"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Wsi spokojna, wsi wesoła

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 161

sob sie 25, 2018 4:38 pm  

Wsi spokojna, wsi wesoła...

Danika Szarogrzywa
Księstwo Jaksaru, Żelazowice, 1527 rok


  Położone pod Wszechborami Żelazowice zawsze sprawiały wrażenie miejsca dość sielankowego, chociaż niestety też – zacofanego. Sołtys od lat trzyma pieczę nad swoją trzodą, czyli niespełna tysiącem mieszkańców, którzy w pocie czoła obrabiali swe morgi żyznej ziemi. Ludzie ci byli prości, chociaż wśród młodych można było znaleźć marzycieli pragnących czegoś więcej niż praca na roli. Niektórzy z nich zbierali każdą zarobioną koronę i odkładali na ten czas, gdy w końcu ruszą z domowych pieleszy, inni zaś ograniczali się tylko do marzenia i gdybania, ku rozpaczy starszych, którzy nie chcieli, aby ktokolwiek opuszczał wioskę. Wyjątkiem była tylko Bibianna, która przed laty wyruszyła, aby wyuczyć się na lekarza. Fachu nie zdobyła, spotkała jednak męża, Bogomieła, który po upadku praktyku w Mirosil wraz z małżonką przeniósł się do Żelazowic, gdzie odtąd leczył sensacje żołądkowe, zatrucia, nastawiał kości i gdyby tylko w końcu przekonał kobiety, że praca akuszerek jest nieprzydatna, odbierałby też porody. Poza jednak tą rodziną, Radosławem Szarogrzywym i jego przyjacielem Dzieborem Kobiałką, którzy niegdyś służyli w wojsku i swego czasu zajmowali w nim całkiem wysokie stanowiska, wszyscy wywodzili się z rodów, które były w wiosce od jej samych początków.
  Jeśli zaś chodzi o samą wioskę to nie była ona zbyt rozległa. Większość domostw skupiło się wokół kwadratowego rynku, zaś nieco bardziej prymitywne chaty – drewniane o krzywych dachach, które od najmniejszej skry spłonęłyby błyskawicznie – dyskretnie stały na uboczu, coby nie razić bogatszych mieszkańców swym widokiem. Pola i pastwiska rozpościerały się dookoła Żelazowic, ogrodzone gęstym lasem, zwykle pogrążonym w mroku. Dopiero późnym popołudniem, gdy przedzierające się przez listowie światło słoneczne nabierało zielonkawego listowia, dostrzec można było ruiny kościoła, który spłonął przed laty w jednym z pożarów zainicjowanym właśnie wśród drewnianych domostw, w czasach, gdy Żelazowice były bardziej ekspansywne i zajmowały więcej miejsca. Było to, gdy wojna z Pierwszymi jeszcze się na dobre nie zaczęła, ale wszelkie próby powrotu do dawnego rozmiaru wioski spełzły na niczym, gdy magowie zjednoczyli się, aby pokonać Priori. Świątynia również nigdy nie została odbudowana, zamiast tego powstała skromna kamienna kaplica przy rynku, do której przyjeżdżali kapłani z Wszechborów, aby zadowolić religijnych mieszkańców wioski i ich pragnienie odprawiania obrzędów ku czci Onych.
  Teraz jednak nikt nie ruszał ku kaplicy na modły. Właśnie nadchodził zmierzch i wieśniacy rozeszli się do swych domów, aby nasycić się strawą po kolejnym dniu ciężkiej pracy. Po kolacji niektóre gospodynie wychodziły poplotkować, a mężczyźni spotykali się, aby wspólnie ponarzekać na towarzyski swego życia. Radosław jednak planował zostać w domu. Przyprowadził na wieczerzę swego przyjaciela, rzekomo po to, by omówić ważne sprawy. Danika jednak wiedziała, że Dziebor, który był dla niej niczym drugi ojciec, nie bez powodu przyniósł ze sobą flaszę śliwowicy. Zapowiadała się popijawa i jeśli dziewczyna nie zamierzała oglądać, jak jej poważny na co dzień ojciec kompromituje się, rzucając sprośne żarty i kłócąc się o głupoty z przyjacielem, powinna opuścić dom i dołączyć do jakiejś grupki kobiet, które zbierają się, by wyrzekać na mężczyzn. Nim jednak odeszła od stołu, usłyszała dobiegającą z oddali muzykę. Jeśli uważała, że jej śpiew jest fałszowaniem, to te odgłosy musiały dla niej brzmieć jak istna kakofonia. Hałas wzbierał na sile i rozlegał się coraz bliżej. Aż w końcu Danika zrozumiała, że oto do wioski przywitała wędrowna trupa artystów, którzy teraz wykrzykiwali – wszyscy naraz, a jakże – swoje talenty. Była więc tam wróżbitka, był siłacz i akrobata, byli śpiewacy i tresowane zwierzęta. Co jednak zaskakujące, przez owe przekrzykiwania przedarł się donośny baryton, który oznajmiał wszem i wobec:
  – Jedyna na kontynencie Syrena, wprost z Cesarstwa Czterech Wysp! Przyjdźcie i zobaczcie występ przepięknej Naoko!
  Owe słowa musiały dotrzeć też do ojca Daniki, gdyż zmarszczył brwi i wyraził zdziwienie, że ktokolwiek chce tak oszukiwać ludzi, wmawiając im istnienie syren.
Ilość słów: 812

Awatar użytkownika
Danika
Człowiek
Posty: 5
Miano: Danika Szarogrzywa
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=13&t=238
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz sie 26, 2018 7:41 am  

  Żelazowice. To był właśnie jej dom i można było o nim powiedzieć wiele. Z pewnością do najciekawszych miejsc nie należał, zresztą nie sposób tu było szukać też wygód godnych samej stolicy. Był to jednak dom i wciąż miał pewne swoje uroki, których pewne osoby po prostu nie chciałyby wymienić na nic innego. Danika Szarogrzywa była jedną z takich osób, choć gdyby zastanowić się nad tym głębiej, to znajdowała się tak mniej więcej pośrodku spektrum. Z jednej strony tu mieszkali jej bliscy oraz przyjaciele, czułaby się podle, zostawiając ich ot tak tylko po to, by śledzić swoje marzenia, które niekoniecznie mogły być związane z Żelazowicami. Jednocześnie wspomniane myśli tego innego życia nie dawały jej spokoju. Chciała między innymi zobaczyć świat! Całe swoje życie spędziła w swojej rodzinnej wsi. Pomijając wizyty w Wszechborach, kiedy to ojciec zabierał ją ze sobą na jedną z jego wypraw po zapasy, albo na jakieś święto, albo tak zwyczajnie, gdyż nie miał z kim zostawić córki. Danika akurat zajmowała się sprzątaniem, co zresztą obiecała ojcu, kiedy do drzwi ich domostwa ktoś zapukał. Z odgłosów, które dobiegały od strony wejścia, rudowłosa domyśliła się, kim był ich gość. Wujek Dziebora! Radosław coś wspominał z rana, że przyjdzie do nich pod wieczór. Ot, tak na zwyczajną rozmowę, na flaszkę porządnego trunku i by pewno powspominać stare czasy, kiedy razem służyli w wojsku. Wprawdzie Ich rodziny nie były ze sobą spokrewnione więzami krwi, lecz czy były one aż tak ważne? Dla niektórych owszem! Dla Radosława? Jak widać nie. Zresztą Danikę też to chyba nie obchodziło. Tyle razy Kobiałkowie się nią opiekowali, kiedy zachodziła taka konieczność, że w zasadzie przyzwyczaiła się już do nazywania ich wujkiem oraz ciocią. Nie wyrosła z tego ani trochę! Nie widziała powodu, by przestawać, a i też żadnych głosów sprzeciwu dotąd nie słyszała. Na moment przestała sprzątać, by podejść i się przywitać.
  – Wujek Dziebora! – nie dało się ukryć, że zawsze cieszyła się na jego widok. Miała już pytać, gdzie się znajduje jego druga połówka, ale wtedy sobie przypomniała, że ciotka prawdopodobnie nie miała ochoty przeszkadzać dwóm facetom, by się razem spili i mieli trochę męskiego czasu dla siebie. Zresztą Danika również nie miała takich planów. Myślała sobie raczej o tym, by wyjść tego wieczoru i może udałoby się jej spotkać z kimś.
  Myśli Szarogrzywej zabrały ją na moment do tych najdalszych zakamarków, lecz szybko wróciła na ziemię, kiedy wujaszek Dziebor zaproponował, by na moment usiadła razem z nimi do stołu. Przez moment próbowała się z tego jakoś wymigać, bo wiedziała, że jak zaczną pić, to zamienią się w istoty pozbawione wszelkich blokad. Niektórzy ludzie po pijaku bywali nie do zniesienia, inni zamieniali się w nadwornych pajaców, a jeszcze bywali i tacy, którym picie alkoholu wychodziło o dziwo na dobrze. Danice nie spieszno było do tego, by po raz kolejny przekonywać się, w kogo w takim stanie zamieniał się ojciec razem z wujkiem. Mimo to, po namowach tego ostatniego, zdecydowała się usiąść z nimi na kilka chwil. Te chwile ostatecznie zamieniły się w minuty. Porozmawiała sobie trochę z wujaszkiem, wypytując go o codzienne sprawy, o samopoczucie itd. Nie była to jakaś wyjątkowa konwersacja, jedna z wielu, którą miała praktycznie codziennie z tą czy inną osobą w wiosce. Miała zamiar powolutku się zebrać, by dokończyć to, co miała do roboty i potem wyjść gdzieś się przejść, kiedy z zewnątrz zaczęły dobiegać jakieś odgłosy. Zaciekawiona nimi dziewczyna wstała od stołu i podeszła do okna, by mieć większe szanse wyłapania źródła zamieszania swoim wzrokiem. Wpierw usłyszała muzykę, potem do jej uszu zaczęły dobiegać śpiewy i okrzyki radości. Może to niektórych zadziwić, lecz Danika nie uważała tego jazgotu za istną kakofonię muzyki. Z niej była pod tym względem taka dziwaczka, że tylko siebie uważała za kompletną fałszerkę, jeśli chodzi o śpiew. Czyżby oznaka skromności lub niskiego mniemania o sobie? Tak czy siak, to, co teraz słyszała, trochę jej się zaczynało podobać, choć jeszcze żadnych konkretnych słów nie potrafiła dosłyszeć. Nie trzeba było długo czekać, aż się okazało, że do Żelazowic zawitała grupa podróżujących artystów. Z okna dostrzegła jedynie paru wykonawców, w tym akrobatę czy wróżbitkę. Jednak to, co zaintrygowało ją najbardziej to głos mężczyzny obwieszczającego zebranej publiczności atrakcję w postaci najprawdziwszej syreny. Brzmiało to tak, jakby była główną atrakcją. Wciąż stała w oknie, więc uwaga ojca nie ominęła jej.
  – Syrena czy nie, warto chyba zobaczyć resztę występów. Kiedy ostatnio widzieliśmy tu jakichś artystów? – zwróciła się z pytanie do swojego ojca, obracając jednocześnie w jego kierunku głowę. Niektórzy nie zgodziliby się z jej definicją "prawdziwych artystów", lecz to byli jedyni, jakich znała. Większość tych najbardziej utalentowanych zwykle nie zapuszczała się do takich "dziur", jak to nazywano Żelazowice, czy inne wsie podobne do nich. Sama Danika, jak sięgała tak daleko pamięcią, to potrafiła sobie przypomnieć podobne wydarzenie tak mniej więcej z parę lat wstecz, jeśli nie więcej. W gruncie rzeczy tego typu trupy zwykle wędrowały do miast lub mniejszych miejscowości. Czasem ich podróż zaprowadzała do wiosek takich jak Żelazowice, lecz nie była to na pewno atrakcja widywana co każdy tydzień. Dlatego też rudowłosa chciała wyjść i zobaczyć, co oni tam mają do zaoferowania. Drugiej takiej szansy może znowu długo nie być. Zebrała więc swoje myśli i wyszła na zewnątrz, aby z bliska móc przyjrzeć się wydarzeniu. Jeśli natomiast chodzi o syrenę, to udzielał jej się trochę sceptycyzm ojca. Te oraz inne stworzenia nie bez powodu były uznawane za mityczne, prawda? To dlatego, że były wymysłem wyobraźni, spotykanym tylko w opowiadaniach i legendach. Inne zaś mogły kiedyś istnieć, lecz w dzisiejszych czasach były legendarne przez fakt, że już dawno wyginęły.
Ilość słów: 1122

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 104

pn sie 27, 2018 6:47 pm  

Narrator

  Rudowłosa raz jeszcze rozmyślała nad wioską, w której przyszło jej żyć. Czuła się przywiązana do niej, do małej społeczności, która ją zamieszkiwała – nawet pomimo tego, że czuła ze stronyt starszych mieszkańców niczym nieuzasadnioną niechęć i chłód – a zwłaszcza do kochanego ojca, który ją wychował. Ostatnio, odkąd jej rówieśnicy zaczęli po kolei decydować się na stabilizację, takie oto myśli nachodziły ją coraz częściej. Zwłaszcza że niespełna tydzień temu przyszedł na świat pierwszy syn Żywii, dziewczyny, która kiedyś razem z Daniką snuła się po polach i łąkach i udawała, że jest nieustraszoną wojowniczką, pogromczynią legendarnych bestii. Przyszedł jednak czas i jasnowłosa drewniany miecz będący tak naprawdę starą nogą od stołu zastąpiły kuchenne sprzęty. Blondynka wyszła za mąż za starszego brata swojej serdecznej przyjaciółki i wprowadziła się do ich domu rodzinnego, żartując, że od teraz więź z szarooką Strzeborą jest już oficjalnie siostrzana. Dziewczęta wydawały się nawet bardziej zadowolone ze zmiany statusu matrymonialnego Żywii, niż szanowny małżonek. Niestety, dziewczyna po porodzie wycofała się nieco i chociaż mieszkała po sąsiedzku z czerwonowłosą, ta nigdy jej prawie nie wiedziała. Ostatnio chyba wtedy, gdy cała wioska zebrała się pogratulować młodej mamie i obejrzeć pierworodnego. Tuliła wtedy do piersi oseska owiniętego w chustę, jednak nie widać było po niej dawnej radości. Wciąż wymęczona porodem – Szarogrzywówna słyszała wyraźnie, jak z każdą następną godziną dziewczyna krzyczała coraz głośniej i głośniej, wyrzekając na ból – wyglądała tak, jakby zamierzała zwinąć się w kłębek i odwrócić plecami do tych wszystkich miłych, ale ciekawskich ludzi. Kości wyraźnie rysowały się pod ziemistą skórą i za luźną, jeszcze niedopasowaną do nowej figury suknią, a jasne włosy wisiały w strąkach z powodu potu. Mimo to Żywia była bardzo miła i żarliwie prosiła Danikę, by odwiedziła ją kiedyś, gdyż czuje się samotna. Co było o tyle dziwne, że mieszkała w domu pełnym ludzi bliskich jej od dzieciństwa.
  Rudowłosą wyrwał z rozmyślań ojciec, zapowiadając tajemniczo wizytę kogoś i prosząc, by ta sprzątnęła w domu. Radosław, człek raczej wycofany i uważany za zbyt towarzyskiego przez większość mieszkańców Żelazowic, nie miał zbyt szerokiego wachlarza znajomych. Mimo to jednak od czasu do czasu spraszał kogoś na kolację, by omówić interesy lub też… urządzał nieszkodliwą popijawę ze swym przyjacielem, który tak jak i on osiadł w Żelazowicach po wojnie. Danika nie wiedziała z początku, który ze scenariuszy tym razem się sprawdzi, ale nie dopytywała zbytnio, czekając na tajemniczego gościa. Posłusznie posprzątała w chacie, w której i tak panował porządek. Jako jednak porządna gospodyni wiedziała, że zawsze można bardziej zadbać o schludność chaty. Ułożyła bibeloty, które świadczyły o obecności kobiety – nieliczne babskie świecidełka, ozdoby do włosów, figurki i różne drobne prezenty, które ojciec wystrugał jej w drewnie lub kupił na targu we Wszechborach. Starła kurze, wypolerowała wszelkie szklane powierzchnie i schowała koszulę ojca, którą należało zacerować, a która dziwnym trafem zawsze zmieniała swe położenie, gdy Danika wreszcie znajdowała czas i zasiadała z igłą i nitką, gotowa do szycia. Ta sztuka odzieży – z pozoru prosta lniana koszula – opanowała sztukę teleportacji, w dodatku prawdopodobnie znalazła sposób na wniknięcie do umysłu rudowłosej, gdyż jak dotąd skutecznie unikała koniecznej reperacji, zmniejszając jednocześnie pulę zdatnych do nakładania „do ludzi” ubrań Radosława.
  Wkrótce przybył sam Dziebor, człowiek, którego dziewczyna pieszczotliwie nazywała „wujkiem Dzieborą”. Może nie łączyły ich więzy krwi, ale mężczyzna była jej tak bliski, jakby rzeczywiście byli spokrewnieni. Dziewczyna jednak wiedziała, że nie ma co liczyć na spędzenie czasu na pogawędce ze starszym Jaksarczykiem, gdyż ten przyniósł w gości flaszkę. Oznaczało to, że razem z Radosławem zamierzają powspominać dawne czasy, skomentować obecne, a wszystko to z coraz większą dawką humoru i mniejszą dawką logiki, gdy butelka będzie się stopniowo opróżniać. Mimo to Danika chwilę posiedziała, póki obaj panowie myśleli jeszcze trzeźwo. Akurat gdy zaczęła dostrzegać pierwsze oznaki, że alkohol uderza im do głowy – mniejsza koordynacja ruchów podczas żywej gestykulacji kolegi z wojska ojca, nieco bardziej bełkotliwy głos, wypieki na twarzy – Oni zesłali prawdziwe zbawienie. Kakofonia dźwięków zwiastująca wizytę wędrownej trupy byłaby pretekstem do wyjścia, ale dziewczyna autentycznie zapragnęła zobaczyć występy artystów. A nawet tajemniczą syrenę, co do której istnienia jej ojciec wyraził wątpliwości. Rudowłosą nie zaprzątały jednak kwestie autentyczności prawdopodobnie głównego punktu programu wędrowców, po prostu pragnęła odmiany. Radosław machnął ręką i nalewając sobie kolejny kieliszek, odparł poważnym tonem, którego powagę nieco burzył fakt, iż lekko seplenił:
  – Idź zobacz, co się dzieje, jeśli tak to cię ciekawi. Tylko nie zostawaj do zmroku, nie wiadomo, co się może stać. Nie bierz pieniędzy, ci artyści to pewnie naciągacze i wyłudzacze, a może nawet złodzieje! –W ten oto sposób Danika dostała przyzwolenie by na własne oczy przekonać się, co też się dzieje na zewnątrz.
  Gdy rudowłosa wyszła z chaty, w pełnej synchronizacji ze Strzeborą zamknęła drzwi. Od razu było widać, że blondynkę również zaciekawiły zapowiedzi. Ubrała się na tę okazję w swą najlepszą suknię, której głęboka czerwień niezbyt dobrze korespondowała z niezamężnym stanem. Szarooka jednak znudziła się jasnymi, pastelowymi sukienkami stosownymi dla panien i odkąd do jej domu wprowadziła się Żywia, zakładała jej stroje. Wyglądała w nich o wiele lepiej niż przyjaciółka, zresztą mężatka nie zdawała się mieć jej tego za złe. Odkąd musiała pełnić obowiązki żony i pani domu – świekra była w końcu starszą kobietą, nie mogła zajmować się wszelkimi gospodarskimi sprawami tak, jak jeszcze dziesięć lat temu – nie miała okazji, by się stroić, temu z sukien kupowanych jej przez kochającego męża korzystała właśnie młodsza siostra owego męża. Teraz właśnie Strzebora wystroiła się pięknie i niby to poprawiała brzeg sukni, byle tylko Danika dostrzegła ozdobny haft. Wesoło stwierdziła, że w końcu coś się dzieje, po czym skierowała się w stronę rynku, bo to właśnie stamtąd dobiegały nawoływania i gra instrumentów. Nie oglądała się za siebie, a mimo to trajkotała, domyślając się, że i rudowłosa idzie w tym samym kierunku, co ona:
  – Jakże się cieszę, że ktoś przyjechał. Pewnie występy będą słabe, bo żadni wielcy artyści nie przyjadą do Żelazowic, to nie jest dobre miejsce, bo i nie ma komu docenić, ale… Może będą jacyś przystojni mężczyźni? Siłacze, akrobaci, albo egzotyczni pomocnicy wróżki, ubrani tylko w spodnie? Popatrzyłabym na piękne męskie ciało, tutejsi chłopcy już mi się znudzili. Nic tylko pracują i pracują, wcale o siebie nie dbają, a od kobiety oczekują, że i będzie ładna, i że będzie im gotować. Niedoczekanie! Ja bym chciała wyjechać stąd daleko i nie wychodzić za nikogo za mąż. Zazdrościłam Żywii, mimo że wyszła za mojego brata, a tego nie ma co zazdrościć, ale nie mogłabym jak ona. Gotowanie, pranie, cerowanie, a teraz jeszcze dziecko…
  Na szczęście dalszy słowotok utonął w klangorze kołatek i innych instrumentów. Dziewczęta znalazły się na rynku, gdzie już utworzył się mały tłumek, złożony głównie z dzieci i młodych dorosłych. Stłoczyli się wszyscy dookoła trzech wozów, z zewnątrz pomalowanych w piękne, jaskrawe wzory. Na razie nie widać było artystów, natomiast na prowizorycznym podwyższeniu zbudowanym z beczki stał krępy staruszek o brodzie tak długiej, że dotykała ziemi, odziany w skrzący się od złota i drogich kamieni – bądź ich imitacji – płaszcz. Mówił on tubalnym tonem do zgromadzonej widowni, cały czas prosząc, by podeszli bliżej, mimo że omal nie deptali mu po brodzie:
  – Ależ proszę, nie bójcie się! Chodźcie, chodźcie! Żelazowice będą miały okazję zobaczyć dziwy, jakich świat nie widział! Chodźcie, chodźcie! Opowiem wam o programie, przedstawię artystów! No dalej, nie bójta się, piękni ludzie!
Ilość słów: 1544

Awatar użytkownika
Danika
Człowiek
Posty: 5
Miano: Danika Szarogrzywa
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=13&t=238
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw sie 30, 2018 9:22 am  

  Świat wokół niej szedł do przodu, bez przerwy się rozwijał, a ona? Stała niemal cały czas w miejscu. Przynajmniej tak widziała swój obecny stan. Już nie chodziło o to, że przez dwadzieścia lat swojego życia w dalszym ciągu mieszkała w Żelazowicach i nawet nie miała okazji wybyć stąd, zwiedzić ten ogromny świat i go doświadczyć. W gruncie rzeczy chodziło o to, że sama stała w miejscu. Nie potrafiła wciąż zdecydować się, czego chce od życia, więc prościej było po prostu nie decydować. Przynajmniej chwilowo. Mądrzejsi od niej wiedzieli jednak, że taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. Prędzej czy później będzie musiała podjąć jakąś decyzję w związku ze swoją przyszłością. Między tymi rozmyślaniami znalazło się miejsce na wspomnienie Żywii, jej przyjaciółki od czasów dzieciństwa. Obie dzieliły swojej zamiłowanie do legend i do udawania, że są bohaterkami jednej z nich. Z tego duetu to jedynie Danika wciąż nie decydowała się na ustatkowanie z przystojnym jegomościem. Może uważała, że ma całe życie przed sobą i nigdzie jej się z tym nie spieszy, albo zwyczajnie obawiała się być "zakotwiczoną" już na stałe w jednym miejscu. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie widywała jej już często, przynajmniej odkąd jasnowłosej urodziło się dziecko. Sama pewno nie ma za dużo czasu, więc może to rudowłosa powinna wyjść z inicjatywą i odwiedzić przyjaciółkę, Momentalnie przypomniało jej się zaproszenie Żywii i Szarogrzywa skarciła się w myślach za to, że mogło jej to wylecieć z głowy. Obowiązkowo musi kiedyś do niej zajrzeć!
  Po tych wszystkich porządkach i doprowadzeniu domostwa do jako takiego cywilizowanego stanu, wujek Dziebora przyszedł w odwiedziny do niej oraz jej ojca, Radosława. Głównie do niego, o czym rzecz jasna świadczyła obecność butelki alkoholu, po którym zazwyczaj ludzie zatracali niektóre granice. Zachowywali się z tego powodu inaczej niż na trzeźwo. Byłoby kłamstwem powiedzieć, że Danika kompletnie stroniła od tego typu trunków, lecz akurat dzisiaj nie miała na nic takiego ochoty. Zresztą wiedziała, że to jej ojciec z wujkiem chcą się razem upić i porozmawiać. Nie była im do tego potrzebna.
  Wybawieniem okazało się niespodziewane przybycie trupy artystów. Śpiewy, krzyki, różne atrakcje – to ją oczywiście zainteresowało, choć przede wszystkim chciała tego użyć właśnie jako pretekst do wyjścia i zostawienia tych dwóch dżentelmenów samych sobie. Czy rzekoma syrena odrobinę ją zaintrygowała? Cóż... była prawie pewna, że to raczej jakaś bujda. W końcu syrena... z najprawdziwszych starych opowiadań? Nie bez powodu ludzie mówili, że takie istoty są dawno wymarłe lub ktoś je wymyślił. Mimo tego może postanowi ją też zobaczyć i poczekać z ostateczną opinią do tego momentu. Ojciec rzecz jasna dał jej przyzwolenie do wyjścia, choć nie bez pewnych warunków. O ile wyjście bez pieniędzy niezbyt jej przeszkadzało, tak nakaz powrotu przed zmrokiem sprawiał wrażenie, jakby Radosław wciąż miał ją za nastolatkę. Będąc już odwrócona plecami do niego, przekręciła tylko oczami na znak zażenowania, ale wiedziała jednocześnie, że nie ma sensu się z nim kłócić. Tak czy siak, wyszłoby na jego. Poza tym... prawdopodobnie i tak upije się z wujkiem Dzieborą, więc nawet jeśli miałaby wrócić później to może nie zauważy.
  Po ogarnięciu się, wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi. Jakby w jakiś rytm, z chaty niedaleko wyszła Strzebora. Widać nie tylko ona chciała bliżej przyjrzeć się wydarzeniu, które intrygowało większość tutejszej populacji. Wychodziła jednak sama, bez Żywii, co oznaczało jedno – prawdopodobnie siedzi w domu zajmując się synkiem, albo odpoczywa w trakcie jednej z tych chwil, kiedy maluch jest spokojny. Danika szybko zwróciła uwagę na suknię, którą szarooka zdecydowała się założyć na wyjście. Była śliczna i przez moment wyobraziła siebie w takim ubiorze. Czerwień, której było pełno, z pewnością pasowałaby do jej włosów. Czuła się trochę o to zazdrosna, ale nie należała do osób, które z tego powodu robiłyby kłopot. Strzebora słusznie uznała, że przyjaciółka ruszy za nią. Jakby nie spojrzeć to szły obecnie w tym samym kierunku, więc Danika postanowiła się dołączyć. Nie wymawiając przy tym ani słowa, wysłuchała uważnie tego, co blondynka chciała z siebie wyrzucić. Rozbawił ją odrobinę ten wywód. Pokazała to jednak tylko się uśmiechając.
  – Jest to przynajmniej jakaś odmiana od rutyny, tak. Mam więc rozumieć, że potencjalni przystojniacy w tej wędrownej grupie to jedyny powód, dla którego wyszłaś? – zapytała się szarookiej, choć oczywiście nie było takiej potrzeby. Z góry już znała odpowiedź na jej pytanie. Potrafiła jednocześnie zrozumieć niechęć przyjaciółki do ustatkowania się, wyjścia za mąż i rodzenia dzieci. Danika w sumie myślała, że może sama kiedyś... ale nie w najbliższej przyszłości. Te sprawy akurat nie zaprzątały jej myśli. Strzebora wspomniała kogoś, o kogo rudowłosa chciała w sumie zapytać – Jak tam się Żywia trzyma? Miałam ją odwiedzić, ale ostatnio nie było kiedy... – wyznała i było to w jej opinii lepsze wytłumaczenie niż "po prostu zapomniałam".
  W końcu doszły do tego całego zgiełku, nim ich rozmowa miała jakąkolwiek szanse wydłużyć się jeszcze bardziej. Dopiero teraz zauważyła, że cała grupa artystyczna składała się z trzech wozów, z których każdy z osobna był ozdobiony żywymi kolorami. Wzory, w które je ułożono, chwilowo zajęły większość uwagi Daniki, choć rzecz jasna starała się drugim uchem nasłuchiwać tego, co mogło się dziać obok niej. Samych wykonawców, wróżbitów czy tancerek jeszcze nie było widać. Dostrzegła, że cała uwaga zebranego tłumu skupiała się na mężczyźnie dość bogato ubranym, o długiej brodzie i stojącego na beczce, by każdy mógł go widzieć. Błękitnooka, jakby zaczarowana grupową hipnozą, podeszła bliżej razem z innymi ludźmi. Po to w końcu wyszła. Nie często coś takiego miało tu miejsce, więc warto było przynajmniej przekonać się, co mają do zaoferowania.
  – Słyszałaś w ogóle, że podobno mają najprawdziwszą syrenę? – zwróciła się do Strzebory, zakładając z góry, że stoi tuż obok. Ciekawiło ją przede wszystkim, czy ona w to w ogóle wierzy, albo czy ma jakąś opinię na ten temat. W oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń Danika założyła jedną ręką na drugą w okolicach klatki piersiowej.
Ilość słów: 1222

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 104

czw wrz 06, 2018 4:16 pm  

Narrator

  Szarogrzywa wyszedłszy z domu, spotkała się ze swą dawną przyjaciółką, bratową Żywii, o której rudowłosa wcześniej myślała. Szarooka jednak nie była osobą, o której można było zapomnieć, w przeciwieństwie do mieszkającej w jej domostwie młodej mamy. Teraz nawet założyła suknię, która odważnym kolorem głębokiej czerwieni przykuwała uwagę i potrafiłaby wzbudzić zazdrość e niejednej pannie. Strzebora wyglądała w niej pięknie, jednak Danika nie mogła nie pomyśleć o tym, jak bardzo pasowałaby barwa do jej miedzianych włosów. Nie skomentowała jednak tego, słusznie uznając, że nie warto rozpoczynać tego tematu przy kochającej własny wygląd i własne przyjemności jasnowłosej. Teraz nawet przyjaciółka z dzieciństwa zdobyła się na długi wywód, który bez problemu dałoby się zamknąć w kilku słowach, a który dotyczył, rzecz jasna, jej samej i jej własnych oczekiwań co do artystów, a właściwie urody występujących mężczyzn. Gdy jednak Szarogrzywówna z delikatnym uśmiechem zapytał, czy to właśnie wizja spotkania przystojnych nieznajomych skłoniła dziewczynę do wyjścia z domu, ta prychnęła jak kotka i byłaby się zjeżyła, gdyby tylko miała taką możliwość.
  – Co coś ty! Nie jestem aż taka pusta – powiedziała oburzona, zaraz jednak przypomniała sobie, że Danika zna ją doskonale. Szarooka była istotką dość wyrachowaną, jeśli chodzi o jej kontakty z licznymi adoratorami, ale jednocześnie nie zamierzała nikogo krzywdzić. Była po prostu kolejną z wielu młodych dziewcząt, które lubowały się w rozrywkach typowych dla niezamężnych panien, w tym uwodzeniu mężczyzn. Uwielbiała być adorowana, ale żyła tylko dla komplementów. Jako dziecko to ona miewała najdziksze z nich wszystkich fantazje, snując fantastyczne fabuły starć z przerażającymi potworami. Niekiedy nawet Danika czuła się niejako w obowiązku temperować bogatą wyobraźnię towarzyszki zabaw, gdyż niektóre z wymyślonych przez nią historię były zbyt straszne dla innych bawiących się z nimi dzieci.– Wiesz, tutaj po prostu nic się nie dzieje. To samo robimy dzień w dzień, spotykamy tych samych ludzi, rozmawiamy na te same tematy… Powiem ci w sekrecie, że nawet towarzystwo Żywii mi obrzydło, zrobiła się strasznie nudna, jak wyszła za mąż. A już zwłaszcza teraz, jak nie robi nic, tylko siedzi nad garami i niańczy tego swojego bachora. Trzymać się trzyma dobrze, ale to już zupełnie inna osoba, nie wiem, czy się nie rozczarujesz wizytą. Nie można z nią porozmawiać od serca jak za dawnych czasów, zwierzyć się, poplotkować… To zupełnie normalne, że chcę odmiany, prawda? A czy jest lepsza odmiana niż przystojny siłacz czy bardzo giętki akrobata, który potrafi wyczyniać cuda z kobietą? Nikomu nic nie obiecywałam, jestem młoda i ładna, czemu mam nie korzystać?
  Strzebora zapytała wprost, jednak nie czekała długo na uczciwą odpowiedź Daniki. Już poszła dalej, przedzierając się między domami ku rynku, gdzie stały trzy kolorowe wozy. W otoczeniu prostych chat krytych gontem wyglądały, jakby przybyły tu z innego świata. Jaskrawe barwy aż mieniły się w oczach, fantastyczne wzory nie przypominały żadnego znanego rudowłosej z książek lub zdobionych sukien ornamentu. Na razie jeszcze nie widać było źródeł wrzawy i hałasu, gdyż wszyscy artyści, poza brodatym karłem, musieli siedzieć w owych wozach. Ognistowłosa jednak nie była rozczarowana i razem ze Strzeborą podeszła bliżej, jakby w hipnotycznym transie. Nim jednak wtopiły się w jedno z zebranym tłumkiem, zadała swej towarzyszce pytanie. Szarooka roześmiała się głośno, na co kilkoro znajomych rozejrzało się i przywitało z nimi skinieniami głów, nie chcąc przekrzykiwać niewidocznych na razie instrumentów.
  – Ano, słyszałam, ale nie daję temu wiary. Jestem już za duża, by wierzyć w bajki, chociaż gdyby mieli tu czarującego księcia, to może rozważyłabym ponowne uwierzenie w nie… – zażartowała jasnowłosa, jednocześnie puszczając oko do Nadmira. Wysoki młodzieniec był synem tutejszego drwala i dzięki temu, że pomagał ojcu przy pracy, dorobił się sylwetki, jaką dziewczęta takie jak Strzebora mogły doceniać. On sam jednak nie zwracał na nie zbytnio uwagi, zwykle po dniu ciężkiej fizycznej pracy spotykał się ze swymi znajomymi i popijał cienkie, młode piwo, jednocześnie żartując z podchodów co śmielszych młódek. Nadmir nigdy nie należał do grupki Daniki, wolał zawsze śmiać się z żywej fantazji biegających z drewnianym orężem dzieciaków. Czasem nawet, wykorzystując to, że był większy i silniejszy od większości z nich, brał udział w bójkach. Na szczęście nie ośmielił się nigdy podnieść ręki na dziewczynki, jednak i tak skutecznie utrudniał ich zabawę, psując podchody na śpiącego pod schodami domu sołtysa smoka lub bijąc się z chłopcami, którzy mieli być wsparciem dla oddziału walczącego z dzikimi plemionami, które założyły obóz na rynku…
  Tymczasem brodaty człowieczek znów przemówił, zadowolony z tego, że ciekawski tłum zbliżył się tak bardzo, że równocześnie podeptał jego nadzwyczaj długą brodę.
  – Wspaniale, drodzy państwo! Widzę, że jesteście ciekawi, jakie dziwy przybyły do waszej wioski! Doskonale, nie zawiedziecie się, moi drodzy! Mamy nie tylko siłacza i akrobatę, ale też doskonałą wróżbitką, która nie tylko odkryje przed wami przyszłość, ale i powie, jak rozwiązać wasze problemy. Zastanawiacie się, czy założyć rodzinę? Nie wiecie, czy ukochana jest wierna albo czy ukochany młodzieniec nie zwodzi was? Chcielibyście wyruszyć, ale nie wiecie, czy warto opuszczać domowe pielesze? Marzycie o sławie i wielkich przygodach, ale boicie się niebezpieczeństw samotnego życia? Madame Doerr odkryje przed wami wszystkie tajemnice! – cisnący się tłumek młodzian mieszkających w Żelazowicach wydał z siebie pomruk zadowolenia. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety ciekawiło, co też może powiedzieć im wróżbitka. Strzebora nawet wydała z siebie entuzjastyczny okrzyk, który omal nie pozbawił Daniki słuchu. Oczywiście okrzyk ten dotarł do uszu brodacza, który, najwyraźniej zadowolony z odezwu, ciągnął dalej: – Nie zapominajmy też o najprawdziwszym Dzikim Chłopcu, który wychował się z dala od cywilizacji i ludzi, a także naszych treserach dzikich zwierząt. Niedźwiedzie, tygrys i wielokolorowe ptaki to tylko jedna z wielu atrakcji naszej przewoźnej menażerii. Na pewno też chcielibyście zobaczyć przepiękną Syrenę, prawda?
  Mężczyzna zakończył swój wywód. Kolejne zdania musiał wykrzykiwać, aby przebić się przez kolejne wyrazy zadowolenia. Gdy tylko w uszach rudowłosej przebrzmiało pytanie o chęć ujrzenia postaci z legend, nieznajomy dodał:
  – Te i inne rzeczy ujrzycie w naszym obozie, który rozbiliśmy za wioską. Każdy, kto chce obejrzeć atrakcje, ma wstęp wolny, jednak zastrzegamy sobie prawo do drobnej opłaty, jeśli chcecie skorzystać z oferowanych usług. Nie możemy przecież pozwolić, by nasi artyści dzielili się swymi talentami za darmo, prawda?
  Gdy mężczyzna wspomniał o opłacie, entuzjazm niektórych osłabł. Każdy chętnie skorzystałby z proponowanych atrakcji, nikt jednak nie chciał wydawać zarobionych w pocie czoła miedziaków. Było to zrozumiałe, wszak w wiosce takiej jak ta nie da się łatwo wzbogacić, a pieniądze były potrzebne i dla tych, którzy chcieli założyć rodziny, i dla tych, którzy planowali dalekie wojaże. Niektórzy też przyjęli taki model postępowania od rodziców, którzy, pamiętając nędzę po wojnie z Pierwszymi – chociaż niekoniecznie samą wojnę – oszczędzali, ile się tylko dało. Radosław też nie szastał pieniędzmi, nie żałował jednak córce na rozrywki, o ile wiedział, że może sobie na nie pozwolić. Podobnie wychowywali też swą szarooką córkę rodzice towarzyszki płomiennowłosej. Strzebora zamruczała, że chętnie zapłaci, jeśli będzie za co. Dosłyszeć to musiał Nadmir, który przedostał się do dziewcząt przez tłum i teraz szepnął Danice wprost do ucha, nachylając się nad nią tak, że rudowłosa czuła typowy dla niego zapach – drewno i mydło, dzięki któremu odmywał się z potu po całym dniu fizycznej pracy:
  – Nie musisz mi płacić, a mogę opowiedzieć ci, co cię czeka w przyszłości. Nazmyślam lepiej niż ta altracheńska kurwa. Co ty na to?
  Nim rudowłosa odpowiedziała, dostrzegła pełne bólu spojrzenie szarookiej. Towarzyszka nie pierwszy raz rzucała zalotne spojrzenia – i nie tylko spojrzenia – w stronę postawnego blondyna i każdy przejaw jego zainteresowania inną dziewczyną odbierała jako zdradę ze strony nieczułego na jej wdzięki syna drwala.
Ilość słów: 1544

Awatar użytkownika
Danika
Człowiek
Posty: 5
Miano: Danika Szarogrzywa
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=13&t=238
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob wrz 08, 2018 4:40 pm  

  Delikatny uśmiech, który gościł na ustach Daniki widocznie się poszerzył, kiedy tylko Strzebora z jawnym oburzeniem stwierdziła, że nie jest na tyle pusta, by przejść się i sprawdzić grupę artystów tylko z powodu potencjalnych przystojniaków, którzy mogli być jej częścią. Tak właściwie to ten uśmiech niemal zamienił się w cichy śmiech, lecz ognistowłosa szybko się przy tym powstrzymała. Spojrzała się w przeciwną stronę, przysłaniając usta ręką zaciśnięta w pięść. Trwało to może krótką chwilę, po której ponownie zerknęła na szarooką z opanowaniem. Dziewczyna oczywiście pytała tak żartobliwie, bo faktycznie znała swoją przyjaciółkę na tyle, by wiedzieć, że uczestniczyła w aktywnościach typowych dla dziewoi, które wciąż nie znalazły sobie swojej drugiej połówki na resztę życia. Danika obserwowała uważnie swoją rozmówczynię, która zdawała się pojmować intencje błękitnookiej. Nie miała w końcu nic złego namyśli swoją uwagą. W istocie, Strzebora w dzieciństwie miała nawet bardziej szalone fantazje od niej. Był taki jeden raz, kiedy próbowała namówić całą ich grupę do zejścia do takich jednych starych podziemi znajdujących się w lesie. Zazwyczaj panują tam ogromne ciemności i jasnowłosa wymyśliła sobie, by to ona tym razem była tą Złą, która polowałaby na resztę czy coś w tym rodzaju. Pewne szczegóły tej koncepcji zamazały się w pamięci Daniki, ponieważ ostatecznie nikt nie przystał na to. Wszyscy, poza Strzeborą, jednoznacznie stwierdzili, że było tam zbyt strasznie, no i do tego okropnie cuchnęło. Innymi słowy, nikt już pewno tego nie pamiętał za dobrze. Ze wspomnienia wyrwała ją sama szarooka, która wreszcie zabrała głos w tej ich dyskusji.
  – Chodzi o to, że w dniu, kiedy rodziła, Żywia mnie zaprosiła, żebym kiedyś do niej wpadła. Po prostu czuję się z tym okropnie, ponieważ ostatnio miała trochę na głowie i... cóż, mówiąc ci prawdę, zapomniałam najzwyczajniej w świecie. Chciałabym do niej przyjść, a z drugiej strony trochę się boję, że będzie na mnie zła. Wiesz... za to, że tak długo mi zajęło zebranie się do niej – stwierdziła dziewczyna, krocząc krok w krok obok swojej rozmówczyni i zastanawiając się trochę, czy Strzebora coś w tej kwestii powie. Może zachęci ją, by jednak odwiedziła Żywię? Spróbuje ją przekonać, że to zły pomysł? Może nic nie powie, uznając, że to nie jej sprawa?
  – Masz rację, nikogo sobie jeszcze nie znalazłaś, jesteś wolna! Powinnaś korzystać z tego, póki masz szansę, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie się rycerz w lśniącej zbroi, który przykuje cię na stałe do domu! – dodała po chwili, śmiejąc się przy tym cichutko, gdyż tym razem nie wytrzymała. Sama szarooka przyznała, że ostatnie czego chce to skończyć jak Żywia, więc pewno oburzy się na samą wzmiankę o tym, że miałaby wyjść za mąż i zakotwiczyć się gdzieś na stałe. Inaczej sprawa wyglądała w przypadku Daniki. Podejrzewała, że pewno sprawiłaby swojemu ojcu radość, gdyby znalazła sobie jakiegoś chłopa i za niego wyszła. Z tym że rudowłosej niespecjalnie się do tego spieszyło. W sumie była nawet przekonana, iż nie jest jej to do szczęścia potrzebne.
  Później, kiedy wreszcie doszły do miejsca, gdzie wokół trzech wozów zbierała się większość wsi, miały okazję przekonać się, co takiego ci artyści będą chcieli im pokazać. Oczywiście chwilowo nie było nic widać, poza jegomościem o długiej brodzie stojącym na jakimś podniesieniu. Rozejrzała się uważnie po zgromadzonych, rozpoznając w nich tutejszych mieszkańców. Skinęła głową w stronęparu osób, które ją rozpoznały i gestem głowy witały się z nią. Pozostali byli zbyt zajęci rozmowami między sobą lub skupianiem się na brodaczu, który czekał, aż reszta zbierze się nieco bliżej, by móc go wysłuchać. Po chwili rzuciła pytaniem w kierunku Strzebory o rzekomą syrenę i czy w nią wierzy. Jasnowłosa rzecz jasna wpierw odparła śmiechem, co zwróciło uwagę okolicznych ludzi, choć nie na długo. Przekręciła oczami na jej wzmiankę o czarującym księciu i zerknęła w stronę, gdzie szarooka mrugnęła, chcąc dojrzeć, do kogo to słała. Wtedy w tłumie dostrzegła Nadmira, na którego widok jej mina nieco się zmieniła. Uśmiech jakby zbladł i szybko przeniosła swoje spojrzenie na dobrze ubranego brodacza, by wielkolud nie spostrzegł, że się na niego gapiła. Niespecjalnie za nim przepadała, gdyż w dzieciństwie lubił im psuć zabawy. Nie można było powiedzieć, że byli jakimiś zaciekłymi wrogami, ale Szarogrzywa nie darzyła go sympatią. Na szczęście na co dzień nie spotykali się często, a i tak on nie zwracał na nią uwagi, co Danice odpowiadało.
  Wreszcie przyszedł ten mocno wyczekiwany przez nią moment, kiedy jegomość kierujący trupą artystów przemówił do zebranego tłumu. Dziewczyna, jakby w transie razem z resztą widowni, przyglądała mu się uważnie i wsłuchiwała w każde jego słowo. Pomijając akrobatów czy siłaczy, najbardziej zaciekawiła ją wspomniana przez mężczyznę wróżbitka. W sumie sama nie wiedziała, czy w takie rzeczy wierzyć. Przepowiadanie przyszłości? Wydawało się to czymś niewiarygodnym, ale też z drugiej strony intrygującym. Gdyby Radosław tu był, to pewno prychnąłby z niedowierzaniem i wyrwałby się, nie chcąc marnować swojego czasu. Sama Danika wciąż pamiętała jego radę, która otrzymała przed wyjściem. Widownia była podekscytowana. Sama Strzebora wydała entuzjastyczny okrzyk, który uderzył rudowłosa w ucho, które było zwrócone w kierunku przyjaciółki. Entuzjazm także i u niej zaczynał się budować, gdyż bardzo chciała zobaczyć przynajmniej część z wyczynów tych artystów.
  Radość, która do tej pory promieniowała od niej, zanikła w momencie, gdy brodacz wspomniał o opłacie. Wprawdzie wstęp do obozu artystów był wolny, lecz trzeba było rzucić trochę grosza, by uczestniczyć w jednym ze spektakli. Nie tylko jej się ten fakt nie do końca spodobał.
  – Szkoda, bo zostawiłam wszystko u siebie – oznajmiła przyjaciółce, która z drugiej strony oznajmiła, że co nieco przy sobie ma i jest gotowa wydać swoje oszczędności, jeśli rzeczywiście będzie na co. Do dziewcząt niespodziewanie przedostał się wspomniany wcześniej syn drwala imieniem Nadmir, który przeciskając się między ludźmi, doszedł wpierw do Daniki, szepcząc jej coś do ucha. Jej początkowym odruchem było odsunięcie nieco głowy w przeciwną stronę, choć stała wciąż na tyle blisko, by słyszeć wszystko, co chłopak do niej mówił. Chciała już coś powiedzieć, lecz wtedy na moment zerknęła na Strzeborę. Płomiennowłosa znała ją na tyle dobrze, by poznać ten wyraz twarzy. Zawsze taki miała, kiedy ktoś, kto ją interesował, nie zwracał ku niej żadnej uwagi.
  – Czyżby? Pewno byłoby to baaardzo interesujące, ale wolę być niewtajemniczona – rzuciła w kierunku mężczyzna, odwracając się przy tym do niego przodem i odstępując dwa kroki do tyłu w kierunku Strzebory. Nawet jakby miała przy sobie trochę pieniędzy, to nie wiedziała, czy skorzystałaby z usług tej wróżbitki. W sumie... może ona by jej pomogła? Z drugiej zaś strony... co stało na przeszkodzie, by byle pijaczka zaczęła twierdzić, że przewiduje przyszłość z zupy i chce za to opłatę. Danika wiedziała jedno! Na pewno nie interesowało ją, co Nadmir miał do powiedzenia. Gdyby nawet sztuka wróżenia z fusów była czymś prawdziwym, to wątpiła, by syn drwala opanował ten dar. Czuła, że chciał się po prostu ponabijać, albo popisać.
Ilość słów: 1402

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 104

sob wrz 15, 2018 10:40 pm  

Narrator

  Jawne oburzenie Strzebory wywowałen żartobliwą uwagą jeszcze bardziej rozbawiło Danikę. Rudowłosa dobrze wiedziała, że jej obdarzona typowo jaksarską urodą towarzyszka nie bierze sobie do serca ich rozmowy, mimo to jednak zamiast wybuchnąć śmiechem, pozwoliła sobie tylko na delikatny uśmiech. Jak się można było spodziewać, dalsza rozmowa z szarooką również utrzymana była w lekkim tonie, a składała się głównie z wzmianek o tym, jak to dobrze móc zobaczyć coś nowego oraz że młodość ma swoje prawa. Obdarzona bujną i niekiedy przerażającą wyobraźnią młódka chętnie żartowała ze swą sąsiadką, gdy jednak ta wspomniała o Żywii, lekko się skrzywiła. A może tylko tak się Szarogrzywej wydawało?
  – Daj spokój, ona nie mogłaby być na kogokolwiek zła. Nawet wtedy, jak chcieliśmy obrzucić kamieniami dom kuternogi, bo był dla ciebie niemiły, to nas powstrzymywała, pamiętasz? – Odrzekła Strzebora po prostu, odpierając rozterki Daniki tym krótkim wspomnieniem dość dawnej sytuacji. Oczywiście jasnowłosa nie wspomniała, że pomysł obrzucenia lichej chatki kaleki urodził się w jej ślicznej główce, a wśród protestujących była też sama rudowłosa. Niemniej, miała rację – Żywia nigdy nie chowała urazy, co czyniło z niej osobę zarówno niezmiernie dobrą, co i niekiedy bezwolną i poddańczą. Jeśli zaś chodzi o wspomnienie, nie było ono dla ognistowłosej przyjemne z innego powodu. Przywoływało jedną z licznych nieprzychylnych uwag wypowiedzianych przez starszego, ogólnie szanowanego mieszkańca Żelazowic. Uwag pod adresem dziecka, które wszak nie było winne temu, że jego matka nie była Jaksarką. Z drugiej strony, wówczas wszyscy towarzysze zabaw Daniki stanęli za nią murem i okazali wsparcie, każdy tak, jak tylko umiał najlepiej. Strzebora i chłopcy postanowili wziąć odwet, a wycofana, cicha Żywia po prostu przytuliła do serca swą koleżankę, uznając, że ten gest i słowa pociechy są najlepszą oznaką sympatii, na jaką można się zdobyć w tym wypadku. Nim jednak ognistowłosa mogła się w pełni zanurzyć we wspomnieniach i wydobyć z pamięci wszystkie szczegóły, Strzebora dalej rozprawiała o tym, czy dobrym pomysłem jest odwiedzenie jej bratowej.
  – Nie bój się więc, tylko przychodź śmiało! Oczywiście najlepiej, by w domu wtedy ktoś był, bo mały może trochę marudzić i nie nacieszysz się Żywią, jak będzie niańczyć synka. Ale to przecież nie jest trudno zobaczyć, czy jest sama, w końcu jesteśmy sąsiadkami, droga Daniko. Na pewno dobrze wiesz, co się u nas dzieje? – Na początku jasnowłosa mówiła pokrzepiająco, jakby to ona, a nie żona jej brata miała być odwiedzana. Pytanie jednak zadała trochę ciszej i jakoś niepewnie.
  Nie dane było Szarogrzywej zapytać się dziewczyny, czemu pytała ją o znajomość wypadków w sąsiedzkim domu, obie młódki były już na miejscu. Wysłuchały przemowy brodacza i dowiedziały się, że niestety najciekawsze rzeczy czekają je poza wioską. Niektórzy byli nieco rozczarowani, w tym Nadmir, który już wcześniej zasugerował, że równie dobrze wróży, co Waldgrosseńska wieszczka towarzysząca artystom. Nie ujrzał jeszcze kobiety na oczy, a już uznał, że jest zwykłą oszustką. Danika nie zaufała może w pełni w to, że Madame Doerr ma dar, ale daleka była od tak surowej oceny. Pewne było jedno – wolała już usłyszeć fałszywą wróżbę z ust niewiasty, która na pewno była w jakimś stopniu artystką, niż od raczej prostego i niezbyt obytego syna drwala. Chłopak nie wydawał się za bardzo zraniony odrzuceniem jego oferty, w przeciwieństwie do Strzebory, która wprost powiedziała, przekrzykując wrzwę tłumu:
  – Musisz znaleźć kogoś innego do wtajemniczania, Danika woli prawdziwe wróżbitki.
  – Ta Altrachenka pewno jest tak samo prawdziwą wróżbitką, co ja kapłanem – odparł blondyn. Młódka, zadowolona, że w końcu skupił na nią uwagę, odparowała słodko:
  – Czyżby? W takim razie nic się nie stanie, jeśli pójdziemy do ich obozu i wysłuchamy wróżb? Nie wiem, ile ona sobie liczy, ale może i zapłacę za was, niedowiarki.
  Na te słowa Nadmir chciał dalej dyskutować, jednak Strzebora syknęła, że nie jego opinię chce usłyszeć jako pierwszą. Młodzian, zamiast obrazić się na to, że kobieta go znieważa, uniósł dłonie w geście poddania i odwrócił w stronę Daniki. Teraz oboje czekali na odpowiedź rudowłosej.
  Tymczasem brodacz raz jeszcze przypomniał, gdzie został rozbity obóz i bez żadnego problemu wskoczył na wóz stojący najbliżej podwyższenia, z którego przemawiał. Był to jaskrawożółty wóz pomalowany w granatowe, fioletowe i czerwone wzory, które z pozoru tworzyły bezładną mozaikę kolorów. I tak jak prawdziwa mozaika, gdy tylko przyjrzało się mu bliżej, okazywało się, że kształty układały się w ciąg obrazów przedstawiających jakąś historię. Nim jednak Danika rozszyfrowała ich sens, wozy ruszyły, a wtedy też ponownie rozległa się kakofonia dźwięków. Okazało się, że muzycy cały czas tkwili na dachach pojazdów i teraz się podnieśli, by – ryzykując utratę równowagi i usunięcie się na ziemię, gdzie zapewne zostaliby stratowani przez konie – móc znowu grać. Część młodych ruszyła za wozami. Byli to ludzie, którzy jako dzieci towarzyszyli rudowłosej w zabawie, jednak od jakiegoś czasu ta grupka zrobiła się mniej spójna. Niestety teraz tym, co ich łączyło, była jedynie chęć zobaczenia obozowiska artystów, a także młody wiek. Część z nich wciąż utrzymywała zażyłe stosunki z rudowłosą. Część natomiast jedynie utrzymywała kontakt, bardziej jednak z powodu tego, że w tak małej wiosce trudno jest kogokolwiek unikać i trudno mówić w ich przypadku o więzi tak silnej, jak w dzieciństwie.
Ilość słów: 1037

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość