Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Dwadzieścia stopni poniżej Zera

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

śr paź 03, 2018 3:02 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Wszelkie odpowiedzi nie zdziwiły Yasa. Nie dały jego ciekawości wystarczającej dawki zaspokojenia, a to rodziło jeszcze więcej pytań. Pytań, na które myślał, że nikt nie ma w tym momencie ochoty. Większość rzeczy przecież dowie się podczas samej wyprawy. Podróż morska, tam bardzo upragniona od lat, również podczas panującej sytuacji bardzo niebezpieczna. Czuł, że ta misja nie oszczędzi nikogo, każdy zostanie poddany próbie. Od rezultatów zależy, czy wrócą wszyscy żywi, lub tylko część z nich.
  Jasław słyszał bardzo nieprzyjemny ton, w jakim odzywał się nowo poznany zaklinacz. Jego czubek nosa sięgał, można by powiedzieć do samych Onych. Najmądrzejszy, najsilniejszy, najlepszy... tak pewnie opisywał się w swej zadufanej głowie. Pobyt w Initium dał Drugiemu jednak ogromną lekcję pokory i trzymania języka za zębami. Został nauczony szacunku do starszych i "mądrzejszych" od siebie, nieważne jakimi bufonami czy idiotami by nie byli.
  W jego trzewiach wirowało mroźne powietrze przygody, która wzywała go na odległe ziemie północy. Wizje, które miał wcześniej pokazywały mu pewne miejsce, a on musiał zdecydować w odpowiednim momencie, gdy je ujrzy, czy podąży tą nieznaną ścieżką. Był podekscytowany, lecz jednocześnie lękał się co przyniesie mu taka niebezpieczna podróż. Wiedział dobrze, że historii nie piszą ludzie, którzy nie wyściubili nosa poza okno swojej komnaty, więc on sam też chciał spróbować.
  Moment, na który męska część gości zgromadzonych w sali czekało, nadszedł już prawie pod sam koniec spotkania. Rudowłosa piękność postanowiła się przedstawić, a jej aksamitny głos odbijał się echem w uszach i sercach słuchaczy. Yas znów przykuł swój wzrok w jej piękne lico i nie mógł się oderwać. Miała w sobie coś hipnotyzującego. Pewnie osoba siedząca obok mogła zauważyć, że co niektóry pożera pannę Freye spojrzeniem. Jej słowa napawały optymizmem. Wspomnienia o najbardziej zaawansowanym technologicznie statku, jej zawodzie jako nawigator i archeolog, oraz wyznaczenie dnia wyruszenia na jutro. Magus nie przepadał za odwlekaniem czegoś, co jest nieuniknione, więc zamierzał spędzić resztę pozostałego dnia na zakupie potrzebnych rzeczy, oraz przyrządzeniu swojego leku.
  Gdy Panna Hertzfeld oznajmiła, że Iwasaki jest utalentowanym Magiem Aur, Jasław momentalnie skierował na niego swój wzrok oraz całe skupienie, jakie dostała rudowłosa kobieta.
  Aury? Czyli przyjdzie nam współpracować z nową ścieżką magii. Ahh, aż przypominają się stare czasy w Cesarstwie. Nie zapomnę jak tą przedziwną techniką uratowała mi wtedy życie.
  Kiedy dwójka nowych przodowników rozkazów opuścił pomieszczenie, Rolf nie omieszkał skomentować całego zajścia. Yas podniósł kącik ust i zaśmiał się w duchu.
  Dobrze to ująłeś Rolf... – wyszeptał magus, po czym sięgnął w kierunku swej maski i założył ją na twarz. Odstąpił od stołu i wyprostowany miał zamiar pożegnać się z nowymi towarzyszami.
  Było mi was bardzo miło poznać i liczę na owocną współpracę – odwrócił się w kierunku drzwi wyjściowych. – Radzę uzbroić się ciepłe ubrania i coś do chodzenia po lodzie – dodał na zakończenie posiedzenia i opuścił pomieszczenie.
  Celem Drugiego było udanie się do krawca, który będzie mógł wyposażyć jego i Rolfa w skórę najlepszej grubości, oraz do szewca po podbicie swoich butów ostrymi ćwiekami. Miał duże doświadczenie w poruszaniu się po lodzie, gdyż sam z niego korzystał, ale nie zawsze można będzie uciekać i biec w skupieniu, aby zachować równowagę. Miał również na myśli zapytanie się Rolfa o jego potrzeby i zaspokoić je w miarę możliwości. Na koniec uda się do zielarza i zakupi odpowiednie składniki, aby wyprodukować pod wieczór kilkadziesiąt kapsułek, które jest zmuszany łykać co kilka dni.
Ilość słów: 674

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr paź 03, 2018 3:55 pm  

  Napięcie między nią, a Hisslerem było raczej wyczuwalne, szczególnie przez osoby postronne. Ona skrywała dłonie pod stołem, próbując nie wyskoczyć na tego jakże irytującego człowieka. On wyglądał, jakby naprawdę miał ochotę pokazać, że jest od niej we wszystkim lepszy, ale w sumie to misja była ważniejsza. Adel podejrzewała, że wspólna podróż okrętem nie będzie owocować w taką współpracę, jak niektórzy być może chcieliby, aby wyglądała.
  Skierowała na sekundę oczy w stronę Labhuna, wyrażając na twarzy delikatne zaskoczenie jego pytaniami, na które odpowiedzi były raczej oczywiste. Potem zaś jej oczom ukazał się już znajomy miecz – Zgnilizna. Wyglądał nieco inaczej niż wtedy, kiedy obłożony był rytuałem, który zanieczyszczał okoliczne powietrze. Bardziej... szlachetny, jeśli można tak to ująć. Nadal jednak pamiętała jego moc i to, że nawet jej najsilniejsze zaklęcie nie pomogło go zniszczyć. Zaś Hissler nadal milczał w kwestii tego, skąd się ten miecz wziął i jakie miał powiązania z Gnuśnym. A to było ważne, cokolwiek by nie twierdził, żeby chociaż zrozumieć, co się stało w Grottham.
  Nie sposób było także nie zauważyć zainteresowania, jakim obdarzali przybysze z Initium Freyę. Wyglądało to niemalże komicznie oraz skrajnie nieprofesjonalnie w jej oczach. W końcu zadaniem ludzi obdarzonych przez Maszynę było poszukiwanie wiedzy, potęgi i dążenie do perfekcji, a nie ślinienie się do pierwszej lepszej kobiety, która samym dotykiem by ich nie zabiła. Zerknąwszy na Kaito, w duchu skomplementowała to, że on sam nie poddał się urokowi pani archeolog. Jednak zaniepokoiło ją to, że siedział jakby przybity, mimo tego, że przeważnie już z dziesięć razy by się odezwał. Cóż, zaraz i tak było jej dane się przekonać, kiedy poczuła mrowienie z tyłu głowy. A kiedy się przekonała, ciężko było jej nie parsknąć. Było to... co najmniej nielogiczne. Cesarski i wstręt do wody? Zaraz jednak zmarszczyła brwi, kiedy usłyszała karcącą uwagę ze strony kobiety. Przyjrzała się jej bliżej, zaraz zastanawiając, czy aby jakimś cudem nie jest Magiem Aur, ale ciężko było jej to wywnioskować. Co prawda istniały sposoby u zwyczajnych Drugich na czytanie umysłów, było to niemniej o tyle interesujące, że zaprzątnęło jej to głowę na resztę spotkania.
  Kiedy Hissler w końcu wyszedł, rozluźniła się. Położyła dłonie z powrotem na stole i westchnęła cicho. Naprawdę jej się to nie podobało. Co prawda był on tutaj osobą, która rzeczywiście mogła zdziałać coś poważniejszego w kwestii Zer, ale jego obecność działała jej na nerwy i to mocno.
  — Na pewno — rzuciła w kierunku dwójki z Initium, zarówno do komentarza Rolfa, jak i Labhuna. Kiedy została sama w pomieszczeniu z Kaito, nie potrafiła się powstrzymać. Zakładając maskę i kaptur, powoli wstając od stołu, odezwała się lekko żartobliwym tonem: — Zaskakujące. Nigdy nie widziałam Cesarskiego z lękiem przed wodą. Dołączyłeś do Exitium, bo chcieli cię zatrudnić na jakimś okręcie w Cesarstwie? Czemu nigdy mi tego nie mówiłeś? — machnęła na niego ręką, również powoli wychodząc z sali. Po drodze rozmawiając z Iwasakim, chciała zaglądnąć do jakiegoś krawca, który mógłby jej sprzedać grube futra i cały zestaw ubrań przygotowanych pod wyprawę na daleką północ. Szczerze powiedziawszy wolała ciepłe okolice Kinkengardu, gdzie w okresie letnim rosły dojrzałe winogrona, a przy granicy z Nerdią, nawet pomarańcze. Gdzie woda była ciepła, a nie zamarznięta, a drzewa zielone od liści, nie białe od sopli. Przeklęła lokalizację Jaksaru w myślach i stwierdziła, że w sumie rada Jasława była całkiem sensowna, ta odnośnie butów i chodzenia po lodzie. Chciała sobie sprawić coś takiego, jeśli dało radę zrobić to do jutra południa. Spodziewając się także dłuższej podróży okrętem, zaglądnęła do księgarni po jakąś książkę na podróż. Prewencyjnie, jako ciepłolub, chciała się zaopatrzyć w jakieś ziółka na katar. Podejrzewała, że szybko złapie jakieś choróbsko, nie będąc przyzwyczajoną do tak niskich temperatur. Oczywiście jeśli Kaito coś jeszcze chciał, chętnie mu potowarzyszyła, nie widząc nic lepszego do roboty.
Ilość słów: 793

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw paź 04, 2018 9:41 pm  

Narrator

  Zarówno Adelruna, jak i Jasław poczuli niemałą ulgę tuż po tym jak Hissler oraz towarzysząca mu Freya, opuścili salę konferencyjną. Żadne z nich nie miało jednak ochoty na marnowanie tak cennego czasu – swojej ostatniej doby na kontynencie. Labuhn jako pierwszy poczynił kroki ku przygotowaniom na spotkanie z mroźną północą, którego przecież pragnął od tak dawna. Informując uprzednio przyszłych towarzyszy o tym, cóż zamierza teraz uczynić – rzucając przy okazji garść porad – skierował się ku wyjściu, by po chwili zaginąć w gąszczu korytarzy kolegium. Tym oto sposobem Milczka pozostała sam na sam z Cesarskim, a wtedy ani przez moment nie zawahała się poniekąd wyśmiać fobii maga aur.
  Nie uważam, żeby to w jakimkolwiek stopniu było śmieszne. To wręcz oburzające, że ktoś kto tak bardzo chciał móc mówić, wykorzystuje ten dar do tak karygodnego zachowania! — na krótką chwilę przybrał ton Fryderyka, nie mając jednak wystarczająco silnej woli, by wytrzymać dłużej. Buchnął śmiechem. — Dołączyłem do Exitium z dalece innych powodów, niż niechęć do marynarki. To nie tyle lęk, co zwyczajna niechęć. Może to złe miejsce na takie rozmowy, ale skoro pytasz – kiedy miałem siedem lat i sześć miesięcy, a pamiętam to dokładnie, niemal nie utonąłem. Gdyby nie mój brat moje kości pewnie do dziś obgryzałyby ryby. A jego już z nami nie ma — nieco spochmurniał, a jego twarz pokrył grymas. Oczy mężczyzny zaszkliły się tak, jakby za moment miał się rozpłakać. Najwidoczniej zdając sobie z tego sprawę, nałożył na twarz stalową maskę i jako pierwszy wyszedł na zewnątrz. Tuż za nim Waldgrossenka.
  Kiedy Milczka powoli podążała za Kaito, Labuhn wraz z Rolfem doskonale wiedzieli gdzie się udać. Na pierwszy ogień poszedł krawiec – co prawda w dzielnicy, w której stacjonowali Drudzy takowego zakładu Jasław nie uświadczył, ale kiedy tylko przekroczył jej granicę, w oczy rzucił mu się wymowny szyld z wymalowaną nicią przebitą trzema igłami.
  Poczciwy staruszek o resztkach siwego włosia na łepetynie był już na tyle przyzwyczajony do obecności Drugich, że wizyta Yasa nie zdziwiła go nawet w najmniejszym stopniu. Ba! Z początku chciał mu nawet wcisnąć komplet takich samych szat, jakie nosili na sobie magowie z tutejszego kolegium. Dopiero kiedy Jaksarczyk wytłumaczył mu po co tak naprawdę zawitał w nie tak skromnych, krawieckich progach, mężczyzna zaniechał tego procederu. Można było powiedzieć, że nawet nieco się rozweselił, słysząc, iż nie chodzi o arcy-elegancie odzienie, a o coś grubego, przystosowanego do mocno ujemnych temperatur. Zdjął z wieszaka gruby, biały i puszysty kożuch z kapturem obitym krótką sierścią jakiegoś zwierzęcia. Zabrał równowartość 3 koron – co jak za ubranie było ceną zaiste wysoką – i do kompletu dorzucił pasujące rękawice.
  Chwilę po tym, jak Yas opuścił zakład krawiecki, przez te same drzwi przeszła Milczka w poszukiwaniu czegoś zupełnie podobnego.
  Ewenement jaki — rzucił pod nosem nieco już zdziwiony krawiec. — Żeby Drugie kożuchy kupowały — dodał jeszcze, cały czas uśmiechnięty.
  Raz jeszcze skierował się na zaplecze, po chwili wracając z długim po kostki płaszczem. Ciężkim na tyle, iż trzymał go oburącz.
  Prosto spod moich rąk, wczoraj szyćżem skończył. Profesjonalna, jaksarska robota, panienko — rzekł nieco rubasznie, podając Adelrunie ubranie – szare futerko pokrywające całość grubej, aczkolwiek giętkiej skóry było wyjątkowo przyjemne w dotyku. Głęboki kaptur idealnie zachodził na głowę kobiety, a całość sprawiała wrażenie, jakby była szyta na miarę. — Pięć koron i jeszcze rękawice dorzucam. A to nie byle jakie, bo ze niedźwiedzia gryzliego! — raz jeszcze się odezwał przedstawiając cenę. Minęła jeszcze dłuższa chwila, nim Kaito – jak się okazało wyjątkowo wybredny w kwestii ubrań – znalazł coś dla siebie.
  Druga dopiero opuszczała krawca, gdy Jasław był już u szewca. Podbicie butów zajęło trochę czasu. Robota była jednak idealna, a ćwieki na tyle ostre, że bez problemu mogły wbić się w lód i zapobiec ślizganiu, bądź wspomóc wspinaczkę. Po podobny zabieg – już u innego rzemieślnika – wybrała się Milczka oraz Iwasaki.
  Cała reszta dnia czwórki magów zleciała na załatwianiu spraw mniej lub bardziej ważnych. Labuhn przygotował swój lek, Kaito opił się cesarską herbatą, którą dorwał na jednym ze straganów w dzielnicy handlowej, Rolf zdołał wypić dobry litr gorzały, po czym zapadł w twardy sen, Adelruna stale spoglądając na woreczek z leczniczymi ziołami zastanawiała się, jak szybko złapie jakieś wredne choróbsko. Komnaty w kolegium były dość wąskie, dla niektórych wręcz klaustrofobiczne. Pech chciał, że akurat ta część budynku była od strony czegoś, co można było nazwać slumsami. Zza okien stale dochodziły pijackie okrzyki, szczekanie psów goniących rozwrzeszczane dzieciaki. O ile Egzarcha, którego Labuhn dotargać musiał na swoim ramieniu do łóżka, nie miał z tym żadnych problemów – bo najzwyczajniej w świecie już spał, tak cała trójka by usnąć musiała przyzwyczaić się do wrzasków. W pewnym momencie nawet jakiś mniej cierpliwy, przejezdny Drugi wyściubił łeb przez okiennicę i wrzasnął coś w stylu "Zamknij ten kurwa chamski ryj, bo ci mordę kulą ognia rozpierdolę, pierdolony pajacu kurwa twoja mać", co poskutkowało jedynie jakimś pięciominutowym spokojem.
  Obudzili się późnym rankiem – około godziny dziesiątej – zupełnie niewyspani, o podkrążonych oczach. Wyjątkiem był jedynie Rolf, który narzekał tylko na nieprzyjemny ból głowy i suszę w gardzieli. Powoli pozbierali się do kupy i udali do dzielnicy portowej, gdzie spotkać mieli raz jeszcze Hisslera i Freyę. Drogi Milczki i Labuhna skrzyżowały się tuż przy wyjściu z budynku, a stamtąd wędrowali już razem.
  Okręt, którym mieli wypłynąć na daleką północ, rzucał się w oczy jak jasna cholera. Potężna łajba wykonana ze stali, łamiąca wszelkie zasady fizyki. Połyskująca się srebrem i błękitem zarówno odstraszała, jak i przyciągała. Wysokie maszty zdawały się być jedynie ozdobą. Żagle z malunkiem czarnej maski o złowrogich ślepiach wpatrujących się w daleki horyzont, silnie napinały się na wietrze. Od samego statku biła masywna aura, jakby co najmniej był żywym obiektem. Znając Hisslera mogło i tak być – Milczka i Kaito jak nikt inni zdawali sobie sprawę z tego, iż człowiek ten byłby gotów przetransferować czyjąś aurę w statek tylko dla własnej zachcianki oraz "postępu".
  Bardzo dobrze, bardzo dobrze, ale trochę szybciej! — Fryderyk stał tuż przy desce podstawionej do łajby, poganiając tragarzy wnoszących na pokład dziesiątki beczek i skrzyń. — Jak z tym idziesz jełopie, to droższe od twojego życia jest! Zaraz upuścisz! — wrzasnął w jednym momencie do jednego z noszących, którego najwyraźniej słowa te zdenerwowały do tego stopnia, że celowo puścił beczkę. Hissler cały poczerwieniał i zdzielił go ćwiekowaną rękawicą, zostawiając na twarzy paskudną ranę. — Pan mówi, plebs słucha — dorzucił jeszcze i pchnął go prosto do wody. — Ty tam, bierz to — poinstruował innego chłopka, po czym zorientował się, że tuż za nim stoi już czwórka magów.
  No, czas najwyższy! Już prawie ładować kończą. Aż mi żal te brudne, jaksarskie giry na to cudo wpuszczać, ale ktoś pracować musi. Ale chodźcie, chodźcie — machnął ręką, odsuwając na bok tragarza. Wszedł na pokład, cały czas zachwycając się statkiem. — Mógłbym nazwać go swoim tylko dzieckiem, ale nieco bym skłamał, bo i Freya miała niemały wkład w jego budową. Zresztą sam Seitaro w głównej mierze sfinansował jego budowę. Tak naprawdę nie potrzebujemy nawet tych masztów, ale pięknie wyglądają. Równie dobrze mógłby latać, ale to by się za bardzo w oczy rzucało. Możemy na nim płynąć nawet na koniec świata — oczy Fryderyka niemal się świeciły. — Wasze kajuty są pod pokładem. Zostawcie tam swoje rzeczy i wracajcie na górę. A, znajdziecie je bez problemu, przy każdych drzwiach jest stalowa tabliczka z waszymi nazwiskami.
  Rzeczywiście, zaraz po zjeściu po krętych schodach, które na normalnym statku nie miałyby racji bytu ze względu na bujanie się okrętu, trafili do długiego korytarza, który wyglądał jak podziemia Initium. Srebrne ściany, kryształy oświetlające pomieszczenie, rozsuwane drzwi. Same kajuty były dość duże jak na statek – wyposażone w solidnie umocowane arcy-wygodne łóżka, biurka z plikami czystych kartek, kałamarz i pióra. Szafy, które pomieściłyby tak naprawdę garderobę niejednej szlachcianki, wyglądały na wbudowane w ścianę. Ponadto na każdym z łóżek leżało po jednej butelce cholernie drogiego, waldgrosseńskiego, wytrawnego wina.
Ilość słów: 1545

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob paź 06, 2018 9:26 pm  

  Uśmiech szybko ustąpił z twarzy Adel, gdy tylko usłyszała historię Kaito oraz ujrzała jego lśniące od łez oczy. Spochmurniała i nie odzywała się już aż do samego krawca. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi ze strony swojego towarzysza, więc szybko powróciła na ziemię, taktycznie nawet słowa nie wypowiadając. U rzemieślnika atmosfera raczej się rozluźniła, Milczka zdołała nawet pogmerać na Iwasakiego za tak długie zastanawianie się nad futrem, jakie miał sobie obrać. Potem załatwiła resztę spraw i resztę wieczoru spędziła w swoim małym, klaustrofobicznym pokoiku z widokiem na tutejszą okolicę. Spała wśród dźwięków najgorszych szumowin, którym sama chciała walnąć błyskawicą. Na szczęście ktoś ją ubiegł w groźbach i poskutkowało to chociaż chwilowym spokojem. Niestety nie mogła liczyć na wyspanie się, co odbiło się na niej już rano, kiedy cała czwórka, kompletnie niewyspana, ruszyła w stronę okrętu. Tylko ten Rolf, towarzysz Labhuna, wyglądał jakby spał dobrze, tylko męczyły go... nieco inne dolegliwości.
  Okręt rzeczywiście był cudem techniki i czymś, nad czym można było się pozachwycać. Wykonany w całości z materiałów, które w normalnych warunkach nie nadawałyby się na materiał pod statek, emanował potężną aurą porównywalną właściwie do tej ludzkiej. Wyraźnie było widać, że nie będzie on się poruszał konwencjonalnie, a za pomocą magii, być może gotowych rytuałów. Po części interesowało ją to, ile mocy i pieniędzy musiało zostać wydanych, aby stworzyć to coś. Najśmieszniejsze było tutaj to, że zapewne kosztowało to więcej niż całe miasto i jego mieszkańcy razem wzięci. Właściwie taki twór był w guście Hisslera – pokazywał całą potęgę Drugich i jednocześnie ich pychę. Ale Adel to mało interesowało. Jeśli ludzie jeszcze nie potrafią zrozumieć ich możliwości, może ten okręt im to uświadomi.
  Sam Fryderyk jak zwykle pokazywał swoją wyższość nad plebsem. I to nie ruszało jej zbytnio, ani nie denerwowało, ani nie czuła podziwu – prędzej coś w rodzaju... spodziewała się takiego zachowania. Spokojnie przeszła przez trap, rozglądając się z ciekawością po pokładzie. Właściwie wszystko tutaj przeczyło ogólnie przyjętym zasadom panowania tego świata, ale cóż, taka była magia. Naginała przestrzeń. Poza tym Adelruna czuła się znów jak w Initium, chadzając między srebrnymi ścianami, pozwalając odsunąć się drzwiom do jej pokoju. Tutaj za to postarali się przynajmniej o komfort jej podróży, a i nieco połechtali jej waldgrosseńską część duszy winem z jej kraju. Oczywiście wszyscy wiedzieli, że wina z Waldgrossen są najlepszej jakości i nikt nie powinien z tym handlować. Na razie jednak nie otwierała go, tylko starannie poskładała swój bagaż do szafy, dbając o zachowanie porządku. Potem wyszła z pokoju, zaglądnęła po drodze do Kaito, czy aby ma się dobrze i dopiero wtedy ruszyła na górę pokładu, oczekując zapewne jakichś instrukcji od jakże Wielkiego Zaklinacza, Mistrza Fryderyka. Czuła, że jeśli będzie go codziennie widziała, jak w drodze z Grottham, to oszaleje. Miała więc nadzieję, że do końca podróży teraz będzie ostatnim razem, kiedy będzie miała tę nieprzyjemność stania twarzą w twarz z nim.
Ilość słów: 615

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

ndz paź 07, 2018 4:06 pm  

  Zakupy przebiegły tak jak zostały zaplanowane. Wyposażenie się w odpowiedni ubiór na podróż w zimne pustkowia północy było czymś oczywistym, a najlepiej do tego nadawało się nic innego jak ciężkie, grube, skórzane płaszcze. Piękny, puszysty kożuch z ciepłym kapturem, o kolorze bieli idealnie wpasował się w gust Drugiego. Cena trzech koron była nieco przesadzona, ale dostali przecież rękawiczki "za darmo", więc czemuż ktokolwiek miałby się sprzeciwiać. Po wyjściu od krawca, kolejnym udanym kierunkiem był szewc, który podbił podeszwy butów swoich nowych klientów dość szybko i sprawnie. Robota została wykonana doskonale, a jeżeli wędrowiec miałby teraz poślizgnąć się na lodzie, to tylko i wyłącznie z powodu własnej nieuwagi.
  Kolejna część dnia Yas spędził na zebraniu najpotrzebniejszych składników do wykonania swoich kapsułek, które powoli zaczęły się kończyć. Rolf jak to porosty i niewymagający chłop, zachlał się jakąś gorzałą gdzieś tam. Podczas tworzenia leku zapobiegawczego rozwoju choroby, Labuhn zorientował się, że godzina będzie ich niedługo posyłać do łoża, aby mogli wstać na czas na swój rejs ku przygodzie.
  Znalezienie Egzarchy nie było zbyt trudne. Większym wyzwaniem okazało się doprowadzenie go do łóżka w kolegium, w którym zatrzymali się do jutrzejszego dnia. Kiedy dokonał tej iście wyczerpującej czynności, zabrał się do swej komnaty i czym prędzej starał się zmrużyć oczy. Noc zapowiadała się na tą z serii nieprzespanych. Nie przez koszmary, które od jakiegoś czasu opuściły umysł magusa, lecz przez hałasy dochodzące z zewnątrz.
  Całkiem niewyspany i lekko zamulony Drugi szybko się ogarnął, gdy do jego twarzy dotarły promienie słoneczne. Zorientował się również, że nie były one porannymi promykami, ponieważ jego okno wychodziło na dość spory budynek. Wiedział, że jeżeli się nie pospieszy, to może rozzłościć Wielkiego Zaklinacza. Miał głęboko w poważaniu jego odczucia, ale na poziomie czysto służbowym nie chciał zajść za skórę komuś o tak wysokiej jak mniemał randze.
  Wszyscy razem udali się do portu, w którym czekał już na nich ogromny, przeczący wszelkim prawom fizyki i technologii budowania statków, metalowy okręt z czarnymi żaglami. Mnóstwo ludzi ładowało go zapasami, które nagromadzili Hissler i Freya. Było tam tego tyle, że mogli by przeżyć kilka dobrych miesięcy na otwartym morzu, nie przybijając do portu ani razu. Gdy wszyscy zebrali się już na pokładzie, Jasław udawał bardzo zaciekawionego tym co mówi Hissler, lecz nie obchodziły go jego słowa przechwalania się, ale to w jaki sposób działa ten cudowny twór. Nie miał zamiaru oczywiście pytać wprost, ponieważ czuł, że Zaklinacz może do uziemić na kilka dobrych godzin, prawiąc mu o cudowności tego statku, oraz o tym jaki to on nie jest wspaniałym tworem jego wielkiego geniuszu.
  Szybkie wypakowanie się w kajucie, która przypominała komnatę iście wyjętą z Initium sprawiło, że Yas miał lepszy humor, oraz czuł się tam bardziej "jak w domu". Jego wzrok przykuło cholernie drogie, waldgrosseńskie wino. Zastanawiał się przez krótką chwilę, czy w ogóle będzie chciał je wypić, lecz uznał, że powstrzyma się. Jego głowa jest zbyt słaba i nie miał ochoty zataczać się na statku. Ostatecznie po rozpakowaniu się w swoim nowym pokoju, Jasław ruszył na górny pokład, aby ewentualnie móc podziwiać start cudownej maszyny i pooglądać cuda tego kontynentu. Freye.
Ilość słów: 624

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz paź 14, 2018 4:01 pm  

Narrator

  Powitalny podarunek w postaci butelki wytrawnego, wyjątkowo drogiego waldgrosseńskiego wina, pochodzącego prosto z najbardziej prestiżowych winnic ulokowanych na północy kraju pokrytego lasami, wprawił wszystkich magów w nieco lepszy nastrój. Nie oznaczało to jednak, iż cała gromadka natychmiast pochwyci butelczynę wartującą więcej, niźli życie niektórych ludzi, by wyżłopać jej zawartość w zaledwie krótką chwilę. Zarówno Adelruna, jak i Jasław przełożyli to na inną chwilę, a jak się moment później okazało – podobnie postąpili Iwasaki i Rolf. Cała czwórka spotkała się na krętych schodach prowadzących wprost na górny pokład, gdzie już czekał Fryderyk.
  Stojąc tuż przy dziobie, rudy mężczyzna spoglądał w daleki horyzont, co rusz gładząc swoją kozią bródkę, dumnie się przy tym uśmiechając. Zaraz za nim zebrała się już niemała kompania, składająca się z nieznanych do tej pory Labuhnowi, ani Wasserberg, Egzarchów oraz Drugich. Odziani w szaty nieco mniej wytworne, niż sam Hissler, jednak nadal przywodzące na myśl przede wszystkim przepych i bogactwo wydarte prosto z Initium. Najwidoczniej również Ernest musiał maczać palce w przygotowaniach do wyprawy na daleką północ. Jednak spośród całej tej gromadki wyróżniały się dwie osoby – stojąca po prawicy zaklinacza, poznana już wcześniej przez Adel, Freya oraz mierzący niewiele ponad 1.8m mężczyzna o atletycznej budowie ciała. Średniej długości włosy szarawej barwy niekiedy opadały na nieco ciemniejsze, gęste brwi. Tuż spod nich zaglądały głębokie, zielone oczy. Ubrany w cienki płaszcz z kapturem, spod którego prześwitywał stalowy pancerz.
  Hissler odwrócił się na pięcie idealnie w momencie, kiedy wokół niego zebrali się już wszyscy ważniejsi członkowie załogi. Głośno odchrząknął, po czym klasnął, a jego lico pokryło się szerokim uśmiechem.
  Moi najdrożsi bracia oraz najdroższe siostry — zaczął, robiąc dwa kroki w stronę gromady. — W końcu nastał ten moment, w którym mogę oficjalnie powitać was na okręcie będącym bez wątpienia najdoskonalszą rzeczą, jaką kiedykolwiek nosił ten świat. I to właśnie na nim, jak już wiecie, wypłyniemy wprost na wody dalekiej północy. W poszukiwaniu ziarna zła, które zaczęło kiełkować już dłuższy czas temu, a o którym przecież nie mieliśmy zielonego pojęcia. Pozwólcie, że uraczę was małym rozwinięciem tego, co wiedzieliście wszyscy do tej pory — znów wycofał się do tyłu. Sięgnął za pazuchę, wyjmując z weń fajkę nabitą już jakimiś ziołami. Włożył ją do ust. Spojrzał dość wymownie na jednego z Drugich stojącego w szeregu. Ten zaś pstryknął palcami, a z wnętrza fajki wydobyły się iskry i dym. — Dziękuję — zaciągnął się głęboko. — Powiedziano wam o Zerze odnalezionym w okolicy Grottham, ale nikt do tej pory nie wspominał o szczegółach tej historii. Jak się okazuje, sprawa jest nieco bardziej zagmatwana, niż wygląda na pierwszy rzut oka. Otóż był to Edwin Gnuśny, kuzyn zarówno Edberta von Richtera, jak i mnie samego. Miecz, którym został zgładzony został stworzony przeze mnie i naszego byłego Wielkiego Mistrza, który teraz z każdemu znanych przyczyn gnije w lochach Initium — zrobił sobie krótką przerwę, oczekując reakcji ludzi stojących wokół niego. Nie nastąpiło jednak żadne większe poruszenie, choć na twarzach niektórych z pewnością malowało się zdziwienie. — Edwin od zawsze był dziwakiem, choć wydawał się stosunkowo niegroźny. Do czasu, kiedy wraz ze swoją drużyną natknął się na ruiny starej świątyni. Dla ścisłości było to jakieś czterdzieści kilometrów odległości od granicy z Nerdią. Oczywiście wiemy o tym tylko dlatego, że wtedy jeszcze przyniósł przekopiowane ze srebrnych ścian zapiski. Jak się później okazało – w znacznym stopniu zmienione i nie mające zbyt wiele sensu. Druga ekspedycja wysłana w to samo miejsce odnalazła, lekko mówiąc, ruinę ruin. I tylko dzięki temu, że po czasie Gnuśny popadł w szaleństwo i samemu zaczął zapisywać na wielkich kamieniach wszystko to, co wiedział, mamy szczątkowe pojęcie gdzie się udać w poszukiwaniu źródła tego wynaturzenia. Nie wiemy jednak czego się spodziewać. Kolejnych świątyń? Kolejnych Zer? A być może jedynie jałowych lodowców, które kryją tajemnice jedynie według szalonego umysłu Edwina — Hissler skończył mówić akurat wtedy, kiedy w fajce skończył mu się tytoń. Po chwili przypomniał sobie jednak, że ma do dodania coś jeszcze. — No tak, jeszcze jedno. Właściwie najważniejsze – najwidoczniej oprócz samego Edwina, na kontynencie było jeszcze jedno Zero, które musiało przybyć tutaj razem z Pierwszymi w czasie ataku na Jaksar. Natknął się na nie w kamieniołomie człowiek stojący po mojej lewicy. Chłopcze, przedstaw się i opowiedz jak to wyglądało.
  Milczący dotąd młodzik zrobił dwa kroki w przód i wziął głęboki oddech. Przeleciał spojrzeniem po wszystkich ludziach stojących przed nim i na moment zamknął oczy.
  Gilter von Freyer — wypowiedział głośno i wyraźnie, pewnym siebie głosem. — To, co spotkałem w kamieniołomie idealnie wpasowuje się w opis przedstawiony w raporcie Pana Hisslera. Blada skóra delikatnie zalatująca w błękit, żłobienia urwane w połowie, moc przytłaczająca bardziej, niż dziesiątka Pierwszych. Dziwiła mnie tylko jedna rzecz. Ta istota zdawała się nie być do końca świadoma tego, czym jest. Jakby ktoś wymazał jej pamięć.
  Dziękuję, Gilterze — wtrącił się szybko Fryderyk. — Jakieś pytania? Jeśli nie, pora podnieść podnieść kotwice i przeciągnąć parę wajch.
Ilość słów: 1001

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr paź 17, 2018 6:20 pm  

  Wychodząc na pokład statku, jak przykazał Hissler, Adelruna obserwowała pozostałych zbierających się tam uczestników wyprawy. Wyglądało na to, że zarówno ona, jak i Kaito byli jedynymi pełnoprawnymi przedstawicielami Exitium, wyróżniając się wśród majestatycznej gromadki wysłanników Initium. Jednak mając dosyć wysokie mniemanie o sobie, stwierdziła egoistycznie, jakoby była tutaj najważniejszą ze wszystkich prócz samego Fryderyka, z całkiem rozsądnego powodu – jako jedyna miała jako takie doświadczenie z Zerami. Cóż, przynajmniej tak sądziła.
  Przelotnie zerknęła na mężczyznę stojącego po lewicy Fryderyka, niezbyt się nim interesując. Założyła ramię na ramię, słuchając wywodu okraszonego dozą pyszałkowatości i ciągłego pokazywania swojej pozycji ponad tym szeregiem. Jej myśli błądzące wokół osoby Wielkiego Zaklinacza i różnych epitetów oraz przymiotników określających go szybko umknęły ku innej, niecierpiącej zwłoki sprawie. Analizowała każde zdanie, które padło z ust Hisslera, będąc podobnie do reszty równie zaskoczoną, z tym, że dla niej było to finalne rozwiązanie zagadki powiązań pomiędzy Gnuśnym, a Fryderykiem. Bardziej zaskakujące było jednak to, iż trzecim kuzynem okazał się być nie kto inny, jak były Wielki Mistrz Initium, aktualnie gnijący w lochach na polecenie Angerera. Jednak im dalej w las, tym ciekawiej.
  O ile informacja o tym, skąd brał inspiracje Edwin, była stosunkowo łatwa do przewidzenia, o tyle wiadomość o kolejnym zidentyfikowanym Zerze – niezbyt. Tutaj wtedy wkroczył nowy "towarzysz" Fryderyka, zabierając głos i wyjaśniając sytuację, a właściwie jedynie ją przybliżając, bo o zrozumieniu jej nie było mowy ani przez chwilę. Pytań jednak Adel nie miała, nie uznając w tej chwili zadawanie tak banalnych, jak: "jak to możliwe", bądź "dlaczego?", dlatego też stała w miejscu, tak jak przed chwilą, czekając na oficjalne zakończenie tego zebrania. Tuż po nim zamierzała nie widzieć rudego oblicza Hisslera już do końca rejsu. Inne plany miała wobec jego płomiennej towarzyszki, którą zamierzała wypytać o wczorajszą sytuację z czytaniem w myślach. Była zaintrygowana jej umiejętnościami, a także tym, w jakich okolicznościach jej drogi z byłym Drugim się skrzyżowały.
Ilość słów: 411

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

śr paź 17, 2018 11:27 pm  

  Pogoda sprzyjała wyprawie morskiej. Ciepłe słońce, znikoma ilość chmur na niebie, oraz ta cudowna bryza, która opiewała w powietrzu. Yas nie mógł poczuć jej na swojej twarzy ze względu na maskę, ale wyczuwał ją wokół siebie. Zebranie na pokładzie zaczęło się tuż po przybyciu całej czwórki, która skończyła rozpakowywać się w swoich nowych pokojach.
  Wiele osobistości, których Jasław nie znał znalazło się na statku. Wszyscy byli odziani w bogato zdobione szaty i najprawdopodobniej Initium wytrzasnęło ich skądś. Młody magus wyobrażał już sobie nową przygodę, nowe widoki, nowy ląd. Nikt nie spisał swoich wypraw na nieznane ziemie północy, więc Labuhn postanowił stworzyć książkę o tej niesamowicie zapowiadającej się podróży.
  Podczas całego wywodu Wielkiego Zaklinacza oraz nowo poznanego Egzarchy, przemierzał wzrokiem po całym zgromadzeniu. Nikt nie przykuł jego uwagi tak jak zrobiła to Freya. Jej boskie rysy twarzy, oraz doskonałe proporcje ciała wprawiały jego serce w mocne palpitacje. Ukrywał mocno takowe myśli, ponieważ ta niezwykła kobieta potrafiła w nich czytać jak zaprezentowała to na spotkaniu.
  Cała zaprezentowana historia wydawała się ciekawa i na pewno godna przyjrzenia się w możliwie odpowiedniej okazji. Yas jednak pod wpływem nagłego skoku ciśnienia spowodowanym dziwnymi dywagacjami na temat towarzyszki Hisslera, przymknął oczy z powodu nasilającego się bólu głowy. Gdy je otworzył, nie znajdował się już na statku. Wokół niego panowała potężna śnieżyca, a przed jego obliczem ukazała się jaskinia wykuta w gigantycznej bryle lodu. Był jej najbliżej jak dotychczas. Jego ciało zamarzło, lecz oczy mogły się poruszać. Rozejrzał się dookoła siebie, lecz biała pustka tylko kuła jego wzrok. Gdy spojrzał przed siebie, grota oddalał się, a w jego głowie cichym echem odbijały się znajome głosy.
Przyjdz do nas... jestesmy blisko...


  Jego świadomość powróciła do ciała, znów znajdował się na statku. Całe towarzystwo zamilkło, więc najwidoczniej Wielki Zaklinacz skończył swój wywód. Czuł się jakby odpłynął na co najmniej kilka minut, ale może zajęło mu to kilka sekund. Zawsze tracił rachubę czasu, gdy doznawał tych dziwnych wizji. Tak czy inaczej, posiedzenie się zakończyło, a Yas chciał udać się do swojej kajuty, aby uspokoić umysł i oddać się wypoczynkowi.
Ilość słów: 469

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt paź 19, 2018 6:58 pm  

Narrator

  Hisslerowe wyjaśnienia dotyczące powiązań pomiędzy jego osobą, a Edwinem Gnuśnym, miast rozwiewać wątpliwości, tworzyły jedynie kolejne. Całość stała się jednak skomplikowana jeszcze wcześniej, kiedy do tej dwójki dołączył nie kto inny, jak sam były Wielki Mistrz Initiun – Edbert von Richter. Samo pochodzenie zapisków, do których zdołał dokopać się mężczyzna obwołany przez Fryderyka abominacją, również nie było takie do końca jasne. Stara świątynia skąpana w piaskach Sułtanatu, której – być może – największą tajemnicą była receptura na stworzenie istoty idealnej pod względem magicznym, wydawała się być zbyt prosta. Pozostawiona sama sobie na dziesiątki lat, powinna być łatwym łupem dla wszelkiej maści grabieżców, hien cmentarnych, czy po prostu zwykłych rzezimieszków, którzy znaleźliby się w odpowiednim miejscu. Jednak to dopiero Gnuśny miał odnaleźć kolejne srebrne komnaty pełne pradawnej wiedzy, przesiąknięte aurą potęgi tych, którzy przed wiekami skonstruowali Maszynę.
  Hisslera te rewelacje jednak nie dziwiły, lub po prostu nie chciał poddawać wątpliwościom tego, czego sam był świadkiem wiele lat temu. Albo – jak to już miał w zwyczaju – nadal coś ukrywał. Coś, o czym pojęcie jako takie mogły mieć jedynie trzy osoby na całym kontynencie – Wielki Zaklinacz, Edbert von Richter oraz nieszczęsny Edwin, którego zgubiła nadmierna pewność siebie. Fryderyk popatrzył więc jeszcze przez krótką chwilę na milczące stadko, będące teraz jego załogą, a kiedy przez minutę odpowiadał mu jedynie szum fal oraz gwar dochodzący z ulic portowej części miasta, uśmiechnął się fałszywie, poprawił szaty i ruszył przed siebie. Prosto do sterowni. Tuż za nim dreptał Gilter i dwójka innych ludzi.
  Freya, która dotychczas wsłuchiwała się w słowa Wielkiego Zaklinacza z ogromnym podziwem, teraz wpatrywała się z o wiele mniejszym – jeśli nie zerowym – entuzjazmem w Milczkę. Jakby od niechcenia podeszła do kobiety, mijając przy tym Jasława. Drugi mógł wyczuć od niej woń mocnych perfum o zapachu róży i lawendy.
  Czy to naprawdę takie zaskakujące? — spytała jakby z rozżaleniem w głosie.
  Tymczasem, gdzieś w tle, pomiędzy dwójką ludzi, którzy najwidoczniej kompletnie ignorowali słowa Hisslera, nawiązywała się nić porozumienia. Kaito wraz z Rolfem śmiali się pod nosem. Jeszcze większy uśmiech na ich twarzach pojawił się wtedy, kiedy ten drugi wyciągnął zza pazuchy litrową butelkę najzwyklejszej w świecie, chamskiej gorzały prosto z najgorszych dziur Jaksaru.
  Labuhn męczony przez kolejne dziwne wizje, których znaczenia zrozumieć nie mógł on sam, ani nikt inny – o ile zdobyłby się na podzielenie się tak dziwacznymi halucynacjami z obcą osobą – poczuł się cholernie zmęczony. Rozbolała go głowa, stawy zaczęły piec, w umyśle słyszał trzask pękających kości. W tym samym momencie linie na jego ciele zaczęły dość chaotycznie pulsować błękitem. Dla pozostałych obecnych był jednak jakby niewidzialny – nikt nie zwracał uwagi na dziwnego Drugiego. Dziwaków w Initium nie brakowało, a skoro tu był, to pewnie wiązała się z tym jakaś potrzeba – toteż pozostawał ignorowany. Szybko udał się do swojej kajuty, gdzie rozłożył swe ciało na arcy-wygodnym, miękkim łóżku, które momentalnie odjęło wszelkie boleści oraz zmęczenie.
  Ta sama chwila wiązała się z uniesieniem kotwic i głośnym hukiem. Cały statek przepełniła dzika aura, ściany nagle zaczęły się świecić, a załoga wyczuła delikatny ruch. Okręt ruszył, w dodatku osiągając nieprawdopodobną prędkość.
Ilość słów: 634

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob paź 20, 2018 12:03 pm  

  Przedstawienie się zakończyło i wyglądało na to, że będzie można się rozejść. Co interesujące, w myślach Adelruny pojawiła się myśl, aby podejść do kobiety i zapytać ją – rzecz jasna bez większych uprzedzeń, z czystej ciekawości. Ciekawość ta zamieniła się dosyć szybko w niepokój i pewne uczucie osaczenia, kiedy Freya zwyczajnie do niej podeszła i odpowiedziała na to, co ona kształtowała w swym umyśle jako niejasne myśli. Twarz mając pod maską, skrzywiła się na jej słowa. Wbiła wzrok w kobietę i wyprostowała się, natychmiast zaczynając emanować nieprzychylnością względem archeolog.
  — Nie lubię, kiedyś ktoś gości się w moim umyśle bez mojej zgody. Mogłabyś chociaż zachować pozory, że tego nie robisz — odkaszlnęła zaległą chrypkę, nadal wpatrując się z lekką wrogością w kobietę. Po chwili jednak jakby zeszło z niej to – podejście, jakby każdy był tutaj jej wrogiem. Bliska współpraca z Hisslerem, który był czołowym arogantem, nie oznaczała, że trzeba być taką samą personą. Co zdążyła już zauważyć, większość otaczała go czcią porównywalną do władcy bądź nawet jakiegoś posłannika Onych. Nawet Adel zdawała sobie sprawę, że to potężny i niebezpieczny człowiek, ale jej własna arogancja nie pozwalała dopuścić do siebie krzty okazania szacunku.
  Westchnęła cicho chwilę po wypowiedzeniu słów i z nieco mniejszym uprzedzeniem dodała: — Zaskakujące czy nie, i tak bym chciała wiedzieć.
Ilość słów: 270

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: http://novrahi.pl/viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob paź 20, 2018 2:59 pm  

Narrator

  Freya z nieco pobłażliwym wyrazem twarzy wlepiła wzrok w maskę Adelruny. Spoglądała tak intensywnie przez krótką chwilę, przeciągając palcem po dolnej wardze. Przez moment w umyśle Milczki mogła zrodzić się dość absurdalna myśl, jakoby kobieta ta doskonale widziała twarz Milczki, nawet przez stalowy pancerz przesłaniający jej lico.
  Mogłabym, ale nie muszę. Za bardzo się do tego przyzwyczaiłam. Nadzwyczajna wygoda, wiesz? — zapytała nieco rozbawiona, nim jednak dziewczyna zdążyła otworzyć usta, ruda ślicznotka wzrostu mniej więcej takiego samego, jak Panna Wasserberg, znów otworzyła buzię. — Łatwiej byłoby, gdybym po prostu ci pokazała, ale są pewne rzeczy, o których lepiej jedynie mówić. Oczywiście nie chodzi mi o moją znajomość z Panem Hisslerem, tylko o magów aur — na moment się zamyśliła, kierując swój wzrok ku niebu i obgryzając paznokieć prawej dłoni. Po chwili cmoknęła. — Na szczęście na tym statku ani ściany, ani deski nie mają uszu i oczu. A przynajmniej nie takie, o których ja sama bym nie wiedziała — zaśmiała się. — Ale posłuchaj, są ludzie, którzy za ciepłe miejsce z dala od wścibskich oczu, a w dodatku niemal nieograniczone środki zrobią wszystko. Taki się nam, a raczej Angererowi, kolega przytrafił i nieco informacji z Sutato przekazał Initium. A ja byłam jedną z pierwszych, które sprawdzały wartość tych notatek i jak widać, udało się! — mówiła z nieukrywaną ekscytacją. — Więcej powiedzieć ci nie mogę, bo bym głowę straciła. Masz szczęście, że trochę ze mnie plotkara — puściła oczko. — Za to jeśli chodzi o Pana Fryderyka...
  Milczka poczuła drobne ukłucie gdzieś z tyłu swojej głowy. Po chwili przed jej oczyma pojawił się obraz Freyi, Nakamury oraz Hisslera, na którym to właśnie wizja ta się skupiała. Sceny zmieniały się co jakieś pięć, czasami dziesięć sekund, wszystkie jednak kręciły się wokół jednej i tej samej osoby. Wszystko układało się w sensowną całość – zawiązanie współpracy, tworzenie planów statku, przeszukiwanie starych archiwów w poszukiwaniu wszelkich wzmianek na temat Zer oraz ruin świątyń. Nie brakowało także zgłębiania tajnik magii aur, w której to Fryderyk wspomagał Freyę, dając jej co rusz wskazówki w jaki sposób najlepiej optymalizować ból w stosunku do ilości zużytej energii. Po jakichś dwóch minutach Milczka na powrót odzyskała swój wzrok, a przed nią stała uśmiechnięta ruda kobieta, nadal obgryzająca paznokcie i trzymająca się za lewy bok. Prawą nogę miała ugiętą.
  To wyczerpuje twoją ciekawość, prawda Panno Wasserberg? — zapytała spokojnie.
Ilość słów: 477

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości