pogodnie, wpatrując się następnie w swoistą wiadomość tak kurczowo trzymaną w dłoniach rekruta zakonu. – Rozumiem, że to sprawa wielkiej wagi, która nie cierpi zwłoki? – rozpoznał momentalnie inicjały pochodzące z Czterech Wysp, mrużąc oczy. Gestem dłoni wskazał skinięciem podbródka na zagięte rogi koperty. Westchnął lekko, powracając spojrzeniem na oblicze młokosa i tym samym wyczekując kolejnej reakcji posłańca.
Ilość słów: 573

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości